Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Węgierska awangarda, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Węgierska awangarda, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 grudnia 2017

Węgierska awangarda

        To nie było tak, że świadomie planowałam zagłębić się w muzyczne i plastyczne meandry awangardy początku XX wieku. Na wystawę poszłam z ciekawości, a bilet na koncert kupiłam przecież miesiąc wcześniej. Okazało się jednak, że malarstwo i muzyka przeniosły mnie w tę samą epokę.  Darmowy listopad zachęcał do zainteresowania się propozycjami, z których wybrałam wystawę w Zamku Królewskim - Modernizm na Węgrzech 1900 - 1930. A wieczorem w Filharmonii okazało się, że koncert ułożony został z dzieł powstałych w latach 1928 -1938. Co za zbieg okoliczności. Można snuć porównania na czym polegała awangardowość w malarstwie i muzyce tamtego czasu. Na wystawę poszłam, bo kompletnie malarstwa węgierskiego nie znam. Znam modernizm polski, coś niecoś z malarstwa Europy Zachodniej, ale węgierski? Biała plama. Byłam ciekawa i zostałam pozytywnie zaskoczona.
       Na Węgrzech, tak jak w Polsce, kreowano futurystyczne wizje przyszłości, kwitło życie kawiarniane, wydawano artystyczne czasopisma, artyści przenoszą na rodzimy grunt nowinki z Paryża, Wiednia czy Monachium skupiając się w stowarzyszeniach i grupach. Obrazoburczo eksperymentowali jak futuryści w całej ówczesnej Europie; w Polsce Aleksander Watt z Anatolem Sternem wozili się nago w taczce po Warszawie, w Rosji poezję drukowano na papierze tapetowym, a Węgrzy malowali na papierze pakowym. Podobnie jak w Warszawie czy Krakowie życie artystycznej bohemy płynęło w budapesztańskich kawiarniach: Nowy Jork, Japońskiej, powstawały nowe salony sztuki, takie jak Pałac Sztuki czy Dom Artystów. To wtedy właśnie w 1928 roku powstaje słynna kolonia artystów w Szentendre. O ile Szentendre jest znane także dzisiaj jako cel wyjazdów turystycznych, o tyle o Nagybánya (dzisiejsze Baia Mare w Rumunii) jako centrum twórczych poczynań grupy artystów określanych mianem "Dzikich" (Neós) wiedzą tylko znawcy sztuki. Pejzaże Nagybánya znajdujemy w malarstwie Iványiego-Grünwalda czy Lajosa Tihanyiego.  Jeszcze inna kolonia artystów, złożona częściowo z dawnych członków grupy Neós w Nagybányi, powstała w Kecskemét, gdzie narodziły się idee późniejszego aktywizmu. 
         Na wystawie prezentującej w dużej części dorobek członków grupy Ośmiu odnaleźć można typowe dla modernizmu owego czasu ekspresjonistyczne deformacje, surrealistyczne wizje, kubistyczne formy geometryczne czy ostre kolory fowizmu. Obrazy przyciągają uwagę, o wiele trudniej natomiast zapamiętać węgierskie nazwiska. Tutaj poległam całkowicie. Nie jestem w stanie ani ich zapamiętać, ani wymówić. Paradoksalnie najłatwiejsze do zapamiętania jest nazwisko Endrego Ady`ego (1877 - 1919), uważanego za największego węgierskiego poetę. Nieprzypadkowo jego nazwisko pojawia się w kontekście wystawy, ponieważ malarze węgierscy tamtego czasu podziwiali poetę i czerpali z jego nowatorskiej poezji artystyczne inspiracje. Nazywany bywa "węgierskim Baudelairem" i niewątpliwie z francuskim twórcą, podobnie jak z Rimbaudem, łączy go poetycka technika symbolizmu czy erotyzm. 
       Wróćmy jednak do węgierskiego malarstwa. Tak bliskiego nam ze względu na historyczne i geopolityczne związki z Węgrami, a przecież w świadomości powszechnej raczej nieznanego i wręcz egzotycznego. Nie zagłębiając się w źródła teoretyczne i podstawy ideowe, zaprezentowane w towarzyszącym wystawie pięknie wydanym albumie, wydaje się, że początków zmiany postawy artystycznej w malarstwie węgierskim należy szukać w dziełach Józsefa Rippl-Rónaiego, którego obraz "Moja babcia" zaprezentowany na paryskiej wystawie w 1894 roku odniósł duży sukces i zyskał pozytywne recenzje. Rippl-Rónai należał do pierwszego pokolenia twórców nowoczesnych, współtworzył Koło Węgierskich Impresjonistów i Naturalistów (MIÉNK) założone w 1907 roku. Z Koła już dwa lata później wyłoniła się najsłynniejsza węgierska grupa awangardowych malarzy - grupa Ośmiu (Nyolcak), zgodnie z nazwą skupiająca ośmiu twórców, którzy zaprezentowali się na pierwszej  zbiorowej wystawie 17 grudnia (znalazłam też datę 31 grudnia - nie jestem w stanie ustalić, która jest właściwa) 1909 roku w Salonie Kolomana Uczonego. Byli to: Róbert Berény, Dezsö Czigány, Béla Czóbel, Károly Kernstok, Ödön Márffy, Dezsö Orbán, Bertalan Pór i Lajos Tihanyi (ufff! jeśli ktoś dostał oczopląsu i połamał język, nie do mnie pretensje ;-). Wszyscy oczywiście są na zamkowej wystawie prezentowani i muszę przyznać, że to malarstwo całkiem mi się podoba. Mało tego, wydaje się, że jest ono nawet ciekawsze niż polskie tego czasu, a może tylko przyjemniejsze dla oka? Fowistyczne epatowanie wyrazistymi kolorami, tak obrazoburcze dla tradycjonalistów początku XX wieku, dzisiaj po latach, w świecie jaskrawych neonowych kolorów i pulsujących reklam sprawia wrażenie całkiem przyjemnej arkadyjskiej pogody. Arkadia zresztą była jednym z motywów tego malarstwa, a wystawa została skomponowana wokół tematów takich jak: Arkadia, pejzaż, martwa natura czy aktywizm. 
       Burzliwe czasy i dzieje węgierskiej bohemy, podobnie jak polskiej, czerpało inspiracje z europejskich stolic kultury i znajdowało często swój punkt kulminacyjny w emigracyjnych losach artystów. Kernstok studiował w Monachium i Paryżu, część życia spędził w Berlinie, Rippl-Rónai również zaczynał w Monachium, a artystyczną dojrzałość zdobywał w Paryżu, gdzie osiedlił się na wiele lat, Czóbel większość życia spędził we Francji i Holandii, na pierwszą wystawę grupy Ośmiu przysłał obrazy z Paryża, w Paryżu i Berlinie działał Berény itd. Na osobną uwagę zasługuje Lajos Tihanyi (1885 - 1938), który będąc głuchoniemy (tu sprzeczne informacje: jedne źródła podają, że na skutek zapalenia opon mózgowych w wieku 11 lat, a inne, że był głuchoniemy od urodzenia) właściwie był samoukiem, a większość życia artystycznego spędził na emigracji, ostatecznie osiedlając się w Paryżu, gdzie zmarł. Uznanie zyskał dzięki kubistyczno-futurystycznym portretom. 
      Oglądając obrazy na wystawie można patrzeć na nie jak na historyczny przegląd zmieniającej się estetyki, świadectwo poszukiwania nowych środków wyrazu, skondensowaną negację tradycyjnego akademizmu i historyzmu, albo jak na indywidualną twórczą ekspresję wynikającą z ideowych postaw poszczególnych artystów. Zanim jednak nauczę się rozróżniać nazwiska i przypisywać im konkretne obrazy, podziwiam ich zbiorowo za odwagę kolorystyczną, naiwny i dziecięcy prymitywizm w poszukiwaniu Arkadii, dystans i autoironię widoczną w autoportretach, zamaszystość pędzla i baśniowość ogrodów szczęścia :-) Polecam!

Link - Strona wystawy

Wybrane obrazy - moim subiektywnym okiem ;-)

Rippl-Rónai - Moja babcia, od tego obrazu wszystko się zaczęło

Kernstok - Jeźdźcy na nabrzeżu

Berény - Martwa natura, czyżby węgierskie śniadanie?

Kádár - Kalun, trochę niepokojące, prawda?

Tihanyi - Autoportret, malarz karykaturalnie przerysowuje cechy swojego wyglądu

Orbán - Przy kościele, nie jest to mój ulubiony obraz tego malarza, ale czystego zdjęcia "Ogrodu" nie znalazłam w necie

Galimberti - Amsterdam, w stylu aktywistyczno-konstruktywistycznym ;-) prawda, że Wenecja wyglądałaby podobnie?

Czóbel - Paryska ulica

       
A "Aktu z Kaposváru" Márffyiego nie znalazłam.