Zaliczyłam kolejne Lubelskie Targi Książki. Były stoiska, były książki, była kawa, ale najważniejsze były rozmowy. Przy stoisku antykwarycznym tematem stały się dawne lektury czytane do egzaminów na studiach: Chaucer, Gombrich, Guriewicz, Huizinga, Żywot Łazika z Tormesu... nawet Lem. Lawina wspomnień z czasów, gdy większość tych książek była dostępna tylko w uniwersyteckiej bibliotece, a część z nich tylko w czytelni na miejscu. Zajmowaliśmy kolejki, kto kiedy z grupy idzie czytać, a potem przekazuje następnej osobie tak, aby książka z czytelni nie wracała już do magazynu.
Podziwiam równo ułożone kolorowe nowe wydania dorobku Agathy Christie. Czytam w kilku rzędach wystawione tytuły. Pani pyta mnie, co podać, czego szukam. Nie jestem chyba pożądanym i oczekiwanym klientem, ponieważ ja to już wszystko czytałam i mam stare kieszonkowe wydania. Jeśli przeglądam teraz to stoisko to tylko dlatego, żeby się upewnić, czy dawno temu, czegoś nie przegapiłam, jakiegoś tytułu, jakiejś kryminalnej intrygi, której nie znam. Ale nie znajduję niczego nowego, nieznanego. Pozostaje mi podziwiać dzisiejszy rozmach wydawniczy i eleganckie przyciągające wzrok kolorowe okładki. Podobnie jak od stoiska antykwarycznego odchodzę z myślą: Ja to wszystko czytałam...
W kolejnej alejce wystawowej wzrok przyciąga napis "Wydawnictwo KONTYNENTY". Czyżby te "Kontynenty", które dawniej wychodziły jako miesięcznik? Byłam wierną czytelniczką czasopisma mającego format A3. Obecnie ukazuje się jako kwartalnik i wydaje też książki: podróżnicze, reportaże, literaturę faktu, ale na stoisku są pięknie wydane utwory literackie innych kultur: japońskie, chińskie, hinduskie, arabskie... Pojawiają się też znane nazwiska, jak Kipling, Kapuściński. Wciągam się w rozmowę o literaturze japońskiej. Wspominam nazwisko Lafcadio Hearna i jego słynny zbiór japońskich opowiadań Kwaidan. Na to pan podnosi książkę baśni chińskich z nazwiskiem pisarza na okładce: "Ten pisarz?" - "Ten" - odpowiadam. - "No wreszcie ktoś, kto zna Lafcadio Hearna!" - zawołał z entuzjazmem. I w ten sposób rozpoczęła się moja rozmowa z wydawcą, Dariuszem Fedorem. O literaturze japońskiej, dawnych wydaniach, planach wydawniczych, a nawet doszliśmy do tego, gdzie studiowaliśmy. Są plany wydania pełnego zbioru opowiadań Hearna. Jeśli tak, umawiam się za rok, że tu przyjadę i je kupię.
Kolejne stoisko - z tytułami, które jakoś niewiele mi mówią. Młodzi panowie w liczbie co najmniej czterech, zachęcają i zapraszają do zapoznania się z ofertą. Pytam, czego dotyczą książki. Ogólnie rzecz biorąc, chodzi o pracę nad sobą w kontekście fizjoterapeutycznym, trochę sportowym, szukanie życiowego balansu. "Och, panowie, czy ja wyglądam na sportsmenkę?- pytam rozbawiona - To jednak nie dla mnie, mój balans to poranna kawa" - dodaję z uśmiechem i przechodzę dalej.
Nad stoiskiem zachęcająca zapowiedź pisarki z Suwalszczyzny. Nie znam literatury stamtąd. Przeglądam pozycje: coś o szeptuchach, coś o mrocznych stronach przeszłości, coś o tajemnicach. Pan pyta co lubię czytać. No, trudno powiedzieć, bo czytam różne rzeczy. "Ogólnie rzecz biorąc to jest beletrystyka" - mówi wskazując na książki - "Akcja rozgrywa się na Suwalszczyźnie najczęściej na dwóch planach: przeszłości i teraźniejszości. Dotyka miejscowych legend, mrocznej przeszłości, którą bohaterowie poznają w nieoczekiwany sposób lub próbują rozwikłać". Otwieram na chybił trafił jedną z pozycji, wzrok pada na rozmowę prokuratora z jakimś bohaterem.
- To ma wątek kryminalny? Jakiś prokurator tu występuje?
- Tak, w niektórych toczy się wątek kryminalny, próba rozwiązania dawnego zdarzenia... Lubi pani książki Agathy Christie?
- No pewnie!
- Więc proszę, polecam tę - i otwiera wskazując na odautorską dedykację tuż za pierwszą stroną tytułową: "Pamięci Agathy Christie - Mistrzyni suspensu, niedoścignionej Królowej kryminału."
Tym mnie kupił. Biorę. Tytuł książki Majak. Jedna z części serii Widma Suwalszczyzny.
- Chce pani dedykację?
- Oczywiście, a jest tutaj autorka?
- Zaraz ją zawołam - dzwoni.
Od stolika w głębi podchodzi do stoiska uśmiechnięta kobieta - Katarzyna Kuśmierczyk. Rozmawiamy o Suwalszczyźnie, suwalskiej muzyce folkowej, Fiedronowiczu i zespole Chłopcy z Noworyszek, o Festiwalu Kultury na Przesmyku w Wiżajnach, który odbywa się w lipcu. Dowiaduję się, ze pisarka pochodzi z Wrocławia, ale przeniosła się na Suwalszczyznę, tam wyszła za mąż i zafascynowana kulturą suwalską zaczęła pisać książki osadzone w tamtym regionie, w tamtej kulturze. Obiecuję, że w następnym roku przyjadę na festiwal. A dziś otrzymuję dedykację w książce - Dla Notarii.
Kolejne stoiska, książki, rozmowy, poszukiwanie ciekawych tytułów, plecak robi się coraz cięższy. Trafiam na stoisko z literaturą białoruską. Niestety, białoruskiego nie znam, ale są pozycje dwujęzyczne: białorusko-polskie. Tematyka trudna, historia sowieckich represji, wspomnienia łagrowe, reportaże z pogranicza... Szukam czegoś bardziej współczesnego. Biorę zbiór reportaży Zmiciera Bartosika I miał pan wróbelka, który mówił. Podróże wolności. W oko wpada mi ciekawa grafika na okładce książki JA/my emigracja Darii Rak. Daria mieszka w Polsce od 2018 roku, przyjechała na studia do Lublina i już tu została. Skończyła studia, znalazła pracę, czuje się całkowicie zasymilowana, świętuje polskie rocznice narodowe i święta. Świetnie posługuje się polskim językiem. W książce opisuje swoją drogę od momentu przyjazdu do dzisiaj. Przywołuje losy innych emigrantów z Białorusi. Pan przy stoisku mówi z wyraźnym wschodnim akcentem, opowiada o charakterze książki, o wspólnych doświadczeniach życia na emigracji. Zapowiada przyjazd autorki, która jutro będzie je podpisywać. Niestety, nie mogę jutro znowu tu być, ale książkę biorę i jako pierwszą zaczęłam czytać już podczas powrotnej podróży. Autorka opisuje jak cyzelowała polski język a poznała go do tego stopnia, że dostrzega błędy w mowie Polaków. Teraz, po latach tutaj spędzonych czuje, że Polska jest jej domem. Wystąpiła o przyznanie polskiego obywatelstwa.
W plecaku powrotnym mam jeszcze Łukasza Marcińczaka Odyseusze z Maisons-Laffitte. Duchowe portrety autorów "Kultury" paryskiej, a w pamięci obrazy książek, których nie kupiłam. Czy będę żałować?