Nie żyje. Dlaczego nie żyje? Bo umarł. Dlaczego umarł? A któż to może wiedzieć! Może znudziło mu się żyć. Może był chory. Chory na świat i wszystko. Nie, nie można być chorym na wszystko. Niektórzy mówią, że boli ich dusza. Może i jego bolała. Więc zachorował na duszę albo na świat. Taka nowa jednostka chorobowa. Umarł, bo chorował, albo umarł, bo chciał. Znudziło mu się żyć. Znudziło mu się w ogóle wszystko. W sumie, tak patrząc z dystansem, życie jest nudne. Coś tam się dzieje, człowiek rzuca się tu i tam, próbuje tysiąca rzeczy, chce nie wiadomo czego, coś tam czasami się uda zrobić, osiągnąć, a wszystko przemija i dalej jest jałowo. Nudne to. Ileż można robić w kółko to samo? Wstawać, ubierać się, marnować czas na żarcie i wydalanie, sprzątać, rozmawiać... Najpierw uczyć się ileś lat, żeby potem pracować przez dziesiątki lat, a potem na emeryturze szukać sobie zajęcia, żeby się nie nudzić. I tak aż do końca. Nudne to. Myślę, że większość wynalazków powstała z nudów. W takich chwilach, gdy ktoś szukał sposobu na zajęcie się czymś, żeby nie umrzeć z nudów. To byłoby głupie: umrzeć z nudów. Co innego umrzeć na świat. To najlepsze wyjście, bardziej eleganckie. I takie arystokratyczne: UMRZEĆ NA ŚWIAT. Jak już trzeba, to przynajmniej niech to brzmi zamaszyście. Właściwie to znaczy wypiąć się na świat. Ha, ha, ha! Swoją drogą, jak ktoś uważa, że go boli dusza, to przynajmniej czuje, że ją ma. To ciekawe, dusza nie ma ciężaru, ale gdy dusza boli, to nagle staje się ciężka i nie chce się wstać z łóżka, nogi ciężkie, wszystko ciężkie, jakby nabrało wagi wieloryba. Nic tak nie zmienia ciężaru życia jak ból. Wtedy wiele rzeczy i wiele spraw nabiera wagi. Albo traci na wadze. Wagi nabierają codzienne zwykłe czynności a na wadze tracą przerośnięte ambicje, aspiracje, zabieganie. O, właśnie! Nie tylko czas jest względny, jak udowadniał Einstein. Ciężar też jest względny, choć ciągle działa ta sama grawitacja. Ale nawet grawitacja nie pomoże utrzymać się w pionie, gdy ktoś chce się położyć na dobre. Tak do spodu, wypróbowując szorstkość podłoża. Ciekawe doświadczenie, którym z nikim się nie podzieli. Zresztą, po co? W ciągu życia zbiera się tyle doświadczeń, tyle wrażeń, a i tak nic z tego nie zostaje. Jeśli życie płynie jak rzeka, to człowiek jest jak sito, przez które ta woda się przelewa. Niczego nie potrafi zatrzymać. Więc może tylko śmierć jest naprawdę nasza własna i wreszcie trzymamy coś w garści.
Myślę, że gdyby człowiek mógł wybrać, zanim się urodzi, czy chce żyć, to wielu by się nie urodziło.
OdpowiedzUsuńByć może, być może, ale takie postawienie sprawy zakłada, że istnieje coś przed narodzeniem, jakieś istnienie, które jest lepsze niż życie. A jeśli takiego istnienia nie ma, życie jest jedyną opcją zaistnienia w ogóle. Wybór byłby więc między istnieniem a nieistnieniem: czy wtedy byłoby równie łatwo z istnienia całkowicie zrezygnować?
UsuńGdyby człowiek mógł zdecydować czy się chce urodzić?
UsuńKiedyś był taki dowcip: kobieta była kilkanaście lat w ciąży, lekarz ją pyta - jaki to ma przebieg?
Co kilka dni płód wychyla głowę i pyta: czy batiuszka Stalin żyje?
Odpowiadam, że żyje, to on się chowa.
Dobre, chyba słyszałam ten dowcip, ale zapomniałam. Pasuje jak ulał!
UsuńAle mnie zaskoczyłaś tą notką, Noti... Pamiętam taki dawny wywiad z Barbarą Sass. Mówiła o tym, że w Polsce ówczesnej ludzie się zmagali z kolejkami, że zdobywaniem podstawowych artykułów i w ogóle wszystkiego, a na zachodzie ludzie umierali z nudów i tęsknili za jakimiś ekscytacjami. I prawie nam zazdrościli tego dziania się. Tak opowiadała... I coś w tym chyba jest. Często wspominamy jak cieszyliśmy się ze skromnych prezentów świątecznych, cieszyły nas pomarańcze i wszystko co trudno dostępne. A tak to nudy, panie... Nie doceniamy tego co mamy i marudzimy.
OdpowiedzUsuńAle gdy dusza naprawdę boli, to już niestety inna historia... :(
Wystarczy zaobserwować wśród dzieci. Kto to widział, żebyśmy dawniej tak się nudzili. Szło się bandą całą gdzieś na podwórko, w jakieś chaszcze, wymyślało zabawy i nie było nas w domu cały dzień, chyba że mama próbowała zawołać na obiad. A teraz jak im pod nos nie podsuniesz rozrywki, to się kurczę nudzą.
UsuńTak, a wcześniej zrobić co trzeba w domu i zagrodzie i dostać pozwolenie na swawolę 🙂
UsuńA jakże, i potem hulaj dusza, nie ma ans do wieczora! łaziło się po polach, po lasach, po łąkach, jakoś było ciekawie, nigdy nudno, a teraz nuudaa, bo wszystko pod nosem, wszędzie zawieź, zorganizuj.
UsuńNie jestem w stanie skomentować z sensem bo właśnie wczoraj dowiedziałam się że moja rzeszowska kilka lat młodsza ode mnie siostra cioteczna umarła na ser
OdpowiedzUsuń... Na serce. A jeszcze niedawno biegałyśmy boso nad Wislokiem... I zbierałyśmy kwiatki na wianki..
UsuńWyrazy współczucia, Stokrotko💟
UsuńA te nasze zabawy były tak niedawno...
Współczuję, Stokrotko, to przykre. Śmierć bliskiej osoby zawsze jest niespodziewana i nie można się na nią przygotować.
UsuńCzytałem dwie książki Ayaan Hirsi Ali: Infidel: My Life oraz Nomad: From Islam to America. Obie bardzo polecam, ponieważ otworzyły mi oczy na wiele spraw, które zresztą już wcześniej intuicyjnie dostrzegałem — niestety, również w swoim otoczeniu.
OdpowiedzUsuńW Nomad autorka zwraca uwagę na interesujące zjawisko. Pisze, że ogromna liczba możliwości i wyborów, jaką oferuje życie na Zachodzie, może paradoksalnie prowadzić do poczucia izolacji, zagubienia i depresji. Z kolei w bardzo biednych lub opresyjnych społeczeństwach ludzie koncentrują się przede wszystkim na codziennym przetrwaniu. Gdy podstawowe potrzeby są zaspokojone, a walka o byt przestaje być głównym celem, niektórzy zaczynają mieć trudności ze znalezieniem głębszego sensu życia. To właśnie poruszyła Basia w swoim komentarzu.
Autorka zwraca również uwagę, że kultura zachodnia często stawia na niezależność i indywidualizm bardziej niż na silne więzi rodzinne czy wspólnotowe. To z kolei może prowadzić do samotności i braku wsparcia w trudnych chwilach.
Dlatego zdarza się, że ktoś posiada dostatek materialny, a jednocześnie nie ma bliskich przyjaciół, celu w życiu, oparcia w wierze ani poczucia sensu istnienia. Taki człowiek, mimo zewnętrznego sukcesu, może popaść w rozpacz, a nawet dojść do wniosku, że nie chce już żyć. Uważam, że jest to jedna z największych tragedii współczesnego świata.
Całkiem niedawno tez czytałam na ten temat, nie książkę, ale rozważania mówiące o tym samym, o czym piszesz. Tak właśnie jest, że nadmiar dobrobytu pozbawia życie sensu. Na szczęście nie przeżywam dylematów tego typu, bo nadmiaru dobrobytu nigdy mi nie groził. Na temat zaś sensu życia mam wiele książek, które pozwalają znaleźć balast i kierunek, np. Gesche "Przeznaczenie"
UsuńSmutne te poranne rozmyślania. Mnie czasem ratuje myśl, że od rozczarowania życiem i światem jest jeden krok do bycia mistykiem (albo cynikiem, ale ja wolę to pierwsze:)
OdpowiedzUsuńI wierzę, że Stwórca się nie pomylił. Pozdrawiam ciepło
Gdyby Stwórca chciał stworzyć kompletnie perfekcyjny świat, to bylibyśmy jak mrówki, takie chodzące automaty. Ale czy to rzeczywiście byłaby perfekcja?
UsuńWtedy na pewno nie mielibyśmy takich przemyśleń. Albo i żadnych :) A przecież jest w nich ogromna wartość.
UsuńMówiąc, że Stwórca się nie pomylił mam na myśli przede wszystkim samo stworzenie nas, mnie. Mimo że wiedział o cierpieniu, którego nie uniknę, uznał, że to życie będzie warte życia. W jednym miejscu Biblii nazwany jest Miłośnikiem Życia. Lubię to Jego imię.
@ Bluemoonka
UsuńNie, nie są smutne, czasami i o tym trzeba pomyśleć, co naprawdę ważne, i o tym, co z życiem i śmiercią; myślę, że te poranne rozważania są po prostu ludzkie.
Zgadzam się, że Stwórca się nie pomylił, to my często nie widzimy całości i dalekosiężnego sensu
@Jack
UsuńJak to pisał Leibniz, Stwórca stworzył świat najlepszy z możliwych, a że my nie zawsze to widzimy i rozumiemy, to już inna kwestia
Każdy kto się urodził, musi też umrzeć. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńOwszem, ale mogą być różne sposoby umierania
Usuń