niedziela, 14 grudnia 2025

W 1884 i w 1919 roku 15 grudnia też był w poniedziałek

         Teatr Skarbka we Lwowie został otwarty w 1842 roku. Powstał z fundacji hrabiego Stanisława Skarbka, którego Stanisław Wasylewski, autor monografii Lwów (Ukraina) - historia i kultura (1931 r.) nazywa fundatorem dziwakiem. Skarbek podobno osobiście kierował pracami budowlanymi "siedząc w krześle poręczowem na Wałach i dowodząc zastępami robotników". W momencie powstania był to największy teatr w Europie. Widownia mieściła 1460 osób. Teatr działał aż do 1900 roku, prezentując na scenie koncerty, recitale, spektakle, opery. Wystawiano w nim nawet Wagnera. 


        W 1884 roku odbył się w Teatrze cykl recitali pieśni Moniuszki, a dokładniej rzecz biorąc, pieśni do słów Sonetów krymskich Adama Mickiewicza. Moniuszko skomponował muzykę do ośmiu sonetów w 1867 roku. Były to utwory: Cisza morska, Żegluga, Burza, Ruina (Bakczysaraj), Noc (Bakczysaraj w nocy), Czatyrdah, Pielgrzym i Ajudah. Ze względu na trudność Moniuszkowskiej kompozycji rzadko są wykonywane. Niemniej właśnie Sonety znalazły się w repertuarze Teatru hr. Skarbka w 1884 roku, a 15 grudnia tamtego roku miał miejsce ostatni z cyklu recitali, z których dochód przeznaczony był dla wdowy po kompozytorze.


       Z kolei w dalekim chińskim Charbinie (obecnie Harbin) 15 grudnia 1919 roku ukazał się organ polskiego Związku Wojennego Przegląd, wychodzący jako dwutygodnik. 


           Charbin to miasto w Mandżurii założone przez inżyniera Adama Szydłowskiego, który na potrzeby budowy Kolei Transsyberyjskiej w jej odcinku Kolei Wschodniochińskiej miał za zadanie zaprojektować miasto będące siedzibą nadzorujących budowę urzędników oraz inżynierów. W dawnej osadzie rybackiej nad rzeką Sungari od 1898 roku zaczęły powstawać nowoczesne budynki i ulice. Planem urbanistycznym kierował Konstanty Jokisz, a pierwszym burmistrzem był także Polak - Eugeniusz Dynowski. 
           Pierwsze pociągi ruszyły koleją w 1903 roku, w 1917 Charbin liczył sto tysięcy mieszkańców 33 narodowości. Charbin nazywano polskim miastem w Chinach ze względu na istotną rolę Polaków w budowie Kolei Wschodniochińskiej oraz rozwoju samego miasta. W szczytowym okresie przebywało tu ok. 10 tysięcy Polaków. Mieli tutaj polskie szkoły,  ukazywała się polskojęzyczna prasa, działało polskie harcerstwo i Związek Młodzieży Polskiej. Polacy zasiadali  zarządzie Kolei Wschodniochińskiej. Silna Polonia charbińska działała do II wojny światowej, ostatnia polska gazeta przestała wychodzić w 1940 roku. Ostatecznie polską diasporę rozbiło wejście Armii Czerwonej w 1945 roku. W latach 1946 - 47 władze przesiedliły Polaków w ramach akcji osiedlania na ziemiach odzyskanych. Mieszkańcy Charbina znaleźli się w Elblągu, Olsztynie, Opolu, Wałbrzychu i Szczecinie. Do Książnicy Pomorskiej w Szczecinie trafiły też archiwalia i pamiątki. 
          Wydanie Przeglądu z 15 grudnia 1919 roku zawiera bogatą tematykę: społeczną, oświatową,  gospodarczą, edukacyjną, historyczno-polityczną. Są omówienia zdarzeń współczesnych, wspomnienie o Mickiewiczu, reportaże o chińskiej kulturze, przyrodzie, program edukacyjno-szkoleniowy obozu polskich skautów, patriotyczne wiersze. Istotne informacje dla Polaków chcących wrócić do kraju: na przykład ceny biletów okrętowych, daty rejsów do Europy. Dodatkowo prezentuje wątki świąteczne: wiersze, słowa kolęd z nutami, grafiki:





Jest też specjalny dodatek dla dzieci z wierszami, słowami i nutami pieśni ludowych, rysunkami i baśnią Andersena. 

PS Dlaczego zawędrowałam w tym wpisie aż na Daleki Wschód? Akcja pierwszej debiutanckiej powieści Teodora Parnickiego Trzy minuty po trzeciej rozgrywa się w Charbinie, gdzie autor ukończył Gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza. To tam nauczył się języka polskiego, którego wcześniej nie znał (posługiwał się niemieckim i rosyjskim) i postanowił zostać polskim pisarzem. 

12 komentarzy:

  1. Dziękuję za te dwa polskie wspomnienia z niepolskiej ziemi a szczególnie za kopie starych dokumentów.
    Przy okazji zapoznałem się z życiorysem S. Skarbka - niesamowite - arystokrata, który nie bał się pobrudzić sobie rąk ciężką pracą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Obie historie, Teatru Skarbka i polskiej diaspory w Charbinie są fascynujące, to także kawał polskiej historii, historii polskiej kultury; wciąż mało jeszcze wiemy o naszej przeszłości, o ludziach, którzy dokonywali rzeczy, jak na tamte czasy, niezwykłych

    OdpowiedzUsuń
  3. Fascynujące historie! O Charbinie coś słyszałem; o teatrze nie. Z Wikipedii dowiedziałem się, że budynek teatru nadal istnieje i funkcjonuje. Mam nadzieję, że obecnie więcej mówi się o czasach, gdy Lwów i Wilno należały do Polski i o ich historii; za "moich czasów" był to temat tabu.

    Przypominam sobie, że była organizowana wycieczka do jednego z tych miast przez biuro podróży w 1981 roku i nawet miałem zamiar wziąć w niej udział, ale została odwołana - Ruscy obawiali się zarazić wirusem Solidarności!

    Potem miałem jechać na 3-tygodniową wycieczkę/obóz szkoleniowy nad Zalew Zegrzyński i nawet zdobyć stopień sternika jachtowego - też ten wyjazd odwołano, tym razem z powodu braku dostępu do jedzenia. Fajne czasy, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  4. Pamiętam tamte czasy: słuchanie Radia Wolna Europa, kupowanie rajstop w aptece (bo akurat tam rzucili), kolejki do sklepu mięsnego; o Katyniu wiedziałam dlatego, że mój ojciec znał tę historię i mówił nam w domu, jak było, w szkole o tym nie mówiono;
    Byłam we Lwowie kilka razy i w Wilnie, byłam na Cmentarzu Orląt Lwowskich, na Cmentarzu Łyczakowskim, na Rossie... Nadal spotyka się tam Polaków, rozmowy z nimi są wzruszające; podczas jednej wycieczki do Lwowa od granicy jechał z nami ukraiński oficer straży granicznej, ale tak prywatnie, bo wracał ze służby do domu, nie poruszaliśmy z nim tematu polskości tych ziem i Lwowa, bo widać było, że on raczej chwali się ukraińskością, u nas spokojnie można o tym rozmawiać, ale mam wrażenie, że tam nadal to temat tabu, oczywiście inne jest podejście, powiedzmy, zawodowych historyków, ale zwykli ludzie mają małe pojęcie o przeszłości, jednak gdy jeździliśmy własnym samochodem z namiotem przez Ukrainę - w czasach komunistycznych jeszcze, koniec lat siedemdziesiątych - Ukraińcy zawsze serdecznie nas gościli w swoich domach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spotkałem dużo Ukraińców w Kanadzie i zazwyczaj pomiędzy nimi a Polakami są dobre stosunki, nawet 2 moje pracownice były Ukrainkami—jedna z Polski, druga z Ukrainy, ale miała babcię Polkę, jakiś czas przebywała w Polsce i świetnie mówiła w naszym języku; zresztą obydwie bardzo zdolne dziewczyny. Jednakże nieraz spotkałem się z opiniami z ich strony, że Polska „okupowała” przed wojną Ukrainę oraz mieli do nas wszystkich pretensję za „Akcję Wisła.” Tego, co zrobili przeciwko Polakom, jakoś niestety nie pamiętali…

      Oczywiście kolejki, w których stało się przez kilka dni (tworzyły się „komitety kolejkowe”) świetnie pamiętam, szczególnie w latach 1980 i 1981, gdy właściwie pieniądze stawały się bezwartościowe i kupowało się, co rzucili—po prostu stawało się najpierw w kolejce, a potem pytało się, co sprzedają. Papierosy i wódka stały się najlepszą walutą—a że u nas nikt nie pił i nie palił, mogliśmy stosować handel wymienny. I nie zapomnę kilku sklepów, które albo DOSŁOWNIE miały jedynie 2-3 produkty (których nikt nie chciał kupić), albo ŻADNEGO towaru, nawet sklepowe je zamykały i szły do domu.

      U nas w domu o Katyniu mówiło się sporo, bo mój dziadek ze strony matki został tam zamordowany, zostawiając moją babcię z 2 córkami. Oczywiście, po wojnie w PRL głośno o tym nie mówiliśmy. Generalnie pamiętam tylko jedną osobę, która na obozie płetwonurkowym, podczas dyskusji o Katyniu w 1979 roku, zakwestionowała, czy rzeczywiście jej dokonali Sowieci—czym wywołała dużą konsternację wśród nas. Cóż, pranie mózgu robi swoje!

      Natomiast brat dziadka zginął w wieku 20 lat pod Kijowem w maju 1920 roku w wojnie z bolszewikami.

      Co ciekawe, posiadam pamiętniki dziadka, pisane podczas I Wojny Światowej, gdy został wzięty do niewoli rosyjskiej jako „poddany Pruski” (był z Wielkopolski) i m.in. przejeżdżał przez Smoleńsk. Nie przypuszczał, że znowu tam powróci ponad 25 lat później.

      A ojca, kręcącego gałką potężnego lampowego radia i szukającego stacji Radia Wolna Europa i podobnych to pamiętam, jak miałem pewnie ze 4-5 lat! Później robiłem to samo, tyle że na lepszych odbiornikach radiowych—a stacji radiowych nadających w języku polskim było dość dużo.

      Usuń
    2. Ależ ten pamiętnik to musi być wspaniały dokument! Musisz go ostrożnie przechowywać, bo ma swoje lata i łatwo mógłby się zniszczyć.
      O tak, handel wymienny papierosami w czasach kartkowych i u mnie w domu się uprawiało, bo też rodzina była niepaląca i niepijąca, to te towary albo kartki na nie mama od innych osób wymieniała dla nas, dzieci, na czekolady (czekoladopodobne ;-)
      Ja pamiętam jeszcze w czasach studenckich, że w sklepie Społem kupowałam na śniadania serki topione, bo nic innego do jedzenia nie było - na półkach stał ocet; do dzisiaj ma przesyt takich serków i ich nie jem ;
      Rajstopy w aptece osobiście kupowałam kilka razy, a często towar rzucali w niedzielę, żeby ludzie w kolejkach stali zamiast iść do kościoła; pamiętam, że kiedyś właśnie w niedzielę pojawiły się zimowe buty, wystałam je i poszłam w nich potem do kościoła, a wtedy rzeczywiście zima była dosyć mroźna... Echhh, dawne czasy...

      Usuń
    3. Pamiętnik to chyba już się rozpadł… kilkanaście lat temu zrobiłem skany i zamieściłem go w moim albumie fotograficznym na „Flickr”.

      My kupowaliśmy w ogólniaku na przerwie w sklepie spożywczym vis-a-vis szkoły kefir (1 zł) i bułkę kajzerkę (40 groszy). Potem zmieniono opakowanie kefiru i cenę też. Z roku na rok coraz mniej było towaru i chyba już w 1980/81 r. nawet i tego nie można było kupić.

      My raz otrzymaliśmy za kilka butelek wódki (i może jeszcze jakąś dopłatę w gotówce) połowę świniaka, proszek do prania i kilka kilogramów mięsa z owcy—okazało się przepyszne, ale trzeba było go odpowiednio przyrządzić.

      Serków nie pamiętam, ale ocet tak—i jakieś puszki przetworzonego czegoś tam z Bułgarii bodajże. Restauracje często NIC nie miały—co najwyżej gorącą wodę.

      Coś pamiętam o takich niedzielnych kolejkach, chyba o nich czytałem… nawet ktoś zaproponował, aby ksiądz odprawiał mszę na zewnątrz, by ludzie w kolejce mogli i w niej stać, i uczestniczyć we mszy. A buty to był niesamowicie rzadki zakup! Wiem, że ludzie często po zakupie butów i innych części garderoby przed sklepem przymierzali i ewentualnie wymieniali się z innymi. Co za czasy!

      Usuń
    4. Dobrze, że zrobiłeś skany zanim się rozpadł, to całkiem przecież nie przepadł i można do niego sięgnąć, zajrzeć, może kiedyś wykorzystać do czegoś...

      Usuń
  5. Niesamowicie to wszystko ciekawe. No ale Ty tylko o ciekawych rzeczach piszesz. Jak byłam we Lwowie 15 lat temu to przewodnik /Polak/ pokazywał nam ten budynek i mówił że obecnie jest tam ukraiński teatr. I mówił jeszcze że mieszkali w nim Artur Grottger i Juliusz Kossak. A co jest tam teraz gdy jest wojna to nie wiem.
    A o Chabrinie to niestety nie wiedziałam wiele, oprócz tego że do dziś mieszkają tam Polacy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Być może jacyś potomkowie dawnych Polaków pozostali, albo z małżeństw mieszanych?...
    na stronie national-geographic.pl podają, że w 1963 roku mieszkało tam tylko 18 Polaków, a 30 lat później - czyli w latach 90-tych - nie było już ani jednego; z tego by wynikało, z dawnych osiedleńców raczej nikt nie pozostał, być może pojawili się nowi, którzy pojechali tam już w czasach współczesnych, na przełomie XX/XXI wieku;
    We Lwowie teatry nadal działają, wiec może i ten, który ma już inną nazwę prowadzi działalność kulturalną; myślę, że działa, bo przecież tutaj, bardziej a zachodzie Ukrainy, wojna nie zniweczyła całkowicie życia społecznego, działają szkoły, kościoły, cerkwie, urzędy...

    OdpowiedzUsuń
  7. Imponująca bryła...
    Aż dziw, że trudne powieści Parnickiego napisane językiem wysokim, kunsztownym, a uczył się go dopiero w gimnazjum.

    OdpowiedzUsuń
  8. To prawda, miał ogromne samozaparcie, że doszedł do takiego mistrzostwa, wielki talent lingwistyczny, ostateczni znał biegle kilka języków

    OdpowiedzUsuń