Nowoczesność nowoczesnością, ale co tradycja to tradycja. Zwłaszcza barokowa. I zwłaszcza Vivaldi. I zwłaszcza w takim wykonaniu. Piękny, młody i zdolny. czegóż chcieć więcej? Ach, no właśnie, na dodatek Polak :-) Śpiewał już w Metropolitan Opera i Carnegie Hall, a to za sprawą sukcesu w National Council Auditions, którego został zwycięzcą. Śpiewał już w barokowych operach, między innymi "Burzy" (jako Ariel) Purcella, "Alcinie" (jako Ruggiero) i "Agrippinie" (jako Narciso) Haendla, "Venus i Adonisie" (jako Kupidyn) Johna Blowa. W ubiegłym roku śpiewał partię księcia Kolchidy Orimeno w operze Francesco Cavallego "Erismene" podczas Aix-en-Provence Festival. I w tejże partii usłyszymy go w sobotę w Dwójce w wieczorze operowym. Libretto jest strasznie pokręcone, bohaterowie mają po dwie tożsamości, a na końcu w niektórych przypadkach ujawnia się jeszcze trzecia. Połapać się w tym trudno ;-) Natomiast dzisiaj,13 czerwca nasz śpiewak występuje z recitalem w londyńskiej Wigmore Hall - ciekawe czy są jeszcze bilety ;-)
No i najważniejsze:
nazywa się Jakub Józef Orliński, jest kontratenorem i... niespodzianka na samym dole ;-)
Tu śpiewa Vivaldiego:
A tu niespodzianka - druga pasja kontratenora :-))
Klik! - O czym piszę gdzie indziej - okolice książek
środa, 13 czerwca 2018
poniedziałek, 11 czerwca 2018
Unowocześniam się ;-)
Może nie całkiem ja, ale moje ucho ;-) Najpierw trafiłam na audycję z utworami na przędzalniczych krosnach. Co prawda, jaka to nowoczesność, skoro krosna są z połowy XIX wieku. Znajdują się w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi. I jak opowiadał główny kustosz Józef Kłosiński, nadal działają. Słuchał ich między innymi Marcin Stańczyk, który zafascynowany dźwiękami krosien skomponował "Muzykę tkaną". Znalazłam nagranie w Ninatece, do posłuchania. Prawdziwa energia tkactwa zaczyna się na kilkanaście sekund przed czwartą minuta, a potem jest coraz ciekawiej :-) Nie patrząc na orkiestrą bardzo łatwo wyobrazić sobie te pracujące w rytmie maszyny, szeregi krosien, biegające czółenka. Jest w tym jakieś podobieństwo do repetytywnej muzyki Steve Reicha, ale nie szukajmy podobieństw na siłę. Wszelkie mechanizmy mają to do siebie, że działają w sposób powtarzalny w określonym rytmie: krosna, pociągi, wahadła, zegary, młoty pneumatyczne itp. Nic dziwnego, że ich wykorzystywanie w muzyce prowadzi do podobnych efektów. Akurat wizja tkacka jest bliska człowiekowi; oczyma wyobraźni widzimy błam materiału nawijany na wielką belę spod tysiąca drobnych nitek.
Marcin Stańczyk: Muzyka tkana
(trzeba kliknąć na strzałkę w okienku)
PS Czytanie Czapskiego
Marcin Stańczyk: Muzyka tkana
(trzeba kliknąć na strzałkę w okienku)
PS Czytanie Czapskiego
wtorek, 5 czerwca 2018
Arie na krótkie noce lata, podczas których nie warto spać
Wszyscy się obudzili, tylko oczywiście Rozyna udaje, że nie słyszy ;-)
Ale przybywa Figaro! Nic w Sewilli nie dzieje się bez jego udziału ;-)
I znajduje wyjście z sytuacji. Przynajmniej tak mu się wydaje. Za co zresztą pobiera słoną prowizję, jak widać ;-)
Oczywiście, jak to bywa, kończy się awanturą i szaleństwem. Bartolo traci rozum.
Drugi akt nie pozostawia złudzeń.
Fragmenty różnych realizacji "Cyrulika sewilskiego" Giacomo Rossiniego dają szeroki wachlarz wyboru ulubionej scenicznej i głosowej wersji. Opera buffa, która podczas premiery (20 lutego 1816) wywołała kosmiczną awanturę, stała się wkrótce samograjem złożonym z przebojów. Niedoścignione popisy wirtuozerii do dzisiaj sprawiają trudność wielu śpiewakom, a najlepszym dają możliwość pokazania mistrzostwa śpiewu i aktorstwa. Popisy w sam raz na krótkie upalne noce :-)
Ale przybywa Figaro! Nic w Sewilli nie dzieje się bez jego udziału ;-)
I znajduje wyjście z sytuacji. Przynajmniej tak mu się wydaje. Za co zresztą pobiera słoną prowizję, jak widać ;-)
Oczywiście, jak to bywa, kończy się awanturą i szaleństwem. Bartolo traci rozum.
Drugi akt nie pozostawia złudzeń.
Fragmenty różnych realizacji "Cyrulika sewilskiego" Giacomo Rossiniego dają szeroki wachlarz wyboru ulubionej scenicznej i głosowej wersji. Opera buffa, która podczas premiery (20 lutego 1816) wywołała kosmiczną awanturę, stała się wkrótce samograjem złożonym z przebojów. Niedoścignione popisy wirtuozerii do dzisiaj sprawiają trudność wielu śpiewakom, a najlepszym dają możliwość pokazania mistrzostwa śpiewu i aktorstwa. Popisy w sam raz na krótkie upalne noce :-)
niedziela, 27 maja 2018
Na początku był Monteverdi
Aha, na Okolicach książek o tym, że poważny filozof może być jednocześnie niezwykle dowcipnym człowiekiem ;-)
Zastał głosy a capella a zostawił zakompaniowane ;-) I narodziła się opera. Gdy się człowiek nasłucha późniejszych różnych kombinacji, wariacji i reinterpretacji, aż chce się wrócić do początku i oczyścić pamięć z naleciałości. Na początku był Monteverdi i jego "L`Orfeo" (1607). Słynna pieśń wzruszająca bóstwa ciemności - "Possente spirto" - z wirtuozowskimi skrzypcowymi zawijasami do dziś budzi podziw: jak On to zrobił? Jak wpadł na pomysł stworzenia pieśni i muzyki "przeciw śmierci"? Podobno w czasie, kiedy komponował, jego żona była ciężko chora. Zmarła jeszcze w tym samym roku, kilka miesięcy po premierze "Orfeusza".
Nie, oczywiście, ze nie pierwszy Monteverdi sięgnął po mit o Orfeuszu, żeby stworzyć dzieło muzyczne, ale przed Monteverdim nie było opery! A tutaj mamy dramat z całą psychologiczną komplikacją. I Charon wcale nie daje się ubłagać, o nie! Zapewne był głuchy ;-) Natomiast Orfeusz, jak to artysta, rośnie, gdy widzi i czuje natychmiastowy skutek swojej sztuki, No wiec ogląda się, żeby sprawdzić, czy jego śpiew rzeczywiście odwrócił prawo natury. Bo może nie? Bogowie go oszukali? Nie, skądże, nie o bogów chodzi. On CHCE SIĘ PRZEKONAĆ, ŻE JEGO MUZYKA MA MOC WSKRZESZANIA! Ot, pycha artysty. Niebezpieczna to rzecz.
Żebyśmy nie płakali, Monteverdi, a raczej Alessandro Striggio, librecista, każe boskiemu ojcu Orfeusza, Apollinowi zejść po nieszczęśliwego syna i umieścić go wśród gwiazd. Do dziś widać tam jego lutnię.
Zanim to nastąpiło Orfeusz śpiewał w Teatro Regio w Turynie.
Inny trailer z tego samego przedstawienia:
A tu inna realizacja. Christian Gerhaher nie tylko śpiewa jak Orfeusz, ale i wygląda jakby otarł się o piekło:
Zastał głosy a capella a zostawił zakompaniowane ;-) I narodziła się opera. Gdy się człowiek nasłucha późniejszych różnych kombinacji, wariacji i reinterpretacji, aż chce się wrócić do początku i oczyścić pamięć z naleciałości. Na początku był Monteverdi i jego "L`Orfeo" (1607). Słynna pieśń wzruszająca bóstwa ciemności - "Possente spirto" - z wirtuozowskimi skrzypcowymi zawijasami do dziś budzi podziw: jak On to zrobił? Jak wpadł na pomysł stworzenia pieśni i muzyki "przeciw śmierci"? Podobno w czasie, kiedy komponował, jego żona była ciężko chora. Zmarła jeszcze w tym samym roku, kilka miesięcy po premierze "Orfeusza".
Nie, oczywiście, ze nie pierwszy Monteverdi sięgnął po mit o Orfeuszu, żeby stworzyć dzieło muzyczne, ale przed Monteverdim nie było opery! A tutaj mamy dramat z całą psychologiczną komplikacją. I Charon wcale nie daje się ubłagać, o nie! Zapewne był głuchy ;-) Natomiast Orfeusz, jak to artysta, rośnie, gdy widzi i czuje natychmiastowy skutek swojej sztuki, No wiec ogląda się, żeby sprawdzić, czy jego śpiew rzeczywiście odwrócił prawo natury. Bo może nie? Bogowie go oszukali? Nie, skądże, nie o bogów chodzi. On CHCE SIĘ PRZEKONAĆ, ŻE JEGO MUZYKA MA MOC WSKRZESZANIA! Ot, pycha artysty. Niebezpieczna to rzecz.
Żebyśmy nie płakali, Monteverdi, a raczej Alessandro Striggio, librecista, każe boskiemu ojcu Orfeusza, Apollinowi zejść po nieszczęśliwego syna i umieścić go wśród gwiazd. Do dziś widać tam jego lutnię.
Zanim to nastąpiło Orfeusz śpiewał w Teatro Regio w Turynie.
Inny trailer z tego samego przedstawienia:
A tu inna realizacja. Christian Gerhaher nie tylko śpiewa jak Orfeusz, ale i wygląda jakby otarł się o piekło:
środa, 16 maja 2018
Rocznica spóźniona o dwa lata
I znowu różnice między życiem a autokreacją. Tamara Łempicka urodziła się w Moskwie w 1896 roku. Podkreślając jednak, że jest Polką, zmieniła sobie metrykę na Warszawę 1898. No i dzisiejsze Google upamiętnia 120. rocznicę urodzin malarki, ponieważ Google nie "czyta" polskich źródeł informacyjnych, tylko międzynarodową Wikipedię ;-)
Jej pierwszy mąż, Tadeusz Łempicki, był synem Marii Norwid, bratanicy Cypriana Norwida. Z kolei drugi mąż, baron Roul Kuffner był właścicielem największego majątku ziemskiego w Austro-Węgrzech.
Jej rodzina przyjaźniła się z Paderewskim i Rubinsteinem. Ona sama brylowała w paryskich salonach artystycznych, romansowała na prawo i lewo, prowokowała skandale. Malowała kobiety wyzwolone, czego klasycznym przykładem jest "Autoportret w zielonym Bugatti"
Ale ja tu zamieszczę obraz inny, muzyczny:
Jej pierwszy mąż, Tadeusz Łempicki, był synem Marii Norwid, bratanicy Cypriana Norwida. Z kolei drugi mąż, baron Roul Kuffner był właścicielem największego majątku ziemskiego w Austro-Węgrzech.
Jej rodzina przyjaźniła się z Paderewskim i Rubinsteinem. Ona sama brylowała w paryskich salonach artystycznych, romansowała na prawo i lewo, prowokowała skandale. Malowała kobiety wyzwolone, czego klasycznym przykładem jest "Autoportret w zielonym Bugatti"
Ale ja tu zamieszczę obraz inny, muzyczny:
Jej znakiem rozpoznawczym były właśnie portrety, a portrety kobiet w szczególności. Niemniej jej falista kreska i operowanie czystą kolorystyką świetnie nadawały się do funkcji dekoracyjnych. Przykładem może być martwa natura z kwiatami - "Kalie"
Był czas niezwykłej popularności malarstwa Łempickiej, potem o niej zapomniano, do głosu doszedł abstrakcjonizm. Obecnie na fali zainteresowania epoką art déco jej obrazy okazują się całkiem aktualne i można je znowu wieszać na ścianie ;-)
sobota, 12 maja 2018
Zdarzyło się w Paryżu...
Dramat napisał Friedrich Schiller w 1787 roku, libretto na tej podstawie stworzyli Joseph Mery i Camille du Locle w 1866. Muzykę skomponował Giuseppe Verdi w tymże 1866 roku, a później przez 20 lat ją poprawiał, skracał, przerzucał, przestawiał i - mówiąc językiem modnej dzisiaj dekonstrukcji - dekomponował, tworząc ostatecznie trzy wersje: francuską pięcioaktową, włoską czteroaktową i włoską pięcioaktową "Modene". 10 października 2017 roku na rozpoczęcie sezonu w Opera Bastille francuską wersję "Don Carlosa" w międzynarodowej obsadzie wyreżyserował Krzysztof Warlikowski. W obsadzie znaleźli się miedzy innymi: Jonas Kaufamann jako Don Carlos, Sonya Yoncheva jako Elżbieta, Elina Garanca jako Eboli, w partii króla Filipa Ildar Abdrazakov oraz Dmitry Belosselskiy jako Wielki Inkwizytor. Ponadto wystąpiło czterech Polaków: trzech w postaciach posłów flandryjskich, a Krzysztof Bączyk jako Mnich, który okazuje się duchem Karola V.
Na temat reżyserii się nie wypowiem przede wszystkim dlatego, że nie lubię uwspółcześniania oper, przenoszenia akcji w czasy współczesne. Tradycyjne libretto staje się strasznie anachroniczne i wszystko zamiast logicznie się wiązać, staje się wręcz groteskowe. A i tak ostatecznie najważniejsza jest muzyka, więc rozkoszowałam się przede wszystkim nią. I niech tak zostanie :-)
Ale trzeba przyznać, że Warlikowski gada jak nawiedzony ;-)
Na temat reżyserii się nie wypowiem przede wszystkim dlatego, że nie lubię uwspółcześniania oper, przenoszenia akcji w czasy współczesne. Tradycyjne libretto staje się strasznie anachroniczne i wszystko zamiast logicznie się wiązać, staje się wręcz groteskowe. A i tak ostatecznie najważniejsza jest muzyka, więc rozkoszowałam się przede wszystkim nią. I niech tak zostanie :-)
Ale trzeba przyznać, że Warlikowski gada jak nawiedzony ;-)
piątek, 4 maja 2018
Spóźnione wspomnienie
1 maja zmarła Wanda Wiłkomirska - wybitna polska skrzypaczka. Miała 89 lat. To piękny wiek i cała muzyczna epoka. Słuchałam wspomnień o niej, pożegnań i nagrań. Jej kariera miała zasięg prawdziwie międzynarodowy. Nie była więc tylko polską skrzypaczką, lecz wirtuozem klasy światowej. Występowała na wszystkich kontynentach i pod najwybitniejszymi dyrygentami. Grała między innymi na otwarciu dzisiaj powszechnie znanej i kojarzonej Opery w Sydney. Dźwięk skrzypiec weneckiego lutnika Pietra Guarneriego z 1743 roku w jej rękach brzmiał niepowtarzalnie i wzruszająco. A teraz brzmią jakoś tak smutniej...
Niestrudzenie propagowała polską muzykę w świecie. Jej ulubionym koncertem był I Koncert skrzypcowy Karola Szymanowskiego. Utrzymany w wysokich rejestrach dźwiękowych, taki ćwierkający trochę ;-) Jak ptasi koncert z baśniowego ogrodu, w sam raz na majowe wieczorne zadumanie na łonie natury i z muzyką w tle.
Niestrudzenie propagowała polską muzykę w świecie. Jej ulubionym koncertem był I Koncert skrzypcowy Karola Szymanowskiego. Utrzymany w wysokich rejestrach dźwiękowych, taki ćwierkający trochę ;-) Jak ptasi koncert z baśniowego ogrodu, w sam raz na majowe wieczorne zadumanie na łonie natury i z muzyką w tle.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



