czwartek, 18 czerwca 2026

Moc bębnów

     Poszłam sobie na koncert bębnienia. Wielkie, ogromne, prawie dwa metry średnicy, stać wokoło i bębnić na jednym może z dziesięć osób jednocześnie. Kto miał ochotę, mógł sam spróbować, zanim doszło do końcowego koncertu. Powiem wam: wielka moc jest w bębnie. A już w kilku tak wielkich, na jakich gra Orkiestra Wielkich Bębnów, to już supermoce są prawie jak mistrzów Jedi. Bębnienie było słychać z daleka, więc i trafić nie było trudno. I wcale nie było to nazbyt głośne, bo był rytm, był znajoma nuta, był śpiew. Członkowie orkiestry bębnili z zapałem wcale nie odbębniając swojego zadania. Powstałą z tego całkiem ciekawa muzyka o zamierzchłych ludowych, może nawet jakichś prasłowiańskich rytmicznych tańcach. Było w tym coś pierwotnego i magicznego zarazem. Myślę, że takim bębnieniem naprawdę można by było wzywać słońce przed świtem i wybębnić kolejny dzień. 

    Na klipie nie jest to ten koncert, na którym byłam, ale daje przedsmak wrażeń. Z koncertu, na którym byłam nie znalazłam nagrania, a szkoda. 

24 komentarze:

  1. Świetne! Poprzednio też widziałem podobne wideo i bardzo mi się podobało. Sądzę, że tego rodzaju gra na bębnie to byłby jedyny rodzaj muzyki, jaki mógłbym wykonywać, bo jednak mam poczucie rytmu. W pewnym momencie oni też śpiewali—ale to nie był polski język?

    Wiele lat temu oglądałem epizod w telewizji, w którym mieszkaniec szeregowego domku, chcąc się pozbyć sąsiada, ostentacyjne przynosi do domu ogromny bęben i entuzjastycznie obwieszcza sąsiadowi, że właśnie odkrył u siebie zamiłowanie do bębnienia i postanowił na całego praktykować swoje nowe hobby! Nie pamiętam, jaki był finałowy rezultat, ale z pewnością albo sąsiad się wyprowadził, albo nastąpiła o wiele bardziej fizyczna konfrontacja pomiędzy nimi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że Ci się spodobało. Na żywo wywiera to jeszcze mocniejsze wrażenie. Zanim orkiestra wystąpiła z koncertem, wcześniej można było do nich dołączyć i spróbować dostroić się do rytmu, grając razem z nimi. Ja wolałam słuchać, ale wiele osób próbowało, dołączało. Na pewno i Ty byś mógł poczuć się choć przez krótki czas częścią orkiestry.
      Te śpiewy są po polsku, to pieśni ludowe śpiewane białym głosem, więc elementy gwarowe mogą zniekształcać słowa, ale da się momentami wyłapać zrozumiały tekst.

      Usuń
    2. W finałowej części „Bolero” Ravela słychać przez krótki czas kilka głośnych dźwięków dwóch talerzy uderzanych o siebie. Sądzę, że po jakimś czasie treningu byłby to następny instrument, który udałoby mi się opanować i zagrać właśnie w „Bolero”. Mógłbym się rzeczywiście poczuć się choć przez krótki czas częścią orkiestry.

      Autentyczna historia: miłośnik sztuk teatralnych, który jednak nie posiadał talentu aktorskiego, osiągnął jednak sławę na scenie, i to w słynnej sztuce Szekspira. Otóż po śmierci przekazał swoją czaszkę 💀 teatrowi, a ta była używana w „Hamlecie” w scenie z Yorickiem. A więc dla chcącego… 😁

      A myślałem, że śpiewy są po ukraińsku lub innym pokrewnym języku.

      Usuń
    3. Archaiczne pieśni ludowe mają swoje korzenie we wspólnym prasłowiańskim języku, więc to może tak właśnie brzmieć, zwłaszcza w utworach pochodzących ze wschodnich terenów. Przyznam, że też nie rozumiem w całości tych śpiewów, ale koncentruję się bardziej na muzyce i melodii.

      Usuń
    4. Dla ciekawości zapytałem się kolegi AI’a, czy jest trudno być perkusistą w orkiestrze i grać na talerzach w czasie wykonania Bolero. Okazuje się, że to nie takie proste, jak mi się zdawało… a więc obawiam się, że jednak nie będę miał okazji być częścią orkiestry. To już bardziej wystąpię w „Hamlecie”…

      • W całym, trwającym około 15 minut utworze, partia talerzy (zapisana jako * piatti*) pojawia się zaledwie kilka razy. Uderzenia te są rzadkie, ale następują w punktach kulminacyjnych całego utworu i muszą wybrzmieć idealnie w tempo.
      • Najtrudniejszym zadaniem perkusisty jest odliczanie taksów w trakcie powtarzającego się w nieskończoność motywu werbla. Muzyk musi wytrzymać w absolutnej ciszy i gotowości przez większość utworu, nie tracąc wątku, aby wejść we właściwym momencie.

      Usuń
    5. No proszę, zdarza się, ze na widowni na jakimś koncercie ktoś potrafi zasnąć, a tu nawet muzyk w orkiestrze musi czuwać, żeby nie wpaść w objęcia Morfeusza ;-)

      Usuń
  2. Ciekawe są takie muzyczne wydarzenia. Stanowią pewnego rodzaju powrót do korzeni muzyki, kultury naszej i tak dalej.

    Też do końca nie wiem jeszcze jak działa taki marketing. Na razie trzymam za ogon trzy sroki, dwie prace i to, muszę chwilę złapać oddechu na razie. :) Jak coś mi wyjdzie z tym marketingiem pewnie napiszę.

    Pozdrawiam!
    https://mozaikarzeczywistosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, to jest powrót do korzeni kultury, do źródeł muzyki. ostatecznie przecież nawet nasza współczesna muzyka, po wielu wiekach przemian, pochodzi z tego dawnego źródła, nie mówiąc o tych kompozytorach, którzy świadomie do tej muzyki dawnej i ludowej nawiązywali, jak chociażby Chopin.

      Usuń
  3. Wyobraź sobie że taki bęben/ ale chyba mniejszy/ ma od wieli lat mój młodszy syn zwany Szalonym Geografem. Na moje pytanie czy na nim gra odpowiada że oczywiście że tak.... szczególnie po to żeby się zrelaksować a następnie wyciszyć po ciężkim dniu w szkole... W końcu praca belfra jest bardzo stresująca :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo bęben trzeba dopasować do metrażu mieszkania ;-)

      Usuń
  4. Przypominało mi się że Geograf zaprosił kiedyś do siebie na koncert historyka i matematyka że swojej szkoły. Obydwaj przyturlali się z własnymi bębnami. I we trójkę dali taki koncert /bez konkretnego utworu/ że sąsiedzi donieśli na nich na policję że zakłócają ciszę :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie mogliby dołączyć do tej Orkiestry i wszystko byłoby legalnie :-)

      Usuń
  5. Robi wrażenie :)
    Na marginesie --
    Jack wspomniał o uderzeniu w talerze w Bolero Ravela to ja wspomnę triangiel.
    I.J. Paderewski odwiedził w 1904 r Australię i przygotowywał z orkiestrą w Sydney wykonanie koncertu fortepianowego Chopina. Próba generalnej nie udało się doprowadzić do końca gdyż przedstawiciel związków zawodowych kazał ją zakończyć bo właśnie upłynął ustawowy czas pracy.
    Ten związkowiec grał na trianglu.
    Podczas koncertu uderzył w triangiel w zupełnie niewłaściwym momencie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo tak rzadko jest używany i muzyk zaspał ;-)

      Usuń
  6. Ciekawe, że bębny są obecne praktycznie w każdej kulturze. Są jednym z najbardziej uniwersalnych instrumentów. Afrykańskie djembe, japońskie taiko, celtyckie bodhrany... Na pewno występ na żywo to niezapomniane wrażenia... Parę lat temu byłem na występie Akaishi Daiko Freiburg. To grupa fascynatów bębnów japońskich. Również bardzo ...energetyczna. Ale czy może na bębnach grać inaczej;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie nie, byłam na koncercie z japońskim mistrzem gry na bębnach taiko grał wraz z orkiestrą, która dyrygował też Japończyk, ale koncert był w Polsce. Po koncercie obaj naprzeciw siebie padli na kolana i bili pokłony czołem o podłogę.

      Usuń
    2. To jest wykonanie słynnego "Sing, sing, sing" przez Kenichi Tsunoda Big Band i też jest dobry popis perkusisty, chociaż bez pokłonów czołem o podłogę 😁
      https://youtu.be/P3WnXUeoknw

      Usuń
    3. Oni są tu elegancko ubrani, a ten japoński mistrz, którego słuchałam, był bardzo samurajski ;-)

      Usuń
  7. Słuchałem rozmowy z bębnistą orkiestry symfonicznej - powiedział, że dźwięk uderzenia w bęben rozbrzmiewa z pewnym opóźnieniem. W rezultacie perkusista musi uderzyć w bęben odrobinę wcześniej niż pokaże to dyrygent.
    Tutaj trochę bębnienia symfonicznego == > https://www.youtube.com/watch?v=Szdziw4tI9o

    OdpowiedzUsuń
  8. Cała masa perkusyjnych dźwięków... I jaki ten Dudamel był wtedy młody! Oglądałam też jak dyrygował "Symfonią Tysiąca" Mahlera, też była w tym moc.

    OdpowiedzUsuń
  9. Porywające 🥁 Tylko u Ciebie takie cuda... Ale że dziewczyny też takie bębniary... 👍🏻 A bębniarz... no amerykański Supermen. I śpiewanki piękne. I jeszcze inne ciekawe instrumenta. I jeszcze gra świateł.
    Fajnie masz, same odlotowe koncerty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak, bębniły bębniary :-) Specjalnie wyszukałam coś na początek letnich koncertów, bo już za długo w domu siedzę ;-)

      Usuń
  10. Ja zupełnie nie kojarzę tej orkiestry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dlaczego miałabyś kojarzyć? Ja też o niej wcześniej nie słyszałam. Jest tak wiele zespołów, orkiestr, kwartetów, o których nie wiemy, których nie znamy. Dlatego zawsze warto poznawać nowe tego typu formacje, bo mogą być wartościowe i ciekawe.

      Usuń