poniedziałek, 23 marca 2026

Szukałam tego wiele lat

      Widowisko Gorzkich żali z Placu Defilad w 2007 roku. Oglądałam w telewizji, a potem przez wiele lat szukałam nagrań. Nie sądziłam, że jeszcze kiedyś to znajdę. Chór, znani aktorzy, ogromne lalki, rozmach, muzyka... Wszystko tu jest. Szukałam po latach nagrania, żeby jeszcze raz posłuchać i zobaczyć, zwłaszcza połączenie dawnego tekstu pasyjnego z teatralną formą lalkową. Uważam, że była to fantastyczna i przejmująca kreacja. 

      Pod poprzednim postem Ceramik zapytał, czy jakiś znany polski aktor śpiewa Gorzkie żale. Nie wiem, czy śpiewa teraz i gdzie, ale w tym wykonaniu biorą udział znani aktorzy: Krzysztof Globisz, Dorota Segda, Andrzej Grabowski, Jan Peszek, Danuta Stenka, Robert Więckiewicz, a sam tekst Gorzkich żali śpiewa Kinga Preis. 

       Słowa pieśni uzupełnione zostały scenami z pojmania Jezusa, osądzenia, ukrzyżowania. To, co opisują kolejne części nabożeństwa, zostało ukazane w powiązaniu z inscenizacją scen biblijnych, tworząc w efekcie ogromne misterium. Ogromne, ponieważ całość trwa prawie półtorej godziny. Ale warto obejrzeć.  

14 komentarzy:

  1. A jednak udało ci się znaleźć;-)
    Chyba oglądałem wtedy tą transmisję. Coś mi się przypomniało...
    Wspaniałe widowisko. Głos Kingi Preis - bezcenny.
    Dziękuję za Twoje starania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno przypomni Ci się więcej. Ja pamiętałam cały czas, miałam poszczególne sceny przed oczami, w pamięci, tylko miałam problemy ze znalezieniem, aż w końcu się otworzyło, co trzeba.

      Usuń
  2. Przepiękne widowisko — obejrzałem je w całości i absolutnie było warto! Powinno zostać sfilmowane w znacznie lepszej rozdzielczości, wydane na nośnikach (choćby DVD), a przede wszystkim regularnie emitowane w telewizji w okresie Wielkiej Nocy. To naprawdę dzieło niepowtarzalne. Dziękuję za jego odnalezienie i udostępnienie!

    Przy okazji… Dość dawno temu otrzymałem przepiękny album „Misteria” Adama Bujaka, słynnego fotografa. To wybitne dzieło dokumentujące Misterium Męki Pańskiej w Kalwarii Zebrzydowskiej — gorąco polecam!

    Obecnie zacząłem czytać, a właściwie słuchać, znanej książki Jima Bishopa „The Day Christ Died” („Dzień, w którym umarł Chrystus”). Choć wracam do niej już kolejny raz (wcześniej słuchałem jej dwukrotnie, a także częściowo czytałem), lubię odświeżać ją właśnie przed Wielkanocą.

    Przeczytawszy pierwsze słowa Twojego wpisu: „Widowisko Gorzkich żali z Placu Defilad w 2007 roku”, przez chwilę miałem wrażenie, że te dwa pojęcia — „Gorzkie żale” i „Plac Defilad” — jakoś do siebie nie pasują. Ten plac, przed Pałacem Kultury i Nauki (niegdyś imienia Józefa Stalina), zawsze kojarzył mi się raczej z pierwszomajowymi pochodami, trybunami pełnymi partyjnych dygnitarzy — Gierka, Jaroszewicza, Gomułki, Jaruzelskiego i innych nieciekawych partyjnych kacyków — oraz ogromnymi propagandowymi transparentami (pamiętam jeden szczególnie: „NIE bombie neutronowej”). To także miejsce słynnego przemówienia Gomułki na marmurowej trybunie w październiku 1956 roku.

    Jak bardzo zmieniły się czasy!

    A może jednak nie aż tak bardzo?

    Prawie zawsze po obejrzeniu filmu czy przeczytaniu artykułu zaglądam do komentarzy. Często nie tylko wzbogacają one odbiór samego dzieła, dodając ciekawe fakty i refleksje, ale bywają wręcz osobną, niezwykle interesującą kreacją.

    Niestety, część komentarzy pod tym nagraniem napełniła mnie pewnym pesymizmem:

    • „Dziś jest rok 2025… takie widowisko nie miałoby szans być wystawione w tym samym miejscu, a może w ogóle. Tak bardzo zmieniło się wszystko.”
    • „Jeju, dziś to byłoby nie do pomyślenia w TV 😢”
    • „Aż dziw bierze, że taki event mógł mieć miejsce w Warszawie.”
    • „Ciekaw jestem, czy dziś włodarze stolicy wyraziliby zgodę na takie przedstawienie?”
    • „Tego w 2025 roku już nie pokażą — skończyły się czasy religii w TV.”
    • „Czy gdyby nie było pandemii, takie widowisko mogłoby się dziś odbyć? Wątpię.”
    • „…a co dziś obecny prezydent Warszawy byłby w stanie zrobić?”

    Czy więc naprawdę aż tak bardzo minąłem się z prawdą, mając to pierwsze skojarzenie, że te dwa światy do siebie nie pasują?

    Obym się mylił…

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo się cieszę, że Ci się podobało. Uważam, że realizacja ta jest przejmująca i tutaj akurat pewne nowinki współczesne doskonale współgrają z archaicznym śpiewem, z całą biblijną treścią. Pamiętam, że podczas oglądania przed laty w telewizji, byłam pod ogromnym wrażeniem śpiewu i tych gigantycznych postaci lalkowych, którym aktorzy użyczają głosu.
    Czytanie komentarzy... masz rację, czasami uzupełniają nagranie, jakąś scenę czy kontekst. Zacytowane przez Ciebie komentarze faktycznie mówią o tym, jak wiele się zmieniło, i wcale nie na lepsze. Chyba w ogóle zanika w społeczeństwie potrzeba uczestniczenia w misterium, w czymś, co przenosi człowieka w wymiar mistyczny i wprowadza w tajemnicę. Dzisiejsi ludzie wszystko odczytują dosłownie i tylko w sferze materialistycznej, bez duchowego zaplecza.
    Czy Gorzkie żale i Plac Defilad nie psują do siebie? Nie wiem... Tak samo można zapytać czy telewizja pasuje, czy Internet pasuje do Gorzkich zali czy innych tekstów o religijnym znaczeniu. Wszystko się komercjalizuje, media publiczne, prasa, życie codzienne ogranicza się do tego, co świeckie... a z drugiej strony przecież są koncerty muzyki sakralnej , festiwale muzyki sakralnej w przestrzeniach świeckich, więc może nie ma potrzeby uznawać, że jakieś miejsce nie pasuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorzkie żale i Plac Defilad pasują do siebie, jak najbardziej—chodziło mi o to, że z MOJEGO punktu widzenia nadal BRZMI to trochę nietypowo… podobnie, jak powstanie pierwszej giełdy w Polsce w b. Domu Partii! I oczywiście najbardziej pamiętnym tego rodzaju wydarzeniem była pierwsza wizyta Jana Pawła II i odprawiona przez niego w sercu Warszawy Msza Święta na… Placu Zwycięstwa!

      Musisz wziąć pod uwagę, że wyjechałem z Polski w 1981 roku i od tamtej pory ani razu nie złożyłem w kraju wizyty, toteż chcąc czy nie chcąc, nadal mam pewne kompletnie archaiczne i wręcz śmieszne skojarzenia. Czasem żartobliwie opowiadam, jak dojeżdżałem z mojego miejsca zamieszkania do centrum Warszawy: wsiadałem do autobusu na ul. Świerczewskiego, mijałem ul. Marchlewskiego, dojeżdżałem do ul. Nowotki i przed Muzeum Lenina autobus skręcał w prawo, na Plac Dzierżyńskiego, zatrzymywał się na przystanku koło pomnika Dzierżyńskiego, gdzie po raz kilkutysięczny czytałem na cokole napis „To duma polskiego ruchu robotniczego. Bolesław Bierut” i za parę minut byłem pod Pałacem Kultury!

      Usuń
    2. Trasę miałeś historyczną, można powiedzieć. Mieszkałam i chodziłam do szkoły na wsi, a potem w niedużym miasteczku, to takich tras nie miałam okazji poznawać, obecnie zaś czytałam na przykład o batalii, która toczy się w Zamościu o tablicę upamiętniającą Różę Luksemburg.
      Ze szkoły podstawowej pamiętam, że czytaliśmy "O człowieku, który się kulom nie kłaniał", to o gen. Świerczewskim, i jakiś wiersz też o nim był w szkolnych podręcznikach.
      Twoje skojarzenia jak najbardziej rozumiem i nie chodziło mi o ich podważanie, tylko na marginesie naszej tu rozmowy sama się zastanawiałam, czy są miejsca pasujące i niepasujące... Nie da się ukryć, że pewne symboliczne miejsca, nawet po zmianie nazwy czy charakteru, mają swoją określoną historię polityczną.
      W niedalekim ode mnie mieście w dawnym więzieniu carskim jest teraz siedziba muzeum. Grube masywne mury wywierają przejmujące wrażenie. W sumie to nawet pozytywne, że budynek dzisiaj służy społeczeństwu, będąc zarazem świadectwem brutalnej bolesnej historii.

      Usuń
    3. Mieszkałem bardzo blisko b. mieszkania Karola Świerczewskiego — dosłownie kilkadziesiąt metrów dalej znajdował się klasztor, do którego wstąpiła siostra Faustyna (chodziłem tam na religię, a w przyległym kościele przystąpiłem do Pierwszej Komunii Świętej i byłem ministrantem). Niedaleko było też Liceum Ogólnokształcące nr XXX im. Śniadeckiego, do którego trafiło wielu moich kolegów z podstawówki. Oczywiście czytałem również tę książkę i coś z niej pamiętam — jej początkowa akcja toczyła się na bardzo dobrze znanych mi ulicach, gdzie spędziłem dzieciństwo.

      pewne symboliczne miejsca, nawet po zmianie nazwy czy charakteru, mają swoją określoną historię polityczną.

      Zgadzam się z tym, ale mam wrażenie, że nowe pokolenia — nawet jeśli znają tę historię — nie „czują” jej tak jak ci, którzy widzieli ją na własne oczy lub jej doświadczyli. Kiedyś, mając 12–13 lat, byłem z kolegą w muzeum — w niesławnym więzieniu hitlerowskim na Pawiaku w Warszawie. Gdy wychodziliśmy i znaleźliśmy się już na zewnątrz, rozmawialiśmy dość głośno i jakaś starsza kobieta zwróciła nam dość ostro uwagę, że zachowujemy się nieodpowiednio. Być może ktoś z jej rodziny był tam więziony, a może nawet ona sama — i dla niej to miejsce było niemal świętością, wymagającą ciszy i skupienia. Z dzisiejszej perspektywy myślę jednak, że o wiele więcej byśmy wynieśli, gdyby zamiast upomnienia opowiedziała nam swoją historię — na pewno zapamiętalibyśmy ją na długo.

      A tak przy okazji — w Zamościu nigdy nie byłem, ale sporo o nim czytałem i oglądałem różne filmy, nawet te nakręcone przez Niemców podczas okupacji. Wśród młodzieży miasto to rozsławiła przede wszystkim książka „Kaktusy z Zielonej ulicy” Wiktora Zawady. Kilkanaście lat temu spotkałem w Kanadzie byłego burmistrza Zamościa, z którym jestem spowinowacony — bardzo sympatyczny człowiek.

      Usuń
    4. To prawda, wiedzieć, znać historię to nie to samo, co przeżyć osobiście. Największe wrażenie zawsze wywierała na mnie opowieść mojego ojca, który jeszcze będąc dzieckiem przeżył bitwę między wojskami niemieckimi i polskimi na polach tuż za wioską. Wojska się przemieszczały i akurat doszło do konfrontacji w tym rejonie, skąd pochodził. na dodatek wówczas nasze wojska zwyciężyły. Ale była to tylko jedna zwycięska bitwa, która nie odmieniła całego frontu września 1939 roku.

      Usuń
  4. Dziękuję za informację o tym wydarzeniu, na dodatek podpartą filmem.
    Mieszkając w Polsce jakoś nie miałem kontaktu z ludową stroną religijności, zaskoczeniem były dla mnie informacje o pielgrzymkach do Góry Kalwarii czy do Wambierzyc.
    Zastanowiłem się czy taka impreza byłaby możliwa w obecnej Polsce.... mam wątpliwości.
    Na moim gruncie - w polskim kościele odbywają się 3-dniowe rekolekcje, w moim kościele parafialnym - Droga Krzyżowa.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Rekolekcje i Droga Krzyżowa to dwa najważniejsze elementy przeżywania Wielkiego Postu, więc tradycja jak najbardziej zostaje zachowana. Co prawda, szkoda, że Gorzkich żali nie śpiewają, bo to specyficznie polska tradycja i mogłaby służyć nawet dodatkowo jako utrwalanie polskiej kultury. Mimo wszystko i tak wydaje mi się, że Polacy w wielu miejscach na świecie kultywują polskie tradycje i obyczaje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepiękne gorzkie żale, u nas każdej niedzieli o 17.15 wraz z kazaniem pasyjnym , lubię je śpiewać, droga krzyzowa w piątki a rekolekcji w tym roku nie ma ,mieliśmy rekolekcje adwentowe.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kazania pasyjne podczas Gorzkich żali zastępują w jakiś sposób rekolekcje... W mojej parafii Gorzkie żale są bez kazania, a rekolekcje były.
      Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam.

      Usuń
  7. W 2007 nie oglądałam, bo to był dla mnie bardzo trudny rok, pełen cierpienia i śmierci...Dzięki, że mogłam nadrobić...;o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja wówczas właściwie natrafiłam przypadkiem, o ile pamiętam. A wymowa tekstu się nie starzeje.

      Usuń