solowe wariacje
Klik! - O czym piszę gdzie indziej - okolice książek
piątek, 21 sierpnia 2026
środa, 22 kwietnia 2026
Tam, gdzie Mickiewicz...
Budynek na ulicy Saint-Pierre, gdzie mieszkał Adam Mickiewicz podczas pobytu w Lozannie w latach 1839 - 1840. Rysunek Stanisława Witkiewicza zamieszczony w "Wędrowcu" z 1884 roku.
Obecnie ulica nosi nazwę Rue du Bourg, a dom nosi numer 19. W 1916 r. (lub 1917) odsłonięto tablicę upamiętniającą pobyt Mickiewicza, jednak znajduje się ona gdzie indziej - na Rue de la Grotte 1. Jedyne zdjęcie tej tablicy, jakie znalazłam w Internecie, jest bardzo nieczytelne, z tego względu nawet nie wiem, czy tablica do dzisiaj istnieje.
środa, 18 marca 2026
Polska tradycja pasyjna
Gdy w wielu renomowanych koncertowych miejscach, jak filharmonie, opery i znamienitsze zabytkowe budowle sakralne w okresie Wielkiego Postu można posłuchać wybitnych kompozycji Bacha: Pasji wg św. Mateusza i Pasji wg św. Jana, w każdym nawet najmniejszym kościele śpiewa się Gorzkie żale. Podzielony na trzy części tekst opracował i napisał i wydał ks. Wawrzyniec Benik. Nabożeństwo po raz pierwszy zostało odprawione 13 marca 1707 roku w Kościele Św. Krzyża w Warszawie pod przewodnictwem ks. Szczepana Wierzbowskiego. Jest to jedyne polskie nabożeństwo, tworzące polską tradycję pasyjną. Oczywiście pieśni pasyjne są jeszcze inne, ale tak całościowe ujęcie obejmujące trzy godziny Męki Pańskiej, które powszechnie wrosło w stałą tradycję wielkopostnych obrzędów, mamy tylko jedno. Ksiądz Benik nawiązał w swoim tekście do średniowiecznych misteriów Męki Pańskiej i charakterystycznych średniowiecznych udramatyzowanych dialogów. Stąd w każdej części jedna pieśń jest pełnym rozpaczy dialogiem z Matką Bolesną.
Opracowane przez ks. Wawrzyńca Benika wydanie nosiło długi barokowy tytuł: Snopek Mirry z Ogrodu Getsemańskiego albo Żałosne Gorzkiey Męki Syna Bożego podczas Postu Wielkiego na passyach około godzin nieszpornych po południu rozpamiętywanie dla zapalenia miłości serc ludzkich ku niewinney Męce Pana i Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa oraz ku Przenayświętszey Pannie Maryi Bolesney. W zasobach bibliotek cyfrowych najstarsze wydanie, jakie znalazłam, pochodzi z 1809 roku z Krakowa, a więc sto lat późniejsze.
czwartek, 22 stycznia 2026
Słodkie
W przedwojennej gazecie natrafiłam na taką słodką reklamę:
piątek, 26 grudnia 2025
Kolęda o świętym Szczepanie
Dzisiaj, w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia czci się pierwszego męczennika, czyli świętego Szczepana, w tradycji zwanego Protomartyrem. Jesteśmy w czasie kolędowym, więc i o Szczepanie kolęda jest, a jakże. Trzeba ją zaśpiewać właśnie dzisiaj.
Muzyka stara, tradycyjna. Słowa także. W Dziełach Wszystkich Oskara Kolberga tekst tej kolędy i nuty znajdują się w tomie piątym. Poniżej krakowska wersja tekstu, śpiewano ją w Małopolsce i na Podkarpaciu. Tekst jest nieco humorystyczny.
I takie fajne nagranie - domowe:
Święty Szczepan po kolędzie
gdy chodził,
Wnet się kniemu i Jan święty nagodził.
Pójdźmyż prosto mój Janeczku
do szopy,
Gzie nam gwiazda drogę ściele w też tropy.
Znajdziemy tam pacholątko
nadobne,
Mówią wszyscy że jest Bogu podobne.
Obyczajnież Panie Janie
witajcie
To dzieciątko, pięknie mu się kłaniajcie.
I wy Stefan z ostróżnością
dla Boga
Przyklękajcie, by nie trzasła podłoga.
Rozumiałby stary Józef że to
wy,
Byłżeby śmiech jako mówią gotowy.
Nie uczcież wy miły Janie
Stefana,
Mam ja zdrowe do klękania kolana.
Weźmiewa też małe dziatki w
tę drogę,
Będą cup, tup, przed dzieciątkiem w podłogę.
Tak choćby się co nam starym
przydało,
W kupie dziatwy za nicby się nie zdało.
Pójdźmyż prędko witać Pana
nowego,
Niechaj nas nikt nie uprzedza do niego.
Po kolędzie zaś do tego
klasztora
Wstąpmy, bo tu dobra nasza podpora.
Dobrodziejka Jejmość Xieni jest
szczodrą,
Da posiłek i kolędę nam dobrą.
Tu z nią święty Jędrzej wraz
gospodarzy
Bardzo dobrze, i wszystko się im darzy.
Matka też Salomea Gospodynią;
Oneć to tu wszystkie nam dobrze czynią.
Więc możem się tego pewnie
spodziewać,
Że nie będziem próżno gębami ziewać.
Każą wina po półgarca
nalewać,
My też nie ustaniemy grać i śpiewać.
wtorek, 2 grudnia 2025
Polskie niematerialne dziedzictwo kulturowe
Jest tych kulturowych tradycji wiele. Właściwie każdy region ma swoje. Jednak niektóre są szczególnie cenne. Właśnie przeczytałam, że w grudniu podczas 20. sesji Międzyrządowego Komitetu ds. Ochrony Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości zostanie podjęta decyzja o wpisaniu na Listę UNESCO polskiej tradycji plecionkarskiej. Konferencja odbędzie się w New Dehli w dniach 8 - 13 grudnia. Zabiegi o wpisanie plecionkarstwa na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości trwają zwykle kilka lat. Poprzedza je wpisanie danej tradycji na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego, na której obecnie znajduje się 118 tradycji. Przygotowuje się obszerną dokumentację, także filmową.
Na światową listę UNESCO do tej pory wpisanych zostało sześć polskich tradycji.
2018 r. - szopkarstwo krakowskie. Krakowskie szopki to tradycja, kultura, cierpliwość i praca. W corocznym konkursie na szopkę przyznawane są nagrody w kilku kategoriach, a następnie szopki można oglądać w różnych miejscach Krakowa oraz na specjalnej wystawie. Tradycje szopkarskie kultywowane są z pokolenia na pokolenie. W zasadzie wywodzi się ona ze średniowiecza, jeśli za początek przyjąć pierwszą żywą szopkę w naturalnej scenerii zorganizowanej w 1223 roku przez św. Franciszka. Oczywiście szopki krakowskie to już zupełnie inna historia związana z wędrownymi przedstawieniami jasełkowymi. Do dzisiaj natomiast można co roku podziwiać nowe pomysły, ruchome postacie, wielopiętrowe konstrukcje, odwzorowanie detali architektonicznych i obyczajowych, a także szopki miniaturowe, które trzeba oglądać z lupą.
Na zakończenie trochę prywaty. Mam ule i mam koszyki. Mój dziadek i ojciec hodowali pszczoły. Oczywiście nie w barciach, tylko nowocześniejszych ulach. Ale pamiętam jeszcze ule wydłubane z pni grubych drzew stojące w starym sadzie. Jeden kryty słomą, jak za dawnych czasów. Ja sama kilka lat temu miałam przygodę z dzikimi pszczołami, które zajęły pusty ul i całe lato z niego korzystały. Druga prywata to tegoroczna nominacja plecionkarstwa. Mój ojciec wyplatał koszyki. Co prawda nie z wikliny, lecz z łoziny. mam je do dzisiaj, Cała kolekcja. Od wielkich, że gdybym w nie coś włożyła, z trudem mogę unieść, do małych i całkiem malutkich, służących jako schowki na różne drobiazgi. Nie są to tak wymyślne koszyki, jak te z Rudnika (Rudnik to wiklinowe zagłębie), większość ma podobny kształt, ale żałuję, że nie miałam czasu się wyplatania nauczyć.
poniedziałek, 3 listopada 2025
Kiedyś w listopadzie
Były i są różne listopady. Lubię wyszukiwać stare pocztówki. Listopad malarski i listopad historyczny. W kilku datach, w rocznicach, które co roku powracają.
Listopad w pejzażu bywa już przedsionkiem zimy. Ale na obrazie Rapackiego jeszcze złocą się na drzewach liście.
Józef Rapacki, Listopad - pocztówka przedwojenna
Na samym początku miesiąca - 5 listopada 1916 roku - podpisano akt proklamujący powstanie Królestwa Polskiego. Oczywiście droga do faktycznej niepodległości była jeszcze daleka. Tak samo jak ów akt dokładnie nie precyzował, kiedy Królestwo Polskie powstanie, jakie będą granice i w jakim zakresie otrzyma wolność. Niemniej data znalazła odzwierciedlenie w wydawnictwach rocznicowych jak dwie poniższe pocztówki.
niedziela, 7 września 2025
Muzyka, śpiew i modlitwa - na Siewną
Czy w tej akurat kolejności? Niekoniecznie, aczkolwiek nie wymieniłam wszystkiego. Był orkiestra dęta, był zespół śpiewający, były występy pań z koła gospodyń wiejskich, była msza w parafialnym kościele, były ciasta, słomiane "rzeźby" i artystyczne ekspozycje plonów i oczywiście dożynkowy wieniec. Kultywowanie tradycji dożynek należy do kultury lokalnej, mimo że obchodzone właściwie w całej Polsce wiejsko-sołeckiej, mające swoje ponadlokalne wydania w postaci dożynek wojewódzkich i ogólnopolskich na Jasnej Górze. Swego czasu w okresie PRL-u nagłaśniane ogólnopolskie dożynki z udziałem najwyższych przedstawicieli partyjnych były transmitowane w telewizji, służąc jako propagandowa narracja władzy komunistycznej kształtująca świeckie państwo. Propagandowe funkcje ogólnokrajowych dożynek w okresie PRL omawia Monika Milewska (Ukradzione święto. Dożynki w PRL, "Zeszyty Wiejskie", 2020). Ich organizacja corocznie odbywała się w innym mieście wojewódzkim, co podyktowane było względami ideologicznymi, np. w 1954 roku ogólnokrajowe dożynki odbyły się w Lublinie jako uczczenie 10. rocznicy ogłoszenia Manifestu PKWN. Przygotowywane z wielką pompą obchody gromadziły do 200 tysięcy uczestników z całej Polski (przodowników pracy i działaczy), a tylko niewielka część dożynkowego pochodu wywodziła się z ludowej tradycji (wieniec dożynkowy, tradycyjne stroje ludowe|). Bezpośrednią bowiem funkcję propagandową pełniły niesione w długim pochodzie portrety przywódców politycznych (np. Bieruta, Stalina, Mao-Tse-tunga, Kim Ir Sena...), Ludwika Waryńskiego, sztandary PZPR, ZSL, ZMP, transparenty ("Cześć chłopom, przewodnikom polskiej wsi...", "Niech żyje Związek Radziecki..." itp.). Wzory wieńców dożynkowych poszczególnych województw były z góry określone przez Zarząd Główny ZSCh. Obchodom towarzyszyła idea mechanizacji wsi, stąd prezentacje traktorów, kombajnów, maszyn rolniczych. Paradoks komunistycznych dożynek polegał na tym, że miały służyć wychwalaniu klasy robotniczej, stąd uczestniczyły w nich delegacje z fabryk, kombinatów chemicznych, stoczni, hut, stalowni, kopalni, a w efekcie chodziło o marginalizowanie znaczenia obszarów wiejskich na rzecz wzmocnienia rozwoju przemysłu i nadrzędnej roli robotników (szczególną rolę odegrała tutaj historia powstania Nowej Huty). Włączanie do dożynkowego święta rzesz robotników z fabryk i organizowanie dożynek w największych miastach mimowolnie nabierało aspektu humorystycznego, gdy z ludowego, wiejskiego obrzędu plonów powstawała wielkomiejska manifestacja pod hasłem "Tradycyjne, Ogólnomiejskie Dożynki Wsi". Jednocześnie chodziło o pozbawienie dożynek akcentów religijnych, co - nota bene - było trudne, ponieważ tradycyjne pieśni dożynkowe są wyrazem wiary w Boską opiekę nad urodzajem.
W latach 90. XX wieku i na początku wieku XXI rozwój idei "małych ojczyzn" przywrócił dożynkowej tradycji wymiar lokalny, skupiając wokół obrzędu lokalną społeczność, aktywizując najczęściej działania tradycyjnych kół gospodyń wiejskich i ochotniczych straży pożarnych. Samoorganizacja środowisk wiejskich wokół tradycyjnych form świętowania, odnoszących się do specyfiki pracy na roli, jest jednym z elementów zasobów kulturowych wsi. Obyczaj dożynkowy powstał około XVI wieku, ewoluując przez kolejne wieki aż do wieku XIX i początku XX, gdy utrwaliła się forma dziękczynienia za plony i święcenia wieńca dożynkowego w święto Narodzenia Matki Bożej, czyli 8 września. Jeszcze w latach międzywojennych dożynki urządzano właśnie podczas tego święta. Dziś jest inaczej, ponieważ parafie, gminy i powiaty urządzają święto plonów w różnych terminach, od połowy sierpnia aż do września. W wielu miejscowościach zachowuje się nadal tradycyjny termin Matki Bożej Siewnej, jak tradycyjnie nazywa się święto Narodzenia NMP. Dożynki bowiem oznaczają zakończenie zbierania plonów i przygotowanie ziemi pod nowy zasiew. W wiejskiej społeczności lokalnej tradycyjne dożynki zachowały sakralny charakter, a centralnym wydarzeniem jest poświęcenie wieńca dożynkowego przez kapłana w kościele. Stałym punktem jest tradycyjna pieśń dożynkowa "Plon, niesiemy plon" (zapisana przez Oskara Kolberga), niemniej ma ona liczne warianty i każdy region ma swoje własne wersje.
Uroczystości towarzyszą temu liczne atrakcje przygotowane przez lokalne grupy, jak wspomniane koła gospodyń wiejskich i ochotnicza straż pożarna oraz zaangażowani mieszkańcy. Uwidacznia się w tym jeszcze inna rola dożynek - poza sakralną funkcją dziękczynienia za plony - mianowicie integracja społeczności wokół wspólnych wartości: pracy, gościnności, tradycji, pobożności, zabawy, kształtowania specyficznej ludowej estetyki. Wszystko to obserwowałam właśnie dzisiaj, w dniu święta Matki Bożej Siewnej. W uroczystym korowodzie z udziałem pań z koła gospodyń wiejskich oraz orkiestry dętej do kościoła został zaniesiony wspaniały wieniec. Bezpośrednio do świątyni korowód z wieńcem został wprowadzony przez kapłana. W trakcie nabożeństwa wieniec został poświęcony, orkiestra grała (jak orkiestra huknęła na Podniesienie, to aż posadzka zadrżała), a panie z zespołu (o zespole pisałam TUTAJ) śpiewały specjalnie przygotowane pieśni. I to na dwa głosy. Przepięknie! Słowa pieśni dożynkowych wysławiają ciężką pracę na roli i zarazem sławią Boga za "dobrodziejstwa, którym nie masz miary", jak wspomniał kapłan w homilii.
W tradycji dożynkowej od dawnych czasów wykształcił się też element satyryczny. Także do tego było nawiązanie w postaci żartobliwego skeczu, na którego odegranie w kościele ksiądz się zgodził. Nawet zachęcał, żeby zostać i obejrzeć. Gestem gościnności było zaproszenie wszystkich obecnych na poczęstunek. I nie chodziło tylko o to, że można było wziąć kawałek dożynkowego chleba, lecz o całkiem przyjemne delektowanie się słodkimi wypiekami. Co najmniej kilkanaście pań piekło ciasta, aby dla nikogo nie zabrakło.
Muszę wspomnieć jeszcze o orkiestrze. Była to orkiestra dęta z Zaburza - powiat zamojski. Orkiestra oczywiście Ochotniczej Straży Pożarnej - wszyscy w strażackich galowych mundurach. . Dlaczego to ważne? Ponieważ jest to orkiestra ze stuletnią tradycją, powstała w 1926 roku, jedna z najstarszych orkiestr na Roztoczu. Występuje w całej Polsce na przeglądach i festiwalach. Jeszcze dekadę temu była to jedna z największych orkiestr dętych na Zamojszczyźnie. Grają w niej muzykanci z Zaburza i okolicznych miejscowości: Chłopkowa, Latyczyna, Gorajca, Radecznicy, Mokregolipia.
Znalazłam nawet kilka nagrań, chociaż niewielki to przedsmak tego, co orkiestra potrafi.
sobota, 28 czerwca 2025
Hymny i kwiaty
Hymny i kwiaty to wyróżniki święta Bożego Ciała i oktawy po nim zakończonej, podobnie jak pierwszego dnia, procesją do czterech ołtarzy. Zwłaszcza sypanie kwiatów, strojenie ołtarzy, układanie kwietnych dywanów wpisało się w polską tradycję, chociaż - jak się zaraz okaże - nie tylko u nas. Niemniej to polskie słynne kwietne dywany w Spycimierzu znajdują się na liście niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkości UNESCO. Inne miejscowości pozazdrościły Spycimierzowi i czytam właśnie, że i gdzie indziej również układa się dywany, na przykład w Goraju ułożono dywan w świątyni. Tradycja spycimierska ma już 200 lat, tymczasem Maria Paciorkowska w swojej relacji Wrażenia z podróży do Rzymu i Włoch Południowych w roku jubileuszowym (Anno Santo) 1925 wspomina, że w Mediolanie, gdzie akurat przebywała w czasie święta Bożego Ciała, nie urządzano procesji po mieście. Czy Mediolan był tu wyjątkiem? A może nie, to Turyn był wyjątkiem, gdzie - jak pisał Józef Sebastian Pelczar w opracowaniu Pius IX i jego pontyfikat wydanej w 1897 r. - procesje na oktawę Bożego Ciała urządzano od 1453 roku.
Procesje w polskie opisywało wielu autorów, znanych i mnie znanych. Cyprian Norwid opisywał w liście z 1842 roku wrażenia z procesji krakowskiej, w której wierni brali udział w strojach kontuszowych, bractwa cechowe z chorągwiami, a towarzyszyły jej głośne śpiewy i bębny. Uzupełnieniem krakowskich tradycji może być zamieszczona w gazecie "Nowa Reforma" z 1901 r. iście teatralna relacja z harców "Konika zwierzynieckiego", którego harce zakończyły obchody oktawy Bożego Ciała.
Z kolei anonimowy autor listu zamieszczonego w "Przeglądzie Lwowskim" z 1874 roku opisuje uroczystą procesję w Poznaniu. Przybyli na nią, poza poznaniakami, liczni mieszkańcy okolicznych wsi. Dramatycznie natomiast rozwinęły się okoliczności największej procesji warszawskiej w 1890 roku, o czym pisano w "Kurierze Warszawskim" i w "Słowie Polskim" Otóż w czasie procesji zerwał się gwałtowny wicher i ostatni ołtarz ustawiony przy pomniku Kopernika został przewrócony i przypisany do niego fragment ewangelii został odśpiewany już po wejściu do świątyni.
Tradycyjne wicie wianków zilustrował Elwiro Andriolli w monografii Zygmunta Glogera Rok polski w życiu, tradycji i pieśni.
niedziela, 30 marca 2025
Święto pocztówek
Czy święta są jeszcze okazją do masowego wysyłania pocztówek? W dobie elektronicznej korespondencji i SMS-ów raczej wątpliwe. Niemniej nadal są okazją do zainteresowania tą formą korespondencji i czasami jeszcze wykorzystywaną. Może bardziej przez starsze pokolenie. Podczas okazjonalnych świątecznych kiermaszów i jarmarków można podziwiać i kupić niepowtarzalne ręcznie robione pocztówki, będące antidotum na masową produkcję, która - nie ukrywajmy - często nuży powtarzalnością i jednolitością wzorów. Historia zatoczyła koło: ponoć pierwszy raz kartki świąteczne z ilustracją rodziny wznoszącej toast rozesłał na Boże Narodzenie w 1843 roku do znajomych sir Henry Cole, angielski urzędnik państwowy i wynalazca.
Kiedy zaczęła się oficjalna historia kartek pocztowych, dokładnie nie wiadomo. Źródła podają jedną wspólną datę: 30 listopada 1865 roku, kiedy Heinrich von Stephen na V Niemieckiej Konferencji Pocztowej w Karlsruhe zaproponował konieczność wyprodukowania kartki korespondencyjnej. Wówczas jego pomysł nie został zaakceptowany, jednakże już w 1869 roku z inicjatywy Emanuela Herrmanna, austriackiego ekonomisty, poczta austriacka wyemitowała pierwszą kartkę.
Kartki wkrótce stały się popularną formą korespondencji ze względu na to, że były tańsze niż tradycyjne listy. Szybko pojawiły się też ilustracje je zdobiące. Początkowo w formie godła państwowego, a stopniowo grafiki, rysunki, fotografie oraz dzieła malarskie. Pierwsza ilustrowana kartka pocztowa została wydana 16 lipca 1870 roku przez księgarza Augusta Schwartza z Olenburga. W 1872 roku w Zurychu pojawiła się kartka z widokiem miasta. W roku 1889 po raz pierwszy na kartce pocztowej umieszczone zostało dzieło sztuki, był to obraz Rafaela Santiego Madonna na krześle.
Na ziemiach polskich pierwsze kartki pocztowe pojawiły się w latach 90. XIX wieku w zaborze austriackim. Wydawane były w Krakowie i Przemyślu. Autorem polskiej nazwy "pocztówka" jest Henryk Sienkiewicz, który wymyślił i zgłosił ją w konkursie z okazji Pierwszej Wystawy Kart Pocztowych w Warszawie ogłoszonym przez redakcję Słownika Języka Polskiego. Propozycja pisarza zdecydowanie wygrała spośród niemal trzystu innych, jak "listówka", "pisanka", "otwartka".
Kwestia pocztówek świątecznych co roku powraca z okazji Wielkanocy jako rywalizacja między jajkiem i kurczątkiem a zajączkiem. Zagadnienie niebagatelne na wzór słynnego wykładu profesora Mniemanologii Stosowanej Jana Tadeusza Stanisławskiego: O wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia. Nikt, rzecz jasna, na serio się tym nie przejmuje, a jednak z dzieciństwa nie pamiętam świątecznych kartek z zajączkami, tylko z akcesoriami typowej symboliki wielkanocnej: palmami, jajkami, pisankami, kurczątkami oraz wizerunkami Chrystusa Zmartwychwstałego. Kiedy i dlaczego pojawiły się zajączki? Co mają oznaczać. Zachowałam z dawnych komunistycznych lat świąteczną pocztówkę od koleżanki studiującej w ówczesnym Związku Radzieckim - były na niej właśnie zajączki. Pocztówki z elementami religijnymi nie były dostępne, wszak oficjalnie Związek Radziecki ogłaszał się jako państwo ateistyczne.
Współcześnie zaś zajączek na pocztówce wielkanocnej to jakaś nowomoda, bo jeśli nawet ma być odniesieniem do wiosennej pory roku, to dawniejsze wzory odwoływały się raczej do charakterystycznych dla polskiego pejzażu i obecnych od dawna w kulturze bocianów. Przeglądając w kilku cyfrowych bibliotekach zasoby pocztówek znalazłam takie.
Wybrana bibliografia
Historia pocztówki w pigułce. House of postcards. [dostęp: Historia pocztówki w pigułce – dowiedz się, kiedy i gdzie narodziła się współczesna kartka]
Magdalena Galas - Klusek: Pocztówka z Libii. Radio Kielce. [dostęp: Pocztówka z Libii]
Ewa Michałowska - Walkiewicz: Historia karty pocztowej. Polish News. [dostęp: Historia karty pocztowej - Polishnews.com]
Pocztówka - co to właściwie jest i skąd ta nazwa. Dikappa. [dostęp: POCZTÓWKA – co to właściwie jest i skąd ta nazwa – Widokówki, pocztówki przedwojenne, stare, z Polski, Antykwariat, postcorssing – Sklep]
Pocztówka, czyli słowo wymyślone przez Henryka Sienkiewicza. Polskie Radio 24.pl. [dostęp: Pocztówka, czyli słowo wymyślone przez Henryka Sienkiewicza - Historia - PR24.PL]
Ewelina Zatorska- Kocoł: Krótka historia "pocztówki". Muzeum Etnograficzne im. F. Kotuli w Rzeszowie. [dostęp: Krótka historia „pocztówki” – Muzeum Etnograficzne w Rzeszowie]
środa, 25 grudnia 2024
Tradycyjne kolędy Roztocza
Tuż przed świętami, dosłownie tydzień temu wydano płytę z nagraniem tradycyjnych ludowych kolęd z terenu Roztocza Gorajskiego. Są wśród nich utwory z repertuaru lokalnych śpiewaków ludowych, niektóre nieznane w innych rejonach, inne śpiewane w lokalnych wersjach. W tekstach kolęd pojawiają się lokalne zwyczaje, tradycje i oczywiście gwarowy oryginalny język, którego walory docenić można, wsłuchując się w głosy wykonawców, w ich sposób artykulacji. Przyjemność słuchania potęguje komizm w niektórych tekstach, jak np. w utworze Przy onej dolinie, w gęstej krzewinie, gdzie mowa o bohaterze, Michale, który na głos aniołów spadł z dachu. Część utworów to częste w folklorze pastorałki świeckie, gdzie w zasadzie święto Godów, czyli Boże Narodzenie stanowi tylko tło akcji pomiędzy dziewczyną a chłopcem, ich zalotów czy potajemnych spotkań: Trząsł ci Jasiejko na Gody jabłka. Istotnym wydarzeniem często szczegółowo rozbudowanym jest poszukiwanie przez Józefa miejsca noclegu dla Maryi i siebie, jak w utworze Najświętsza Panienka gdy porodzić miała, gdzie słyszymy jak Józef jest przepędzany od gospody. Zgodnie z tradycją wielu kolęd Józef jest tu ukazany jako starzec, aby tym bardziej wzmocnić przekaz emocjonalny.
Dziesięć utworów zebranych na płycie pochodzi z miejscowości powiatu biłgorajskiego, janowskiego (Janów Lubelski), zamojskiego i lubaczowskiego.
Najświętsza Panienka gdy porodzić miała - z Jędrzejówki, powiat biłgorajski
Nie masz ci, nie masz, nad tę gwiazdeczkę - z Sułowa, powiat zamojski
Przy onej dolinie, w gęstej krzewinie - ze Szczebrzeszyn, powiat zamojski
Wesoła nowina dziś ogłaszajmy - z Krzemienia, powiat janowski
Panie Boże Mój, jam jest wołek Twój - z Jędrzejówki, powiat biłgorajski
Stała nam się nowina miła - z Zastawia, powiat biłgorajski (wykonanie oryginalne ludowej śpiewaczki Janiny Pydo)
Nasz gospodarajko wstaje raniajko - z Godziszowa, powiat janowski
Poszła Kasieńka na dunaj po wodę - z Gorajca, powiat lubaczowski
Trząsł ci Jasiejko na Gody jabłka - z Latyczyna, powiat zamojski
Zagrzmiało, zagrzmiało w Betleju ziemia - z Latyczyna, powiat zamojski
Ostatni wymieniony utwór to przykład właśnie kolędy świeckiej, humorystycznej, a zarazem dosadnej. Kolędnicy upominają się o "szczodraczki, kołaczki", a która gospodyni nie upiekła, ma jechać "na łopacie do piekła".
Szczodraki to tradycyjny wypiek świąteczny w kształcie rogalików lub bułeczek nadziewanych cebulą, serem, kaszą, czasem mięsem.
wtorek, 1 października 2024
Rzeźbiarz w rodzie Ogińskich
W książce Iwo Załuskiego o klanie Ogińskich (pisałam TUTAJ) natrafiłam na postać Ireneusza Załuskiego (1835 - 1868), wnuka Michała Kleofasa Ogińskiego. W przeciwieństwie do dziadka oraz matki Amelii czy innych członków muzycznej dynastii Ireneusz nie przejawiał talentu kompozytorskiego, lecz był obiecującym artystą rzeźbiarzem. Obiecującym, ponieważ jak wynika z dat życia zmarł mając 33 lata, mógł więc w przyszłości jeszcze wiele osiągnąć i wiele pokazać. Tak się jednak nie stało.
Jak pisze o nim Iwo Załuski, Ireneusz był od dziecka chorowity, toteż matka zapewniła mu edukację domową, nie wysyłając do Theresianum, akademii założonej przez cesarzową Marię Teresę w Wiedniu, a którą kończyli jego bracia. To właśnie matka Amelia Załuska z Ogińskich, córka Michała Kleofasa, rozpoznała w Ireneuszu talent rzeźbiarski. Dlatego też po początkowej domowej edukacji zadbała o rozwój talentu syna, który najpierw uczył się rysunku u Wojciecha Stattlera, ok. 1847 r. uczył się w Szkole Sztuk Pięknych w Krakowie, a następnie matka posłała go do Rzymu, gdzie rzeźby uczył go Pietro Tenerani, uczeń Canovy i Thorvaldsena. Kiedy Amelia Załuska zmarła w 1858 roku we Włoszech w Ischii, gdzie została pochowana, jej syn Ireneusz wyrzeźbił posąg Madonny do kaplicy nagrobnej.
Ireneusz Załuski zyskał opinię obiecującego i utalentowanego artysty. Pierwsze prace wystawiał w Krakowie, następnie w Wiedniu, Paryżu, Rzymie i Dreźnie. Wykonał między innymi popiersia swojego wuja, generała Józefa Załuskiego, księżnej Tyszkiewicz, hrabiny Elizy Przeździeckiej czy hrabiny Aleksandry Orłowskiej. Był też uczestnikiem powstania styczniowego. Brał udział w bitwie pod Radziwiłłowem (2 stycznia 1863 r.). Rok później Ireneusz wyruszył na szaleńczą wyprawę ratowania brata Stanisława z rosyjskiej niewoli. Po przekroczeniu granicy rosyjskiej i odnalezieniu brata, w przebraniu chłopa przemycił go wywożąc pod stertą siana na wozie.
W 1865 roku kariera Ireneusza Załuskiego nabrała rozpędu, gdy cesarz Franciszek Józef zamówił u niego popiersie swoje i cesarzowej Elżbiety. Dwa lata później artysta planował otwarcie pracowni w Paryżu. Po drodze zatrzymał się w Dreźnie, gdzie wziął udział w balu, na którym zupełnie nieznany mu osobnik obraził go i wyzwał go na pojedynek. Okazało się, że to dawny sąsiad Załuskich z Litwy, gdzie przez jakiś czas mieszkali rodzice Ireneusza, gdy był jeszcze dzieckiem. Sąsiad ów czuł się przez nich obrażony i jak widać pamiętliwy, gdyż nie miało dla niego znaczenia, że Ireneusz kompletnie go nie zna i nie pamięta. Pojedynek na pistolety odbył się 27 lutego 1868 roku. Ireneusz miał strzaskane kolano i musiał udać się do szpitala. Rana długo się nie goiła, prawdopodobnie wdało się zakażenie i 20 maja Ireneusz Załuski zmarł w Dreźnie, gdzie został pochowany. Dosyć absurdalna śmierć przerwała ciekawie zapowiadającą się karierę rzeźbiarza.
Niewiele pozostało dzieł Załuskiego. Popiersia pary cesarskiej zaginęły, rzeźba Madonny z grobowca matki rozbiła się w czasie trzęsienia ziemi. Marmurowe popiersie kobiety wykonane ok. 1860 r. znajduje się w kolekcji Muzeum Narodowego w Warszawie i można je oglądać w Galerii Rzeźby w Starej Oranżerii w Łazienkach Królewskich.
Bibliografia:
Genealogia Polaków: Powstanie Styczniowe - uczestnicy [Ireneusz Załuski (okiem.pl)]
Iwo Załuski: Gen Ogińskich. Historia dynastii muzycznej. Wydawnictwo Soliton 2021.
Kalendarz historyczny. Ludzie i wydarzenia [Ireneusz Załuski (1835-1868) (chronologia.pl)]
Łazienki Królewskie. Kolekcja [Ireneusz Załuski, Popiersie kobiety (lazienki-krolewskie.pl)]
Sanoccy bohaterowie Powstania Styczniowego. PDF [Miejska Biblioteka Publiczna im. Grzegorza z Sanoka w Sanoku]
wtorek, 27 sierpnia 2024
Zagadka
Co przedstawia poniższa grafika?
Dla zwycięzcy przewidziana nagroda.
niedziela, 9 czerwca 2024
niedziela, 18 lutego 2024
Śmieciowa ekologia i ptasie oko
W Stambule i Izmirze na dużą skalę działają śmieciarze. W Stambule ich działalność jest w świetle prawa nielegalna, ponieważ śmieci należą do urzędu miasta czy też firmy oficjalnie zajmującej się odbiorem odpadów, więc de facto śmieciarze traktowani są jak złodzieje. Wykonują jednak pożyteczną robotę. Zbierają wszystko, co da się zutylizować i odstawiają do punktu skupu.
Mimo niezgodności z prawem, w mieście funkcjonują firmy, które tych śmieciarzy zatrudniają. Pracodawcy dają im nawet namiastkę mieszkania w kontenerach, jeśli taki śmieciarz pochodzi z daleka, spoza miasta. Dorabiają tak na przykład przyjeżdżający do Stambułu studenci. Dorabiają raczej w sezonie letnim, gdy nie ma zajęć na uczelni, gdyż jest to praca całodniowa. A może po zajęciach i w weekendy? Może zależy to od tego, ile tak naprawdę dana osoba potrzebuje dodatkowego zarobku, żeby się utrzymać.
Stambuł, jak każda stolica świata, przyciąga ludzi z prowincji, toteż wśród śmieciarzy można na przykład spotkać Kurdów, którzy na co dzień zajmują się hodowlą kóz, ale ponieważ z tego trudno wyżyć, na dwa, trzy miesiące przyjeżdżają do Stambułu, żeby dorobić. Często procederem tym zajmuje się kilku członków rodziny. Przyjeżdża najpierw jedna osoba, popracuje trochę, rozejrzy się w możliwościach i po pewnym czasie dołącza na przykład brat.
W Stambule śmieciarzy raczej się nie widzi, nie dostrzega. To znaczy bogatsi ludzie, idący do pracy urzędnicy, przedsiębiorcy itp. nie zauważają ich obecności. Jakby to byli pariasi niegodni spojrzenia. Dlatego czasami w tym zajęciu odnajdują się i czują się lepiej introwertycy, którzy nie szukają kontaktów z ludźmi, wolą skoncentrować się na swoim zadaniu i unikają spojrzeń. Starają się być niewidzialni i nawet jadąc z wielką paką kartonów udaje im się przemknąć ulicą, jakby ich nie było. Bywa, że ktoś ich przegania, wtedy zaciskają zęby i odchodzą, odjeżdżają swoimi wózkami, bo przecież są nielegalni i nie bardzo mogą protestować.
W Izmirze jest inaczej. Tutaj zajęciem tym zajmują się przede wszystkim kobiety i są szanowane za to, co robią. Ludzie im pomagają. N przykład właściciele sklepów, kawiarni czy restauracji rano wystawiają zbędne kartony na chodnik, żeby śmieciarki mogły je zabrać. W Izmirze zbieraniem i sortowaniem śmieci niektórzy zajmują się całe życie i stało się to ich zawodem, a nie tylko dorywczym zajęciem. Takie zawodowe śmieciarki są dobrze znane mieszkańcom, którzy sami przynoszą im rzeczy do wyrzucenia, a one je segregują i dostarczają do skupu. Wytworzyła się pożyteczna symbioza, dzięki której mieszkańcy sami nie muszą śmieci segregować, pozbywając się zaś śmieci, dają zarobek innym. Łańcuch konsument - śmieciarz - punkt skupu działa bardzo sprawnie i z pożytkiem dla społeczności.
Żeby to działało, potrzeba jednak odgórnego urzędowego i społecznego przyzwolenia. Kiedyś i u nas byli tacy śmieciarze. Gdy zaczęto wszystko obwarowywać przepisami, śmieciarze zniknęli, a wokół kontenerów widuję sterty nieodebranych ubrań, butelek, puszek. Zdarza się nawet, że dostawca pewnego trunku po drodze między sklepami wyrzuca do rowu odebrane skrzynki z pustymi butelkami, bo mu się nie opłaca wieźć tego do PSZOK, bo mu za to nie zapłacą. Urząd Gminy przeprowadzał śledztwo, podobno zidentyfikowano, który to dostawca tak postępował, ale co z tego. Nie on jeden.
Od dawna nie widuję w swojej miejscowości śmieciarzy, którzy jeszcze 20 - 25 lat temu wozili na wózkach poskładane kartony ze sklepów. Sprawa prosta, nie ma skupów. Od biedy działają skupy złomu, złomiarze jeszcze działają. Skupy papieru, kartonów zniknęły. W swojej okolicy nie znam ani jednego. Nie wierzę w recykling, którego nie widzę, a wykazuje się go tylko na papierze, żeby dobrze wyglądało w sprawozdaniach, jak cała biurokracja. Problem w tym, że muszą zarabiać firmy, więc zarabiają na nas, żądając opłat za odbieranie śmieci. Tymczasem w systemie człowiek - śmiecie - człowiek - punkt skupu zarabiali po prostu ludzie, którzy się odbiorem śmieci i segregowaniem zajmowali, nie obciążając kosztami konsumenta, który i tak przecież za towar zapłacił w sklepie. Zarabiały punkty skupu odstawiając posegregowane odpady do odpowiedniej firmy recyklingowej. To jest najbardziej ekologiczny i skuteczny system, w dodatku korzystny dla obu stron. Czy trzeba było to niszczyć?
Podobnie jak z pewnym jeziorem w Grecji, gdzie najpierw zbudowano tamę, osuszono bagna, potem na powrót zalano osuszony obszar wraz z lasem, gdzie gniazdowało mnóstwo gatunków ptaków. I tak przez 70 lat w kółko raz osuszano, to znów zalewano. Za każdym razem przyroda się odradzała, a określone gatunki to gniazdowały, to znikały. W końcu objęto jezioro ochroną i utworzono rezerwat. Ludzkie eksperymenty się skończyły, a ptaki uczą, na czym polega współpraca. Kormorany współpracują z pelikanami zagarniając ryby na przybrzeżną płyciznę. Korzystają oba gatunki. Teraz żyją tam perkozy, czaple, kaczki, siewki, zimorodki, bociany i wiele innych gatunków w doskonałej symbiozie.
Kilkanaście lat temu w konkursie na fotografię przyrodniczą w kategorii portret zwyciężyło zdjęcie, które ukazywało w zbliżeniu oko ptaka. Oko było duże, piękne i patrzyło z przenikliwą zadumą. Co wyrażało? Smutek? Prośbę? Rezygnację? Oczekiwanie? Pytanie?... Patrzyłam na to zdjęcie, próbując odczytać ukrytą w źrenicy mądrość natury. Było to oko pelikana. Czy myślał wtedy o ludzkich poczynaniach?

.jpg)
.jpg)
%20(1).jpg)







.jpg)












%20-%20Rok%20polski%20w%20%C5%BCyciu,%20tradycyi%20i%20pie%C5%9Bni%20-%20263%20-%2006f3e19c-aba9-4574-94cf-6d8c2dd8aabe.jpg)






