środa, 4 lutego 2026

Co to był za bal!

       I to nie jeden, lecz wiele podczas trwania dorocznych karnawałów. Jak zapowiadał Wacław Jeziorowski na początku powieści Karnawał w  Nicei. Taniec Pierotów:

Powieść pięknie się uplata,

karnawał śród kwiatów, słońca,

ze świata - czy też zza świata?...

Czytaj uważnie do końca. 

      Dekameron Polski z 10 lutego 1830 roku donosił:


Piękne panie, eleganccy panowie, bogate stroje - idziemy na bal. Może piechotą, może pojedziemy na saniach.  Przynajmniej tak bywało w 1870 roku:


Królowa i muza karnawału inspirowała wielu, zwłaszcza  malarzy, rysowników. Mimo zimowej pory otoczona kwiatami. Tak wyobrażał sobie Paweł Merwart - rysunek z 1888 roku:


         Czy tylko bale w lustrzanych salach? Otóż nie. Większość bawiła się na świeżym powietrzu, jak pokazuje ilustracja Władysława Sandeckiego z karnawału ujazdowskiego w 1888 roku:


         Podobnie zresztą opisywał wspomniany na początku Jeziorowski w swojej powieści. Karnawał w Nicei należał do najbardziej znanych i spektakularnych europejskich rozrywek. Przez dwa tygodnie urządzano parady, konkursy, pokazy. Rewię mody i powozów. Cyrkowe popisy, taneczne wieczory. Oraz - oczywiście - a może nawet przede wszystkim - otwarte cały czas kasyna, w których hazardziści tracili majątek. Rozmach widać na ilustracjach książki Jeziorowskiego wydanej w 1929 roku.



       Osoba autora - Wacława Jeziorowskiego jest dosyć tajemnicza. Bo chociaż był autorem kilku książek - oprócz wspomnianego Karnawału w Nicei napisał także Solidny interes, Bal, Pamiętniki pani Messalińskiej, Cień, Monte Carlo. Szulernia - systemy oraz był wydawcą albumu fotograficznego Album Powązek - trudno znaleźć o nim wiarygodne informacje. W źródłach zupełnie pozaliterackich wyczytałam, że żył w latach 1873 - 1959. Był między innymi redaktorem i wydawcą pisma satyrycznego Muchy. Przed wojną mieszkał w Warszawie, a po wojnie w Puszczykowie. 
       
      Wiele miast było znanych z karnawałowych zabaw. Wiedeń, Nicea, Wenecja, Paryż... Styczniowy numer Turystyki z 1937 roku donosił, że prawdziwą stolicą karnawału był Budapeszt:


     Tak czy inaczej, trzeba wykorzystać ten czas, gdziekolwiek jesteśmy, ponieważ - jak głosi reklama z 1939 roku - w popielcową środę skończą się pączki:

 

Express Lubelski i Wołyński z 18 lutego 1939 roku

poniedziałek, 2 lutego 2026

Taki luty

    


Józef Rapacki, Luty, pocztówka z serii Rok w krajobrazie wydawanej w latach 1920 -1927

        Tegoroczny luty tak się właśnie zaczyna: śnieżny i mroźny. Od kilku dni obserwuję za oknem cudowne zjawisko: diamentowy pył. Pojawia się, gdy temperatura spada dużo poniżej zera, co najmniej - 15 stopni, a u mnie właśnie w tej chwili jest -20. Diamentowy pył najczęściej tworzy się w okolicach podbiegunowych. Widać go szczególnie przy słonecznej pogodzie. Promienie słoneczne załamują się w drobinach kryształków lodu, który albo powoli spada z wysokich chmur, albo tworzy się w samym powietrzu, krystalizuje się powietrze. TUTAJ  można przeczytać podstawowe informacje na ten temat. Widok przepiękny, jakby z nieba sypał się srebrny brokat. 
        A nocą... nocą pełnia Śnieżnego Księżyca. Jasna okrągła tarcza na niebie, na ziemi połacie białego skrzącego śniegu - widno niemal jak w dzień. Wyruszyłby gdzieś na wycieczkę, ale -20 trochę studzi podróżnicze zapędy, choć miałam plany. Na planach się skończyło. Czeka mnie tylko wyjście do kościoła na Gromniczną. 
        2 lutego - Ofiarowanie Jezusa w świątyni zwane tradycyjnie w Polsce Świętem Matki Bożej Gromnicznej, bo święci się gromnice. Według legendy Matka Boża Gromniczna odstrasza wilki. Ale mnie podoba się inna legenda, mówiąca o tym, jak Matka Boża ochroniła wilka, którego ścigali chłopi, żeby go zabić, ponieważ zagryzł hodowlane zwierzęta. Według legendy, gdy chłopi spotkali Maryję i prosili, żeby im wydała wilka, który schronił się w jej płaszczu, pouczyła ich, żeby raczej szukali wilka w swoim sercu i tam go wytępili. Dlatego w niektórych ikonograficznych przedstawieniach Matce Bożej towarzyszy wilk. Legendę w poetyckiej formie zapisała Kazimiera Iłłakowiczówna w cyklu Gromnice i wilki. Cykl został opublikowany w tomiku Słowik litewski w 1936 roku. Składają się na niego wiersze: Wilki; Gromnice; Na Gromniczną i Wilk gromniczny
        W ewangelicznym opisie ofiarowania Jezusa znajduje się tak zwany Kantyk Symeona Nunc dimittis servum tuum, Domine,  wspaniała modlitwa Symeona opisująca Jezusa jako światło: Teraz, o, Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju... bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, światło na oświecenie pogan (Łk 2, 29-32). Do Nunc dimittis wielu kompozytorów tworzyło muzykę. Na przykład Arvo Pärt.


       Na święto ofiarowania Pańskiego Bach napisał kilka kantat, jedną z bardziej znanych jest kantata Ich habe genug z 1627 roku. Tytułową arię z pięcioczęściowej kantaty wykonywali najwięksi śpiewacy. 
      Poniżej śpiewa Peter Kooy (Kooij) - jeden z najlepszych wykonawców muzyki barokowej. 

środa, 28 stycznia 2026

Polonia 1592

 


       XVI-wieczne wydanie katalogu map Abrahama Orteliusa. Wydanie z 1592 roku, drukowane w Antwerpii. Dzieło zawiera ponad 130 map: kilka ogólnych, takich kontynentalnych i najwięcej poszczególnych krajów Europy, w tym Polski. 

       Poniżej dzisiejsze Pomorze należące wówczas do Branderburgii oraz część Polski środkowej. 

Podkreśliłam na czerwono nazwy geograficzne: Pomerania oraz Poloniae, a także kilka miast i rzek: Szczecin, Stargard, Kalisz, Frombork, Odrę i Wartę.  

         A poniżej Śląsk i też część Polski środkowej. Zaznaczyłam Wartę i Wisłę, Kraków przy samym brzegu z prawej strony, poza tym Wrocław, Głogów i znowu Kalisz.


      No i cała Polonia jak sobie ją wyobrażał szesnastowieczny kartograf. Zaznaczyłam kilka miast: Kraków, Warszawę Konin, Gdańsk, Elbląg, Łowicz, Sandomierz, Sanok, Tarnów. Jest nawet Szczebrzeszyn zapisany jako Sczebresin. Zachęcam do poszukania swoich miejscowości lub okolic. Ciekawa zabawa rozpoznawać łacińskie dawne nazwy współczesnych miejscowości. 







czwartek, 22 stycznia 2026

Słodkie

 W przedwojennej gazecie natrafiłam na taką słodką reklamę:


"Express Lubelski", 5 stycznia 1930 r. 

Nazwa czekolady Bajadera szczególnie mi się spodobała. Aż nabrałam ochoty na słodkości. Poszłam tropem nazwy firmy, czyli Branka - gdzie i kiedy produkowała czekolady? I znalazło się. 
       Fabryka cukrów, czekolady i kakao Branka sp. akc. we Lwowie. 
W zasobach Muzeum Polin - jednak nie w głównej ekspozycji - znajduje się metalowa przedwojenna puszka na ciastka firmy Branka.


Firma znana była z ozdobnych pojemników. Ta zdobiona metalowa puszka ma spore wymiary: 18 x 29 x 23 cm. 
    Firma została założona w 1882 roku przez Maurycego Brandsteattera i była jedną z większych fabryk we Lwowie. Miała swoją filię także w Lublinie. Jej wyroby znane były w całej przedwojennej Polsce. Do dzisiaj popularne są na aukcjach antykwarycznych różne pojemniki zakładu Branka. Na przykład poniższa puszka w kształcie walca została sprzedana za ponad 50 euro.

Na stronie pewnego antykwariatu znalazłam tekturowe opakowanie po czekoladzie Branka wystawione za 650 zł. 
      Firma Branka działała do 1939 roku. Była jedną z pierwszych fabryk znacjonalizowanych przez władze sowieckie.

poniedziałek, 19 stycznia 2026

Miało być o koncercie kolędowym

      Tak się złożyło, że o koncercie nie będzie. Dlatego tylko namiastka z "Expressu Lubelskiego" ze stycznia 1930 roku:


A ponieważ zima ostatnio nas rozpieszcza swoimi urokami, to jeszcze zimowe obrazki.


W klimacie Święta Trzech Króli - pocztówka z 1930 roku, malował Piotr Stachiewicz


Zimowy zmierzch, obraz Stefana Domaradzkiego z "Expressu Lubelskiego i Wołyńskiego" z 1937 roku


Lew Dobrzyński, Pejzaż zimowy, grafika z ok. 1934 roku

środa, 14 stycznia 2026

Jak to z tym oświetleniem było - doniesienie z dawnej prasy

      Moje upodobanie do wertowania dawnych gazet i czasopism nieoczekiwanie zaprowadził mnie w rejon wynalazków. Konkretnie zaś, wynalazku oświetlenia gazowego - gazem węglowym. "Kuryer Litewski" z 1802 roku, nr 5 donosi, że niejaki "Michiels obywatel Maestrichtu wynalazł sposób nowy [...] oświetlenia ulic mieyskich, i na to przywiley otrzymał"



       Na pytanie o wynalazców oświetlenia ulicznego SI wymieniła kilka nazwisk, ale żadnego podobnego do podanego w gazecie. Mało tego, zapytałam w takim razie o wynalazców z Maastricht, a SI autorytatywnie orzekła, że stamtąd nie pochodzi żaden wynalazca. Wypadało więc zacząć poszukiwania z innej strony: od samego Maastricht. Wśród dawnych zasłużonych mieszkańców miasta znajduje się niejaki Jean-Pierre Minckelers, żyjący w latach 1748 - 1824. Bingo! Ale żeby nie było tak łatwo - oczywiście polska Wikipedia go nie zna, za to angielskojęzyczna podaje nawet obszerną biografię i określa go, a jakże! jako wynalazcę oświetlenia gazowego. 
      W dawnej prasie nazwisko zostało zapisane na poły fonetycznie, czego się zresztą spodziewałam i wiedziałam, że szukać należy nazwiska mniej więcej podobnego, a nie literalnego zapisu. Dziwię się tylko, że SI szkolona na źródłach i tekstach angielskich, Minckelersa nie zna, a przecież w Maastricht stoi nawet jego pomnik. Może to i lepiej, bo przeczytałam ostatnio, że nagminne korzystanie z niej prowadzi do ubytków w umiejętności myślenia. 
      Wracając zaś do wynalazku, trzeba przyjąć, że informacja w gazecie z 15 stycznia 1802 roku była nico opóźniona, toteż całkiem logiczne, że Minckelers pracował nad swoim wynalazkiem już wcześniej. Studiował w Leuven, gdzie po ukończeniu studiów został profesorem przyrody, koncentrując się na badaniu gazów. Interesowało go poszukiwanie gazu odpowiedniego do napełniania balonów. Wynalazek braci Montgolfier inspirował wówczas wielu badaczy do eksperymentów z gazami. W 1784 roku Minckelers opublikował pracę naukową o łatwopalnym powietrzu otrzymywanym z różnych materiałów. Oczywiście nie było to czyste powietrze, lecz różne substancje gazowe. Najlepszym okazał się gaz otrzymywany z podgrzewanego oleju skalnego. Chodzi chyba o ropę naftową. W każdym razie gaz okazał się łatwopalny i Minckelers zaczął używać go do oświetlenia swojej sali wykładowej, a zastosowano go z czasem do oświetlania  innych pomieszczeń. 
      Od 1794 roku Minckelers był profesorem fizyki i chemii w swoim rodzinnym mieście. Zapewne wtedy też uzyskał zatwierdzenie swojego wynalazku, czyli patent, o czym donosił "Kuryer Litewski". 

sobota, 10 stycznia 2026

Wydarzyło się 10 stycznia

       W 1903 roku w Krakowie w dramacie Szekspira wystąpiła gościnnie Helena Modrzejewska jako Lady Makbet:


Dopisek do komentarza Karoliny: Modrzejewska miała zwyczaj robić zdjęcia w kostiumach postaci, które grała. Są też jej zdjęcia jako Lady Makbet. Znalazłam dwa z różnych przedstawień. Nie wiem, czy któreś jest akurat z Krakowa:





       W 1931 roku w Teatrze Wielkim w Tosce jako Cavaradossi wystąpił Jan Kiepura.


       W 1946 w Filharmonii Krakowskiej w koncercie symfonicznym wystąpili: Andrzej Panufnik, kompozytor i główny dyrygent Filharmonii Krakowskiej oraz Jan Ekier, pianista i kompozytor.  W ramach koncertu została wykonana między innymi Uwertura tragiczna skomponowana przez Panufnika w 1942 roku, której nuty później w czasie wojny zaginęły, ale utwór został przez kompozytora zrekonstruowany. 

       Uwertura tragiczna Andrzeja Panufnika to jedna z najbardziej dramatycznych jego kompozycji. W utworze znajdują się nawiązania do odgłosów wojny, lecącego samolotu, karabinu maszynowego czy bombardowania.