19 lutego minie 553 rocznica urodzin Mikołaja Kopernika. Z tej okazji zaplanowane zostały uroczystości upamiętniające największego polskiego astronoma. Między innymi Planetarium Śląskie zaprasza na słuchowisko "Sfery Kopernika", które zostanie przedstawione 21 lutego o 18:15.
W przeszłości szczególnie uroczysty charakter miały bardziej okrągłe rocznice, jak w 2023 roku 550. rocznica urodzin, gdy Senat ogłosił Mikołaja Kopernika patronem roku, a do największego rozgłosu na skalę międzynarodową przyczyniło się ogłoszenie w 1973 Roku Kopernikańskiego przez UNESCO w 500. rocznicę urodzin astronoma. Podjęte wówczas inicjatywy miały wymiar edukacyjny, kulturalny, ekonomiczny i symboliczny. Organizowano konferencje, wystawy, budowano pomniki, odrestaurowano zabytki związane osobą autora "De revolutionibus orbium coelestium", wydawano specjalne znaczki, kilka instytucji przyjęło Kopernika za patrona.
550 -lecie urodzin miało swój wymiar muzyczny. 20 maja 2023 roku we Fromborku miała miejsce światowa premiera musicalu Kopernik.Twórcami musicalu są: Ałbena Grabowska - autorka libretta, Daniel Wyszogrodzki napisał słowa piosenek, a Tomasz Szymuś skomponował muzykę. Libretto obejmuje najważniejsze wydarzenia z życia uczonego: studia, posługę kanoniczną, praktykę lekarską, badania astronomiczne. Są też wątki związku astronoma z Anną Schilling. Obok Kopernika pojawiają się inne postacie historyczne: Jan Dantyszek - biskup warmińskim, któremu podlegał Kopernik; Jerzy Joachim Retyk, który odwiedzał Kopernika we Fromborku, a potem nadzorował druk jego dzieła.
Chcę tu przypomnieć o mniej znanych inspiracjach Kopernikiem w latach jeszcze wcześniejszych. Szczególnie w czasach zaborów pamięć o rocznicy stanowiła okazję do konsolidacji Polaków wokół tożsamości narodowej, dając wyraz patriotycznym nastrojom. Prenumeratorzy "Tygodnika Ilustrowanego" na 400-lecie urodzin Kopernika w 1873 roku otrzymali w prezencie grafikę z jego portretem wykonanym przez Jana Matejkę:
19 lutego tamtego roku - 1873 - na 400-lecie urodzin - w Krakowie została wystawiona sztuka Józefa Szujskiego Kopernik.
Jest to jednoaktówka składająca się z 17. scen.
Mikołaj Kopernik jednoczył Polonię na uroczystościach rocznicowych. Obchody 450-lecia urodzin zorganizowali Polacy w Nowym Jorku:
W dwudziestoleciu międzywojennym dwa utwory Mikołajowi Kopernikowi poświecił Ludwik Hieronim Morstin. W 1929 r. powstała powieść Kłos Panny. Tytuł nawiązuje do konstelacji gwiazdozbioru Panny, której obserwacje przyczyniły się do opracowania teorii heliocentrycznej i udowodnienia obrotu Ziemi. W 1934 roku Morstin wrócił do postaci uczonego i napisał widowisko sceniczne Mikołaj Kopernik. Utwór był grany w warunkach plenerowych, najpierw w Toruniu. Później, w 1936 roku sztuka zawitała do Krakowa, gdzie wystawiano ją w kilku miejscach: na wawelskim dziedzińcu oraz w podwórzu Biblioteki Jagiellońskiej. W spektaklu grali aktorzy Teatru Słowackiego i akademickiego teatru UJ oraz tancerze w scenach baletowych. W sumie występowało aż 240 osób.
Specjalna inscenizację - można powiedzieć, wyjazdową - przygotowano na potrzeby przedstawień objazdowych na Bałkanach w maju 1936 roku. W Bułgarii deszczowa pogoda sprawiła, że zamiast w plenerze, wystawiono ją w Teatrze Narodowym w Sofii. Już bez zakłóceń natomiast prezentowano Kopernika w Rumunii, Jugosławii i na Węgrzech. Jedno z przedstawień odbyło się w zabytkowych XVII-wiecznych fortyfikacjach Kalemegdan w Belgradzie, o czym donosił korespondent Ignacy Kleszczyński. W każdym miejscu widzów można było liczyć w tysiąc, sztuka przyjmowana byłą entuzjastycznie. Na początku każdego przedstawienia grano hejnał mariacki.
Po wojnie po dramat Morstina sięgnięto w 1947 roku, gdy znowu w Krakowie odbywały się przedstawienia dawnym kinie Wolność na ul. 18-stycznia - dzisiaj ul. Królewska, aczkolwiek budynek kina znajduje się przy Placu Inwalidów. To znaczy dzisiaj to już nie jest kino, tylko jakiś supermarket. Muzykę do sztuki skomponował Antoni Żulińśki, aktor i absolwent klasy fortepianu w szkole Muzycznej im. Żeleńskiego w Krakowie.
Niestety, nie znalazłam informacji, czy zapowiadane przedstawienia trwały aż do 19 lutego, czyli kolejnej rocznicy urodzin Mikołaja Kopernika. Czy nadszedł czas na nowe dzieła: muzyczne, teatralne lub literackie? Czas pokaże.
I to nie jeden, lecz wiele podczas trwania dorocznych karnawałów. Jak zapowiadał Wacław Jeziorowski na początku powieści Karnawał w Nicei. Taniec Pierotów:
Powieść pięknie się uplata,
karnawał śród kwiatów, słońca,
ze świata - czy też zza świata?...
Czytaj uważnie do końca.
Dekameron Polski z 10 lutego 1830 roku donosił:
Piękne panie, eleganccy panowie, bogate stroje - idziemy na bal. Może piechotą, może pojedziemy na saniach. Przynajmniej tak bywało w 1870 roku:
Królowa i muza karnawału inspirowała wielu, zwłaszcza malarzy, rysowników. Mimo zimowej pory otoczona kwiatami. Tak wyobrażał sobie Paweł Merwart - rysunek z 1888 roku:
Czy tylko bale w lustrzanych salach? Otóż nie. Większość bawiła się na świeżym powietrzu, jak pokazuje ilustracja Władysława Sandeckiego z karnawału ujazdowskiego w 1888 roku:
Podobnie zresztą opisywał wspomniany na początku Jeziorowski w swojej powieści. Karnawał w Nicei należał do najbardziej znanych i spektakularnych europejskich rozrywek. Przez dwa tygodnie urządzano parady, konkursy, pokazy. Rewię mody i powozów. Cyrkowe popisy, taneczne wieczory. Oraz - oczywiście - a może nawet przede wszystkim - otwarte cały czas kasyna, w których hazardziści tracili majątek. Rozmach widać na ilustracjach książki Jeziorowskiego wydanej w 1929 roku.
Osoba autora - Wacława Jeziorowskiego jest dosyć tajemnicza. Bo chociaż był autorem kilku książek - oprócz wspomnianego Karnawału w Nicei napisał także Solidny interes, Bal, Pamiętniki pani Messalińskiej, Cień, Monte Carlo. Szulernia - systemy oraz był wydawcą albumu fotograficznego Album Powązek - trudno znaleźć o nim wiarygodne informacje. W źródłach zupełnie pozaliterackich wyczytałam, że żył w latach 1873 - 1959. Był między innymi redaktorem i wydawcą pisma satyrycznego Muchy. Przed wojną mieszkał w Warszawie, a po wojnie w Puszczykowie.
Wiele miast było znanych z karnawałowych zabaw. Wiedeń, Nicea, Wenecja, Paryż... Styczniowy numer Turystyki z 1937 roku donosił, że prawdziwą stolicą karnawału był Budapeszt:
Tak czy inaczej, trzeba wykorzystać ten czas, gdziekolwiek jesteśmy, ponieważ - jak głosi reklama z 1939 roku - w popielcową środę skończą się pączki:
Józef Rapacki, Luty, pocztówka z serii Rok w krajobrazie wydawanej w latach 1920 -1927
Tegoroczny luty tak się właśnie zaczyna: śnieżny i mroźny. Od kilku dni obserwuję za oknem cudowne zjawisko: diamentowy pył. Pojawia się, gdy temperatura spada dużo poniżej zera, co najmniej - 15 stopni, a u mnie właśnie w tej chwili jest -20. Diamentowy pył najczęściej tworzy się bardziej na północ (chyba i południe też) w okolicach podbiegunowych. Widać go szczególnie przy słonecznej pogodzie. Promienie słoneczne załamują się w drobinach kryształków lodu, który albo powoli spada z wysokich chmur, albo tworzy się w samym powietrzu, krystalizuje się powietrze. TUTAJ można przeczytać podstawowe informacje na ten temat. Widok przepiękny, jakby z nieba sypał się srebrny brokat.
A nocą... nocą pełnia Śnieżnego Księżyca. Jasna okrągła tarcza na niebie, na ziemi połacie białego skrzącego śniegu - widno niemal jak w dzień. Wyruszyłby gdzieś na wycieczkę, ale -20 trochę studzi podróżnicze zapędy, choć miałam plany. Na planach się skończyło. Czeka mnie tylko wyjście do kościoła na Gromniczną.
2 lutego - Ofiarowanie Jezusa w świątyni zwane tradycyjnie w Polsce Świętem Matki Bożej Gromnicznej, bo święci się gromnice. Według legendy Matka Boża Gromniczna odstrasza wilki. Ale mnie podoba się inna legenda, mówiąca o tym, jak Matka Boża ochroniła wilka, którego ścigali chłopi, żeby go zabić, ponieważ zagryzł hodowlane zwierzęta. Według legendy, gdy chłopi spotkali Maryję i prosili, żeby im wydała wilka, który schronił się w jej płaszczu, pouczyła ich, żeby raczej szukali wilka w swoim sercu i tam go wytępili. Dlatego w niektórych ikonograficznych przedstawieniach Matce Bożej towarzyszy wilk. Legendę w poetyckiej formie zapisała Kazimiera Iłłakowiczówna w cyklu Gromnice i wilki. Cykl został opublikowany w tomiku Słowik litewski w 1936 roku. Składają się na niego wiersze: Wilki; Gromnice; Na Gromniczną i Wilk gromniczny.
W ewangelicznym opisie ofiarowania Jezusa znajduje się tak zwany Kantyk Symeona Nunc dimittis servum tuum, Domine, wspaniała modlitwa Symeona opisująca Jezusa jako światło: Teraz, o, Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju... bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, światło na oświecenie pogan (Łk 2, 29-32). Do Nunc dimittis wielu kompozytorów tworzyło muzykę. Na przykład Arvo Pärt.
Na święto ofiarowania Pańskiego Bach napisał kilka kantat, jedną z bardziej znanych jest kantata Ich habe genug z 1627 roku. Tytułową arię z pięcioczęściowej kantaty wykonywali najwięksi śpiewacy.
Poniżej śpiewa Peter Kooy (Kooij) - jeden z najlepszych wykonawców muzyki barokowej.
XVI-wieczne wydanie katalogu map Abrahama Orteliusa. Wydanie z 1592 roku, drukowane w Antwerpii. Dzieło zawiera ponad 130 map: kilka ogólnych, takich kontynentalnych i najwięcej poszczególnych krajów Europy, w tym Polski.
Poniżej dzisiejsze Pomorze należące wówczas do Branderburgii oraz część Polski środkowej.
Podkreśliłam na czerwono nazwy geograficzne: Pomerania oraz Poloniae, a także kilka miast i rzek: Szczecin, Stargard, Kalisz, Frombork, Odrę i Wartę.
A poniżej Śląsk i też część Polski środkowej. Zaznaczyłam Wartę i Wisłę, Kraków przy samym brzegu z prawej strony, poza tym Wrocław, Głogów i znowu Kalisz.
No i cała Polonia jak sobie ją wyobrażał szesnastowieczny kartograf. Zaznaczyłam kilka miast: Kraków, Warszawę Konin, Gdańsk, Elbląg, Łowicz, Sandomierz, Sanok, Tarnów. Jest nawet Szczebrzeszyn zapisany jako Sczebresin. Zachęcam do poszukania swoich miejscowości lub okolic. jest nawet kilka miejscowości z moich wiejskich okolic, ale wiem, że to miasteczka dosyć wiekowe, powstały jeszcze pod koniec średniowiecza, więc są uwzględnione. Ciekawa zabawa rozpoznawać łacińskie dawne nazwy współczesnych miejscowości.
W przedwojennej gazecie natrafiłam na taką słodką reklamę:
"Express Lubelski", 5 stycznia 1930 r.
Nazwa czekolady Bajadera szczególnie mi się spodobała. Aż nabrałam ochoty na słodkości. Przypomniałam sobie, jak w dzieciństwie zbierałam opakowania czekolad. W siermiężnych czasach PRL-u były to jedne z nielicznych kolorowych obrazków, które przyciągały wzrok. Poszłam tropem nazwy firmy, czyli Branka - gdzie i kiedy produkowała czekolady? I znalazło się.
Fabryka cukrów, czekolady i kakao Branka sp. akc. we Lwowie.
W zasobach Muzeum Polin - jednak nie w głównej ekspozycji - znajduje się metalowa przedwojenna puszka na ciastka firmy Branka.
Firma znana była z ozdobnych pojemników. Ta zdobiona metalowa puszka ma spore wymiary: 18 x 29 x 23 cm.
Firma została założona w 1882 roku przez Maurycego Brandsteattera i była jedną z większych fabryk we Lwowie. Miała swoją filię także w Lublinie. Jej wyroby znane były w całej przedwojennej Polsce. Do dzisiaj popularne są na aukcjach antykwarycznych różne pojemniki zakładu Branka. Na przykład poniższa puszka w kształcie walca została sprzedana za ponad 50 euro.
Na stronie pewnego antykwariatu znalazłam tekturowe opakowanie po czekoladzie Branka wystawione za 650 zł.
Firma Branka działała do 1939 roku. Była jedną z pierwszych fabryk znacjonalizowanych przez władze sowieckie.
Moje upodobanie do wertowania dawnych gazet i czasopism nieoczekiwanie zaprowadził mnie w rejon wynalazków. Konkretnie zaś, wynalazku oświetlenia gazowego - gazem węglowym. "Kuryer Litewski" z 1802 roku, nr 5 donosi, że niejaki "Michiels obywatel Maestrichtu wynalazł sposób nowy [...] oświetlenia ulic mieyskich, i na to przywiley otrzymał".
Na pytanie o wynalazców oświetlenia ulicznego SI wymieniła kilka nazwisk, ale żadnego podobnego do podanego w gazecie. Mało tego, zapytałam w takim razie o wynalazców z Maastricht, a SI autorytatywnie orzekła, że stamtąd nie pochodzi żaden wynalazca. Wypadało więc zacząć poszukiwania z innej strony: od samego Maastricht. Wśród dawnych zasłużonych mieszkańców miasta znajduje się niejaki Jean-Pierre Minckelers, żyjący w latach 1748 - 1824. Bingo! Ale żeby nie było tak łatwo - oczywiście polska Wikipedia go nie zna, za to angielskojęzyczna podaje nawet obszerną biografię i określa go, a jakże! jako wynalazcę oświetlenia gazowego.
W dawnej prasie nazwisko zostało zapisane na poły fonetycznie, czego się zresztą spodziewałam i wiedziałam, że szukać należy nazwiska mniej więcej podobnego, a nie literalnego zapisu. Dziwię się tylko, że SI szkolona na źródłach i tekstach angielskich, Minckelersa nie zna, a przecież w Maastricht stoi nawet jego pomnik. Może to i lepiej, bo przeczytałam ostatnio, że nagminne korzystanie z niej prowadzi do ubytków w umiejętności myślenia.
Wracając zaś do wynalazku, trzeba przyjąć, że informacja w gazecie z 15 stycznia 1802 roku była nico opóźniona, toteż całkiem logiczne, że Minckelers pracował nad swoim wynalazkiem już wcześniej. Studiował w Leuven, gdzie po ukończeniu studiów został profesorem przyrody, koncentrując się na badaniu gazów. Interesowało go poszukiwanie gazu odpowiedniego do napełniania balonów. Wynalazek braci Montgolfier inspirował wówczas wielu badaczy do eksperymentów z gazami. W 1784 roku Minckelers opublikował pracę naukową o łatwopalnym powietrzu otrzymywanym z różnych materiałów. Oczywiście nie było to czyste powietrze, lecz różne substancje gazowe. Najlepszym okazał się gaz otrzymywany z podgrzewanego oleju skalnego. Chodzi chyba o ropę naftową. W każdym razie gaz okazał się łatwopalny i Minckelers zaczął używać go do oświetlenia swojej sali wykładowej, a zastosowano go z czasem do oświetlania innych pomieszczeń.
Od 1794 roku Minckelers był profesorem fizyki i chemii w swoim rodzinnym mieście. Zapewne wtedy też uzyskał zatwierdzenie swojego wynalazku, czyli patent, o czym donosił "Kuryer Litewski".