czwartek, 18 grudnia 2025

On wymyślił bioplazmę

        Rzadko pojawiają się autorzy, których książki można brać do czytania w ciemno, jedną po drugiej,  nigdy nie doznając rozczarowania. Z zasady wymagana jest nieufność, ponieważ jedną dobrą książkę może napisać wielu, ale więcej? Raczej niespotykane.  A jeśli nawet, to niezmiernie rzadko. Na mojej liście autorów pewniaków jest zaledwie kilku, z czego dwóch nadal żyje, więc jeszcze mogą zaskoczyć. Jak dotąd spisałam sobie następujących (kolejność alfabetyczna):

Agatha Christie
Umberto Eco
Michał Heller
Orhan Pamuk
Teodor Parnicki 
Włodzimierz Sedlak

      Jak wspomniałam, tylko dwóch autorów nadal tworzy i ich nowe dzieła mogą się pojawić. To Pamuk i Heller. Jestem gotowa przeczytać wszystko, co jeszcze napiszą. Co nie znaczy wcale, że zdołałam przeczytać wszystko, co napisali dotąd. Chodzi tylko o to, że widząc ich nazwisko na okładce, wiem, że warto. I można czytać ich jednocześnie, ponieważ Pamuk to klasyczny powieściopisarz, a Heller to naukowiec, kosmolog. Rozbieżność, która ułatwia czy utrudnia czytanie?  W każdym razie się nie wyklucza i dlatego lubię obu. Pamuk umie budować fabułę, to jeden z ostatnich być może pisarzy, który potrafi tak zajmująco konstruować fabularne wątki i zarazem nie nużyć czytelnika. Heller natomiast mimo profesjonalnego języka potrafi w opisywaniu zjawisk naukowych budować napięcie i zagadkowość niemal jak w powieści sensacyjnej. Kwestię budowania napięcia i punktu kulminacyjnego od Arystotelesa uznaje się za decydującą wartość dobrze skonstruowanej historii. 
       Teodor Parnicki - o ile w ogóle ktoś zechciałby zanurzyć się w jego twórczość - pozornie odcina się od arystotelesowskiej koncepcji, mnożąc wątki, rozwidlając je na węższe strumienie zdarzeń, pozornie gubiąc sens. Pozornie! Jeśli przyjrzeć się dokładniej, widać podobieństwa do słynnej aforystycznej charakterystyki filmów Hitchcocka: rozpoczyna się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie stale rośnie. Rzecz w tym, że trzeba przebrnąć przez zawiłości języka, często stylizowanego na epokę, w której rozgrywają się wydarzenia, a rozgrywają się w dawnych wiekach, od pierwszych stuleci naszej ery po wieki XVII, XVIII, XIX. Składnia budowana na wzór konstrukcji łacińskich to prawdziwy smaczek jego wielu powieści. Podobnie Umberto Eco potrafił nadać narracji, choćby w Imieniu róży, wrażenie średniowiecznej patyny. I chociaż nie wszystkie jego powieści jednakowo zachwycają, nigdy nie znudzą mi się jego felietony i mediewistyczne książki naukowe. Tak zajmująco o średniowieczu potrafił pisać chyba tylko Huizinga
        Zupełnie przypadkowo moją listę otwiera Agatha Christie, królowa kryminału. Po prostu ma nazwisko na "C". Jednak kwestia logicznego dociekania przyczyn zbrodni chyba nie różni się tak bardzo od  procesu dociekania przyczyn powstania i funkcjonowania kosmosu, pojawienia się życia na Ziemi, odczytywania sensu istnienia. Tu i tu potrzebny jest dociekliwy umysł. Dlatego nie wyróżniam jednej powieści Christie, lecz biorę pod uwagę całość jako klasyczny zbiór wszystkich śledztw, a obok Włodzimierz Sedlak i jego dociekliwość w odczytywaniu kodu życia. To on wymyślił bioplazmę jako nośnik życia we wszystkich żywych organizmach.
       Trudno jednoznacznie określić, kim był Włodzimierz Sedlak (1911 - 1993: badaczem czy rewolucjonistą nauki, teologiem czy filozofem, księdzem czy mistykiem, bioelektronikiem czy poetą.  Zapewne każdym po trochu, aczkolwiek od wielu określeń zdecydowanie się odżegnywał. Nie cenił na przykład filozofii, filozofów nazywał gadaczami pospolitymi, a o człowieku w ogólności potrafił powiedzieć: "atawistyczne wtórne bydlę". Swoje kapłańskie powołanie traktował poważnie i do spowiedników roztrząsających ludzkie grzechy potrafił się zwrócić ostrymi słowami: "Idioto! Ty nie jesteś od ważenia ludzkich przewinień, błędów, wad. Nie posiadasz zresztą odpowiedniej wagi ani odważników. Ty jesteś specjalistą od Bożego miłosierdzia! A grzechy są poza twoimi kompetencjami. Za mały jesteś, aby je klasyfikować!"
        Wykształcenie miał wszechstronne. Magisterium z antropologii i pedagogiki, doktorat z biologii i pedagogiki, habilitacja z biologii teoretycznej. A potem, a właściwie po drodze, wymyślił własną dziedzinę wiedzy: bioelektronikę, w której połączył paleontologię, biologię, archeologię, geologię, biochemię, fizykę kwantową, matematykę, onkologię w jedną bioelektroniczną teorię życia. I tak mimochodem pojawiał się bioplazma jako nośnik życia. Śmiałością wizji naraził się na wieloletnią krytykę świata naukowego, jednak miał świadomość swojej odkrywczości i oryginalności: "Zdaję sobie sprawę, że wiem o życiu przynajmniej tysiąc razy więcej niż biolog czy lekarz. Moja wiedza jest przestrzenna". Przyznawał, że wsadza dynamit w ustalone kryteria i obowiązujące w nauce zasady. Na przykład przeciwstawiał się tradycyjnemu podziałowi ludzkiej psychiki na podświadomość, świadomość i nadświadomość (id, ego, superego). Według Sedlaka taki podział nic nie znaczy, bo nadal istota ludzkiej psychiki wymyka się naszemu rozumieniu, podział na trzy części niczego nie wyjaśnia i porównuje go do przelewania z pustego w próżne.
         Przez większość naukowej działalności Sedlak zmagał się z lekceważeniem. Gremia naukowe uznawały go za dziwaka, otaczała go środowiskowa próżnia, w której jako badacz był pionierem. O środowisku uniwersyteckim miał realistyczne i cierpkie zdanie: "Przerażająca jest zmowa głupców; to najpotężniejszy związek, choć bez prezesa i składek".  Współczesny świat nauki nie napawał go optymizmem. Przeciwnie, widział w nim pokłady ciemnoty: "A uczeni? Właśnie owe autorytety kierują pochód ludzkości ku przepaści. Pewnie dlatego, że obecne lampiony nauki przewyższają ciemnotę starożytności i średniowiecza". A o pewnym docencie, na którego powoływała się studentka, powiedział: "On ma prawo być głupi. W końcu za głupotę dostał stopień naukowy". Kwintesencję podejścia do ludzkiej głupoty zawarł w aforyzmie: "Od pustej głowy wolę główkę kapusty. Z niej przynajmniej jest jakiś pożytek. Pusta głowa korzyści nie przynosi, miewa natomiast pretensje i wymagania".
          Od siebie zaś wymagał najwięcej. Życie prowadził ascetyczne: mył się w zimnej wodzie, nawet w największe mrozy nie używał ciepłej bielizny ani rękawiczek, prawie nie stosował leków. "Siebie za ryło!" - to moja dewiza od młodzieńczych lat" - mówił. Najbardziej nie znosił marnowania czasu na jałowe dysputy: "Mierzi mnie banał rozmów i wciąż usiłuje pozbyć się beztroskich glind, które nieustannie mielą sieczkę podczas rozmowy". 
          Dlatego też konstruując i rozwijając swoją biologiczno-kwantową teorię życia koncentrował się raczej na swoich badanach niż zwalczaniu czy podważaniu poglądów innych. "Nigdy nie dyskutuję nad ludzkimi prawdami - mówił. - Gdybym zaczął jak Adaś Mickiewicz przejmować się za miliony, to dawno bym sczezł". Pojawia się tutaj kolejny aspekt dorobku Włodzimierza Sedlaka. Być może teraz zza grobu czuje niejaką satysfakcję, że bioplazma w jego rozumieniu uzyskała status pojęcia niemal potocznie używanego, a bioelektronika molekularna widnieje jako kierunek studiów m.in. w Politechnice Poznańskiej, cyklicznie odbywają się sympozja bioelektroniki, pojawiają się nowe publikacje. Rzecz jasna, Sedlak powiedziałby, że znowu następuje "istotne pomieszanie pojęć, brak odróżniania elektrochemii od elektroniki, w związku z tym zamieszanie interpretacyjne", ale coś się jednak dzieje. Dodatkowym zaś przedmiotem analiz stał się sam język Sedlaka, jego niezwykle plastyczne metafory, porównania, które już tu wyżej padły w cytatach. Ze wszystkich publikacji można by skomponować osobną książkę, będącą zbiorem aforyzmów celnością dorównujących Myślom nieuczesanym Stanisława Jerzego Leca. Mając już kilka książek Włodzimierza Sedlaka, znajdę jeszcze na półce miejsce na taką właśnie antologię, w której osobowość badacza znalazła swoje znakomite odbicie. Dlatego twierdzę, że poza wszystkimi dokonaniami, które wywierają ogromne wrażenie, był także poetą, słowiarzem, lingwistą, który odcisnął nowatorski ślad na polszczyźnie.

"Każdy filozof ma rację, tyle że jest ona sprzeczna z racjami jego kolegów".

"Wszystkie hasła na świecie są śliczne. Tylko że wykonanie tych haseł bywa albo ciężkie, albo niemożliwe, albo zbędne, albo też przerażające".

"Pokojową Nagrodę Nobla daje się za 20 mln ludzi poległych w czasie I wojny światowej. To wówczas przecież na wielką skalę zastosowano dynamit!"

"Współcześni uczeni są jak strusie: wypinają wielce oświecone dupy, a głowy chowają w piasek".

"Człowiek jest tym, czym się staje w czasie swojej drogi..."

"Umysły lękliwe nie dochodzą do niczego".

"Biada tym, którzy wszystko wiedzą. Są jak woły, które spokojnie żują pokarm na zagrodzonej łące".

"Miał rację Einstein mówiąc, że dobrobyt jest ideałem świń. W naszej epoce najlepiej czują się wieprze". 

"Jeśli człowiek uważa, że życie to żarcie, wtedy powinien w oborze siedzieć".

        
  
Wybrana bibliografia

Kazimierz Dymel: Tako rzecze Sedlak. Kaw - Lublin 1996.

Włodzimierz Sedlak: Bioelektronika - system nowego pojmowania życia. "Roczniki Filozoficzne". Tom XXIII, z. 3, 1984. Str. 200 - 218.

Włodzimierz Sedlak: Homo elektronicus. Wyd. Continuos 1994.

Włodzimierz Sedlak: W pogoni za nieznanym. Wydawnictwo Lubelskie. 1990. 

Włodzimierz Sedlak: Życie jest światłem. Instytut Wydawniczy PAX. 1985.  

13 komentarzy:

  1. Och, ale przedŚwiąteczną Bombkę nam zafundowałaś :)))
    Nie jestem pewien czy cały nadchodzący rok wystarczy na przetrawienie poruszonych tematów.
    Na dodatek SI systematycznie utrudnia mi dostęp do informacji źródłowych - przykłady:
    Bioplasma -- kilkanaście ofert tabletek, link do encyclopedia.com gdzie znajduję informację "Bioplasma - A term used by Russian parapsychologists..." ItePe.
    Tak więc mózg i inne komórki trawią a ja zrewanżuję się pięknym za nadobne.
    Rozważania o początku życia - Pierre Teilhardt de Chardin - Jezuita snujący rozważania na temat ewolucji za co został zawieszony w czynnościach (zawiesił go ówczesny przełożony Jezuitów - Włodzimierz Ledóchowski). Spojrzałem na portrety W. Sedlaka i P. de Chardin i znalazłem duże podobieństwo.
    I druga strona tematu - lista autorów, którzy mnie nie zawiedli.
    Prawdopodobnie takich list miałem kilka, obecnie mam na liście 3 autorów, którzy nadal publikują: Ian MacEwan, Peter Carey, Julian Barnes. Regularnie sprawdzam czy nie napisali czegoś nowego, ale ostatnio kiepsko im idzie.
    Natomiast żelazną pozycję ma u mnie Graham Greene.
    Dziękuję za to namieszanie w głowie i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Imię Róży Umberto Eco było jedną z pierwszych książek, jakie przeczytałem w oryginale i byłem nią zachwycony—prawdę mówiąc, po ok. 40 latach z przyjemnością ponownie bym ją przeczytał—może tym razem w języku polskim?

    Gdy tyko ukazało się Wahadło Foucaulta, od razu zabrałem się za jego lekturę. Niestety, doznałem ogromnego rozczarowania. Pomijając, że ogólnie jej akcja mnie nigdy nie potrafiła wciągnąć, autor wstawił bardzo dużo cytatów/zdań w innych językach (bodajże głównie po łacinie), bez podania ich tłumaczenia. Nie mam pojęcia, w jakim zrobił to celu—bo imponować swoją erudycją na pewno nie potrzebował.

    O Orhanie Pamuku jedynie słyszałem, lecz o Włodzimierzu Sedlaku dopiero się od Ciebie dowiedziałem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Imię róży" czytałam kilka, jeśli nie kilkanaście razy... teraz chętnie wracam do pewnych fragmentów... Z innymi powieściami Eco mam podobnie mieszane uczucia, "Wahadło Foucaulta" jeszcze nawet mi się podobało, choć już nie tak, jak "Imię róży", ale nie przebrnęłam przez "Baudolino", natomiast jego krótkie humorystyczne "Zapiski na pudełku od zapałek" mogłabym czytać bez końca

      Usuń
  3. Wyszukiwanie na przekór SI wymaga żonglowania między informacjami a śmieciami, niestety... Często korzystam z repozytoriów cyfrowych bibliotek i innych, wtedy udaje się nieraz prędzej coś właściwego znaleźć.
    Z Twoich pisarzy czytałam Greene`a, mam jego książkę, opowiadania "Dziesiąty człowiek" na pewno, może coś jeszcze, ale nie pamiętam...
    Pierre Teilhard d Chardin to był wielki mózg, doceniam, choć mało go znam, o wiele mniej niż Sedlaka. Doczytam, faktycznie na zdjęciach wyglądają nieco podobnie.
    Trzech czytanych przez Ciebie autorów musiałam sprawdzić sobie, Carrey ma tylko jedna książkę w tłumaczeniu na język polski, Barnesa tłumaczeń jest wiele, kilkanaście, ale nie znałam tego autora, widać, że ciekawie pisze, chyba mnie zachęciłeś, żeby go poznać; o McEwanie słyszałam, ale jakoś nigdy nie czytałam -
    dziękuję za wszystkie rekomendacje,, są jak prezent pod choinkę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz był do Lecha, ale zanim napisałam, pojawił się Jack :-)

      Usuń
  4. Wrócę do moich faworytów - G. Greene, bardzo przekorny pisarz - chyba w każdej jego książce występuje ktoś bardzo poprawny kto okazuje się być podły i ktoś spod ciemnej gwiazdy, który okazuje się być szlachetny. Cała sztuka to tak zaplątać ten schemat żeby nigdy nie nudził.
    J. Barnes - ogromny erudyta co czasami nudzi, ale udało mu się napisać kilka przekornych książek.
    W obu przypadkach wspomniałem przekorę, to mi przypomniało dawne czasy - nie było Fbooka były za to grupy dyskusyjne kilka razy trafiłem na ciekawe tematy.
    Na przykład - grupa czytelników J. Conrada... zgłosił się tam ktoś taki - mam 19 lat, właśnie zostałem przyjęty na Stanford University, to ogromna szansa i nie chcę jej stracić więc rozglądam się za zajęciami dodatkowymi. Jak dotąd najbardziej podoba mi się podnoszenie ciężarów. Czy uważacie, że dołączenie do waszej grupy będzie dla mnie korzystne?
    Odpowiedź: gratulacje, przyjęty do Stanford, już teraz jesteś w 1% najwartościowszych obywateli naszego kraju.
    J. Conrad, książki - tak zwana dobra literatura zawiera na ogół sporo perwersji co może zamącić spojrzenie na świat, jedyna korzyść to wzbogacenie słownictwa. Radzę kontynuację podnoszenia ciężarów.

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajna historia.
    Conrad! Powinnam go dopisać do swojej listy, czytam go niezmiennie od czasów licealnych, jeden z ulubionych moich pisarzy, powinnam napisać: pierwszy z moich ulubionych pisarzy! Kilka razy zamieszczałam tu posty o nim, o jego książkach, tutaj lub na poprzednim blogu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie spodobały się dwie, chyba niezbyt popularne książki, J. Conrada - Tajny Agent i W oczach Zachodu.
      Poszukałem też śladów Conrada w Australii - znalazłem, ale tylko w książkach ==> https://ewamaria.blog/2017/01/19/19-stycznia-1888-roku/

      Usuń
    2. Te są takie szpiegowskie... Mnie się wszystkie jego podobają, ale gdy czytałam wiele lat temu, ogromne wrażenie zrobiła na mnie powieść "Nostromo", gdzie wymyślił fikcyjne państwo Costaguana, w którym rozgrywa się akcja; opisał w powieści nawet dokładną geografię i historię; nawiasem mówiąc, to z tej powieści twórcy słynnego filmu zaczerpnęli nazwę statku kosmicznego - "Obcy - ósmy pasażer Nostromo"

      Usuń
  6. I cóż ja mogę napisać jeśli tu sami znawcy się wypowiadają.!!!
    Może tylko to, że często bywałam w Radomiu bo mam tam siostrę zastępczą i przechodzę koło domu w którym mieszkał ks. Włodzimierz Sedlak. Jest na tym domu tablica mu poświęcona. A był on też honorowym obywatelem Radomia. Radomianie bardzo są z ks.Sedlaka dumni.
    A jeśli chodzi o Umberto Eco i jego "Imię Róży" ... to też kilka razy czytałam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo słusznie, że są dumni, to się chwali, bo bywa tak czasami, że mieszkańcy jakiejś miejscowości nawet nie wiedzą, że u nich kiedyś ktoś wybitny mieszkał, pracował... czy stamtąd się wywodził...
    właśnie się zastanawiam, czy w Sosnowcu o nim pamiętają, bo tam się urodził... doczytałam, że w Sosnowcu jest też ulica jego imienia

    OdpowiedzUsuń
  8. Pamiętam, że na Sedlaka natrafiłem ponad dwadzieścia lat temu, gdy spotkałem się nie z pojęciem „bioplazma” ale „wszechpróżnia”. I co ciekawe dzisiaj, prawie nikt nie pamięta, że ks. Sedlak w latach 80tych zeszłego wieku o tym pisał. Omnivoid, wszechpróżnia, dzisiaj świetnie wpisuje się w fizykę kwantową. I wydaje mi się, że o jego bioelektromagnetycznej koncepcji życia jeszcze będzie głośno. Na początku było jednak światło;-);-);-)
    Życzę wszystkiego dobrego z okazji nadchodzących Świąt.

    OdpowiedzUsuń
  9. O tak, wszechpróżnia to też jego pomysł; od samego początku bioelektromagnetyczna miała osadzenie w fizyce kwantowej i Sedlak na nią się powołuje, dlatego chyba nawet dzisiaj ta teoria jest bardziej wiarygodna, niż przed laty, gdy o tym pisał;
    Dziękuję serdecznie i życzę radosnych przeżyć w czasie świąt Bożego Narodzenia.

    OdpowiedzUsuń