środa, 14 stycznia 2026

Jak to z tym oświetleniem było - doniesienie z dawnej prasy

      Moje upodobanie do wertowania dawnych gazet i czasopism nieoczekiwanie zaprowadził mnie w rejon wynalazków. Konkretnie zaś, wynalazku oświetlenia gazowego - gazem węglowym. "Kuryer Litewski" z 1802 roku, nr 5 donosi, że niejaki "Michiels obywatel Maestrichtu wynalazł sposób nowy [...] oświetlenia ulic mieyskich, i na to przywiley otrzymał"



       Na pytanie o wynalazców oświetlenia ulicznego SI wymieniła kilka nazwisk, ale żadnego podobnego do podanego w gazecie. Mało tego, zapytałam w takim razie o wynalazców z Maastricht, a SI autorytatywnie orzekła, że stamtąd nie pochodzi żaden wynalazca. Wypadało więc zacząć poszukiwania z innej strony: od samego Maastricht. Wśród dawnych zasłużonych mieszkańców miasta znajduje się niejaki Jean-Pierre Minckelers, żyjący w latach 1748 - 1824. Bingo! Ale żeby nie było tak łatwo - oczywiście polska Wikipedia go nie zna, za to angielskojęzyczna podaje nawet obszerną biografię i określa go, a jakże! jako wynalazcę oświetlenia gazowego. 
      W dawnej prasie nazwisko zostało zapisane na poły fonetycznie, czego się zresztą spodziewałam i wiedziałam, że szukać należy nazwiska mniej więcej podobnego, a nie literalnego zapisu. Dziwię się tylko, że SI szkolona na źródłach i tekstach angielskich, Minckelersa nie zna, a przecież w Maastricht stoi nawet jego pomnik. Może to i lepiej, bo przeczytałam ostatnio, że nagminne korzystanie z niej prowadzi do ubytków w umiejętności myślenia. 
      Wracając zaś do wynalazku, trzeba przyjąć, że informacja w gazecie z 15 stycznia 1802 roku była nico opóźniona, toteż całkiem logiczne, że Minckelers pracował nad swoim wynalazkiem już wcześniej. Studiował w Leuven, gdzie po ukończeniu studiów został profesorem przyrody, koncentrując się na badaniu gazów. Interesowało go poszukiwanie gazu odpowiedniego do napełniania balonów. Wynalazek braci Montgolfier inspirował wówczas wielu badaczy do eksperymentów z gazami. W 1784 roku Minckelers opublikował pracę naukową o łatwopalnym powietrzu otrzymywanym z różnych materiałów. Oczywiście nie było to czyste powietrze, lecz różne substancje gazowe. Najlepszym okazał się gaz otrzymywany z podgrzewanego oleju skalnego. Chodzi chyba o ropę naftową. W każdym razie gaz okazał się łatwopalny i Minckelers zaczął używać go do oświetlenia swojej sali wykładowej, a zastosowano go z czasem do oświetlania  innych pomieszczeń. 
      Od 1794 roku Minckelers był profesorem fizyki i chemii w swoim rodzinnym mieście. Zapewne wtedy też uzyskał zatwierdzenie swojego wynalazku, czyli patent, o czym donosił "Kuryer Litewski". 

26 komentarzy:

  1. Latarnie gazowe widziałam we Wrocławiu i muszę przyznać, że zrobiły na mnie duże wrażenie. Ale nigdy bym nie powiedziała, że to wynalazek z początku XIX wieku, bardziej że z jego połowy. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne zanim wprowadzono je na masową skalę upłynąć musiało nieco czasu. Najpierw zastosowano je w największych miastach.

      Usuń
  2. Niestety SI jest bardzo kiepska w wynajdywaniu faktów nawet z tak oczywistego źródła jak Wikipedia.
    Natomiast latarnie gazowe - mają dla mnie jakiś urok... pasują do książek Ch Dickensa, zresztą wspominała je jeszcze moja Matka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak podejrzewałam i nie mam do niej zaufania, dlatego raczej się do niej nie odwołuję, bo nawet jak coś podaje, potem sprawdzam w innych źródłach, bo są błędne informacje.
    Wciąż jeszcze są gazowe latarnie w miastach tu i ówdzie. Pasują jak najbardziej, tworzą książkowy klimat. Taki niedzisiejszy, bardziej naturalny niż współczesne białe oświetlenie żarówek ledowych i podobnych.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawy wpis — aż trudno uwierzyć, że latarnie gazowe powstały ponad 200 lat temu.

    Do dziś pamiętam gazowe latarnie uliczne w Warszawie w latach 60. XX wieku — a nawet faceta, który je zapalał i gasił, chociaż wtedy nie miałem więcej niż 5–6 lat. Jednak po zrobieniu krótkiego online research okazało się, że nie były one wcale aż taką rzadkością: zaraz po wojnie było ich w stolicy stosunkowo dużo, bo ponad 2600, a w 1956 roku istniało jeszcze 2016 latarń gazowych. Zaczęto je likwidować na przełomie lat 60. i 70. XX wieku, a te, które funkcjonują obecnie, mają już wyłącznie charakter zabytkowy.

    W Toronto ostatnia „regularna” latarnia gazowa została usunięta w 1911 roku, ale do dziś działa jeszcze kilka takich reliktów przeszłości. Jedyna, którą osobiście znam, znajduje się w samym sercu miasta, vis-à-vis Katedry Bazyliki św. Michała, przed zabytkowym domem (obecnie muzeum) Mackenzie House — dawną rezydencją Williama Lyona Mackenzie, pierwszego burmistrza Toronto i przywódcy Rebelii z 1837 roku, który zmarł tam w 1861 roku. I jeszcze jedno: w tym domu ponoć straszy, a sam budynek uchodzi za jeden z najbardziej nawiedzonych w Toronto. Możemy więc śmiało stwierdzić, że latarnie gazowe duchów jednak NIE odstraszają!

    Zwróciłem też uwagę na treść znajdującą się pod nagłówkiem Kuryera Litewskiego: „Za Naywyższym Dozwoleniem Imperatora JMCI Całey Rossyi.” Przynajmniej z góry było wiadomo, że car ma oko na zawartość gazety. Gdyby komuniści byli uczciwi, to również gazety w PRL-u miałyby podobne podtytuły — na przykład: „Za Uprzejmą Zgodą” Stalina, Chruszczowa, Breżniewa czy innych „Imperatorów” Wschodniego Imperium.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zabytkowe latarnie nadal gdzieniegdzie działają, są zapalane, ale jak przed muzeum w Toronto, pełnią funkcję pamiątki przeszłości.
    Myślę, ze ta informacja jest dla cenzury, powiedzmy, lokalnej, w miejscu wydawania, żeby się nie czepiali ponownie, bo było oczywiste, z polskie gazety nie mogły być w czasie zaborów wydawane bez cenzuralnej kontroli. Myślę, że w czasach PRL-u wszyscy wiedzieli, że działa cenzura, więc nikomu taka informacja nie była potrzebna, komu mogli zamydlić oczy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że w czasach PRL-u wszyscy wiedzieli, że działa cenzura, więc nikomu taka informacja nie była potrzebna — komu mogli zamydlić oczy?

      Oczywiście, że wszyscy o cenzurze wiedzieli — chociaż to, co dokładnie i dlaczego było przez nią zatrzymywane, często pozostawało niejasne, a decyzje bywały zupełnie arbitralne. Nie wiem, czy znasz Czarną księgę cenzury PRL? W swoich czasach była to lektura niezwykle doniosła i — co ciekawe — uświadomiła skalę ingerencji cenzury nie tylko zwykłym czytelnikom, ale nawet wysoko postawionym członkom PZPR. Dopiero wtedy wielu z nich zobaczyło czarno na białym, jak głęboko i absurdalnie aparat kontroli ingerował w polską kulturę, naukę i język.

      Pamiętam na przykład, że nawet zwykły biuletyn entomologiczny, zajmujący się wyłącznie sprawami naukowymi i rozsyłany do wąskiego grona członków, również podlegał cenzurze. W jednym z numerów zakwestionowano sformułowanie dotyczące powojennych „Ziem Zachodnich” i nakazano je poprawić na ideologicznie poprawne „Ziemie Odzyskane” — nawet w tekście o owadach nie było ucieczki od politycznej nowomowy.

      O ile dobrze pamiętam, bodajże w 1981 roku Tygodnik Solidarność nadal formalnie podlegał cenzurze, ale zdołał wywalczyć przynajmniej jedno istotne ustępstwo: w miejscach, gdzie cenzura usuwała fragmenty tekstu, redakcja zaznaczała to w nawiasach, podając informację o ingerencji oraz numer odpowiedniego paragrafu. Po raz pierwszy czytelnik mógł więc zobaczyć na własne oczy, jak i w jakiej skali cenzura deformowała prasę.

      Usuń

    2. Entomologia i nie tylko. Zajrzyj tutaj, podaję przykłady z książek, które mam u siebie w biblioteczce domowej:
      https://literackomuzyczny.blogspot.com/2022/09/zabytek.html

      Usuń
    3. Świetne!

      Gdy powstał film Miś — a Bareja „poszedł na całego”, niejako przewidując schyłek epoki Gierka — wydarzyła się ciekawa rzecz. Po pierwszym seansie cenzorka miała stwierdzić, że musi obejrzeć film jeszcze raz, ponieważ tak bardzo się śmiała, iż nie była w stanie robić notatek. To samo w sobie mówi wiele o absurdzie tamtych czasów.
      Ostatecznie jednak cenzura zakwestionowała około 75% materiału, co w praktyce oznaczało, że film nigdy nie miałby szans trafić do kin. Byłby kolejnym „półkownikiem” — dziełem zbyt trafnie obnażającym mechanizmy systemu, by mogło ujrzeć światło dzienne.
      Na szczęście po Sierpniu ’80 sytuacja uległa zasadniczej zmianie i widzowie mogli w końcu zobaczyć Misia na dużym ekranie. Paradoksalnie właśnie dzięki tej chwilowej liberalizacji Bareja zdążył zostawić nam jeden z najcelniejszych, najbardziej przenikliwych portretów realiów PRL-u — film, który bawi do łez, a jednocześnie jest gorzkim dokumentem epoki.

      Usuń
    4. Zgadza się, i wciąż ogląda się z przyjemnością i zadumą nad minioną epoką.
      Przypomniało mi się, że mam nawet książkę Miłosza "Świadectwo poezji. Sześć wykładów o dotkliwościach naszego wieku", pierwsze wydanie z 1983 roku, tak samo ocenzurowane. Mieliśmy to przeczytać na zaliczenie na studiach. Powiedzieliśmy profesorowi, że nie możemy z tego zaliczać, bo nie mamy pełnego tekstu. Był w szoku, że nawet wykłady o literaturze zostały ocenzurowane.

      Usuń
    5. O, jeszcze jeden dopisek: mam też ocenzurowany tomik wierszy Krynickiego, "Niepodlegli nicości" Najlepszy jest jeden wiersz, z którego został tylko tytuł - reszta wykreślona. Na dodatek to był już 1989 rok! Rok transformacji, a mimo to cenzura nadal działała.

      Usuń
    6. Moja ulubiona książka, „Tworzywo” Wańkowicza, też jest ocenzurowana (bo mogłem ją porównać z wersją angielskojęzyczną). Co ciekawe, posiadam wydanie, które ukazało się po 1989 roku i też jest ocenzurowane (zresztą piszą, iż jest bazowane na wydaniu PAX-u). Kontaktowałem się z wydawnictwem, czy jest wersja nieocenzurowana, ale nie otrzymałem odpowiedzi—a bardzo pragnąłbym kupić wersję nieocenzurowaną w języku polskim.

      Usuń
    7. Przypuszczam, że musisz szukać pierwszego wydania - po polsku, ale wydanego za granicą. Z 1954 roku. Znalazłam coś takiego:
      https://allegro.pl/produkt/tworzywo-melchior-wankowicz-859c1c9b-ba90-43ca-b986-f4a1ebbad53b?offerId=17858750621

      Usuń
    8. Jest jeszcze tutaj, ale cena zaporowa!
      https://warszawa.lento.pl/tworzywo-melchior-wankowicz-1954,10467467.html

      Usuń
    9. Dziękuję! Znam te wydania, ale mi nie chodzi o nabycie "białego kruka", tylko po prostu nieocenzurowanej książki. Szkoda, że po 1989 roku wydawnictwa nie mogły zrobić przedruku z edycji wydanych za granicą, tylko z PRL-owskich, powielając ocenzurowane wersje.

      Ostatnie wydanie, jakie posiadam, jest z 1998 roku (https://allegro.pl/produkt/tworzywo-melchior-wankowicz-525fa2b9-5bf3-4185-9e2d-dbdc56e167a5?offerId=17982919281&reco_id=1c2acc32-f244-11f0-ad38-8e8bdbc69115&sid=1147bbb04b955b96a226cab2e664258d9124ef0862320b2d7366fdd6604cf017). Niewykluczone, że od tamtego czasu wyszło jakaś nieocenzurowana edycja, ale nie mam jak tego sprawdzić.

      Usuń
    10. Sęk w tym, że chyba nie ma takiego wydania, też nie znam, dlatego jak na razie pełne wydanie to takie właśnie zagraniczne pierwsze wydania sprzed dziesięcioleci i ewentualnie poszukiwanie w antykwariatach.

      Usuń
    11. Szkoda, bo liczyłem, iż książki Wańkowicza (i innych autorów) będą "odcenzurowane", szczególnie w przypadkach, gdy takie wersje zostały poprzednio wydane (za granicą czy w drugim obiegu).

      Na przykład wydano "Rozmowy z Katem" bez cenzury, ale zmiany były minimalne, z pewnością sam autor się 'cenzurował'. Może gdzieś w domu zostawił notatki?

      Za to 3 książki Stanisława Grzesiuka zostały wydane w jego 100 rocznicę urodzin--nie tylko bez cenzury, ale też dodano materiał usunięty przez wydawcę oraz usunięty przez autora z powodu narzekań co poniektórych bohaterów pojawiających się w książkach. I muszę przyznać, że nowego materiału jest bardzo dużo!

      A wracając do Wańkowicza-mieszkając w Kanadzie, szukanie po antykwariatach jest dla mnie niemożliwe, ale bardziej jestem ciekawy, czy ukazała się nieocenzurowana pozycja po 1989 roku. Jak wspominałem, odpowiedzi od wydawców nie otrzymałem; kontaktowałem się też z p. Aleksandrą Ziółkowską-Boehm, b. sekretarką Wańkowicza, która napisała o nim świetną książkę (i wiele innych), lecz też nie odpowiedzi od niej nie dostałem.

      Usuń
    12. Niestety, nie wszystkie ocenzurowane wydania różnych książek znalazły popyt, żeby j wydać ponownie w pełnej zawartości, szkoda...

      Usuń
  6. Poszukiwacze złota się nie poddają (sorki że nie użyłam feminatywu) 👏🏻
    Taki ważny wynalazek i jego autor i tu nic tam nic. Ale dałaś radę ☘️

    OdpowiedzUsuń
  7. To było poszukiwanie światła :-)
    No i w końcu ktoś coś tam wiedział i napisał ;-)
    Dziękuję za koniczynkę w środku zimy!

    OdpowiedzUsuń
  8. Stare kroniki to źródło niesamowitej rozrywki...;o) My się rozczytujemy w kryminalnej...;o) A latarnie ważna rzecz...;o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozrywki i wypełnienia luk w wiedzy, skoro Internet daje taką możliwość, trzeba wykorzystać

      Usuń
  9. Jak mi jest smutno i źle... to idę na ulicę Agrykola, która oddziela Łazienki Królewskie od Łazienek Północnych.... bo do dzisiaj ta ulica jest oświetlana latarniami gazowymi... Latarnie zapalane są ręcznie przez latarników...

    OdpowiedzUsuń
  10. Pozwolę sobie ....
    https://stokrotkastories.blogspot.com/2018/09/warszawskie-latarnie.html

    OdpowiedzUsuń