Klik! - O czym piszę gdzie indziej - okolice książek
niedziela, 27 września 2026
Rozmowy około książkowe
sobota, 19 września 2026
Szukając września
Szukając września, a właściwie wrześniowych emocji i skojarzeń, natrafiłam na interesujące ilustracje i opracowania. Najpierw chodziło mi o zwykłe malarskie pejzaże. Wrzesień już bardzo jesienny na przedwojennej pocztówce z obrazem Józefa Rapackiego z serii "Rok w krajobrazie" wydawanej w latach 1920 - 1927:
wtorek, 8 września 2026
Wrześniowe święto Maryjne
Narodzenie Najświętszej Maryi Panny obchodzone 8 września to jedno z najstarszych świąt chrześcijańskich. Jego początki sięgają V wieku, kiedy Sobór efeski potwierdzając nierozdzielność ludzkiej i boskiej natury Jezusa Chrystusa uznał też prawomocność tytułu Theotokos - Matka Boża. Rozstrzygnięcie to wzmocniło kult maryjny, w tym świąt obchodzonych na jej pamiątkę. Narodzenie NMP jako święto prawdopodobnie wywodzi się z Syrii, gdzie pojawiło się w VI wieku, a następnie przeniknęło do Konstantynopola i stamtąd na zachód Europy. Do oficjalnego kalendarza liturgicznego wprowadził je papież Sergiusz I w 688 roku. Data 8 września jest oczywiście umowna, bo nie wiadomo, kiedy Maryja się urodziła.
W Polsce święto nazywane jest też świętem Matki Bożej Siewnej. W niektórych parafiach, zwłaszcza gdy wypada w niedzielę, towarzyszą mu obchody święta plonów - dożynek. Dawniej tego dnia święcono ziarno na nowy jesienny zasiew, dzisiaj święci się wieńce dożynkowe, śpiewa dożynkowe pieśni. Poza tym, że dożynki obchodzone są w parafiach i dekanatach, organizowane są także gminne, powiatowe, wojewódzkie. Terminy są więc różne, od połowy sierpnia do połowy września, dlatego nie zawsze święto 8 września ma oprawę dożynkową. A jeśli ma, to uroczystość zostaje zdominowana prezentacją dożynkowych wieńców, śpiewami sławiącymi trud pracy na roli, dziękczynieniem za plony.
Niemniej także w pieśniach pojawia się postać Matki Bożej jako adresatki podziękowań za opiekę. Współczesne pieśni dożynkowe często pisane są przez amatorów do znanych melodii pieśni nie tylko kościelnych. Prezentacja wieńców wiąże się więc z poznaniem przez zebranych nowego repertuaru pieśniowego stworzonego specjalnie na tę okazję. Każda parafia czy gmina tworzy własne pieśni. Niestety, jest to twórczość ulotna, nikt jej nie zapisuje dla potomnych, nikt nie zbiera, nie opracowuje do trwałej publikacji. Czasami słowa błąkają się gdzieś po Internecie lub w formie pisanej przekazywanej z rąk do rąk.
Tylko utrwalone tradycją Maryjne chorały mają swoją niezmienną wymowę świąteczną. Choć coraz mniej ludzi potrafi je zaśpiewać. Narodzenie Najświętszej Maryi Panny tak samo znalazło odbicie w muzyce sakralnej, jak wiele innych wydarzeń biblijnych lub z życiorysu Świętej Rodziny. Do grona kompozytorów zainspirowanych postacią Maryi należał Luca Marenzio (1553 - 1599), włoski kompozytor i śpiewak, autor wspaniałych madrygałów, mszy, motetów.
W krótkim życiorysie Marenzio znalazł się także epizod polski. Gdzieś pod koniec 1595 roku lub na początku 1596 przybył bowiem do Polski, do Warszawy na dwór króla Zygmunta III Wazy obejmując stanowisko maestro di cappella. Prawdopodobnie przebywał tutaj do października 1596 roku lub jeszcze na początku 1597 roku komponując muzykę sakralną. Niestety, nie ma informacji, kiedy dokładnie Warszawę opuścił. W 1598 roku znajduje się już w Wenecji.
Wśród sakralnych kompozycji Marenzio znajduje się pieśń Nativitas gloriosae Virginis Mariae, której oczywiście nigdzie na YouTube nie ma, a jedyne jakieś japońskie nagranie bardziej wygląda na wygenerowane przez SI. Dlatego posłuchajmy kompozytora w najbardziej znanym tekście Maryjnym: Magnificat.
sobota, 29 sierpnia 2026
Ostatnio wysłuchane
piątek, 21 sierpnia 2026
czwartek, 13 sierpnia 2026
Harmonia sfer
Muzyka w Kosmosie czy Kosmos w muzyce? Muzyka sfer lub inaczej harmonia sfer zakłada, że ruchy ciał niebieskich są rodzajem muzyki. Skoro bowiem ruchy ciał niebieskich da się zapisać za pomocą relacji liczbowych, a muzyka to przecież matematyczne proporcje i następstwa tonów, dźwięków i ciszy, to właściwie podstawy obu tych pozornie odrębnych zjawisk są ściśle matematyczne. Stąd też matematyka i muzyka idą w parze i znam osoby, które łączą wykształcenie matematyczne i muzyczne. Tak więc matematyczny zapis wzajemnych relacji ciał niebieskich może być rozpatrywany jako kosmiczna partytura. Pitagorejską koncepcję muzyki sfer rozwinął Johannes Kepler twierdząc, że co prawda harmonia sfer kosmicznych nie jest słyszalna dla uszu, ale może być słyszalna dla duszy. Kepler przypisał nawet planetom Układu Słonecznego głosy: Saturn i Jowisz to basy, Mars "śpiewa" tenorem, Wenus i Ziemia to alty, a Merkury to sopran. Wszystkie planety "śpiewają" w doskonałej polifonii jedną harmonię świata.
Nie zagłębiając się w dalsze rozważania o koncepcji muzyki uniwersalnej, łatwo przecież zauważyć, że inspirowała ona kompozytorów. Lista dzieł, w których przewija się motyw muzyki ciał niebieskich byłaby zbyt długa, żeby ją tutaj zamieścić, a mam na myśli tylko muzykę klasyczną. Ale jeden z takich utworów zna chyba każdy: Sonata fortepianowa nr 14 "Sonata quasi una fantasia" Beethovena, czyli Księżycowa. Kosmiczna nazwa nie jest jednak pomysłem kompozytora, więc utworu tutaj nie zamieszczę.
Ale są kompozycje świadomie do zjawisk kosmicznych nawiązujące. Malowniczy sierpniowy deszcz meteorytów Perseidów także inspiruje, jak można zobaczyć i posłuchać:
poniedziałek, 10 sierpnia 2026
10 sierpnia 1829 roku w Karlsbadzie...
... Adam Mickiewicz wreszcie doczekał się przybycia Edwarda Odyńca. Ponaglał go już wcześniej wysyłając listy do Drezna, gdzie Odyniec wciąż zwlekał z wyjazdem.
Karlsbad - Karlowe Wary - znane czeskie uzdrowisko o długiej historii, przyciągało już wtedy licznych kuracjuszy z najwyższych sfer społecznych oraz osoby ze świata sztuki i literatury. Tutaj Goethe zawitał redagując pierwszy tom swoich dzieł zebranych. Jednym z miejsc goszczących przybyłych gości był pensjonat "Pod Strzałą" (Pfeil) na ulicy Alte Wiese. [tu popełniłam pomyłkę - wyjaśnienie i korekta na dole wpisu] Na liście karlsbadzkich gości kąpielowych Mickiewicz znajduje się pod datą 29 lipca 1829 r. jako kuracjusz przybyły z Petersburga. Po wielu latach, w 1870 roku, Polacy nadal licznie przybywający do Karlsbadu i odwiedzający "Pod Strzałą" ufundowali tablicę pamiątkową z napisem: "Tu mieszkał pod n-rem 4-tym Adam Mickiewicz w roku 1829".
Tamtego lata poeta umówiony był z Odyńcem na dalszą wspólną podróż po Europie i czekał na niego u karlsbadzkich wód. Mimo przyjemnego towarzystwa rodziny Łabędzkich, kuzynów Szymanowskich z Warszawy, z którymi spotkał się już wcześniej w Dreźnie, pragnął jednak jak najszybciej Karlsbad opuścić znużony zainteresowaniem i nieraz nieoczekiwanymi odwiedzinami nieznanych sobie rodaków. Najbardziej męczyły go prośby domorosłych wierszokletów, którzy chcieli, aby oceniał ich wiersze. Wspominając ten pobyt w listopadzie 1829 roku pisał w liście do Franciszka Malewskiego: "... od niektórych poetów uciekałem, bo biorąc wody, niepodobna być w humorze słuchania głupich wierszy, ale z całą prozą w dobrej byłem harmonii".
Tymczasem na początku sierpnia ponaglał przyjaciela: "Wyglądam tu ciebie, tylko się nie baw długo, bo i tak te kilka dni umyślnie dla ciebie wysiedzieć muszę". W końcu Odyniec przybył 10 sierpnia i Mickiewicz, gdyby mógł, od razu wyruszyłby dalej, ale namówiony przez bliskie grono znajomych, przesunął wyjazd o dwa dni. Grono około dwudziestu najbliższych osób zorganizowało na jego cześć uroczysty obiad pożegnalny. Od większej wieczornej biesiady poeta zdecydowanie się wymówił, zwinął manatki i wraz z Odyńcem opuścił Karlsbad 13 sierpnia 1829 roku udając się najpierw do Marienbadu, potem Egeru i stamtąd dalej przez Europę, a wówczas szczególnie spieszyło się im obu do Weimaru na spotkanie z Goethem.
środa, 5 sierpnia 2026
Muzyka z góry Tabor
Tradycja głosi, że Przemienienie Pańskie miało miejsce na górze Tabor. Inne sugestie badaczy typują raczej górę Hermon. Niemniej to właśnie Tabor zasłynął jako miejsce, w którym oczom Szymona, Jakuba i Jana Jezus ukazał się w boskiej chwale w towarzystwie Mojżesza i Eliasza. Uczniowie nie mieli pojęcia, co widzą, więc na wszelki wypadek troskliwy Szymon zaproponował postawienie trzech namiotów: dla nieoczekiwanych gości z zaświatów - Mojżesza i Eliasza oraz dla Jezusa.
Mniej więcej od V wieku święto Przemienienia Pańskiego funkcjonuje we wschodniej tradycji chrześcijańskiej. W chrześcijaństwie zachodnim pojawiło się w wieku VII i VIII najpierw jako święto obchodzone lokalnie. Oficjalnie w całym Kościele Katolickim wprowadził je papież Kalikst III w 1457 roku ustanawiając datę obchodzenia 6 sierpnia na pamiątkę zwycięstwa odniesionego nad Turkami pod Belgradem. W Polsce święto pojawiło się już w wieku XI stopniowo zyskując coraz większą popularność i znaczenie, zaczęto też wznosić kościoły pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego.
Dzisiaj chociaż święto nie jest nakazane w sensie obowiązkowego uczestnictwa wiernych w liturgii, w wielu miejscowościach nadal ma duże znaczenie i ludzie świętują, powstrzymując się od pracy podobnie jak w niedzielę. W moich okolicach 6 sierpnia nie wykonuje się prac polowych, nie kosi trawników, panuje cisza i spokój. Oczywiście ten, kto pracuje zawodowo, do pracy idzie, ale w przypadku prac rolniczych i przydomowych (remonty, malowanie płotu itp.) raczej się powstrzymują. Tradycja ta zapewne pozostała z dawnych czasów, gdy w okresie letnim Przemienienie Pańskie było najważniejszym dniem świątecznym z uroczystą oprawą liturgiczną. Obecnie w zakresie oprawy i obyczaju święto Przemienienia Pańskiego straciło na znaczeniu, skoro przestało być świętem nakazanym, a jego dawną uroczystą rangę przejęło Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny obchodzone jako nakazane 15 sierpnia.
Niemniej przez wieki Przemienienie Pańskie nie tylko kształtowało obyczajowość i religijną duchowość. Inspirowało także artystów. Rafael Santi jest autorem najsłynniejszego chyba obrazu przedstawiającego scenę na górze Tabor.
czwartek, 30 lipca 2026
Literatura jak Kasandra
Słuchając audycji w radiowej Dwójce, dowiedziałam się o istnieniu projektu Cassandra. Realizuje go międzynarodowy zespół literaturoznawców badający współczesne teksty literackie z różnych kręgów kulturowych. Inicjatorem projektu jest prof. Jürgen Wertheimer z Uniwersytetu w Tybindze, a z polskiej strony uczestniczy w nim prof. Monika Wolting z Uniwersytetu Wrocławskiego.
Przedmiotem badań międzynarodowego zespołu jest najnowsza literatura ostatnich 15. lat. Co ciekawe, w polu zainteresowania znajdują się nie tylko dzieła wybitne, ale w większym stopniu utwory często mało znane, peryferyjne, nienagradzane, a nawet takie, które nie zostały wydane. Jak uważa prof. Wolting, to właśnie one dokładniej rejestrują to, co się dzieje na co dzień i ujawniają powszechne nastroje społeczne.
Punktem wyjścia podjętych badań jest przekonanie, że to literatura w stopniu najbardziej trafnym przewiduje zagrożenia przyszłości, potrafi wskazać miejsca i przyczyny sporów i napięć mogących prowadzić do konfliktów. Bynajmniej nie chodzi tutaj o czystą i dosłowną futurologię czy prognozy rodem z science fiction. Analiza tekstów literackich pozwala zaobserwować, gdzie i jakie napięcia społeczne zaczynają eskalować, co może w przyszłości doprowadzić do wybuchu społecznego niezadowolenia i bardziej drastycznych zjawisk.
Na pozór wydaje się, że to bieżąca publicystyka i media społecznościowe reagują od razu i ujawniają skalę niezadowolenia czy frustracji społecznej. Są to jednak tylko reakcje na bieżące wydarzenia, a brakuje im długoterminowej przewidywalności, mogącej służyć za ostrzeżenie, że coś może dopiero nastąpić za jakiś czas. Media reagują na to, co już się stało, a literatura ujawnia na ukryte nastroje i lepiej ilustruje długofalowe procesy społeczne, przewidując to, co zdarzy się za wiele lat. Utwory literackie wychwytują to, co w medialnym dyskursie niewypowiedziane, odzwierciedlają zbiorową wyobraźnię, emocje społeczne zanim zostaną one zwerbalizowane w publicznej dyskusji.
Punktem wyjścia podjętych badań jest założenie, że rzeczywistość, w której żyjemy, zawiera ukryte znaki tego, co może nadejść w przyszłości. To pisarze w swoich utworach umieją te znaki, nawet nieświadomie, wychwytywać, wprowadzając te znaki do konstrukcji swoich bohaterów i fikcyjnej fabuły. Pisarze zawsze korzystają bowiem z tego, co obserwują w świecie. Zespoły badaczy pochylają się więc nad literaturą usiłując te ukryte znaki odczytać i a ich podstawie formułować wnioski.
I tu pojawia się clou całego projektu Cassandra. Komu te badania są potrzebne? Można się zdziwić, ale trafiają one np. do NATO czy najwyższych struktur Unii Europejskiej. Mało tego, to właśnie od tych najwyższych szczebli politycznych wychodzą zamówienia na konkretne badania, np. literatury Tajwanu. Chodzi o to, by z literatury odczytać, jakie napięcia społeczne są szczególnie dominujące i mogą w przyszłości generować konflikty. Prowadzone były m.in. badania literatury francuskojęzycznej, polskiej, polsko-niemieckiej, utwory polskich emigrantów w Niemczech. Okazało się, że w 3/4 badanych tekstów dominują obrazy wroga i wykluczenia.
Na marginesie rozważań o zakresie i celu projektu pojawia się też problem umiejętności, a właściwie braku umiejętności krytycznego czytania tekstów literackich. Krytycznego nie w sensie krytykowania, tylko w sensie dostrzegania celu zastosowanych przez pisarza zabiegów artystycznych. Mało wyrobiony czytelnik koncentruje się tylko na przebiegu fabuły, a słowa, zdania wypowiadane przez bohaterów traktuje dosłownie jako obraz rzeczywistości. Np. gdy, powiedzmy, bohater bluzga naokoło, złorzeczy takim czy innym postaciom obwiniając je o swoje życiowe porażki, czytelnik traktuje to dosłownie, że fatycznie tej czy innej osobie należy tę winę przypisać. Krytyczne czytanie zaś polega na tym, aby rozumieć, że słowa bohatera świadczą tylko o jego postawie wobec świata, a nie o świecie jako takim. Jest to element charakterystyki postaci literackiej a nie charakterystyka i diagnoza rzeczywistości.
Przypomina mi się tutaj konsternacja Olgi Tokarczuk, gdy jakiś czytelnik zapytał, czy to, co pisarka zamieszcza w swoich książkach, jest prawdą. Jak ma odpowiedzieć pisarz, który czerpie z rzeczywistości, ale przecież przetwarza zjawiska, konstruuje fabułę, tworzy bohaterów, wkładając w ich usta zasłyszane zdania, albo wymyślone przez siebie, ale skonstruowane na podstawie przygodnych rozmów. Takie właśnie pytanie zdradza czytelnika, który czyta tylko dosłownie, nie rozumiejąc, że literatura piękna to nie jest zapis faktów ani podręcznik do historii.
Analiza współczesnych tekstów literackich ukazuje jeszcze jedno zastanawiające zjawisko. Obecnie dominuje w nich narrator pierwszoosobowy. gdy kiedyś powieść charakteryzowano przede wszystkim jako wypowiedź narratora wszechwiedzącego, tak obecnie w większości narrator wypowiada się w pierwszej osobie. Liczy się tylko to, co JA mam do powiedzenia. To, co mówią inni nie jest istotne, jest marginalizowane. To wiele mówi o współczesnym człowieku i współczesnej kulturze.
niedziela, 26 lipca 2026
Anna i Joachim
26 lipca - wspomnienie św. św. Anny i Joachima. W tradycyjnej muzyce liturgii prawosławnej tak to brzmi:
środa, 22 lipca 2026
Zapomniane umiejętności
Nie chcę narzekać na współczesne czasy i młodsze pokolenia. Świat nieuchronnie się zmienia i - jak pisał Adam Asnyk:
Wy nie cofniecie życia fal,
Nic skargi nie pomogą,
Bezsilne gniewy, próżny żal,
Świat pójdzie swoją drogą.
Niemniej, kiedy naocznie obserwujemy jak niemal z dnia na dzień zanikają pewne umiejętności, zachowania, nawyki, człowiek zaczyna się dziwić, że ktoś jeszcze potrafi to, co kilka, kilkanaście lat temu było czymś prostym i zwyczajnym.
Jadę busikiem i przyglądam się mijanym pejzażom i ludziom. Rejestruję zmiany: tu jakby mniej drzew, a tu urosły krzaki; tu powstaje nowy dom, a tam wyremontowano most; w jednym miejscu powstał nowy McDonald`s, a w innym właśnie zakończono rozbiórkę jakiejś walącej się kamienicy. Ludzie też się zmieniają. Zanim busik dojedzie do ostatniego przystanku, odzywają się telefony podróżnych: to bliscy pytają, za ile minut dojadą. Jedni odpowiadają, że za chwile i proszą o przyjazd na dworzec, aby ich odebrać i zawieźć do domu; inni uspokajają, że jeszcze to potrwa i sami sobie dadzą radę. Starsze osoby mają często włączony tryb głośno mówiący, więc cały bus słyszy rozmowę. Młodzi najczęściej zatopieni w smartfonach oglądają jakieś filmiki, ze słuchawkami na uszach słuchają muzyki. W dni targowe osoby starsze z reguły toczą sąsiedzkie rozmowy, te same osoby często się widują, znają od lat i mają mnóstwo tematów do omówienia: rodzina, choroby, gospodarstwo.
Pewnego razu jadąc takim busikiem spoglądam na ludzi oczekujących na jednym z przystanków i wzrok mój przykuwa wyróżniająca się osoba: mężczyzna stojący samotnie nieco dalej, który trzyma w rękach i czyta rozłożoną gazetę. Gdy wszyscy teraz podsuwają sobie pod oczy co najwyżej jakieś krótkie informacje z telefonów, on stoi zatopiony w tradycyjnej drukowanej płachcie. Aż mi się prawie rzewna łezka zakręciła w oku. Kiedy ostatni raz widziałam kogoś takiego?! Nie pamiętam. Po chwili refleksja: nic dziwnego, znam go przecież. To mój znajomy, lat 65, emerytowany nauczyciel wos-u i historii. No cóż, kto miałby jeszcze dzisiaj czytać gazety, jeśli nie on?
Obrazek drugi: jadę przez miasteczko turystyczne. W ciągu roku toczy się w nim senne prowincjonalne życie, w sezonie letnim nabiera kolorów, wigoru i puchnie od turystów. Mnożą się sezonowe atrakcje, festiwale, parkingi zapełnione po brzegi autokarami, samochodami osobowymi i motocyklami. Ulicami i chodnikami maszerują wycieczki, turyści indywidualni zmierzają do wcześniej obranych celów. I nagle obrazek jak z ubiegłego wieku: przy skrzyżowaniu na chodniku dwie młode osoby w wieku nastoletnim w strojach przypominających skautów czy harcerzy, z plecakami. Pochylają nad czymś skupione głowy. I tu niespodzianka - patrzą na rozłożoną mapę, tradycyjną drukowana mapę, szukając zapewne dalszej trasy. Nie włączają żadnego GoogleMaps, tylko korzystają z rozkładanej mapy turystycznej.
I trzecia obserwacja. Studentka pisze pracę licencjacką. W sumie licencjat, to nie magisterium, praca nie musi odkrywać nieznanych lądów. Ale studentka jest ambitna i postanawia dołączyć własne elementy badawcze. Przeprowadza wywiady z ekspertami, robi ankiety, wybiera metodologię, ba, sięga po zasoby internetowe instytutów badawczych zgromadzone w RCIN (Repozytoria Cyfrowe Instytutów Naukowych). Dociera nawet do niepublikowanych w formie książkowej prac doktorskich udostępnionych w akademickich publikacjach internetowych. Wszystko to znajduje potem swoje miejsce w bibliografii. Oczekiwania promotora były na 30 stron, ona pisze na 70. Sięga po fachowe branżowe czasopisma naukowe. Teoretyczny temat zasugerowany przez promotora zestawia z realiami praktycznego zastosowania. Umiejętność zrobienia samodzielnej kwerendy w dobie Internetu i SI również należy do kompetencji zanikających. Pocieszające, że wciąż zdarzają się ludzie, którzy to potrafią. I, co najważniejsze, chcą tę umiejętność zdobywać. Podobnie jak czytanie tradycyjnej mapy. Może i czytanie drukowanej gazety nie całkiem zaniknie.
sobota, 11 lipca 2026
Wołyń 11 lipca 1943
Jan Bułhak, okolice Korostenia, Wołyń, przedwojenna pocztówka fotograficzna, lata 20. XX wieku
poniedziałek, 6 lipca 2026
Rozmyślania o poranku
Nie żyje. Dlaczego nie żyje? Bo umarł. Dlaczego umarł? A któż to może wiedzieć! Może znudziło mu się żyć. Może był chory. Chory na świat i wszystko. Nie, nie można być chorym na wszystko. Niektórzy mówią, że boli ich dusza. Może i jego bolała. Więc zachorował na duszę albo na świat. Taka nowa jednostka chorobowa. Umarł, bo chorował, albo umarł, bo chciał. Znudziło mu się żyć. Znudziło mu się w ogóle wszystko. W sumie, tak patrząc z dystansem, życie jest nudne. Coś tam się dzieje, człowiek rzuca się tu i tam, próbuje tysiąca rzeczy, chce nie wiadomo czego, coś tam czasami się uda zrobić, osiągnąć, a wszystko przemija i dalej jest jałowo. Nudne to. Ileż można robić w kółko to samo? Wstawać, ubierać się, marnować czas na żarcie i wydalanie, sprzątać, rozmawiać... Najpierw uczyć się ileś lat, żeby potem pracować przez dziesiątki lat, a potem na emeryturze szukać sobie zajęcia, żeby się nie nudzić. I tak aż do końca. Nudne to. Myślę, że większość wynalazków powstała z nudów. W takich chwilach, gdy ktoś szukał sposobu na zajęcie się czymś, żeby nie umrzeć z nudów. To byłoby głupie: umrzeć z nudów. Co innego umrzeć na świat. To najlepsze wyjście, bardziej eleganckie. I takie arystokratyczne: UMRZEĆ NA ŚWIAT. Jak już trzeba, to przynajmniej niech to brzmi zamaszyście. Właściwie to znaczy wypiąć się na świat. Ha, ha, ha! Swoją drogą, jak ktoś uważa, że go boli dusza, to przynajmniej czuje, że ją ma. To ciekawe, dusza nie ma ciężaru, ale gdy dusza boli, to nagle staje się ciężka i nie chce się wstać z łóżka, nogi ciężkie, wszystko ciężkie, jakby nabrało wagi wieloryba. Nic tak nie zmienia ciężaru życia jak ból. Wtedy wiele rzeczy i wiele spraw nabiera wagi. Albo traci na wadze. Wagi nabierają codzienne zwykłe czynności a na wadze tracą przerośnięte ambicje, aspiracje, zabieganie. O, właśnie! Nie tylko czas jest względny, jak udowadniał Einstein. Ciężar też jest względny, choć ciągle działa ta sama grawitacja. Ale nawet grawitacja nie pomoże utrzymać się w pionie, gdy ktoś chce się położyć na dobre. Tak do spodu, wypróbowując szorstkość podłoża. Ciekawe doświadczenie, którym z nikim się nie podzieli. Zresztą, po co? W ciągu życia zbiera się tyle doświadczeń, tyle wrażeń, a i tak nic z tego nie zostaje. Jeśli życie płynie jak rzeka, to człowiek jest jak sito, przez które ta woda się przelewa. Niczego nie potrafi zatrzymać. Więc może tylko śmierć jest naprawdę nasza własna i wreszcie trzymamy coś w garści.
wtorek, 30 czerwca 2026
Polska tradycja Matki Boskiej Jagodnej
Święto Matki Boskiej jagodnej wywodzi się z polskiej tradycji ludowej. Obchodzone 2 lipca połączone było z uroczystością Nawiedzenia świętej Elżbiety przez Najświętszą Maryję Pannę. Nawiedzenia, czyli udania się Maryi do świętej Elżbiety (matki świętego Jana Chrzciciela), która - według słów Archanioła Gabriela - była już w szóstym miesiącu ciąży. Maryja udała się do swojej krewnej wspomóc ją w tym okresie, a droga była daleka, ok. 150 km. Według legendy w drodze Matka Boża żywiła się leśnymi jagodami.
Święto Nawiedzenia zostało ustanowione w 1262 roku przez świętego Bonawenturę dla zakonu Franciszkanów, a w 1389 wprowadzone przez papieża Bonifacego w całym Kościele. Do 1969 roku święta Nawiedzenia i Jagodnej były obchodzone razem tego samego dnia, czyli 2 lipca. W 1969 roku papież Paweł VI przeniósł święto Nawiedzenia na 31 maja i odtąd Święto Matki Bożej Jagodnej zostało samo w dawnym lipcowym terminie.
Święto Jagodnej to polska tradycja związana ze zbiorem leśnych jagód. Chodzi o czarne jagody, czyli borówkę czarną, których zbiór przypada na koniec czerwca i początek lipca. Jednak tradycja głosi, że do 2 lipca nie należało zrywać jagód, ale też innych krzewiastych owoców, jak agrest czy porzeczki. Zakaz ten szczególnie przestrzegały kobiety w ciąży wierząc, że zapewni on zdrowie nienarodzonym jeszcze dzieciom. Tutaj myślę, że wierzenia zostały powiązane z czysto botaniczną obserwacją, że wcześniej te owoce mogą nie być całkiem dojrzałe i ich zjedzenie może przynosić szkodę dla organizmu, doprowadzając do rozstroju żołądka, wymiotów, bolesnych torsji i skurczów, a w konsekwencji w skrajnych przypadkach do poronienia. Dawniej nie znano jeszcze medycznego uzasadnienia dla szkodliwości niedojrzałych owoców, dlatego wiązano je z religijnym uzasadnieniem, co nie zmienia faktu, że reguły te miały efekt zdrowotny.
Niemniej Święto Matki Boskiej Jagodnej znalazło swoje stałe miejsce w kulcie religijnym, obyczajowości i nawet literaturze. Piękny wiersz napisał na przykład Leopold Staff:
Matka Boska Jagodna, Panienka Maryja,
która owocnym, rodnym drzewom sprzyja,
chodzi po sadzie kwitnącym i śpiewa,
pocałunkami budząc w wiosnę drzewa.
Nocą wieśniaczki jej śpiew słyszą we śnie,
wieść, aby jagód nie jadły przedwcześnie,
każdą jagodę z ust matce odjętą
da zmarłym dziatkom Panna w Jagód święto.
W Polsce w wielu miejscowościach Święto Matki Boskiej Jagodnej obchodzone jest nadal a nawet są sanktuaria, w których tego dnia odbywa się odpust. Jednym z nich jest sanktuarium maryjne w Krasnobrodzie. Tradycyjnie idą tam z okolic pielgrzymki. Na terenach, gdzie zbiory jagód leśnych są coroczną tradycją i sposobem zarobku - jagody można sprzedawać w punktach skupu - obchodzone są nawet lokalne święta jagodziaków, podczas których organizuje się jarmarki produktów lokalnych, prezentowane są pieśni ludowe i inne atrakcje. Znam dwie takie jagodne uroczystości: w miejscowości Bukowa na Lubelszczyźnie i w Horyńcu w woj. podkarpackim.
Sama postać Matki Bożej Jagodnej nabrała symbolicznych znaczeń, utrwalona w obyczajowości i tradycji doczekała się upamiętnienia we współczesnej poezji i muzyce popularnej, czego przykładem jest przepiękna pieśń w wykonaniu chóralnym z solistą Maciejem Miecznikowskim. Przyznaję, że mocno mnie to wykonanie wzruszyło w dużej mierze za sprawą wspaniałego głosu solisty.
wtorek, 23 czerwca 2026
Dyrygent
Ostatnio w komentarzach pojawił się wątek słynnej kompozycji Ravela Bolero. Kiedyś czytałam, że jest to jeden z najczęściej granych utworów na świecie. Nie da się zaprzeczyć, że znają go nie tylko miłośnicy muzyki klasycznej. 18 powtarzanych w kółko taktów mogłoby być nudne, ale nie jest. Za każdym razem, gdy włączam Bolero, obiecuję sobie, że tylko kilka chwil i zaraz wyłączam. No bo ileż razy można?! I za każdym razem słucham do samego końca. Ta powtarzalna sekwencja przejmowana przez kolejne instrumenty, a na koniec rozbrzmiewająca całą orkiestrą jest wprost hipnotyzująca.
A jeszcze gdy ma się w pamięci kilka rewelacyjnych wykonań baletowych na czele z równie hipnotyzującą choreografią Maurice`a Bejarta, (w której tańczyła między innymi primabalerina Maja Plisiecka) tym bardziej aż trudno uwierzyć, że tak prosta kompozycja zyskała właściwie status światowego kultowego przeboju. Dowodem na to było wybranie - oczywiście skróconej wersji - utworu do zwycięskiego tańca na lodzie przez parę Torvill - Dean, którzy zdobyli olimpijskie złoto w 1984 roku.
Być może więc mając w pamięci muzykę, słysząc ją, zmieńmy perspektywę i zamiast koncentrować się na orkiestrze, popatrzmy na dyrygenta. Co z tą muzyką potrafi on zrobić. Czy dla dyrygenta Bolero jest bardziej wyzwaniem, czy raczej przyjemnością? A może jednym i drugim? Czy dyrygent prowadząc orkiestrę myśli więcej o słuchaczach, czy raczej o kompozytorze, jego pomyśle kompozycyjnym i autonomii muzyki wobec świata?
W każdym razie Sergiu Celibidache z dyrygowania Bolerem zrobił osobny spektakl, który równie magnetyzująco przykuwa uwagę, jak sama muzyka. Klip ten zamieszczałam już kilka lat temu, ale nie odmówię sobie tej przyjemności, że obejrzę i zamieszczę go ponownie z dedykacją dla wszystkich tych, którzy kochają Bolero.
czwartek, 18 czerwca 2026
Moc bębnów
Poszłam sobie na koncert bębnienia. Wielkie, ogromne, prawie dwa metry średnicy, stać wokoło i bębnić na jednym może z dziesięć osób jednocześnie. Kto miał ochotę, mógł sam spróbować, zanim doszło do końcowego koncertu. Powiem wam: wielka moc jest w bębnie. A już w kilku tak wielkich, na jakich gra Orkiestra Wielkich Bębnów, to już supermoce są prawie jak mistrzów Jedi. Bębnienie było słychać z daleka, więc i trafić nie było trudno. I wcale nie było to nazbyt głośne, bo był rytm, był znajoma nuta, był śpiew. Członkowie orkiestry bębnili z zapałem wcale nie odbębniając swojego zadania. Powstałą z tego całkiem ciekawa muzyka o zamierzchłych ludowych, może nawet jakichś prasłowiańskich rytmicznych tańcach. Było w tym coś pierwotnego i magicznego zarazem. Myślę, że takim bębnieniem naprawdę można by było wzywać słońce przed świtem i wybębnić kolejny dzień.
Na klipie nie jest to ten koncert, na którym byłam, ale daje przedsmak wrażeń. Z koncertu, na którym byłam nie znalazłam nagrania, a szkoda.
środa, 10 czerwca 2026
Klezmerskie trio
Najwyższy już czas rozpocząć sezon koncertowy. Gdy filharmonie, teatry, opery właśnie kończą programowy sezon, zaczęłam rozglądać się za letnimi propozycjami. Znalazłam koncert zespołu, którego słucham już od kilkunastu lat, ale nigdy nie udało mi się zobaczyć i posłuchać na żywo. Wreszcie nadarzyła się okazja.
Kroke w języku jidysz znaczy Kraków. Zespół został założony przez trzech absolwentów krakowskiej Akademii Muzycznej (Tomasz Kukurba, Jerzy Bawoł, Tomasz Lato) w 1992 roku. Trzon stanowi więc trio muzyków grających na altówce, akordeonie i kontrabasie. Altowiolista gra też na flecie i czasami śpiewa, choć zespół w zasadzie ma charakter instrumentalny. Współpracowali jednak z wieloma różnymi śpiewającymi wykonawcami. I wtedy zmieniał się nieco charakter ich muzyki. Podstawą jest muzyka klezmerska z elementami etnicznymi, folkowymi, jazzowymi. Tworzyli też muzykę do filmów i spektakli teatralnych.
W ostatnią niedzielę zespół wystąpił w Zamościu na zakończenie Jarmarku Hetmańskiego na Rynku Wielkim obok Ratusza. Przy tej okazji okazało się, że jeden z członków zespołu (chyba Kukurba, o ile zdołałam dobrze usłyszeć i zapamiętać) współpracował z pochodzącym z Zamościa Markiem Grechutą.
Żywiołowy i mocno w charakterze klezmerskim koncert niósł dalekie echa muzyki tęsknej, a zarazem energicznej, radosnej, a zarazem nostalgicznej, pustynnego płaczu i wędrówki. Tak to właśnie odebrałam. Zespół przypomniał swoje dawne przeboje i nowsze fragmenty większych kompozycji, jak np. muzykę ze spektaklu Rejwach, granego w Teatrze Żydowskim w Warszawie. Nogi same chodziły i wybijały rytm u wielu obecnych na widowni.
Słuchając aż chciało się gdzieś powędrować w daleki świat, poszukać pierwotnych źródeł sztuki. Tymczasem zaś spojrzałam na okalające Rynek kamienica - na samym szczycie okna poddaszy były otwarte na oścież, choc zasłonięte storami lub zasłonami od słońca. Ktoś tam jednak także słuchał, bo nagłośnienie było potężne. Część słuchaczy usadowiła się na wysokich schodach prowadzących do Ratusza. Stamtąd mieli widok na cały plac i mogli też słuchać. Ja grzecznie zasiadłam na krzesełku przed sceną. Był już wieczór i słońce nie paliło tak mocno.
Przypomniałam sobie, jak pierwszy raz usłyszałam o zespole w radiu. Nagrywali wtedy i występowali z pieśniarką z Mongolii Urą Chahar Tughi. Później jeszcze słuchałam ich w różnych transmisjach z festiwali. No i teraz udało się na żywo nie tylko posłuchać, ale i zobaczyć. Patrzenie poszerza wrażenia słuchowego odbioru muzyki. Widać, jak muzycy tworzą jeden organizm ze swoimi instrumentami. Czułość i wirtuozeria idą w parze. Jeszcze mam w uszach tęskne dźwięki akordeonu, głębokie rytmy kontrabasu i długie, szerokie melodie altówki.
czwartek, 4 czerwca 2026
Procesyjnie
W 1264 roku papież Urban IV bullą Transiturus de hoc mundo oficjalnie ustanowił święto Bożego Ciała. Jednocześnie papież poprosił św. Tomasza z Akwinu o napisanie pieśni na uczczenie nowego święta. Akwinata napisał pięć utworów: Adoro te devote (Zbliżam się w pokorze, tłum. ks. L Skowronek), Lauda, Sion, Salvatorem (Chwal, Syjonie, Zbawiciela, tłum. ks. T. Karyłowski), Pange, lingua, gloriosi (Chwal, języku, tajemnicę, było kilku tłumaczy, ale śpiewa się według ks. Karyłowskiego), Sacris solemniis (Z dniem świętym, tłum. L. Staff), Verbum supernum (Słowo najwyższe, tłum. ks. T. Karyłowski). Niektóre fragmenty hymnów usamodzielniły się jako odrębne pieśni wykonywane dosyć często i nie zawsze pamięta się, że wywodzą się ze święta ku czci Bożego Ciała, a ich autorem jest św. Tomasz z Akwinu. I tak ostatnie dwie zwrotki Pange, lingua śpiewane są podczas adoracji Najświętszego Sakramentu jako Przed tak Wielkim Sakramentem (Tantum ergo Sacramentum), a z kolei na zakończenie adoracji wykonuje się O Zbawcza Hostio (O Salutaris Hostia), co jest ostatnim fragmentem hymnu Verbum supernum. Słowa obu pieśni w tłumaczeniu ks. Karyłowicza.
W Polsce święto przyjęło się od XIV wieku, zyskując szczególnie bogatą oprawę procesyjną: sypanie kwiatów, feretrony, ołtarze. Układa się słynne kwietne dywany w Spycimierzu i innych miejscowościach. Dawne procesje szczególnie na Podhalu czy łowickie gromadziły ludność w ludowych strojach.
Klasyczne wersje hymnów oraz muzyczne wersje wybitnych kompozytorów zamieszczałam już w poprzednich latach: TUTAJ i TUTAJ . Dlatego dzisiaj coś innego i nowego. Owszem, kompozytor również znany, właściwie klasyk, ale - mówiąc potocznie - z innej bajki. Isaac Manuel Francisco Albéniz (1860 - 1909) był jednym z ważnych twórców hiszpańskiej muzyki narodowej. Był genialnym dzieckiem, studia w konserwatorium rozpoczął w wieku dziewięciu lat. Poza tym miał niespokojną duszę, dwa razy uciekał z domu, wyruszył w podróż na drugą półkulę do Ameryki Południowej. Mieszkał i komponował w różnych miastach Europy: od Barcelony i Madrytu, przez Londyn, Paryż i Niceę, a wraz z Lisztem, u którego doskonalił technikę pianistyczną, zwiedził Weimar, Pragę, Wiedeń, Budapeszt.
Dziełem życia Albéniza jest suita Iberia, skomponowana w latach 1905 - 1908, której jedna część nosi tytuł Corpus Christi en Sevilla (El Corpus en Sevilla). Suita powstała na fortepian, lecz szybko doczekała się wielu różnorodnych transkrypcji na inne instrumenty (gitarę) i orkiestrowe. Jest to jakby muzyczny zapis atmosfery procesji na Boże Ciało w Sevilli. Kompozycja oddaje na początku radosne przygotowania i nastroje ludzi oczekujących na procesję, trochę ulicznego gwaru, przechodzących pokutników aż stopniowo się wycisza, ulica pustoszeje, nastaje podniosłe oczekiwanie i daleki odgłos kościelnych dzwonów.
poniedziałek, 1 czerwca 2026
Grały dwa Michały
Michał Górczyński i Michał Marecki, czyli zespół Braty - laureaci Konkursu Muzyki Folkowej "Nowa Tradycja" 2026, na którym otrzymali Nagrodę Programu II Polskiego radia oraz Nagrodę Narodowego Instytutu Muzyki i Tańca.
Nie umiem wyciąć kawałka z całego koncertu, więc Braty na początku, a potem lecą dalej inni laureaci. Braty występują mniej więcej od 12:30 do 21: 00. Można powiedzieć, że to taki folk psychodeliczny. Klarnet kontrabasowy niesamowity. Pierwszy raz słyszę w takiej odsłonie. Czy będzie płyta? Kupiłabym.
piątek, 29 maja 2026
Kontakty pozorowane
Przeczytałam kiedyś anegdotę o Sokratesie (być może to było u Diogenesa Laertiosa, ale nie jestem pewna), że gdy ktoś go zatrzymał na ulicy, chcąc pilnie coś opowiedzieć, filozof zadał trzy pytania:
- Czy od tego, co chcesz powiedzieć, zależy czyjeś życie?
- Czy to, co chcesz mi powiedzieć, posłuży do mojego lub twojego rozwoju?
- Czy wiedza o tym, co chcesz powiedzieć, jest niezbędna do życia?
Na wszystkie pytania rozmówca Sokratesa odpowiedział "Nie".
- Więc mnie nie zatrzymuj i nic mi nie mów - odparł Sokrates.
Gdyby tak zastosować tę metodę do tego, co czytamy. Do tego mnóstwa książek, które nie zasługują na poświęcany im czas. Tak samo potrzebna by była selekcja tego, co czytamy w Internecie. Tego, co oglądamy i słuchamy: w telewizji, radiu.
Gdyby tak zastosować tę metodę w codziennych kontaktach. Ileż czasu zaoszczędzilibyśmy na codziennych rozmowach o niczym. Nie rozumiem, jak można godzinami gadać przez telefon i wałkować w kółko te same tematy. Tak samo nużą mnie długie posiadówki przy stole, tematy kończą mi się po pół godzinie i dalej to już tylko znużenie, zwłaszcza, że niektórzy mają stały repertuar wątków. W rozmowach powtarzają się wciąż te same treści. Nic nowego, żadnego rozwoju, pogłębienia.
Kierat - to właściwe słowo na określenie zachowania kogoś, kto kręci się w kółko. Także w sensie mentalnym. Pozornie rozważa, rozmyśla, dyskutuje, a w rzeczywistości błądzi po kole, zapętla się w sobie, powtarza schematy, wytrychy, stereotypizuje rzeczywistość.
Umiejętność ostrej selekcji bodźców do pewnego stopnia mamy wrodzoną, to specyfika działania mózgu. Lecz cywilizacja znacznie przerosła pierwotne naturalne możliwości organizmu i trzeba się uciec do narzędzi bardziej skutecznych. Przydałby się brzytwa Ockhama nie tylko w wyjaśnianiu zjawisk, ale i eliminowaniu w naszym życiu tego, co niczemu nie służy.
Może być naprawdę ostro, gdyby zechcieć zastosować tak dosłownie. Całe fury książek bezużytecznych na przemiał, całe pliki nijakich filmów do wymazania, terabajty pamięci o bzdurach do skasowania. Dziesiątki tysięcy pseudodziennikarzy na bruk, wszystkich tak zwanych influencerów do pracy, a polityków... w kosmos.
No a w codziennym życiu kilka znajomości by się skończyło, kilka kontaktów urwało, kilka numerów telefonów skasowało. Ale przecież każdemu zależy na tym, żeby życie było prawdziwe, a nie złożone z pozornych aktywności okraszonych płytkosłowiem, czyż nie?
niedziela, 24 maja 2026
Veni, Creator Spiritus
Zesłanie Ducha Świętego, Pięćdziesiątnica, Zielone Świątki... Obowiązkowo śpiewa się Hymn do Ducha Świętego - Veni, Creator Spiritus. Tekst, właściwie anonimowy, choć autorstwo przypisywane jest benedyktyńskiemu mnichowi Hrabanowi Maurowi, pochodzi z IX wieku. Poza tradycyjną chorałową śpiewaną wersją muzykę do niego komponowali wielcy kompozytorzy kolejnych epok aż do czasów współczesnych. Gustav Mahler włączył słowa hymnu do monumentalnej VIII Symfonii, zwanej Symfonią Tysiąca. Maurice Duruflé, zmarły w 1986 r. francuski organista i kompozytor, napisał organową wariację na temat chorału Veni, Creator Spiritus. Tym razem jednak sięgnę do utworu wcześniejszego.
Niccolo Jommelli (1714 - 1774) to włoski kompozytor, autor wielu oper komponowanych na zamówienie dla włoskich miast, między innymi Bolonii, Ferrary, Padwy, Neapolu, Rzymu, Wenecji. Komponował również oratoria i kantaty oraz utwory religijne. Z dosyć słabo udokumentowanych źródeł wynika, że przez pewien czas przebywał w Wenecji, potem zaś w Rzymie. Następnie przez piętnaście lat pełnił funkcję kapelmistrza u księcia Karla Eugena Wirtemberskiego w Stuttgarcie (1753 - 1768), gdzie w 1763 roku podczas swojej podróży odwiedził go Wolfgang Mozart podróżujący z ojcem Leopoldem. Ostatnie lata życia spędził w Neapolu, gdzie zmarł.
Utwór Jommellego powstał w okresie pobytu kompozytora w Rzymie w latach 1750 - 1753. Trzyczęściowa kompozycja została napisana na sopran solowy, chór mieszany, orkiestrę smyczkową i continuo. Uwagę zwraca zwłaszcza dominująca, dynamiczna i wirtuozowska partia solowa sopranu. Spośród kilku wysłuchanych nagrań to wydaje mi się najbardziej przystępne dla ucha.
piątek, 15 maja 2026
Między tekstem a pieśnią
Władysław Żeleński (1837 - 1921) komponował utwory orkiestrowe, opery i pieśni. Do dziś w żelaznym repertuarze wykonawców znajdują się jego pieśni skomponowane do słów wybitnych polskich poetów: Kazimierza Przerwy - Tetmajera (A kiedy będziesz moją żoną), Zygmunta Krasińskiego (Elegia), Józefa Ignacego Kraszewskiego (Pieśń Jaruhy), Marii Konopnickiej (Na fujarce), Adama Mickiewicza (Te rozkwitłe ciche drzewa) i wielu innych. W dorobku kompozytora znajduje się między innymi Pieśń majowa do słów Mariana Gawalewicza. Zapis partytury z tekstem w języku polskim i niemieckim ukazał się ok. 1900 roku w wydawnictwie Gebethnera i Wolffa.
Utwór na chór i głosy solowe jest chyba rzadko wykonywany, bo nie udało mi się znaleźć nagrania. Dlatego niejako w zastępstwie do posłuchania kompozycja do wiersza Przerwy - Tetmajera Na Anioł Pański biją dzwony.



%20-%2024r%20Wydanie%20z%201889%20roku.jpg)



%5D%20-%20Bu%C5%82hak,%20Jan%20(1876-1950)%20-%20%5B1r%5D.jpg)


