Poszłam sobie na koncert bębnienia. Wielkie, ogromne, prawie dwa metry średnicy, stać wokoło i bębnić na jednym może z dziesięć osób jednocześnie. Kto miał ochotę, mógł sam spróbować, zanim doszło do końcowego koncertu. Powiem wam: wielka moc jest w bębnie. A już w kilku tak wielkich, na jakich gra Orkiestra Wielkich Bębnów, to już supermoce są prawie jak mistrzów Jedi. Bębnienie było słychać z daleka, więc i trafić nie było trudno. I wcale nie było to nazbyt głośne, bo był rytm, był znajoma nuta, był śpiew. Członkowie orkiestry bębnili z zapałem wcale nie odbębniając swojego zadania. Powstałą z tego całkiem ciekawa muzyka o zamierzchłych ludowych, może nawet jakichś prasłowiańskich rytmicznych tańcach. Było w tym coś pierwotnego i magicznego zarazem. Myślę, że takim bębnieniem naprawdę można by było wzywać słońce przed świtem i wybębnić kolejny dzień.
Na klipie nie jest to ten koncert, na którym byłam, ale daje przedsmak wrażeń. Z koncertu, na którym byłam nie znalazłam nagrania, a szkoda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz