poniedziałek, 2 marca 2026

Ostatni Sędzia

      Ultimum Iudicum - Ostatni Sędzia - to najnowszy projekt Lecha Majewskiego prezentowany w Centrum Spotkania Kultur w Lublinie. O Lechu Majewskim pisałam w kontekście jego filmu (Młyn i krzyż) oraz książek (Szczury ManhattanuOficjalne centrum świata). Artysta wszechstronny - reżyser, pisarz, malarz, scenarzysta... Osobowość renesansowa: tworzy scenografie teatralne i operowe, reżyseruje filmy, a zdarzało mu się komponować muzykę do spektaklu. Cokolwiek wyjdzie spod jego ręki, zawsze można się spodziewać świata z pogranicza sztuki, życia i wyobraźni. Przekraczanie granic między dziedzinami sztuk wizualnych zainicjowało powstanie nowego terminu: wideofresk. Lech Majewski bowiem posługuje się kamerą, ale to, co widzi kamera uzupełnia nowoczesną technologią cyfrową, animacją i - jak było w przypadku filmu Młyn i krzyż - fabułą z udziałem żywych aktorów. 

      Ultimum Iudicum to przykład wideofresku na podstawie wybitnego dzieła sztuki, jakim jest Sąd Ostateczny Hansa Memelinga.  Skrupulatnie zarejestrowane kamerą detale trzech części ołtarza Majewski ożywia i uzupełnia słyszaną w tle muzyką, która odnosi się do fragmentów animowanego filmu. Gdy kamera pokazuje na przykład balkon z trzema grającymi i śpiewającymi aniołami, słychać delikatną pieśń anielską. Gdy natomiast oglądamy wideofresk zrealizowany na podstawie lewego skrzydła (po prawej stronie patrzącego) ilustrującego strącanie potępionych do piekła, słychać krzyki, płacz i nieludzki wrzask z paszcz diabelskich. 

       Kompozycja Majewskiego składa się z trzech części, tak jak ołtarz Memlinga. Wyświetlane na dużych ekranach wypada oglądać po kolei, śledząc za obiektywem kamery niesamowite szczegóły malowidła. Dopiero tak widać, że w błyszczącej zbroi Archanioła Michała odbijają się postacie z pierwszego planu na dole obrazu. Oko kamery wychwyciło szczegóły, które trudno odnaleźć przy pospiesznym oglądaniu: detale architektoniczne bramy raju, przerażające oczy i paszcze diabłów, krople potu i łez na twarzach zmartwychwstałych ludzi przeznaczonych na potępienie. 

         Obraz Memlinga wpisuje się w długą serię dzieł Biblia pauperum, miał plastycznie ukazywać to, co zapowiada Apokalipsa św. Jana. Film, a właściwie tryptyk filmowy Majewskiego można potraktować jako współczesną kontynuację tego wątku, dostosowaną do współczesnej technologii i wrażliwości człowieka, którego już niewiele może przerazić. Okazuje się jednak, że tak ukazany - w dużych zbliżeniach, z detalami, z ożywionymi twarzami, z muzyczną ilustracją - obraz sprzed pięciuset lat potrafi budzić grozę. Nowoczesna technologia pozwala też dokładniej przyjrzeć się i docenić kunszt malarza, który w twarzach przedstawionych na obrazie postaci z psychologiczną prawdą ukazał całą gamę emocji. 

         Podobnie jak w przypadku obrazu Bruegla, Lech Majewski przy pomocy kamery i przetwarzającej wyobraźni nadaje pierwotnemu dziełu walor wciąż żywej historii, opowieści o nas, o człowieku wszystkich epok, dowodząc, że dawne malarstwo wcale nie jest zamknięta i anachroniczną sztuką tylko dla znawców i koneserów. Obejrzenie trzech części zajmuje zaledwie pół godziny, a mieści się w nich niemal cala historia ludzkości i mistyczna kontemplacja kruchej ludzkiej kondycji. 

Wystawa czynna do 18 kwietnia.

TUTAJ opis i zdjęcia z wernisażu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz