środa, 18 marca 2026

Polska tradycja pasyjna

      Gdy w wielu renomowanych koncertowych miejscach, jak filharmonie, opery i znamienitsze zabytkowe budowle sakralne w okresie Wielkiego Postu można posłuchać wybitnych kompozycji Bacha: Pasji wg św. Mateusza i Pasji wg św. Jana, w każdym nawet najmniejszym kościele śpiewa się Gorzkie żale. Podzielony na trzy części tekst opracował i napisał i wydał ks. Wawrzyniec Benik. Nabożeństwo po raz pierwszy zostało odprawione 13 marca 1707 roku w Kościele Św. Krzyża w Warszawie pod przewodnictwem ks. Szczepana Wierzbowskiego. Jest to jedyne polskie nabożeństwo, tworzące polską tradycję pasyjną. Oczywiście pieśni pasyjne są jeszcze inne, ale tak całościowe ujęcie obejmujące trzy godziny Męki Pańskiej, które powszechnie wrosło w stałą tradycję wielkopostnych obrzędów, mamy tylko jedno. Ksiądz Benik nawiązał w swoim tekście do średniowiecznych misteriów Męki Pańskiej i charakterystycznych średniowiecznych udramatyzowanych dialogów. Stąd w każdej części jedna pieśń jest pełnym rozpaczy dialogiem z Matką Bolesną. 

       Opracowane przez ks. Wawrzyńca Benika wydanie nosiło długi barokowy tytuł: Snopek Mirry z Ogrodu Getsemańskiego albo Żałosne Gorzkiey Męki Syna Bożego podczas Postu Wielkiego na passyach około godzin nieszpornych po południu rozpamiętywanie dla zapalenia miłości serc ludzkich ku niewinney Męce Pana i Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa oraz ku Przenayświętszey Pannie Maryi Bolesney. W zasobach bibliotek cyfrowych najstarsze wydanie, jakie znalazłam, pochodzi z 1809 roku z Krakowa, a więc sto lat późniejsze. 

Polona, Domena publiczna

W zasadzie od początku nabożeństwo było śpiewane. Zapis melodii znajduje się w obszernej publikacji Michała Marcina Mioduszewskiego Śpiewnik kościelny, czyli pieśni nabożne z melodjami z 1838 roku, zawierającej pieśni na cały rok liturgiczny: 


Polona, Domena publiczna

Dzisiaj pojawiają się nowe aranżacje, pomysły na udramatyzowanie linii melodycznej, ale po wysłuchaniu kilku nowoczesnych wersji, powrót do tradycyjnej, wręcz archaicznej prostej melodii wywiera największe wrażenie. W wykonawstwie pierwotnych pieśni polskich nie ma sobie równych zespół Monodia Polska z Adamem Strugiem na czele. Jego głos szczególnie pasuje do ludowej monofonii. Nie ma tu miejsca na żadne ozdobniki, sam tekst jest wystarczająco przejmujący i dramatyczny. W każdej części Adam Strug prowadzi Lament duszy nad cierpiącym Jezusem z refrenem "Jezu mój kochany" powtarzanym przez chór. 

Gorzkie żale część I


Gorzkie żale część II


Gorzkie żale część III


       Jako ciekawostkę warto odnotować, że w 1873 roku Gorzkie żale ukazały się w tłumaczeniu na język litewski, dokonanym przez ks. Hilarego StalmuchowskiegoAmpislijmas mukos iz smerties Jezuso Chrystuso. Magazyn "Muzyka Kościelna" nr 3 z marca 1890 roku odnotowuje także inne tłumaczenia, jak na język niemiecki w tłumaczeniu Josepha Hannischa: Betrachtungen uber das bittere Leiden  und Sterben Jesu Christi nach dem polnischen Texte und Melodie der bekannten Gorżkie żale(...) oraz na łacinę. Łacińskiego tłumaczenia dokonał ks. Br. Karakulski na zlecenie biskupa przemyskiego Macieja Hirschlera. Ks. Karakulski to chyba Bronisław Karakulski (1857 - 1935), który posługiwał między innymi w Rzeszowie. Niestety, informacje o nim są nader skąpe. 

27 komentarzy:

  1. Dziękuję za ten wpis oraz za wszystkie zamieszczone nagrania. Wysłuchałem ich od A do Z—i to aż dwa razy!—są naprawdę przepiękne i bardzo podniosłe.

    Niestety uczęszczam do kościołów anglojęzycznych i tego rodzaju muzyki liturgicznej raczej się tam nie słyszy, co jest pewną stratą, bo tradycja pasyjna w polskim wydaniu ma wyjątkową głębię i klimat. Na szczęście jest YouTube!

    Pamiętasz zapewne, że w jednym z wcześniejszych wpisów na Twoim blogu wspominałem o celebracjach w Wielki Czwartek w Katedrze (Bazylice) św. Michała w Toronto i zamieściłem nawet link do jej nagrania na YouTube. Gorzkie Żale przypominają mi nieco Pange, lingua, gloriosi proelium certaminis (łac. Sław, języku, bój chwalebny), śpiewane na zakończenie Wielkoczwartkowej Mszy Świętej, podczas procesji. Oba te utwory mają w sobie podobny, uroczysty i kontemplacyjny charakter, który sprzyja głębszemu przeżywaniu liturgii.

    Mam nadzieję, że i w tym roku uda mi się uczestniczyć w tych celebracjach—będzie to już chyba ponad trzydziesty raz, niemal nieprzerwanie (prócz COVID i wyjazdu do USA). To dla mnie bardzo ważna i osobista tradycja—a poza tym obecnie właściwie jedyna okazja w roku przejścia się po centrum Toronto.

    Nabożeństwo po raz pierwszy zostało odprawione 13 marca 1707 roku w Kościele Św. Krzyża w Warszawie

    Do Kościoła Św. Krzyża wstąpiłem 274 lata później, przed egzaminem wstępnym na Uniwersytet Warszawski, który odbywał się w przyległym budynku.

    Na studia się nie dostałem. Z perspektywy czasu mogę jednak powiedzieć, że była to jedna z najlepszych rzeczy—jeśli nie najlepsza—jaka przydarzyła mi się w życiu, bo skierowała je na zupełnie inne tory—i to w najbardziej odpowiednim momencie historycznym, jak też mojego życia.

    Niezbadane są wyroki Boskie—i często dopiero po latach zaczynamy rozumieć sens wydarzeń, które kiedyś wydawały się rozczarowaniem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamiętam, oglądałam zamieszczony przez Ciebie link. Ogromna procesja z dostojnym śpiewem. Taka procesja z różnymi bractwami może się odbyć tylko w naprawdę dużym kościele. U mnie na wsi kościółek malutki, to nie ma tego dostojeństwa. Ale Gorzkie żale się śpiewa w każdą niedzielę. Niestety, jestem niepocieszona, bo jakaś udziwniona melodia, która niezbyt mi odpowiada. Przypuszczam, że to sami ludzie z czasem sobie z biegiem lat mimowolnie zmienili, bo nie ma takich nut nigdzie.
    Masz rację, czasami nie wiemy, co dla nas jest najlepsze i dopiero po latach widać, że to, co nas kiedyś spotkało, przyniosło dobre owoce, choć może wówczas byliśmy zawiedzeni. Tak działa Boża Opatrzność. Nie wierzę w przypadki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wierzę w przypadki

      Nawet najlepsze książki motywacyjne i z nurtu „self-help”, które na pierwszym miejscu stawiają samodyscyplinę, ciężką pracę, naukę czy umiejętność nawiązywania kontaktów, przyznają, że oprócz tych wszystkich czynników istnieje jeszcze coś trudnego do uchwycenia—łut szczęścia, zbieg okoliczności, a dla wielu właśnie Boża Opatrzność. To element, którego nie da się zaplanować ani w pełni kontrolować, a który potrafi mieć ogromny wpływ na nasze życie.

      Sądzę, że mimo różnych porażek i rozczarowań, jakich w życiu doświadczyłem, coraz częściej dostrzegam tę swoistą „niewidzialną rękę”, która—choć nie zawsze w sposób dla mnie zrozumiały—prowadzi mnie i naprowadza na właściwe tory, często w niezmiernie odpowiednim i właściwym czasie.

      Z perspektywy lat widzę też, że wiele wydarzeń, które kiedyś wydawały się niepowodzeniem, w rzeczywistości otwierało drzwi do czegoś innego—często lepszego. Być może właśnie w tym przejawia się sens słów o Bożej Opatrzności.

      Usuń
    2. Przemawia do mnie koncepcja Michała Hellera opisana w książce "Filozofia przypadku" - nie mam ścisłego wykształcenia, ale ta część, w której przedstawia zarys kosmicznej matrycy, w której krzyżują się różne możliwości, które my potocznie nazywamy przypadkiem, jest dosyć obrazowa.
      Musze ją jeszcze raz przeczytać, żeby utrwalić w pamięci. Na szczęście opisuję przeczytane książki, żeby móc później do tego wrócić:-)
      https://literackomuzyczny.blogspot.com/2018/05/miedzy-nigdy-koniecznoscia.html

      Usuń
    3. Książki nie znam, ale kilkakrotnie czytałem różne pozycje oraz oglądałem filmy dotyczące motywu „podróży w czasie”, zwłaszcza przenoszenia się w przeszłość. Bardzo często pojawia się tam koncepcja, że każda—nawet najdrobniejsza—ingerencja może mieć ogromne konsekwencje i całkowicie zmienić przyszłość (a właściwie naszą teraźniejszość).

      Niektóre książki czy filmy idą jeszcze dalej i sugerują istnienie pewnego rodzaju „mechanizmów zabezpieczających” w strukturze wszechświata, które niejako automatycznie zapobiegają takim zmianom: albo uniemożliwiają ich dokonanie, albo—jeśli już do nich dojdzie—w jakiś sposób „korygują” rzeczywistość, przywracając ją do pierwotnego stanu. To bardzo ciekawa wizja.

      Są to niezwykle złożone zagadnienia—z pogranicza fizyki, filozofii i metafizyki. Myślę, że można by poświęcić całe życie na ich zgłębianie, a i tak po kilkudziesięciu latach mieć więcej pytań niż na początku.

      Bardzo podoba mi się natomiast pomysł, o którym wspominasz—prowadzenie zapisków o przeczytanych książkach. To rzeczywiście świetny sposób na porządkowanie wiedzy i wracanie do ważnych idei. Sam prowadzę coś podobnego w odniesieniu do podróży i wycieczek (co widać na moim blogu), ale przyznam, że w przypadku książek czy filmów powinienem robić to znacznie bardziej systematycznie—bo często nie pamiętam ani tytułów, ani szczegółów fabuły.

      Usuń
    4. Zapiski zaczęłam prowadzić, bo zapominam, co czytałam, a było tego dużo... Teraz dokonuję bardziej drastycznej selekcji, bo na wszystko nie starczy czasu.
      Książki Hellera proponują kosmogonię, która jest w dużym stopniu logiczna i przekonująca, poza tym autor jest erudytą i doskonałym popularyzatorem (rozprawy stricte z fizyki bym w dużym stopniu nie zrozumiałą), dlatego lubię go czytać.

      Usuń
  3. "Gorzkie Żale" w niedzielę i "Droga Krzyżowa" w piątek - staram się uczestniczyć. Jak inaczej? Wyrosłam w tej niezwykłej tradycji Męki Pańskiej.
    Gdy byłam dzieckiem "Droga Krzyżowa" odprawiana była w niedzielę. Kościół był pełen dzieci. Wszyscy chodziliśmy stacjami i klęczeliśmy na kamiennej posadzce, a trwało to wtedy dość długo, bo dość długie były modlitwy. Gdzie te czasy...

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie to zaprezentowałaś 🌹
    Nie wiem czy gdzieś są piękniejsze nabożeństwa, pieśni pasyjne, kolędy, pieśni majowe, różańcowe, wszystkie zresztą pieśni - piękniejsze niż polskie (w Niemczech np, są bardzo niemelodyjne i rozwlekłe). Ale kościoły mimo wszystko trochę pustoszeją. Liczę że za jakiś czas wahadło wychyli się w drugą stronę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Częściowo pustoszeją, ale widzę tu i ówdzie powrót zainteresowania tradycyjnymi formami nabożeństw, może w mniejszej skali, ale ale nadal tradycja żyje

      Usuń
  5. Prawdziwie barokowy niesamowity długi tytuł. Niezwykły wzruszający tekst napisał ks. Beniok. Ciekawe kto napisał równie wzruszającą muzykę, która tak zespoliła się i zrosła z tekstem, że tak jak piszesz, żadne zmiany nie ulepszą pierwotnego piękna.
    Adam Strug... Jest wspaniały. Słuchałam Go w różnych utworach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A poznałam Go dopiero u Ciebie...

      Usuń
    2. Muszę mu kiedyś przy okazji jakiegoś koncertu powiedzieć, że dzięki mnie ma nową fankę ;-)
      Już kiedyś słuchałam występu Monodii Polskiej z Adamem Strugiem na żywo, wiec może jeszcze będzie okazja

      Usuń
  6. O masz, co robi pośpiech! Już poprawiam: ksiądz Benik, wstawiłam jakieś "o" nie wiadomo skąd. Melodia jest tradycyjna, a opracował właśnie wspomniany Mioduszewski. To prawdopodobnie zapis najstarszej tradycyjnej wersji.
    Dzisiaj nabożeństwa w ogóle niby krótsze, ale zależy gdzie jacy są proboszczowie. U mojej koleżanki są całonocne czuwania, naprawdę do samego rana. I ona tam chodzi, ale ostatnio wytrzymałą do trzeciej "tylko". Podziwiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Całonocne czuwania... (ciekawe jak długo bym wytrzymała? A Ty Noti?)Ja jestem na starość w jakimś ADHD, ale mam pewną zawziętość (!) w Bożych sprawach i się bardzo przemagam 😉
    Tak lubię większość pieśni religijnych, teraz mi weszły w głowę dwa tytuły i mam do Ciebie pytanko, czy też Cię wzruszają: "Dobranoc głowo święta"(zaraz myślę przy niej o Babci) i "Kto się w opiekę odda Panu swemu"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trudne pytanie. Odpiszę szerzej, gdy wrócę, na razie wyjeżdżam na kilka dni. W tym czasie życzę miłego słuchania i śpiewania :-)

      Usuń
    2. Zacznę od końca, "Kto się w opiekę" odbieram jako genialne tłumaczenie Jana Kochanowskiego, słuchając podziwiam zarówno kunszt języka, jak i wymowę religijną, chyba na równi.
      "Dobranoc, Głowo święta" z kolei to moje nocne czuwania podczas Wielkiego Czwartku, Wielkiego Piątku i Wielkiej Soboty, gdy jeszcze w mojej dawnej parafii ludziom (i proboszczowi) się chciało organizować dyżury, w jakich godzinach, którzy mieszkańcy (numery domów) mają czuwać w kościele przy Grobie. Byli tacy wiejscy śpiewacy, stała ekipa, którzy zawsze podczas czuwania to śpiewali, sami mężczyźni, mieli super proste, mocne głosy. Niestety, po kolei wykruszali się co najstarsi i dzisiaj już żaden z tamtych śpiewaków nie żyje, nad czym ubolewam, bo młodzi nie umieją tego śpiewać. Adam Strug to śpiewa :-) Wzruszało mnie, gdy tamta stara ekipa śpiewała, to było coś pięknego.
      Nie umiem powiedzieć, czy mam jakąś ulubioną pieśń wielkopostną, która mnie najbardziej porusza. Wszystko zależy od tego, kto i jak śpiewa.

      Usuń
    3. Tak, genialny tekst napisał Kochanowski i muzyka mistrzowska.
      Wyobrażam sobie tą podniosłą bolesną pieśń w wykonaniu męskich mocnych głosów. To coś innego niż ogólne wykonanie wiernych. Szkoda że tyle tradycji zanika...

      Usuń
    4. Cieszmy się, że jeszcze tu i ówdzie coś się zachowało, a może i czasami pojawiają się młodzi kontynuatorzy

      Usuń
    5. Młodzi kontynuatorzy... jeżeli są, to by dawało nadzieję.

      Usuń
    6. Na pewno jest ich za mało, ale dobrze, że się pojawiają... bardziej widoczni w ludowej muzyce, folkowej, trochę mniej zainteresowania budzą takie tradycje jak śpiewanie majówek czy pieśni pasyjne, ale może i tutaj trend się odwróci

      Usuń
  8. To prawda. Gorzkie Żale są znane tylko w Polsce. Tak jak hiszpańskie procesje Semana Santa, Wielkiego Tygodnia, organizowane przez bractwa pasyjne (cofradías). Podobno w jednej z nich w rodzinnej Maladze, bierze udział Antonio Banderas, będąc członkiem bractwa Cofradía de Lágrimas y Favores. Może jakiś nasz znany aktor przyzna się do śpiewania Gorzkich Żali ;-) Pozdrowienia spod Alp.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem bardziej przyziemna...;o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ba, a cóż jest bardziej przyziemnego niż cierpienie i śmierć?...

      Usuń
    2. Cóż, to raczej idzie w parze... z czasem... Gdyby nie życie, nie byłoby śmierci. A od cierpienia nikt nie jest wolny, sama dobrze wiesz. Bardzo to przyziemne doświadczenie.

      Usuń