Za życia sprzedał tylko jeden obraz, a dziś jego dzieła osiągają rekordowe ceny. Słoneczniki - którąkolwiek wersję - kojarzy każdy. Van Gogh inspiruje malarzy, reżyserów, kompozytorów, choreografów. Przed dziesięcioma laty pisałam o multimedialnej wystawie Van Gogh Alive. Już wtedy nowatorskie sposoby przedstawienia obrazów, ich ożywienie i deformacja, wzbudzały oburzenie krytyków sztuki i zachwyt przeciętnego widza. Parafrazując Wyspiańskiego można by powiedzieć: Van Gogh patrzy na mnie ogromny, bo patrzył z tego swojego Autoportretu z zabandażowanym uchem (Autoportret z odciętym uchem). Cóż więc mogliby powiedzieć jedni i drudzy o najnowszym spektaklu baletowym w choreografii Viktora Davydiuka, w którym plamy barwne z obrazów Van Gogha pulsują, przenikają się, wylewają na scenę, nabrzmiewają w abstrakcyjne wzory?
Spektakl Van Gogh z muzyką Gabriela Kaczmarka językiem muzyki, tańca i płynnych animacji wykorzystujących obrazy opowiada o tragicznym losie genialnego artysty, którego przeznaczeniem była samotność za życia i pośmiertne zwycięstwo. Całość złożona z dwunastu symbolicznych scen z prologiem prowadzi widza przez etapy duchowego rozwoju artysty aż po mrok śmierci. Każdy etap ilustrowany jest animacjami ożywionych obrazów lub najczęściej ich fragmentów, na tle których obserwujemy coraz bardziej zagubionego w świecie Van Gogha (w jego roli Mykoła Vorivodin, absolwent Kijowskiej Ukraińskiej Akademii Tańca).
Nieduży zespół tancerzy, w sumie osiem osób plus postać główna, w choreograficznych układach łączącym klasykę z tańcem nowoczesnym oddziałuje wizualnie, ale wywołuje też silne emocje. W połączeniu z muzyką, w tym solowymi partiami skrzypiec granymi na żywo na scenie (skrzypaczka Paulina Matusiak), porusza głębokie pokłady emocji. patrząc zaś na efekty animacji obrazów ma się wrażenie, z ok to patrzmy na świat oczami malarza, widzimy niebo i gwiazdy tak, jak one je widział, zanim namalował; widzimy eksplozję barw pejzaży w Arles i rozumiemy, skąd ta słynna żółć Van Gogha, która weszła do palety odcieni; widzimy rozkwitające i przekwitające słoneczniki i wiemy, co go zainspirowało. I na koniec symboliczna scena na tle ożywionych ptaków z obrazu Pole pszenicy z krukami. Viktor Davydiuk przyznaje, że od tego obrazu zaczęło się zgłębianie przez niego życiorysu Van Gogha, stając się zaczątkiem inspiracji, która doprowadziła do powstania baletu.
W scenie końcowej po dramatycznej śmierci malarza dochodzi do symbolicznego gestu nieśmiertelności dzieł Van Gogha. Tancerze wyjmują jakby z niego, z jego ciała chusteczki w różnych kolorach znanych z jego dzieł. Następnie wchodzą miedzy widownię i rozdają wybranym widzom. I do mnie taka chusteczka trafiła. Ma kolor niebieski.
Van Gogh. Widowisko baletowe
22 lutego, Filharmonia Lubelska
choreografia Viktor Davydiuk
muzyka Gabriel Kaczmarek
%20+%20wk%C5%82adka%20-%20-%206c8d374d-79fb-4cfe-89eb-1523244d87e6.jpg)


%20-%20%5BNagranie%20w%20studiu%20Polskiego%20Radia%5D%20-%20%5B1r%5D%20-%206486422b-7860-4a93-8125-ae6110407bff.jpg)
%20-%20%5B%5D%20-%201bc69e31-12a9-48e6-b849-16d8cf444182.jpg)



%20-%20%5BPok%C5%82on%20Trzech%20Kr%C3%B3li%5D%20-%20%5B%5D%20-%209e7c2057-4a9d-40ff-be4b-2707e1fc339b.jpg)