Ostatnio w komentarzach pojawił się wątek słynnej kompozycji Ravela Bolero. Kiedyś czytałam, że jest to jeden z najczęściej granych utworów na świecie. Nie da się zaprzeczyć, że znają go nie tylko miłośnicy muzyki klasycznej. 18 powtarzanych w kółko taktów mogłoby być nudne, ale nie jest. Za każdym razem, gdy włączam Bolero, obiecuję sobie, że tylko kilka chwil i zaraz wyłączam. No bo ileż razy można?! I za każdym razem słucham do samego końca. Ta powtarzalna sekwencja przejmowana przez kolejne instrumenty, a na koniec rozbrzmiewająca całą orkiestrą jest wprost hipnotyzująca.
A jeszcze gdy ma się w pamięci kilka rewelacyjnych wykonań baletowych na czele z równie hipnotyzującą choreografią Maurice`a Bejarta, (w której tańczyła między innymi primabalerina Maja Plisiecka) tym bardziej aż trudno uwierzyć, że tak prosta kompozycja zyskała właściwie status światowego kultowego przeboju. Dowodem na to było wybranie - oczywiście skróconej wersji - utworu do zwycięskiego tańca na lodzie przez parę Torvill - Dean, którzy zdobyli olimpijskie złoto w 1984 roku.
Być może więc mając w pamięci muzykę, słysząc ją, zmieńmy perspektywę i zamiast koncentrować się na orkiestrze, popatrzmy na dyrygenta. Co z tą muzyką potrafi on zrobić. Czy dla dyrygenta Bolero jest bardziej wyzwaniem, czy raczej przyjemnością? A może jednym i drugim? Czy dyrygent prowadząc orkiestrę myśli więcej o słuchaczach, czy raczej o kompozytorze, jego pomyśle kompozycyjnym i autonomii muzyki wobec świata?
W każdym razie Sergiu Celibidache z dyrygowania Bolerem zrobił osobny spektakl, który równie magnetyzująco przykuwa uwagę, jak sama muzyka. Klip ten zamieszczałam już kilka lat temu, ale nie odmówię sobie tej przyjemności, że obejrzę i zamieszczę go ponownie z dedykacją dla wszystkich tych, którzy kochają Bolero.
Jestem w klubie "Bolerianica" 🙂 Arcydzieło, a dyrygent stworzył Misterium godne tego utworu. To niemal teatr jednego aktora.
OdpowiedzUsuńPrzepiękną wersję na lodzie wytańczyła, jak wspominasz - angielska para Torvill-Dean, która nie mogła nie zachwycić ❄️🌹
Obie wersje do zapamiętania i podziwiania. Celibidache miał charyzmę :-)
UsuńSergiu Celibidache - nie znałem tego nazwiska a okazuje się, że to wręcz legendarna postać w świecie muzyki ==> https://en.wikipedia.org/wiki/Sergiu_Celibidache
OdpowiedzUsuńDziękuję.
Dwa fakty, które zwróciły moją uwagę - S.C. nie wyraził zgody na rozpowszechnianie nagrań koncertów, którymi dyrygował, uważał że ich słuchanie poza salą koncertową nie dostarczy właściwej satysfakcji.
- załączone nagranie trwa prawie 17 minut, Wikipedia wspomina, że S.C. dyrygował wykonaniem Bolera w roku 1994, miał wówczas 82 lata - czas wykonania - 17:53 - jeden z najdłuższych w historii.
Najszybszy był Leopold Stokowski - 12 minut.
https://en.wikipedia.org/wiki/Bol%C3%A9ro#Tempo_and_duration
O, tak, Celibidache to legenda. Uwielbiam patrzeć jak dyryguje. Jak widać, operator kamery również za cel obrał sobie pokazać dyrygenta jako postać centralną.
UsuńJest kilku takich i dyrygentów i wirtuozów, którzy cenią tylko słuchanie muzyki na żywo. Ze współczesnych np. pianista Sokołow nie znosi nagrywania i upubliczniania koncertów. Całe kołomyje z tym są, przypuszczam, że większość tego, co jest dostępna w Internecie, to nielegalne nagrania. Jakiś czas temu czytałam, że komuś udało się namówić go na wydanie płyty.
Być może i Celibidache zmieniłby zdanie, bo od tamtych czasów technika nagrywania dźwięku bardzo się rozwinęła.
Zgadzam się, że oglądanie koncertu na żywo jest o stokroć większym przeżyciem, niż jego słuchanie, a nawet oglądanie na ekranie. Szczególnie, gdy dyryguje nim maestro pokroju Celibidache.
UsuńKiedy to ja ostatnio byłem na prawdziwym koncercie, z dyrygentem? Dekady temu...
Staram się co jakiś czas gdzieś pojechać na koncert na żywo, w filharmonii, w kościele (organowe), w plenerze... Lubię obserwować muzyków w orkiestrze czy dyrygenta, czasami zdarzają się zabawne sytuacje i to jest taki dodatkowy smaczek takich wydarzeń.
UsuńNigdy przedtem nie słyszałem o Sergiu Celibidache—niesamowita osobowość.
OdpowiedzUsuńGdy słucham muzyki, rzadko kiedy zwracam uwagę na nazwiska wykonawców, dyrygentów, a nawet kompozytorów. Może dlatego, że słuchając radia, często tego rodzaju informacje są podane na początku. A poza tym jakoś nie mam specjalnej pamięci—dla mnie najważniejsza jest muzyka!
Gdy słucha się radia i nie widzi dyrygenta, inaczej się odbiera, uwaga skupia się na samej muzyce. Ale gdy jest się na koncercie na żywo, odbiór słuchowy wzmacniają wrażenia wzrokowe. Niektórzy dyrygenci są tak charyzmatyczni, że nie da się nie zwracać na nich uwagi.
UsuńNazwisko dyrygenta wydaje mi się znane, ale nic więcej nie jestem w stanie powiedzieć. Nagranie świetne. Wysłuchałam z przyjemnością, choć w tym przypadku raczej "obejrzałam z przyjemnością" jest właściwsze. Na koncercie nie ma możliwości oglądać twarzy dyrygenta, tylko plecy i ręce, więc to nagranie dostarcza wyjątkowych przeżyć. Zmieniający się wyraz twarzy, rozpadająca się fryzura... Ktoś miał doskonały pomysł na takie sfilmowanie. A czarno-biały obraz potęguje doznania.
OdpowiedzUsuńBolero lubię. Pamiętam doskonale taniec na lodzie pary Torvill-Dean. Jeśli mnie pamięć nie myli, to wykorzystanie tego utworu było dość rewolucyjne w tamtych czasach, bo zwykle w trakcie jazdy wykorzystywano dwa lub trzy utwory, szybkie i wolne.
Istotna uwaga - na koncercie publiczność nie widzi twarzy dyrygenta, jego mimiki, to może złapać tylko odpowiednio umieszczona kamera.
UsuńSwoją drogą pobyt na koncercie dostarcza mi więcej emocji niż wysłuchanie nagrania lub obejrzenie filmu.
Zgadzam się, ja też wolę pobyt na koncercie niż nagranie, choćby nie wiem jak doskonałe.
UsuńCzasami jednak stajemy przed wyborem: nagranie/film albo nic...
@mokuren, owszem, tak właśnie było w przypadku Torvill- Dean, po raz pierwszy zatańczyli taniec dowolny do jednego utworu i od tamtej pory wiele par w ten sposób budowało choreografię.
Usuń@mokuren, @Lech, w kwestii niewidzenia twarzy dyrygenta bywają jednak takie sale koncertowe, gdy część publicznosci siedzi za plecami orkiestry a naprzeciw dyrygenta, tak ejst między innymi w sali NOSPR w Katowicach, tak wiec mamy okazję popatrzeć nie tylko na plecy i wymachiwanie rękami ;-)
UsuńOdbieram tę dedykację z wielkim wzruszeniem i radością bo Bolero po prostu uwielbiam. Mogłabym go słuchać na okrągło. Wytworzyłam sobie nawet historię jaka się dzieje w tym czasie . Idzie po prostu niewielką karawana po pustyni i stopniowo dołączają się do niej inne. I jest tych karawan idących w jednym kierunku coraz więcej... aż dochodzą do celu czyli do oazy... I wtedy muzyka się urywa...
OdpowiedzUsuńBudowanie historii do muzyki ożywia odbiór, to prawie jak film :-)
UsuńA dyrygent Celibidache jest też wspaniałym aktorem. Ale ja cenię bardzo wszystkich dyrygentów.
OdpowiedzUsuńCelibidache był niezrównany, legenda w każdym calu, jak to dobrze, że możemy go oglądać na nagraniach
UsuńPozwolę sobie do zachwyconych dołączyć:) Memoryja potrai figle płatać. Przysiągłbym, że pamiętam jak żywe "Błękitne Bolero" z Sarajewa, a przecie Błękitnym stało się ono dopiero dziesięć lat później - w Lillehammer. W Sarajewie były fiolety...
OdpowiedzUsuńKłaniam nisko:)
Drogi Wachmistrzu! Jak miło Waszmości widzieć!
UsuńPamięć jest zawodna, dlatego wymyślono Internet i YouTube;-)
Hmmm, bez dyrygenta trudno by było orkiestrze zaistnieć. A ten tutaj "daje czadu" (choć to nie jest adekwatne określenie). Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńCałkiem dobre określenie, Celibidache tworzył odrębna kategorię sztuki dyrygenckiej.
UsuńWspaniały. Bardzo chciałabym wiedzieć, jak dyrygent zareagował, gdy zobaczył to nagranie. Bo przecież pracując chyba nie myślał o swojej mimice. A ona jest tak bogata, jakby żywo z kimś rozmawiał. Z orkiestrą albo z muzyką...
OdpowiedzUsuńNie wiem czy w ogóle oglądał. Ale ma świadomość, że go nagrywają, bo są takie momenty, gdy patrzy prosto w kamerę.
UsuńI zdaje mi się, że on nie myśli w tym momencie o nikim, jest zawładnięty przez muzykę, w tym momencie to jest "jego" Bolero.
OdpowiedzUsuńTo chyba cech wszystkich dyrygentów, oni muszą się skoncentrować na tym, co akurat robią, na prowadzeniu orkiestry. Ale znam takie sytuacje i nagrania, gdzie wyraźnie widać, że dyrygent wchodzi w interakcję z publicznością. Celibidache raczej tego nie robił, był cały w muzyce.
Usuń