Maj - czas na majówki. Majówki przy kapliczkach gdzieś koło polnej drogi, na skraju wsi, lasu, łąki. Jest taka kapliczka nawet z ławeczkami pod obszernym zadaszeniem prawie przy ostatnich zabudowaniach we wsi. Pamiętam, pachniały bzy, gdy zgromadzeni mieszkańcy śpiewali Litanię loretańską. To było dawno, z upływem lat coraz mniej osób przychodziło, a dziś loretańskie majówki przeniosły się do kościoła. To już nie to, nie ta atmosfera. Śpiewom nie wtórują ptaki, wiatr nie rozwiewa włosów. Trochę żal, że zanika piękny zwyczaj modlitewnego hołdu na łonie natury. Najpiękniejsze pieśni ku czci Maryi mają w treści wezwania do przyrody: ".Chwalcie łąki umajone, góry, doliny zielone.... chwalcie z nami Panią świata..." - jak to śpiewać w murach kościoła, a nie na łonie natury?
Mam kilka nagrań Litanii loretańskiej, melodię do niej komponowali także najwięksi kompozytorzy. Brakuje mi jednego - dawnego wykonania z pewnego kościoła, w którym ksiądz proboszcz - były chórzysta seminaryjny - śpiewając z wiernymi włączał się drugim głosem. Harmonia powstawała niezwykła. Nigdzie i nigdy już nie słyszałam takiego wykonania. I nie posłucham, bo ten ksiądz już nie żyje.
Wykonanie tradycyjne
Kompozycja Mozarta - pierwsza z czterech utworów litanijnych, jakie napisał
I w charakterystycznym dynamicznym przejmującym, wirtuozowskim stylu kompozycja Jana Dismasa Zelenki, jedna z kilku jego wersji tej litanii
Budynek na ulicy Saint-Pierre, gdzie mieszkał Adam Mickiewicz podczas pobytu w Lozannie w latach 1839 - 1840. Rysunek Stanisława Witkiewicza zamieszczony w "Wędrowcu" z 1884 roku.
Obecnie ulica nosi nazwę Rue du Bourg, a dom nosi numer 19. W 1916 r. (inna podawana data to 1917) odsłonięto tablicę upamiętniającą pobyt Mickiewicza, jednak znajduje się ona gdzie indziej - na Rue de la Grotte 1.Jedyne zdjęcie tej tablicy, jakie znalazłam w Internecie, jest bardzo nieczytelne, z tego względu nawet nie wiem, czy tablica do dzisiaj istnieje.
Była też jeszcze inna tablica, właściwie nawet wcześniejsza, ufundowana na stulecie urodzin poety w 1898 roku. Uroczyste obchody zostały zorganizowane 24 grudnia 1898 roku w budynku dawnej Akademii Lozańskiej, gdzie wykładał Mickiewicz. Tablicę wówczas uroczyście odsłonięto, jednakże nie została ona tam zamieszczona na stałe. Gdzie się znajduje obecnie, nie wiadomo. Słuch o niej zaginął.
Tablica pamiątkowa z obchodów stulecia urodzin poety w Lozannie - 24 grudnia 1898 roku.
Niestety, nigdzie nie ma informacji, kto ją zaprojektował i wykonał. Jedynym źródłem informacji o przebiegu uroczystości jest oficjalne sprawozdanie komitetu organizacyjnego, w którym nazwiska autora i wykonawcy nie podano.
Z tego wynika, że trzeba osobiście udać się do Lozanny i wszystko naocznie sprawdzić: są tablice czy nie, gdzie i w jakim stanie.
"Rewia", dodatek do "Głosu Porannego", z 16 kwietnia 1938 roku zamieszcza teksty autorów światowej literatury. Wśród nazwisk pojawiają się między innymi: Andre Maurois (1885 - 1967), Tristan Bernard (1866 - 1947), Karel Čapek (1890 - 1938) i Agatha Christie (1890 - 1976). Wydanie "Rewii" zamyka opowiadanie Christie Mieszkanie nr 4.
Oryginalnie opowiadanie ukazało się pod tytułem Perypetie z tanim mieszkaniem w 1924 roku w zbiorze Poirot prowadzi śledztwo. Faktycznie chodzi w nim o mieszkanie mające nr 4, więc - jak widać - w publikacji prasowej taki też nadano tytuł.
Nie była to oczywiście jedyna publikacja twórczości Agathy Christie w polskiej prasie i na polskim rynku. W 1965 roku "Sztandar Ludu" drukował w odcinkach powieść Zerwane zaręczyny (1940).
O skali popularności królowej kryminału świadczą liczne wydania książkowe na przestrzeni lat powojennych. W latach 1944 - 2010 Christie zajmowała miejsce tuż za Szekspirem - liczba jej wydań wynosiła ponad 300. Z kolei w węższym okresie, po transformacji ustrojowej, w latach 1991 - 2010 Christie wysunęła się na prowadzenie i wśród pisarzy obcojęzycznych zajęła pierwsze miejsce z liczbą wydań ok. 280.
Myślę, że dzisiejsze rankingi nadal ukazywałyby jej pozycję w czołówce, ponieważ po 2010 roku pojawiły się kolejne wydania jej książek. Mimo że ostatecznie po wielu latach zdecydowała się w Kurtynie uśmiercić swojego najwierniejszego detektywa, Poirota, to sama Agatha jest nieśmiertelna.
PS Mój ulubiony cytat z Poirota: "Nie mogę, naprawdę nie mogę samotnie przesiadywać całymi dniami w fotelu i rozmyślać o tym, jaki jestem cudowny. Potrzebny jest pierwiastek ludzki, potrzebny jest cudzy podziw".
Dwudziestogłosowe organy Jana Śliwińskiego dla kościoła oo. franciszkanów w Krakowie zostały zamówione po tragicznym pożarze w 1850 roku, w którym spłonęła niemal cała świątynia. Prace trwały dwa lata i - jak wynika z zamieszczonej wyżej ulotki - 11 kwietnia 1880 roku miała miejsce uroczysta próba dźwięku, czyli w zasadzie odbył się koncert.
Jan Śliwiński (1844 - 1903) był najlepszym i najbardziej znanym polskim budowniczym organów, którego firma znajdowała się we Lwowie. Stąd też zbudował organy dla kilku lwowskich kościołów: w Bazylice Wniebowzięcia i kościele Matki Bożej Śnieżnej. Zakład produkcyjny założony w 1876 roku szybko zdobył uznanie także dzięki nagrodom, jakie Śliwiński otrzymywał za swoje organy. W 1877 roku otrzymał medal zasługi na Krajowej Wystawie Rolniczej i Przemysłowej we Lwowie. Poszerzając zakres swoich usług Śliwiński zaczął produkować cieszące się popularnością fisharmonie sprzedawane nawet w Berlinie. W 1886 roku na wystawie w Czerniowcach zdobył pierwszą nagrodę, pokonując w rywalizacji producentów wiedeńskich. W 1887 roku zdobył także I miejsce i Nagrodę Rządową na Wystawie Krajowej Rolniczo-Przemysłowej w Krakowie.
Organy Śliwińskiego ceniono za doskonałą harmonię, dopasowanie brzmienia głosów do wnętrza i przestrzeni. Oferował w swoim katalogu aż siedemnaście modeli instrumentu. Jan Śliwiński szlify organmistrzowskie przez dziesięć lat (1865 - 1875) zdobywał głównie we Francji, w paryskiej fabryce Cavaille-Cola, stąd też na jego organach najlepiej brzmi podobno muzyka francuska. Z lwowskiej fabryki Śliwińskiego pochodziły organy nie tylko we wspomnianej bazylice Franciszkanów, ale także - jedne z największych - dwudziestoośmiogłosowe w kościele św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Krakowie, a także w kościołach w Sanoku, w Krośnie, Łabuniach, Kętach, Przeworsku, Rakszawie, Bieczu, Szczebrzeszynie, Zamościu i wielu innych miejscowościach. Te dwa ostatnie instrumenty zostały ufundowane przez znanych arystokratów: dla Szczebrzeszyna organy ufundowali Konstanty i Maria z hr. Potockich księstwo Lubomirscy, a dla Kolegiaty Zamojskiej XV ordynat Maurycy hr. Zamoyski.
Nie wszystkie instrumenty Śliwińskiego przetrwały dziejowe zawirowania, kataklizmy, pożary czy wojny. Nadal można ich posłuchać między innymi w kościele św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Krakowie, Kolegiacie Zamojskiej, w katedrze łacińskiej Wniebowzięcia we Lwowie, w kościele Matki Bożej Szkaplerznej w Łabuniach, w kościele św. Wojciecha w Szymbarku. Poza Szymbarkiem, pozostałe wymienione (Zamość, Łabunie, Kraków, Lwów) słyszałam na żywo w różnych okolicznościach.
Poniżej organy w Kolegiacie Zamojskiej - sprawdzanie brzmienia
A teraz UWAGA! Niespodzianka - historyczne organy Śliwińskiego z kościoła św. św. Piotra i Pawła w Tbilisi w Gruzji:
Nie pierwszy to raz, gdy znajduję intrygujące, a może nawet i pouczające ciekawostki w dawnej polskiej prasie. Tym razem wpadła mi w oko "Gazeta Świąteczna" z 8 kwietnia 1888 roku prowadzona przez redaktora Hermana Benniego (1834 - 1900). Fryderyk Emanuel Herman Benni był ewangelickim pastorem, a także lektorem języka angielskiego i francuskiego, założycielem prywatnej szkoły męskiej, w której zatrudniał wybitnych polskich nauczycieli oraz jednym z inicjatorów budowy pomnika Adama Mickiewicza w Warszawie na stulecie urodzin poety. Jednocześnie redagował w różnych okresach życia "Kurier Warszawski", "Ateneum" a także wspomnianą na początku "Gazetę Świąteczną".
W numerze 379. z 8 kwietnia 1888 roku "Gazety Świątecznej" mocnym i rzucającym się w oczy akcentem jest zachęta do pracy nad usprawnianiem umiejętności czytania i pisania po polsku. Trzyczęściowa - jak można zauważyć - reklama stopniuje te umiejętności i zachęca do dalszego ich pogłębienia w bardzo pomysłowy i motywujący sposób.
Podoba mi się sformułowanie: "Kto umie już czytać, a chce się nauczyć pisać", a jeszcze bardziej trafne umieszczone niżej: "Kto pisać już trochę umie, niech się nauczy pisać poprawnie". Zwłaszcza to drugie - uważam - nie straciło na aktualności. Bo chociaż naukę czytania i pisania mamy od dawna obowiązkową, poprawność tekstów pisanych tu i ówdzie, nawet publicystycznych na portalach informacyjnych, przedstawia wiele do życzenia. Coraz więcej osób chciałoby zabłysnąć opublikowaniem swojej twórczości, ale pracy nad doskonaleniem polszczyzny raczej unikają, sądząc, że podstawy wyniesione ze szkoły podstawowej wystarczą, aby wielkim/-ką pisarzem/-rką zostać.
Na ostatniej zaś stronie gazety znajduje się lista aktualnych w tamtym czasie publikacji, które można zakupić. Uderza obecność wielkiej literatury. Są powieści i opowiadania Kraszewskiego, Prusa, Konopnickiej, Orzeszkowej, publikacje naukowe, jak Jeske-Choińskiego oraz historyczne, podróżnicze a także poradnik słynnej Ćwierciakiewiczowej pt. Cokolwiekbądź chcesz wyczyścić, czyli Porządki domowe za 40 kopiejek. I ta ostatnia pozycja bardzo by mi się przydała :-)
Najgłośniejsze wielkanocne fanfary słychać w kantacie Buxtehudego Dziś tryumfuje Boży Syn. Myślę, że kompozytorzy barokowi mieli jednak fantazję, której dzisiaj mało kto dorównuje. Dietrich Buxtehude (1637 - 1707) fascynuje mnie od dawna choćby z tego powodu, że to do niego do Lubeki według legendy pieszo udał się Jan Sebastian Bach, aby posłuchać jego muzyki. Że Bach u Buxtehudego spędził kilka miesięcy to fakt, tylko z tą pieszą wędrówką nie do końca wiadomo, czy prawda.
Później Buxtehudego "zaśpiewał mi" Andreas Scholl (Muss der Tod denn auch entbinden), co przypieczętowało mój zachwyt kompozytorem. Fascynację zwieńczyło oczywiście zakupienie płyty, choćby z przejmującym Membra Jesu nostri w wykonaniu Schola Cantorum Basiliensis pod kierownictwem Rene Jacobsa. I tak już mi zostało, a ponieważ Buxtehude był wcześniej zanim nastał Bach, to Wielkanoc z muzyką Buxtehudego.
Psalm 51 - Miserere mei, Deus secundum nagnam misericordiam Tuam- jeden z najbardziej przejmujących psalmów Dawida. Z dzieciństwa pamiętam, jak śpiewaliśmy często na początku każdej mszy:
Zmiłuj się nade mną, Boże, w łaskawości swojej,
i odnów we mnie moc ducha.
Obmyj mnie zupełnie z mojej winy
i oczyść mnie z grzechu mojego....
Jan Dismas Zelenka skomponował muzykę do Psalmu 51 na liturgię wielkanocną, a właściwie Wielkiego Tygodnia. W naszej polskiej tradycji przyzwyczailiśmy się śpiewać i słuchać raczej pieśni pełnych bólu i rozpaczy: Ludu, mój ludu, Dobranoc, Głowo Święta itp. W porównaniu z nimi kompozycja Zelenki może wydać się zbyt... dynamiczna czy nawet skoczna. Zelenka posłużył się tutaj dużymi kontrastami i niemal brawurową konstrukcją. Ale czyż nie takie powinno być wołanie grzesznika o Boże miłosierdzie?
Moja ulubiona kompozycja na Wielki Post i Wielki Tydzień: Jan Dismas Zelenka - Miserere c-moll ZWV 57.
Niestety, nie znalazłam tego w ulubionym wykonaniu Collegium 1704 i Collegium Vocale 1704 pod dyrygentem Vaclavem Luksem, a to są najlepsi na świecie specjaliści od Zelenki.
Dlatego inne, najpierw taki początek, ta interpretacja jest zbliżona najbardziej do wykonania Collegium 1704, ale tylko kawałek znalazłam, sam początek
Tutaj całość, w innym wykonaniu, również dosyć dramatycznie dopracowanym