czwartek, 22 stycznia 2026

Słodkie

 W przedwojennej gazecie natrafiłam na taką słodką reklamę:


"Express Lubelski", 5 stycznia 1930 r. 

Nazwa czekolady Bajadera szczególnie mi się spodobała. Aż nabrałam ochoty na słodkości. Przypomniałam sobie, jak w dzieciństwie zbierałam opakowania czekolad. W siermiężnych czasach PRL-u były to jedne z nielicznych kolorowych obrazków, które przyciągały wzrok. Poszłam tropem nazwy firmy, czyli Branka - gdzie i kiedy produkowała czekolady? I znalazło się. 
       Fabryka cukrów, czekolady i kakao Branka sp. akc. we Lwowie. 
W zasobach Muzeum Polin - jednak nie w głównej ekspozycji - znajduje się metalowa przedwojenna puszka na ciastka firmy Branka.


Firma znana była z ozdobnych pojemników. Ta zdobiona metalowa puszka ma spore wymiary: 18 x 29 x 23 cm. 
    Firma została założona w 1882 roku przez Maurycego Brandsteattera i była jedną z większych fabryk we Lwowie. Miała swoją filię także w Lublinie. Jej wyroby znane były w całej przedwojennej Polsce. Do dzisiaj popularne są na aukcjach antykwarycznych różne pojemniki zakładu Branka. Na przykład poniższa puszka w kształcie walca została sprzedana za ponad 50 euro.

Na stronie pewnego antykwariatu znalazłam tekturowe opakowanie po czekoladzie Branka wystawione za 650 zł. 
      Firma Branka działała do 1939 roku. Była jedną z pierwszych fabryk znacjonalizowanych przez władze sowieckie.

18 komentarzy:

  1. Za PRL-u chyba istniała dość konsekwentna polityka, aby tego rodzaju „kapitalistyczne” firmy i marki po prostu zniknęły z pamięci zbiorowej. I wygląda na to, że w dużej mierze się to udało, bo nie przypominam sobie, abym znał jakiekolwiek przedwojenne wyroby czy firmy. Prawdziwym wyjątkiem — niemal cudem — ostał się Wedel, i to nawet z zachowaniem oryginalnej nazwy.

    Najbardziej urzekło mnie w tej reklamie zdanie, że produkt w „znakomity sposób łączy wszystkie zalety idealnego pokarmu”: wysoką wartość odżywczą, doskonały smak oraz nieszkodliwą dla zdrowia podnietę nerwów i mięśni. Dziś brzmi to niemal jak parodia, ale wówczas było traktowane zupełnie serio.

    Co ciekawe, w kanadyjskich i amerykańskich sklepach z antykami lub używanymi rzeczami dość często można natknąć się na podobne opakowania dawnych wyrobów, które dawno zniknęły z rynku. Jednocześnie wiele firm przetrwało i nadal funkcjonuje — choćby Coca-Cola, która swego czasu reklamowała swój napój jako: wspaniały środek pobudzający i tonik nerwów, który łagodzi wyczerpanie psychiczne i fizyczne, bóle głowy i leczy wszelkie dolegliwości nerwowe. Określano go nawet jako Wielki Narodowy Napój Wstrzemięźliwości, tonik mózgu, napój, który dodaje wigoru i nowej energii zmęczonemu ciału i stanowi najlepsze lekarstwo na ból głowy. Jak widać, o jakichkolwiek standardach reklamy w tamtych czasach trudno było mówić. I rzeczywiście dodawano do tego napoju kokainę na początku XX wieku.

    Nie jestem kolekcjonerem tego typu przedmiotów, ale pamiętam, że podczas jednej z wypraw na kanu udało mi się znaleźć starą butelkę aptekarską — według informacji znalezionych później w Internecie mogła mieć od 110 do 130 lat. Sam fakt trzymania w ręku czegoś, co przetrwało w lesie tyle dekad, było specyficznym uczuciem. Mam ją do tej pory.

    Nota bene, niektóre stare butelki są wystawiane na aukcjach po bardzo wysokich cenach. Nic dziwnego, że kolekcjonerzy rozkopują (często nielegalne) stare, od dziesiątek lat nieczynne wysypiska śmieci w poszukiwaniu skarbów!

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdyby człowiek chciał kolekcjonować ładne i ciekawe przedmioty, musiałby mieć pałac. Stare butelki aptekarskie miały fajne kształty. mam kilka ciekawych butelek, ale nie aż tak wiekowych. Na aukcjach to naprawdę różne przedmioty można znaleźć. Nie borę w nich udziału, ale czasami przeglądam, co ludzie sprzedają.
    Z drugiej strony ta podnieta dla mięśni i nerwów w reklamie nie tak daleka od prawdy. Czekolada zawiera sporo magnezu, a to poprawia funkcjonowanie mięśni.

    OdpowiedzUsuń
  3. Staram się kolekcjonować jak najmniej rzeczy. Często zaszokowany jestem, ile takich "kolekcjonerskich" przedmiotów można kupić za grosze w sklepach z używanymi rzeczami. Mam jednak dość sporą kolekcję drewnianych rzeźb, głównie religijnych, wykonanych w Polsce przez ludowych twórców w latach 70. i 80. XX wieku.

    Nie wiedziałem o magnezie w czekoladzie (który sam biorę na noc i pomaga m. in. w eliminowaniu skurczów). Jednak mnie najbardziej zaciekawiło słowo "podnieta", chyba obecnie w tym kontekście go się nie używa.

    Zamieszczam tę odpowiedź tutaj, bo blogger nie pozwala wpisać mi jej pod komentarzem--gdy klikam na "Odpowiedz", nic się nie otwiera.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cały blogspot ma ten sam problem - nie otwiera się okienko na odpowiedź. Nie działają też wskaźniki analityczne. Jakaś awaria systemu chyba...
    Rzeźby zajmują sporo miejsca, więc jednak masz kolekcję do oglądania. Czy zabrałeś ją ze sobą z Polski, czy tez po wyjeździe jeszcze gromadziłeś kolejne rzeźby?

    OdpowiedzUsuń
  5. Rzeźby zbierała moja ciotka, która często wędrowała po górach (i nieraz ja z nią) i głównie tam kupowała je. Pamiętam, że nieraz twórcy nic nie mieli na sprzedaż i w ciągu kilku godzin specjalnie dla niej coś wyrzeźbili. Mojej mamie udało się te wszystkie rzeźby przesłać do Kanada ok. 10 lat temu. Tak więc to jest właściwie kolekcja "spadkowa". Ja generalnie rzeźb nie zbieram, ale posiadam kilka interesujących, trójwymiarowych rzeźb z Kuby, bardzo oryginalnych.

    Chciałbym kiedyś stworzyć mało "studio" fotograficzne i zrobić po kilka zdjęć każdej z tych rzeźb--a same rzeźby podarować np. do jakiegoś kościoła, byłby to piękny element ozdobny. Jednakże ktoś musiałby się tego rodzaju sztuką interesować i ją docenić, a nie zamknąć je na lata w pakamerze. Bo sądzę, że one mogłyby nawet trafić do muzeum etnograficznego.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniała sprawa! Ale jak mówisz, trzeba kogoś, kto to doceni, zadba o ekspozycję. Mozę znajdziesz dla tej kolekcji właściwe miejsce, czy to kościół, czy muzeum etnograficzne, albo coś takiego, jak skanseny w Polsce. Trudne to będzie, bo trzeba znaleźć kogoś, kto się na tym zna i będzie potrafił właściwie opisać, ocenić wartość artystyczną, zaprezentować to, co w nich najcenniejsze, najciekawsze. Im więcej lat upływa, tym cenniejsze będą eksponaty.
    Wyobrażam sobie np. jakiś klasztor, w którym w krużgankach byłyby wystawione te rzeźby. Skoro są takie parafie z budynkami poklasztornymi, w których obecnie urządza się muzea regionalne, sakralne czy krajobrazowe, znam takie nie tak daleko, to tym bardziej na coś takiego powinno być miejsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw chciałbym zrobić zdjęcia-dla siebie, jak też byłoby o wiele prościej zaprezentować tę kolekcję. Chociaż pragnąłbym zrobić dotację, to również liczę na uzyskanie oficjalnego zaświadczenia dla celów podatkowych, które pozwoliłoby mi uzyskać ulgę podatkową. Wiązałoby się to z oficjalną wyceną tych rzeźb, co często nie jest prostą sprawą i często taka wycena jest kwestionowana przez Urząd Podatkowy. Ale o tym będę myśleć w przyszłości!

      Usuń
    2. Więc masz już z grubsza plan, co należy zrobić. Życzę powodzenia! Oby się udało całą sprawę tak ładnie przeprowadzić. jak zrobisz zdjęcia, to wrzuć na blog, albo gdzieś, żeby można było zobaczyć. Jestem bardzo ciekawa tych rzeźb.

      Usuń
  7. Urok starych gazet, opakowań...
    Dzieciństwo przeżyłem w dość spartańskich warunkach i jedynymi przedwojennymi przedmiotami, które posiadamy są nożyczki i sztućce.
    Zainteresowała mnie czekolada Bajadera - internet informuje, że to tradycyjna czekolada chorwacka i że trzyma się mocno na rynku.
    Firma Branka założona przez M. Brandsteattera...
    Chwileczkę - to chyba przodek Romana Brandsteattera, pisarza katolickiego...
    Zerknąłem do Wiki - https://pl.wikipedia.org/wiki/Roman_Brandstaetter
    Bogaty życiorys, w tym sporo lat spędzonych w Jerozolimie.
    Mam jego książkę - Życie Jezusa - ale przeczytałem tylko kilka stron, spróbuję jeszcze raz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Romanie Brandstaetterze czytałem już wcześniej — rzeczywiście miał niezwykle ciekawy życiorys. To właśnie przy tej okazji dowiedziałem się o tzw. przywileju św. Pawła, z którego skorzystał, co samo w sobie jest mało znanym, a fascynującym wątkiem jego biografii. Później Brandstaetter mieszkał w Poznaniu, kilka kroków od bloku mojego kolegi, który widywał go od czasu do czasu, a nawet raz został zaproszony do jego mieszkania — jego ojciec znał Brandstaettera osobiście. Obecnie istnieje tablica pamiątkowa na domu przy ul. Winogrady, w którym mieszkał pisarz.

      Co ciekawe, mimo tej całej wiedzy biograficznej nigdy nie sięgnąłem po żadną jego książkę, a wiem, że był naprawdę dobrym pisarzem. Mam nadzieję, że w tym roku uda mi się to nadrobić i zdobyć którąś z jego książek.

      Usuń
    2. @Lech, Roman Brandstaetter jest mi znany, nie czytałam go dużo, ale "Życie Jezusa" też chyba nawet gdzieś mam między książkami. W sumie jak tak się szuka, to zawsze znajduje się jakieś ciekawe pokrewieństwa między różnymi osobami.

      Usuń
    3. @Jack, no proszę, jaki ten świat mały. Wystarczy zetkniecie si dwóch, trzech osób i można dowiedzieć się o kolejnych kilku interesujących postaciach.

      Usuń
    4. W napadzie entuzjazmu pomyliłem tytuł książki - powinno być - Jezus z Nazaretu.
      4 tomy - zacząłem czytać - podziwiam pracowitość autora - podawanie wielu szczegółów na temat życia w Judei na początku naszej ery.
      Jestem też pod wrażeniem jego pobożności.
      Z informacji na internecie wnioskuję, że książka nadal cieszy się w Polsce powodzeniem, jest również dostępna jako audiobook.

      Usuń
    5. Tak, Jezus z Nazaretu - też zapomniałam dokładnego tytułu, gdzieś schowana głęboko książka, nie doczytałam do końca, może wypada powrócić

      Usuń
  8. A wiesz, że coś mi się kiedyś gdzieś obiło o uszy (oczy?) o tej przedwojennej czekoladzie? Bo zapamiętałam tą pięknie brzmiącą nazwę i nawet miałam poszukać o niej więcej informacji. Dziękuję więc za ten wpis. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. O, to bardzo się cieszę, że przypomniałam Ci dawne skojarzenia

    OdpowiedzUsuń
  10. Moje uznanie Notario za Twoją ciekawość i odkrywanie tego co kiedyś było polskie...

    OdpowiedzUsuń
  11. Pewne rzeczy "znajdują się" niejako przy okazji, a w sumie wszystkie składa się na obraz przeszłości, o czym wiesz najlepiej

    OdpowiedzUsuń