Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Sochan, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Sochan, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 maja 2014

Osobowość

      Człowiek wielu pasji i talentów: gra na skrzypcach i gitarze, śpiewa przyjemnym ciepłym barytonowym głosem, wymyślił i organizuje w niewielkiej wiosce festiwal, który w tym roku odbędzie się po raz dziewiętnasty, a przyjeżdżają na niego jako goście znani i lubiani, popularni artyści, od Króla Polskich Romów i Rady Starszych otrzymał  Złoty Tabor, a z rąk Prezydenta Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, poznał osobiście księcia Karola i zamierza go odwiedzić w Anglii, lubi Konopnicką i Dostojewskiego, a z piosenkarzy Sławę Przybylską, Edith Piaf i The Animals, podziwia Giotta i El Greco oraz zbiera obrazy - kopie cudownego obrazu Matki Bożej Krasnobrodzkiej. To tylko niewielka lista ciekawostek o człowieku, na spotkanie z którym zaciągnęła mnie znajoma i to zupełnie przypadkowo.
Ale przecież ja nie wierzę w przypadki ;-)
       Ksiądz kanonik Tadeusz Sochan, proboszcz parafii Świętego Stanisława w Górecku Kościelnym, jest w swojej okolicy, na skraju Roztocza, bardzo znany, a co roku w sierpniu na Festiwal Pieśni Maryjnej (przy czym trzeba dodać, że jest to festiwal dla zespołów i wykonawców ludowych, ponieważ ks. Sochan  propaguje muzykę korzeni, muzykę ludowego folkloru) przyjeżdżają rzesze słuchaczy czasem nawet z daleka. Jak dotąd na Festiwalu nie byłam, dlatego tematu nie rozwinę, a do samego Górecka, o którym opowiadało mi wielu znajomych, zawędrowałam tylko raz na bardzo krótko. Zajrzałam wtedy do zabytkowego modrzewiowego osiemnastowiecznego kościoła, w którego wnętrzu można podziwiać kilka niezwykłej urody elementów wyposażenia, jak barokowe ołtarze i krzyż, rokokową chrzcielnicę, dziewiętnastowieczne figury Chrystusa Frasobliwego. Zdążyłam jeszcze przespacerować się wzdłuż 500-letnich dębów do kapliczki na wodzie zwanej Bożą Łezką, postawionej w miejscu, gdzie według legendy miało miejsce objawienie św. Stanisława. Woda w źródełku  ponoć jest lecznicza i ma właściwości zbliżone do wody "Zuber" z Krynicy Górskiej, ale nie próbowałam ;-) 
      Podczas spotkania, które niespodziewanie wypełniło jedno z majowych popołudni, ubrany po cywilnemu ks. Sochan opowiadał trochę o sobie, o swojej kolekcji obrazów, grał nam na skrzypcach i śpiewał akompaniując sobie na gitarze. Właściwie dał minirecital swoich muzycznych umiejętności i ulubionych piosenek.  I wcale nie były to pieśni religijne ;-)  Kolorowe jarmarki zabrzmiały bardzo tęskno, jako komentarz do wspomnień z dzieciństwa, a ze swoich ulubionych między innymi Agnieszki Osieckiej Widzisz, mała, jak to jest (pierwotna wersja tekstu). Na zakończenie zaś piosenka w języku ukraińskim, niestety nie wiem, co to było, ale piękne. 
       Z wielu urywków biograficznych bohatera spotkania zapamiętałam opowieść o rodzicach, którzy nigdy się nie kłócili, ale w otoczeniu sąsiedzkim, w wiosce, skąd ks. Sochan pochodzi, normą były nie tylko kłótnie, ale i bicie żon przez mężów, o czym wszyscy wiedzieli, bo krzyki i płacze niosły się daleko na sąsiedzkie podwórka. Toteż kiedyś, żeby uczynić zadość "tradycji"  jego rodzice specjalnie wyszli na podwórze, urządzając mały teatr dla wścibskich sąsiadów, udając, że się kłócą i biją. Mały Tadeusz już chciał biec ratować mamę, gdy  rodzice wrócili do mieszkania śmiejąc się z udanego dowcipu. Od tamtej pory o Sochanach też mówiono, że u nich jest tak jak wszędzie, to znaczy "normalnie".  Bohater wieczoru rozbawił nas jeszcze, opowiadając jak to dzieci sąsiedzkie, gdy coś zbroiły, zrzucały winę na niego i on dostawał od matki lanie, która nie pytając wymierzała sprawiedliwość ścierką. Mimo to bardzo, bardzo pozytywnie, z czułością ks. Sochan opowiadał o domu rodzinnym, rodzicach, rodzeństwie, o nauczycielach... O, przypomniałam sobie :-)  Nauczyciel z wiejskiej szkoły namówił  jego rodziców, aby posłali go do szkoły średniej, ponieważ zauważył drzemiący w nim talent do nauki.  Został wysłany do Szczebrzeszyna, do szkoły z internatem. I z tego internatu uciekł po tygodniu i wrócił do domu, bo jak powiada: Tak strasznie tęskniłem do krów, do psa i do lasu... W domu odbyła się mniej więcej taka narada: Ja ci buty kupiłam, piżamę ci kupiłam, a ty uciekasz?! Musisz wracać. No i wrócił. 
        Ukończył Liceum Pedagogiczne w Szczebrzeszynie, następnie w Studium Nauczycielskim w Lublinie ukończył wychowanie muzyczne, stąd te muzyczne umiejętności i pasje. Przez  kilka lat pracował w zawodzie nauczyciela. Miał już koło trzydziestki, gdy, jak wspomina: coś mi się uwidziało i zostałem księdzem. Właściwie najpierw wstąpił do zakonu (zapomniałam, jakiego), a po pewnym czasie dopiero przekwalifikował się na księdza parafialnego. Dziś jest proboszczem w Górecku Kościelnym. Z tego co słyszałam, ludzie go lubią i cenią. Na przykład obiady i w ogóle posiłki przygotowują mu czy po prostu przynoszą gospodynie ze wsi, ponieważ na plebanii nie ma kucharki. 
        A  dlaczego akurat obrazy Matki Bożej Krasnobrodzkiej? Otóż w niemowlęctwie, gdy miał dwa tygodnie, ciężko zachorował i był umierający.  Jego matka pieszo poszła do Krasnobrodu (jakieś 8 km od miejsca zamieszkania) i przed cudownym obrazem modliła się o uzdrowienie jej dziecka. No i ozdrowiał, dlatego teraz ma szczególny kult do Matki Bożej Krasnobrodzkiej. Znam ten obraz i jest jednym z moich ulubionych.
 Jego pierwowzorem jest Madonna w Różanym Ogrodzie włoskiego malarza Francesco Raiboliniego z początku XVI wieku, obcnie w Pinakotece w Monachium. 
      
 Cudowny obrazek znaleziony przez okoliczną ludność w pobliżu pierwszej postawionej na pamiątkę tutejszych objawień figury zdewastowanej przez wojska Bohdana Chmielnickiego w 1648 roku wygląda tak jak obok. Źle wyszło, ponieważ z okien odbijało się w światło. W oryginale jest niewielki, gdy się stoi przed ołatrzem w sanktuarium w Krasnobrodzie, prawie go nie widać, dlatego został umieszczony w rogu powiększonej kopii, znajdującej się w centralnym miejscu ołtarza. 

 Ale ta kopia... No sami zobaczcie, jest piękna :-) W prawym rogu  u góry widać ten malutki obrazek z XVII wieku. Otóż ks. Sochan ma w swojej kolekcji kopie różnych wizerunków Matki Bożej Krasnobrodzkiej, malowanych w poprzednich wiekach, jak i najnowszych. Oryginały znajdują się czy to w kościołach, jak np. w samym Górecku Kościelnym, czy w Muzeum Zamojskim, czy to w Archiwum Państwowym w Zamościu, czy też w różnych kapliczkach. 

  Jedną z ciekawszych wersji jest drzeworyt barwny z 1951 roku. Kiedy natomiast w Krasnobrodzie erygowano drugą parafię, jej proboszcz zamówił kolejną wersję, namalowaną w 2009 roku przez Jana Szarlipa. Na zdjęciu oba obrazy obok siebie.  Jeden z nurtów upowszechnienia się wizerunku cudownego obrazu dotyczy objawień w samym Górecku Kościelnym. Legenda głosi, że Matka Boża przybyła na zaproszenie św. Stanisława (który jest patronem parafii w Górecku), ale zastała ją burza, toteż szukając schronienia dla Dzieciątka,  ukryła go w dziupli starego dębu.  I dlatego te dęby w Górecku są takie ważne ;-) W każdym razie legenda zapoczątkowała cykl obrazów znanych pod nazwą Matka  Boska podczas burzy lub Matka Boska w dębie.
      Wszystkie te historie opowiadał kolekcjoner i admirator Matki Bożej Krasnobrodzkiej,  czczonej w krasnobrodzkim sanktuarium między innymi jako Matka Boska Jagodna, której odpust przypada 2 lipca. To już niedługo, trzeba będzie najpierw pójść do lasu nazbierać jagód :-)