Ultimum Iudicum - Ostatni Sędzia - to najnowszy projekt Lecha Majewskiego prezentowany w Centrum Spotkania Kultur w Lublinie. O Lechu Majewskim pisałam w kontekście jego filmu (Młyn i krzyż) oraz książek (Szczury Manhattanu, Oficjalne centrum świata). Artysta wszechstronny - reżyser, pisarz, malarz, scenarzysta... Osobowość renesansowa: tworzy scenografie teatralne i operowe, reżyseruje filmy, a zdarzało mu się komponować muzykę do spektaklu. Cokolwiek wyjdzie spod jego ręki, zawsze można się spodziewać świata z pogranicza sztuki, życia i wyobraźni. Przekraczanie granic między dziedzinami sztuk wizualnych zaowocowało powstaniem nowego terminu: wideofresk. Lech Majewski bowiem posługuje się kamerą, ale to, co widzi kamera uzupełnia nowoczesną technologią cyfrową, animacją i - jak było w przypadku filmu Młyn i krzyż - fabułą z udziałem żywych aktorów.
Ultimum Iudicum to przykład wideofresku na podstawie wybitnego dzieła sztuki, jakim jest Sąd Ostateczny Hansa Memlinga. Skrupulatnie zarejestrowane kamerą detale trzech części ołtarza Majewski ożywia i uzupełnia słyszaną w tle muzyką, która odnosi się do fragmentów animowanego filmu. Gdy kamera pokazuje na przykład balkon z trzema grającymi i śpiewającymi aniołami, słychać delikatną pieśń anielską. Gdy natomiast oglądamy wideofresk zrealizowany na podstawie lewego skrzydła (po prawej stronie patrzącego) ilustrującego strącanie potępionych do piekła, słychać krzyki, płacz i nieludzki wrzask z paszcz diabelskich.
Kompozycja Majewskiego składa się z trzech części, tworząc tryptyk, tak jak ołtarz Memlinga. Wyświetlane na dużych ekranach wypada oglądać po kolei, śledząc za obiektywem kamery niezwykłe szczegóły malowidła. Dopiero tak widać, że w błyszczącej zbroi Archanioła Michała odbijają się postacie z pierwszego planu na dole obrazu. Oko kamery wychwyciło szczegóły, które trudno odnaleźć przy pospiesznym oglądaniu: detale architektoniczne bramy raju, przerażające oczy i paszcze diabłów, krople potu i łez na twarzach zmartwychwstałych ludzi przeznaczonych na potępienie.
Obraz Memlinga wpisuje się w długą serię dzieł Biblia pauperum, miał plastycznie ukazywać to, co zapowiada Apokalipsa św. Jana. Film, a właściwie tryptyk filmowy Majewskiego, można potraktować jako współczesną kontynuację tego wątku, dostosowaną do współczesnej technologii i wrażliwości człowieka, którego już niewiele może przerazić. Okazuje się jednak, że tak ukazany - w dużych zbliżeniach, z detalami, z ożywionymi twarzami, z muzyczną ilustracją - obraz sprzed pięciuset lat potrafi budzić grozę. Nowoczesna technologia pozwala też dokładniej przyjrzeć się i docenić kunszt malarza, który w twarzach przedstawionych na obrazie postaci z psychologiczną prawdą ukazał całą gamę emocji.
Podobnie jak w przypadku obrazu Bruegla, Lech Majewski przy pomocy kamery i przetwarzającej wyobraźni nadaje pierwotnemu dziełu walor wciąż żywej historii, opowieści o nas, o człowieku wszystkich epok, dowodząc, że dawne malarstwo wcale nie jest zamknięta i anachroniczną sztuką tylko dla znawców i koneserów. Obejrzenie trzech części zajmuje zaledwie pół godziny, a mieści się w nich niemal cala historia ludzkości i mistyczna kontemplacja kruchej ludzkiej kondycji.
Wystawa czynna do 18 kwietnia.
Pamiętam .... także film "Młyn i krzyż".
OdpowiedzUsuń/na wszelki wypadek nie wchodzę w ten link, bo znowu coś mi się zawiesi w laptopie/
Mój starszy wnuk - student szkoły artystycznej przygotowując się do egzaminu z historii sztuki zapytał mnie niedawno czy wiem gdzie jest Stworzenie Adama. Oczywiście wiedziałam, a nawet stałam kiedyś długo z zadartą głową w Kaplicy Sykstyńskiej i oglądałam dzieło Michała Anioła. Wtedy też powiedział mi jak bardzo jest zachwycony tym starym malarstwem... I że chciałby je zobaczyć na własne oczy...
A wspominam o tym, bo nadal istnieją tacy ludzie /na dodatek bardzo młodzi/ którzy z dziedziny kultury i sztuki i religii rozumieją bardzo dużo...
To jest link do strony CSK, raczej nie powinno być kłopotów, ale nie wiem, z czym ma problem Twój laptop, dlaczego się zawiesza... Ech, ten sprzęt, szwankuje niespodziewanie i sprawia niespodzianki.
OdpowiedzUsuńOczywiście, z są tacy młodzi ludzie, bo przecież nadal zainteresowani sztuką studiują ją i chcą się rozwijać; szkoda tylko że w przestrzeni publicznej dominuje bylejakość i kicz zamiast naprawdę artystycznych wzorców
Muszę przyznać, że trudno mi sobie w pełni wyobrazić ten wideofresk. Sama koncepcja brzmi intrygująco, ale zastanawiam się, na ile da się oddać charakter takiej instalacji poza przestrzenią wystawową. Ciekaw jestem, czy po zakończeniu ekspozycji zostanie ona w jakiejś formie udostępniona — na przykład w Internecie, może na YouTube — o ile w ogóle możliwe jest sensowne pokazanie takiego projektu w formie wideo. Mam wrażenie, że tego typu realizacje działają przede wszystkim poprzez bezpośrednie doświadczenie przestrzeni, obrazu i dźwięku, a ekran komputera może nie oddać w pełni zamierzonego efektu.
OdpowiedzUsuńPrzypomina mi to sytuację sprzed ponad dwudziestu lat, kiedy często chodziłem do teatru i nawet rozważałem zakup nagrań przedstawień. Okazywało się jednak, że zazwyczaj nie były one dostępne dla publiczności. W grę wchodziły kwestie praw aktorskich, tantiem (royalties), a także koszty profesjonalnej rejestracji spektaklu — bo przecież nawet najlepszym telefonem nie da się tego zrobić w sposób satysfakcjonujący 😁. Wiem natomiast, że takie nagrania często istnieją do użytku wewnętrznego — jako dokumentacja albo materiał pomocniczy przy przyszłych produkcjach.
A swoją drogą, to właśnie z Twojego wpisu po raz pierwszy usłyszałem o Lechu Majewskim. Spędziłem kilkadziesiąt minut, czytając o nim i jego dorobku, i muszę przyznać, że jego wszechstronność robi ogromne wrażenie. Film, literatura, teatr, sztuki wizualne — to naprawdę szerokie spektrum. Wydaje się artystą o niezwykle rozległych zainteresowaniach i kompetencjach, kimś, kto konsekwentnie buduje własny, rozpoznawalny język artystyczny. Bez przesady można powiedzieć, że mamy do czynienia z twórcą wybitnym.
Dałoby się obejrzeć w telewizji lub na YouTube, ale po kolei - to znaczy kolejne części jedną po drugiej, tymczasem na wystawie trzy filmy wyświetlane są jednocześnie zgodnie z układem tryptykowego ołtarza Memlinga. Oczywiście ekrany na wystawie są dosyć duże, ale dzisiaj niektórzy mają ogromne telewizory na ścianach, to prawie identyczne wrażenie. Niemniej oglądanie jednoczesne na trzech ekranach też robi wrażenie, bo gdy na jednym słychać pieśni aniołów, na drugim krzyki potępionych. Jednak wątpliwe czy to się kiedyś pojawi. Jedyna szansa gdy gdzieś jeszcze będzie wystawiane.
OdpowiedzUsuńZnalazłem krótki filmik na youtube ==> https://www.youtube.com/watch?v=L12OU5Oath0
OdpowiedzUsuńFilmik sprzed 11 lat.
Z jednej strony - robi wrażenie, z drugiej - jednak trochę nuży, nie widzę celu w obserwowaniu tych przygotowań do ostatecznej prezentacji statycznego dzieła.
Ten filmik jest mimo wszystko super!!!
UsuńTez tak sądzę, pokazuje podejście reżysera do szczegółów, do odwzorowania obrazu, który stał się inspiracją, wierność detalom - tu ukłon w stronę scenografa i kostiumologa
UsuńDziękuję, nie widziałam tego. Ale dlaczego statycznego? Film "Młyn i krzyż" jest pełnometrażowym filmem z toczącą się akcją, którego bohaterowie są po prostu postaciami z obrazu. Klip ukazuje tylko tę scenograficzną i kostiumową stronę przygotowań.
OdpowiedzUsuńMój komentarz odnosi się tylko do załączonego filmiku a tam - trwają ostatnie przygotowania do "inscenizacji" Sądu Ostatecznego i wszystko zamiera.
UsuńBo to tylko takie preludium, caly film jest po prostu filmem, a w tym cyklu klipów, do którego załączyłeś link jest dalej wywiad z Majewskim, opowiada jak doszło do powstania filmu, skąd w ogóle pomysł - ciekawe
Usuń