poniedziałek, 3 maja 2021

Jasnogórska szkoła muzyczna - część trzecia

        W jasnogórskim klasztorze oo. paulinów niemal od początku działała kapela wokalna, początkowo złożona tylko z zakonników i dbająca o oprawę wokalną z towarzyszeniem organów, z czasem, gdy powstał zespół instrumentalny, zatrudniająca także muzyków świeckich. Dwa poprzednie odcinki poświęcone były dwóm Żebrowskim, kompozytorom działającym w Kapeli Ojców Paulinów na Jasnej Górze: Żebrowski ojciec  i Żebrowski syn.  Wzrost popularności sanktuarium po potopie szwedzkim przyczynił się do rozbudowy zakonnej kapeli i dbałości o profesjonalną oprawę muzyczną celebrowanych tutaj uroczystości. 

        O. Aleksander Leszczyński (1616 - 1680), przyjąwszy imię zakonne Izydor,  należał do paulinów, którzy już tutaj na miejscu zdobywali muzyczne wykształcenie, w tym kompozytorskie, co świadczy o wysokim muzycznym poziomie jasnogórskiego zespołu. Początkowo pełnił rolę organisty, aby tuż przed potopem szwedzkim, w 1654 roku objąć funkcję kantora klasztornego chóru (rector chori) i magistra kapeli (magister capellae). To właśnie za czasów Aleksandra Leszczyńskiego zaczęto oficjalnie podpisywać umowy finansowe ze świeckimi członkami kapeli wokalno-instrumentalnej. Najstarszy taki dokument pochodzi z 22 czerwca 1670 roku i w podpisach obok ojca Kordeckiego widnieje na nim także podpis Leszczyńskiego jako magistra kapeli. Z muzycznej spuścizny Leszczyńskiego pozostało kilka utworów, z których tylko "Mandatum novum" znajduje się w archiwum jasnogórskich rękopisów, cztery zaś w Archiwum Katedralnym na Wawelu. 

      W II połowie XVIII wieku stanowisko kierownika-dyrygenta chóru pełnił o. Michał Zygmuntowski (1732 - 1802). Czy pochodził on ze słynnej muzycznej rodziny Zygmuntowskich związanej z Sandomierzem, a następnie Krakowem? Czy był synem Adama Zygmuntowskiego, kapelmistrza kapeli katedralnej na Wawelu w latach 1746 - 1748? Występujące pewne nieścisłości i luki nie pozwalają na pełną identyfikację. Niemniej Michał Zygmuntowski pobierał edukację gimnazjalną właśnie w Sandomierzu, jednakże naprawdę na imię miał Franciszek, a Michał to imię zakonne. Tymczasem w informacjach o Adamie Zygmuntowskim pojawia się od razu jego syn Michał. Gdyby rzeczywiście byli to ojciec i syn, to Michał niewątpliwie od dzieciństwa wychowywał się w towarzystwie muzyki. Adam Zygmuntowski dbał bowiem o muzyczne wykształcenie swoich dzieci, a poza dwuletnim kierownictwem kapelą wawelską, zasłużył się także jako skrzypek i kapelmistrz kapeli jasnogórskiej. Naturalną koleją rzeczy umieścił też syna w zakonie paulinów. Michał był najpierw śpiewakiem - przy czym, jak podaje prof. Magdalena Walter-Mazur, zupełnie wyjątkowo był także kastratem, co w polskiej kulturze było niezmiernie rzadkie, nie było u nas jak we Włoszech, szkół dla kastratów ani  zwyczaju kastrowania chłopców - potem kompozytorem i kapelmistrzem. 

       Z siedmioletniego okresu kierowania jasnogórską kapelą (1757 - 1764)  pozostały zaledwie dwie kompozycje Zygmuntowskiego: "Velum stemplum" i "Omnes amici mei". Dalsze losy paulina naznaczone były licznymi pobytami w różnych prowincjonalnych ośrodkach na Podlasiu, na Podkarpaciu, później znowu na Śląsku, by ostatecznie powrócić do Częstochowy i zakończyć żywot w klasztorze św. Barbary w 1802 roku. Jego utwory do dziś nie zostały w pełni opracowane i poznane, stąd nieobecność nagrań.

       Muzyczną ilustracją dzisiejszego wpisu będzie nagranie Zespołu Śpiewaków Miasta Katowice "Camerata Silesia" we współczesnej kompozycji Michała Malca "Salve Regina" . 

niedziela, 25 kwietnia 2021

Ku czci świętego Wojciecha

        Krzysztof Penderecki skomponował "Hymn do świętego Wojciecha" w 1997 roku na zamówienie władz Gdańska  z okazji 1000-lecia śmierci patrona miasta. Na pierwszy plan wysuwa się w utworze partia chóralna dopełniona warstwą instrumentalną, zwłaszcza waltorni i trąbek. Dzieło utrzymane jest w dostojnej, minorowej tonacji, a mimo dramatycznych elementów wzmocnionych brzmieniem kotłów, tchnie majestatyczną powagą i patetycznym zakończeniem.

        

        Święty Wojciech inspiruje do dzisiaj kompozytorów, zwłaszcza polskich, wśród których znajdują się między innymi wspomniany Penderecki,  Henryk Mikołaj Górecki (1933 - 2010) czy Marian Sawa (1937 - 2005). W 2016 roku Łukasz Urbaniak skomponował pierwszą polską mszę na chór, instrumenty dęte i dzwony rurowe ku czci świętego Wojciecha: "Missa in honorem Sancti Adalberti". Utwór został wykonany po raz pierwszy 17 września 2016 roku w poznańskiej Farze. Kompozytor połączył w niej teksty o świętym Wojciechu, o historii Polski i tradycyjne brzmienia z nowoczesnym instrumentarium. 

       Muzycznym kontekstem do obu nowoczesnych kompozycji, Pendereckiego i Urbaniaka, są oczywiście tradycyjne wątki muzyczne z epoki renesansu czy baroku. Przykładem może być "Motet o świętym Wojciechu" Mikołaja Zieleńskiego, kompozytora z przełomu XVI i XVII wieku. W roku liturgicznym świętemu Wojciechowi poświęcony jest dzień 23 kwietnia w rocznicę jego śmierci.  Wczoraj, 24 kwietnia, utwór Zieleńskiego został przypomniany w ramach koncertu Polskiego Chóru Kameralnego Schola Cantorum Gedanensis pod przewodnictwem Jana Łukaszewskiego. Na koncert, transmitowany na kilku platformach internetowych, złożyły się, obok "Motetu" Zieleńskiego, także inne utwory chóralne kompozytorów renesansu i baroku: Wacława z Szamotuł, Andrzeja Hakenbergera (1574 - 1627) działającego między innymi w kapeli królewskiej w Krakowie, a następnie w Gdańsku, gdzie był kapelmistrzem kościoła Mariackiego, czy Asprilia Pacellego (1570 - 1623), włoskiego kompozytora, który osiadł w Warszawie i tutaj zmarł pozostawiając po sobie między innymi "Pieśń ku czci świętego Stanisława"

     Zapis koncertu dostępny na stronie Polskiego Chóru Kameralnego:

niedziela, 18 kwietnia 2021

Czas na kulturę

         Zakrawa na paradoks, że w okresie przymusowego zaszycia się w domach i poruszania się co najwyżej w najbliższej okolicy,  brakuje czasu na  kontakt ze sztuką i szeroko pojętą kulturą. Internetowa sieć niby ułatwia podróżowanie bez wychodzenia z domu, lecz wyszukiwanie aktualnych wydarzeń przy stanie zamknięcia wszystkiego wcale nie jest łatwiejsze. Niemniej przecież można mieć kontakt ze sztuką i to nie tylko tą powtórkową, jaką w dużej mierze -  wobec braku możliwości realizowania programów  bieżących, jak choćby retransmisje najsłynniejszych przedstawień operowych w MET -  - proponują zamknięte kulturalne instytucje.  Można powiedzieć, że niektóre już wyspecjalizowały się w  realizacjach bez publiczności, wchodzimy więc jak w filmie do świata dostępnego tylko na ekranie lub monitorze z tą tylko różnicą, że gdy oglądamy w transmisji bezpośredniej, uczestniczymy w realnym czasie trwania wydarzenia. Inna rzecz, że czasami wygodniej jest móc wrócić do nagranego koncertu czy przedstawienia w innym dogodnym dla nas czasie. Może tylko czasami zbytnio przypomina to obiad z odgrzewanym kotletem, ale cóż, wszystko ma swoje wady i zalety. 

      Gdyby ktoś jednak chciałby przypomnieć sobie smak uczestniczenia na żywo w koncercie, spektaklu, spotkaniu, wystawie, też ma  możliwości. Mimo że czasem trzeba się natrudzić. Wyszukać, wystukać, zapisać w kalendarzu, zaplanować wolny wieczór, przygotować wygodny fotel. Dodatkową atrakcją może być dobra kawa, nastrojowe  światło w pokoju, może towarzystwo kogoś bliskiego i o podobnych zainteresowaniach. No to zapełniamy kalendarz.

      Już dziś, 18 kwietnia o godz. 20:00 Teatr Współczesny w Warszawie proponuje spektakl online "Wstyd", w obsadzie między innymi Iza Kuna i Jacek Braciak. "Wstyd" jest to sztuka współczesnego polskiego dramaturga Marka Modzelewskiego (ur. 1972).  Wchodzimy na repertuar Teatru i klikamy na online. W tym miesiącu Teatr Współczesny proponuje jeszcze dwie sztuki do oglądania w ten sposób: "Taniec albatrosa" (polecam, świetne) i "Uczta Caroline"

Link do teatru 

      Muzeum Narodowe w Warszawie jutro, 19 kwietnia o godz. 13:00 zaprasza na dyskusję panelową "Odkopując Nubię" transmitowaną online na temat odkryć archeologicznych w Nubii. Wydarzenie organizowane w ramach obchodów jubileuszu 60-lecia rozpoczęcia prac polskiej ekipy archeologicznej w Faras w Sudanie.  

Link do kalendarza MN i informacji o transmisji

       Także Muzeum Narodowe w Lublinie, czyli Muzeum Zamek Lubelski zaprasza na rocznicowe obchody. Z okazji 214. rocznicy urodzin Wincentego Pola odbędzie się dwudniowa ogólnopolska konferencja "Świat Wincentego Pola" pod hasłem "Miło spoglądać, Wisło, na twe nurty". 20 i 21 kwietnia w godz. 10:00 - 12:30 można będzie wejść na platformę ZOOM i przysłuchiwać się dyskusji.

Linki do spotkań na ZOOM i szczegółowy program

       Filharmonia Podkarpacka w dwa najbliższe piątki: 23 i 30 kwietnia o godz. 19:00 zaprasza na internetowe transmisje koncertów symfonicznych. W programie znajdą się Brahms, Mozart i Beethoven. Koncerty będzie można oglądać na kanale YouTube Filharmonii Podkarpackiej, gdzie zresztą są też dostępne nagrania archiwalne.

 Link do kanału YouTube Filharmonii Podkarpackiej

       Od dzisiaj przez cały najbliższy tydzień zaplanowana była wiosenna odsłona Festiwalu Prawykonań organizowanego przez NOSPR. Niestety, z powodu przedłużenia obostrzeń część koncertów została odwołana, a inne odbędą się bez publiczności, ale z możliwością oglądania przez internet. Ciekawie zapowiada się koncert 25 kwietnia o godz. 18:00 z muzyką kompozytorów ur. w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku: Joanny Woźnej, Mikołaja Laskowskiego i Artura Zagajewskiego.  I chociaż ze słyszenia znam te nazwiska, nie powiem, abym kojarzyła ich muzykę, toteż będzie to absolutna niespodzianka. Przy okazji można zobaczyć, co się dzieje w muzyce najnowszej, jakie są inspiracje i trendy. 

Link do programu koncertu

Kanał YouTube NOSPR


       I tym sposobem kwiecień do końca miesiąca mamy zapełniony.

wtorek, 6 kwietnia 2021

Carlos Mena

     Owszem, słyszałam już o nim, ale dotąd nie słuchałam dokładniej.  I to był błąd. Nadrabiam więc zaniedbanie. Carlos Mena, hiszpański kontratenor, głos ma piękny, niewymuszony, a do tego dobrą dykcję, którą zachwycił mnie szczególnie w "Stabat Mater" Pergolesiego. Tutaj będzie coś innego i inny kompozytor - Vivaldi. On potrafił komponować dla bardzo dobrych głosów. Vivaldi w ogóle może być sprawdzianem dla śpiewaka. Kompozytor używał głosów jak instrumentów, stąd wirtuozeria wielu arii.          

      "Cum dederit"to fragment "Nisi Dominus", czyli Psalmu 127:

Cum dederit dilectis suis somnum:

ecce haereditas Domini filii, 

merces fructus ventris. 

-------------

Tyle daje On we śnie tym, których miłuje:

oto synowie są darem Pana,

a owoc łona nagrodą.

(tłumaczenie za Biblią Tysiąclecia)

     Cała sztuka polega na tym, że ma być largo, śpiewacy przedłużają więc niemożebnie popisując się pięknem głosu i frazowaniem. Czasami wydaje się, że to largo nigdy się już nie skończy, ale gdy głos dobry i piękny, można dać się ponieść w nieskończoność. Najdziwniejsze zaś jest to, że w samym tekście, w słowach Psalmu nie widzę powodu, żeby to miało być aż tak bardzo largo. Dlaczego więc? Nie mam pojęcia. Tak sobie kompozytor wymyślił. Chyba nie warto łamać sobie nad tym głowy. Lepiej po prostu posłuchać.

    Swoją drogą, basso continuo jest tutaj niesamowite. Chyba takiego nagrania jeszcze nie słyszałam. Wprost idzie podłogą.   

czwartek, 25 marca 2021

Diffusa est gratia

 Znalazłam jedno,  później drugie, a jest ich jeszcze sporo. Nie wiem, które piękniejsze.

Diffusa est gratia in labiis tuis:

propterea benedixit te deus in aeternum.

Propter veritatem, et mansuetudinem, et iustitiam,

et deducet te mirabiliter dextera tua. 

     Wdzięk rozlał się  na  twoich wargach:

    przeto pobłogosławił tobie Bóg na wieki. 

    Dla prawdy, łagodności i sprawiedliwości

    twoja prawica dokaże cudów.

         Ps 44, 3.5 (w Biblii Tysiąclecia jest to Ps 45, 3.5)





     Słucham pierwszego i najpierw wznoszę się z tuuuuuuuuuis, powoli spływam z proptereeeeaaaaa, i ponownie bez końca aż do aaaaeeeteeernuuuuuuuum. Wydawałoby się, że to koniec, osiągnęliśmy wieczność, ale następuje niesamowite, niebiańskie veritaaaaaaaaaa-aaaaaa-aaaatem, w którym znikam całkowicie.  Naprawdę? Nic z tego. Za chwilę ciąg dalszy, kolejna kosmiczna przestrzeń w mansueeeetudineee-eeee-eeeeee- na koniec opadająca łagodnie na ziemię - eeeeem. Czy oni nabierają powietrza? Spokojniejsze mirabiliiii-iiiii-iiiiter i końcowe tuuuu-aaaa-aaaaa-aaaaa jak ostatnie tchnienie zanikające gdzieś poza horyzontem. Czy to sztuka muzyki czy głosu? Parafrazując Przybosia chce się zawołać: kto wymyślił tę frazę i kazał zanieść muzykę aż poza granice naszego świata? 
     Wersja druga jest wielogłosowa, głosy śpiewaków rozwijają się swoimi ścieżkami tworząc polifoniczną mozaikę aż do końcowego zespolenia. Odmienny wers: et in saeculum saeculi, proptera benedixit te Deus in aeternum powtarzany kolejno przez cztery głosy zmierza ostatecznie w doskonałą harmonię. Zespół Sixteen to od dawna  mistrzowie wykonawstwa śpiewu polifonicznego. Można tylko podziwiać. 
     A jednak  na koniec wrócę do benedyktyńskiego Opactwa Clear Creek i jego chóru. 

wtorek, 23 marca 2021

Grające kwiatki

     Najbardziej podoba mi się Rzepień. Na początku syntezatorowy, a później wyraziściej jazzowy. Rumianek też piękny. Falująca melodia przywodzi na pamięć całą tradycję elektronicznej muzyki kosmiczno-pustynno-akwatycznej w najlepszym stylu. Coś pulsuje, coś z daleka dociera, rozlewa się i odlatuje z echem. Może śpiew, może płacz, może sen. Rumiankowy sen wieczornego ogrodu. Tak, to może być mój rumianek zza płotu. 

    No dobrze, koniec zagadek. Po prostu mowa o płycie zespołu Błoto. Wuja HZG, Latarnik, Kwazar, Książę Saxonii to niektórzy członkowie zespołu lubującego się w niecodziennych, można powiedzieć przyziemnych brzmieniach. Wcześniej wydali Gleby - pisałam o tym TUTAJ. Zilustrowali muzycznie różne rodzaje, od "Czarnoziemu", po "Bielice" i "Ziemie zdegradowane". A po drodze pluskały "Kałuże" i wciągały "Bagna".  

     Płyta nosi tytuł Kwiatostan. Została podzielona na dwie części: Kwiaty rolne i Kwiaty ogrodowe.  Myślę, że podział dosyć arbitralny, bo niezapominajki widziałabym raczej wśród kwiatów rosnących dziko. Przynajmniej takie pamiętam z dzieciństwa: całe rowy i polne oczka obrośnięte niezapominajkami. Podobnie kaczeńce. Kto widział kaczeńce hodowane w ogródku? Cały ich urok polega na tym, że wybuchają tymi swoimi słonecznymi kwiatkami w wodnych szuwarach poza ogrodzeniami. Z kolei mlecz to całe moje trawniki. Dosłownie wszędzie. Mnie to nie przeszkadza. Muszę przyznać, że muzyczny obrazek mleczów oddaje ich charakter: dzikość, nachalność, radość i zabawa aż do zrywania dmuchawców.

     A więc zapraszam do muzycznego ogrodu.

Mlecz


Rzepień 


I mistyczny Rumianek

piątek, 19 marca 2021

Modulacja, frazowanie i takie sobie domowe śpiewanie... na bosaka

 


Eia, Mater, fons amoris,
me sentire vim doloris
fac ut Tecum lugeam.

Polskie tłumaczenia, kilka wersji:
a)
Matko, źródło ukochania,
daj mi siłę współczuwania
Twoim bólom, żalom Twym.
(Miron Białoszewski)

b)
Matko, źródło wszechmiłości,
daj mi uczuć moc żałości, 
niechaj z Tobą dźwignę ból.
(Józef Janowski)

c) 
Matko, coś miłości zdrojem,
przejmij mnie cierpieniem swoim,
abym boleć z Tobą mógł.
(Leopold Staff)

d) 
Matko, coś miłości zdrojem,
spraw, niech czuję w sercu moim
ból Twój u Jezusa nóg.
(??)

Ponad dwudziestu znanych kompozytorów komponowało muzykę do tego tekstu: od schyłku średniowiecza po współczesność. I wszystkie są wciąż śpiewane. Jedną z nich skomponował Antonio Vivaldi, Rudy Ksiądz z Wenecji.