Moje upodobanie do wertowania dawnych gazet i czasopism nieoczekiwanie zaprowadził mnie w rejon wynalazków. Konkretnie zaś, wynalazku oświetlenia gazowego - gazem węglowym. "Kuryer Litewski" z 1802 roku, nr 5 donosi, że niejaki "Michiels obywatel Maestrichtu wynalazł sposób nowy [...] oświetlenia ulic mieyskich, i na to przywiley otrzymał".
Na pytanie o wynalazców oświetlenia ulicznego SI wymieniła kilka nazwisk, ale żadnego podobnego do podanego w gazecie. Mało tego, zapytałam w takim razie o wynalazców z Maastricht, a SI autorytatywnie orzekła, że stamtąd nie pochodzi żaden wynalazca. Wypadało więc zacząć poszukiwania z innej strony: od samego Maastricht. Wśród dawnych zasłużonych mieszkańców miasta znajduje się niejaki Jean-Pierre Minckelers, żyjący w latach 1748 - 1824. Bingo! Ale żeby nie było tak łatwo - oczywiście polska Wikipedia go nie zna, za to angielskojęzyczna podaje nawet obszerną biografię i określa go, a jakże! jako wynalazcę oświetlenia gazowego.
W dawnej prasie nazwisko zostało zapisane na poły fonetycznie, czego się zresztą spodziewałam i wiedziałam, że szukać należy nazwiska mniej więcej podobnego, a nie literalnego zapisu. Dziwię się tylko, że SI szkolona na źródłach i tekstach angielskich, Minckelersa nie zna, a przecież w Maastricht stoi nawet jego pomnik. Może to i lepiej, bo przeczytałam ostatnio, że nagminne korzystanie z niej prowadzi do ubytków w umiejętności myślenia.
Wracając zaś do wynalazku, trzeba przyjąć, że informacja w gazecie z 15 stycznia 1802 roku była nico opóźniona, toteż całkiem logiczne, że Minckelers pracował nad swoim wynalazkiem już wcześniej. Studiował w Leuven, gdzie po ukończeniu studiów został profesorem przyrody, koncentrując się na badaniu gazów. Interesowało go poszukiwanie gazu odpowiedniego do napełniania balonów. Wynalazek braci Montgolfier inspirował wówczas wielu badaczy do eksperymentów z gazami. W 1784 roku Minckelers opublikował pracę naukową o łatwopalnym powietrzu otrzymywanym z różnych materiałów. Oczywiście nie było to czyste powietrze, lecz różne substancje gazowe. Najlepszym okazał się gaz otrzymywany z podgrzewanego oleju skalnego. Chodzi chyba o ropę naftową. W każdym razie gaz okazał się łatwopalny i Minckelers zaczął używać go do oświetlenia swojej sali wykładowej, a zastosowano go z czasem do oświetlania innych pomieszczeń.
Od 1794 roku Minckelers był profesorem fizyki i chemii w swoim rodzinnym mieście. Zapewne wtedy też uzyskał zatwierdzenie swojego wynalazku, czyli patent, o czym donosił "Kuryer Litewski".


Latarnie gazowe widziałam we Wrocławiu i muszę przyznać, że zrobiły na mnie duże wrażenie. Ale nigdy bym nie powiedziała, że to wynalazek z początku XIX wieku, bardziej że z jego połowy. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńZapewne zanim wprowadzono je na masową skalę upłynąć musiało nieco czasu. Najpierw zastosowano je w największych miastach.
UsuńNiestety SI jest bardzo kiepska w wynajdywaniu faktów nawet z tak oczywistego źródła jak Wikipedia.
OdpowiedzUsuńNatomiast latarnie gazowe - mają dla mnie jakiś urok... pasują do książek Ch Dickensa, zresztą wspominała je jeszcze moja Matka.
Tak podejrzewałam i nie mam do niej zaufania, dlatego raczej się do niej nie odwołuję, bo nawet jak coś podaje, potem sprawdzam w innych źródłach, bo są błędne informacje.
OdpowiedzUsuńWciąż jeszcze są gazowe latarnie w miastach tu i ówdzie. Pasują jak najbardziej, tworzą książkowy klimat. Taki niedzisiejszy, bardziej naturalny niż współczesne białe oświetlenie żarówek ledowych i podobnych.
Bardzo ciekawy wpis — aż trudno uwierzyć, że latarnie gazowe powstały ponad 200 lat temu.
OdpowiedzUsuńDo dziś pamiętam gazowe latarnie uliczne w Warszawie w latach 60. XX wieku — a nawet faceta, który je zapalał i gasił, chociaż wtedy nie miałem więcej niż 5–6 lat. Jednak po zrobieniu krótkiego online research okazało się, że nie były one wcale aż taką rzadkością: zaraz po wojnie było ich w stolicy stosunkowo dużo, bo ponad 2600, a w 1956 roku istniało jeszcze 2016 latarń gazowych. Zaczęto je likwidować na przełomie lat 60. i 70. XX wieku, a te, które funkcjonują obecnie, mają już wyłącznie charakter zabytkowy.
W Toronto ostatnia „regularna” latarnia gazowa została usunięta w 1911 roku, ale do dziś działa jeszcze kilka takich reliktów przeszłości. Jedyna, którą osobiście znam, znajduje się w samym sercu miasta, vis-à-vis Katedry Bazyliki św. Michała, przed zabytkowym domem (obecnie muzeum) Mackenzie House — dawną rezydencją Williama Lyona Mackenzie, pierwszego burmistrza Toronto i przywódcy Rebelii z 1837 roku, który zmarł tam w 1861 roku. I jeszcze jedno: w tym domu ponoć straszy, a sam budynek uchodzi za jeden z najbardziej nawiedzonych w Toronto. Możemy więc śmiało stwierdzić, że latarnie gazowe duchów jednak NIE odstraszają!
Zwróciłem też uwagę na treść znajdującą się pod nagłówkiem Kuryera Litewskiego: „Za Naywyższym Dozwoleniem Imperatora JMCI Całey Rossyi.” Przynajmniej z góry było wiadomo, że car ma oko na zawartość gazety. Gdyby komuniści byli uczciwi, to również gazety w PRL-u miałyby podobne podtytuły — na przykład: „Za Uprzejmą Zgodą” Stalina, Chruszczowa, Breżniewa czy innych „Imperatorów” Wschodniego Imperium.
Zabytkowe latarnie nadal gdzieniegdzie działają, są zapalane, ale jak przed muzeum w Toronto, pełnią funkcję pamiątki przeszłości.
OdpowiedzUsuńMyślę, ze ta informacja jest dla cenzury, powiedzmy, lokalnej, w miejscu wydawania, żeby się nie czepiali ponownie, bo było oczywiste, z polskie gazety nie mogły być w czasie zaborów wydawane bez cenzuralnej kontroli. Myślę, że w czasach PRL-u wszyscy wiedzieli, że działa cenzura, więc nikomu taka informacja nie była potrzebna, komu mogli zamydlić oczy?
Myślę, że w czasach PRL-u wszyscy wiedzieli, że działa cenzura, więc nikomu taka informacja nie była potrzebna — komu mogli zamydlić oczy?
UsuńOczywiście, że wszyscy o cenzurze wiedzieli — chociaż to, co dokładnie i dlaczego było przez nią zatrzymywane, często pozostawało niejasne, a decyzje bywały zupełnie arbitralne. Nie wiem, czy znasz Czarną księgę cenzury PRL? W swoich czasach była to lektura niezwykle doniosła i — co ciekawe — uświadomiła skalę ingerencji cenzury nie tylko zwykłym czytelnikom, ale nawet wysoko postawionym członkom PZPR. Dopiero wtedy wielu z nich zobaczyło czarno na białym, jak głęboko i absurdalnie aparat kontroli ingerował w polską kulturę, naukę i język.
Pamiętam na przykład, że nawet zwykły biuletyn entomologiczny, zajmujący się wyłącznie sprawami naukowymi i rozsyłany do wąskiego grona członków, również podlegał cenzurze. W jednym z numerów zakwestionowano sformułowanie dotyczące powojennych „Ziem Zachodnich” i nakazano je poprawić na ideologicznie poprawne „Ziemie Odzyskane” — nawet w tekście o owadach nie było ucieczki od politycznej nowomowy.
O ile dobrze pamiętam, bodajże w 1981 roku Tygodnik Solidarność nadal formalnie podlegał cenzurze, ale zdołał wywalczyć przynajmniej jedno istotne ustępstwo: w miejscach, gdzie cenzura usuwała fragmenty tekstu, redakcja zaznaczała to w nawiasach, podając informację o ingerencji oraz numer odpowiedniego paragrafu. Po raz pierwszy czytelnik mógł więc zobaczyć na własne oczy, jak i w jakiej skali cenzura deformowała prasę.
UsuńEntomologia i nie tylko. Zajrzyj tutaj, podaję przykłady z książek, które mam u siebie w biblioteczce domowej:
https://literackomuzyczny.blogspot.com/2022/09/zabytek.html
Świetne!
UsuńGdy powstał film Miś — a Bareja „poszedł na całego”, niejako przewidując schyłek epoki Gierka — wydarzyła się ciekawa rzecz. Po pierwszym seansie cenzorka miała stwierdzić, że musi obejrzeć film jeszcze raz, ponieważ tak bardzo się śmiała, iż nie była w stanie robić notatek. To samo w sobie mówi wiele o absurdzie tamtych czasów.
Ostatecznie jednak cenzura zakwestionowała około 75% materiału, co w praktyce oznaczało, że film nigdy nie miałby szans trafić do kin. Byłby kolejnym „półkownikiem” — dziełem zbyt trafnie obnażającym mechanizmy systemu, by mogło ujrzeć światło dzienne.
Na szczęście po Sierpniu ’80 sytuacja uległa zasadniczej zmianie i widzowie mogli w końcu zobaczyć Misia na dużym ekranie. Paradoksalnie właśnie dzięki tej chwilowej liberalizacji Bareja zdążył zostawić nam jeden z najcelniejszych, najbardziej przenikliwych portretów realiów PRL-u — film, który bawi do łez, a jednocześnie jest gorzkim dokumentem epoki.
Zgadza się, i wciąż ogląda się z przyjemnością i zadumą nad minioną epoką.
UsuńPrzypomniało mi się, że mam nawet książkę Miłosza "Świadectwo poezji. Sześć wykładów o dotkliwościach naszego wieku", pierwsze wydanie z 1983 roku, tak samo ocenzurowane. Mieliśmy to przeczytać na zaliczenie na studiach. Powiedzieliśmy profesorowi, że nie możemy z tego zaliczać, bo nie mamy pełnego tekstu. Był w szoku, że nawet wykłady o literaturze zostały ocenzurowane.
O, jeszcze jeden dopisek: mam też ocenzurowany tomik wierszy Krynickiego, "Niepodlegli nicości" Najlepszy jest jeden wiersz, z którego został tylko tytuł - reszta wykreślona. Na dodatek to był już 1989 rok! Rok transformacji, a mimo to cenzura nadal działała.
UsuńMoja ulubiona książka, „Tworzywo” Wańkowicza, też jest ocenzurowana (bo mogłem ją porównać z wersją angielskojęzyczną). Co ciekawe, posiadam wydanie, które ukazało się po 1989 roku i też jest ocenzurowane (zresztą piszą, iż jest bazowane na wydaniu PAX-u). Kontaktowałem się z wydawnictwem, czy jest wersja nieocenzurowana, ale nie otrzymałem odpowiedzi—a bardzo pragnąłbym kupić wersję nieocenzurowaną w języku polskim.
UsuńPrzypuszczam, że musisz szukać pierwszego wydania - po polsku, ale wydanego za granicą. Z 1954 roku. Znalazłam coś takiego:
Usuńhttps://allegro.pl/produkt/tworzywo-melchior-wankowicz-859c1c9b-ba90-43ca-b986-f4a1ebbad53b?offerId=17858750621
Jest jeszcze tutaj, ale cena zaporowa!
Usuńhttps://warszawa.lento.pl/tworzywo-melchior-wankowicz-1954,10467467.html
Dziękuję! Znam te wydania, ale mi nie chodzi o nabycie "białego kruka", tylko po prostu nieocenzurowanej książki. Szkoda, że po 1989 roku wydawnictwa nie mogły zrobić przedruku z edycji wydanych za granicą, tylko z PRL-owskich, powielając ocenzurowane wersje.
UsuńOstatnie wydanie, jakie posiadam, jest z 1998 roku (https://allegro.pl/produkt/tworzywo-melchior-wankowicz-525fa2b9-5bf3-4185-9e2d-dbdc56e167a5?offerId=17982919281&reco_id=1c2acc32-f244-11f0-ad38-8e8bdbc69115&sid=1147bbb04b955b96a226cab2e664258d9124ef0862320b2d7366fdd6604cf017). Niewykluczone, że od tamtego czasu wyszło jakaś nieocenzurowana edycja, ale nie mam jak tego sprawdzić.
Sęk w tym, że chyba nie ma takiego wydania, też nie znam, dlatego jak na razie pełne wydanie to takie właśnie zagraniczne pierwsze wydania sprzed dziesięcioleci i ewentualnie poszukiwanie w antykwariatach.
UsuńSzkoda, bo liczyłem, iż książki Wańkowicza (i innych autorów) będą "odcenzurowane", szczególnie w przypadkach, gdy takie wersje zostały poprzednio wydane (za granicą czy w drugim obiegu).
UsuńNa przykład wydano "Rozmowy z Katem" bez cenzury, ale zmiany były minimalne, z pewnością sam autor się 'cenzurował'. Może gdzieś w domu zostawił notatki?
Za to 3 książki Stanisława Grzesiuka zostały wydane w jego 100 rocznicę urodzin--nie tylko bez cenzury, ale też dodano materiał usunięty przez wydawcę oraz usunięty przez autora z powodu narzekań co poniektórych bohaterów pojawiających się w książkach. I muszę przyznać, że nowego materiału jest bardzo dużo!
A wracając do Wańkowicza-mieszkając w Kanadzie, szukanie po antykwariatach jest dla mnie niemożliwe, ale bardziej jestem ciekawy, czy ukazała się nieocenzurowana pozycja po 1989 roku. Jak wspominałem, odpowiedzi od wydawców nie otrzymałem; kontaktowałem się też z p. Aleksandrą Ziółkowską-Boehm, b. sekretarką Wańkowicza, która napisała o nim świetną książkę (i wiele innych), lecz też nie odpowiedzi od niej nie dostałem.
Niestety, nie wszystkie ocenzurowane wydania różnych książek znalazły popyt, żeby j wydać ponownie w pełnej zawartości, szkoda...
UsuńPoszukiwacze złota się nie poddają (sorki że nie użyłam feminatywu) 👏🏻
OdpowiedzUsuńTaki ważny wynalazek i jego autor i tu nic tam nic. Ale dałaś radę ☘️
To było poszukiwanie światła :-)
OdpowiedzUsuńNo i w końcu ktoś coś tam wiedział i napisał ;-)
Dziękuję za koniczynkę w środku zimy!
Stare kroniki to źródło niesamowitej rozrywki...;o) My się rozczytujemy w kryminalnej...;o) A latarnie ważna rzecz...;o)
OdpowiedzUsuńRozrywki i wypełnienia luk w wiedzy, skoro Internet daje taką możliwość, trzeba wykorzystać
UsuńJak mi jest smutno i źle... to idę na ulicę Agrykola, która oddziela Łazienki Królewskie od Łazienek Północnych.... bo do dzisiaj ta ulica jest oświetlana latarniami gazowymi... Latarnie zapalane są ręcznie przez latarników...
OdpowiedzUsuńWiem, pamiętam, bo o tym pisałaś
UsuńPozwolę sobie ....
OdpowiedzUsuńhttps://stokrotkastories.blogspot.com/2018/09/warszawskie-latarnie.html
Pamiętam ten tekst
Usuń