czwartek, 16 kwietnia 2026

Wiwat, Agatha!

       "Rewia", dodatek do "Głosu Porannego", z 16 kwietnia 1938 roku zamieszcza teksty autorów światowej literatury. Wśród nazwisk pojawiają się między innymi: Andre Maurois (1885 - 1967), Tristan Bernard (1866 - 1947), Karel Čapek (1890 - 1938) i Agatha Christie (1890 - 1976). Wydanie "Rewii" zamyka opowiadanie Christie Mieszkanie nr 4. 


       Oryginalnie opowiadanie ukazało się pod tytułem Perypetie z tanim mieszkaniem w 1924 roku w zbiorze Poirot prowadzi śledztwo. Faktycznie chodzi w nim o mieszkanie mające nr 4, więc - jak widać - w publikacji prasowej taki też nadano tytuł. 
     Nie była to oczywiście jedyna publikacja twórczości Agathy Christie w polskiej prasie i na polskim rynku. W 1965 roku "Sztandar Ludu" drukował w odcinkach powieść Zerwane zaręczyny (1940). 


O skali popularności królowej kryminału świadczą liczne wydania książkowe na przestrzeni lat powojennych. W latach 1944 - 2010 Christie zajmowała miejsce tuż za Szekspirem - liczba jej wydań wynosiła ponad 300. Z kolei w węższym okresie, po transformacji ustrojowej, w latach 1991 - 2010 Christie wysunęła się na prowadzenie i wśród pisarzy obcojęzycznych zajęła pierwsze miejsce z liczbą wydań ok. 280.  
      Myślę, że dzisiejsze rankingi nadal ukazywałyby jej pozycję w czołówce, ponieważ po 2010 roku pojawiły się kolejne wydania jej książek. Mimo że ostatecznie po wielu latach zdecydowała się w Kurtynie uśmiercić swojego najwierniejszego detektywa, Poirota, to sama Agatha jest nieśmiertelna. 
     
      PS Mój ulubiony cytat z Poirota: "Nie mogę, naprawdę nie mogę samotnie przesiadywać całymi dniami w fotelu i rozmyślać o tym, jaki jestem cudowny. Potrzebny jest pierwiastek ludzki, potrzebny jest cudzy podziw".  

16 komentarzy:

  1. Agata Christie... oczywiście słyszałem o niej, ale nie zauważyłem jej książek w czasach PRL.
    W roku 1968 oglądałem w telewizji film oparty na jej powieści - 10 małych Indian.
    Kilka miesięcy później wędrowaliśmy z żoną po Górach Stołowych, nocowaliśmy w jakimś szkolnym schronisku, we wspólnej sali z wycieczką szkolną - młodzież hałasowała okropnie, żona zasugerowała żebym im coś opowiedział, wybrałem 10 Indian.
    Rzeczywiście, nikt nie dotrwwał do końca, wszyscy zasnęli. Niestety strasznie chrapali i w rezultacie to ja miałem bezsenną noc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba świadczy, że rzeczywiście jej książki były rozchwytywane, skoro trudno było je upolować w księgarniach.
      "Dziesięciu małych Murzynków" (lub Indian) okazało się tytułem zbyt niezgodnym z poprawnością polityczną i w ostatnich wydaniach zmieniono na "I nie było już nikogo". Ale ja mam jeszcze ze starym tytułem. To znaczy już nie mam, podarowałam bratanicy.

      Usuń
  2. Ani w Polsce, ani w Kanadzie nie przeczytałem żadnej książki Agathy Christie. O samej autorce dowiedziałem się dopiero przy okazji jej śmierci w 1976 roku. Owszem, był w moim (dość młodym) życiu okres, kiedy czytałem kryminały, ale w pewnym momencie tak mnie wciągnęły, że postanowiłem z nimi skończyć. Miałem wrażenie, że poza chwilowym dreszczykiem emocji niewiele wnoszą do mojego życia. Szczerze mówiąc, nie pamiętam nawet, kiedy ostatnio sięgnąłem po klasyczny kryminał czy powieść detektywistyczną.

    Nie tak dawno obejrzałem „And Then There Were None” („I nie było już nikogo”) — filmową adaptację z 1945 roku na podstawie powieści Agathy Christie. W Wielkiej Brytanii film funkcjonował również pod tytułem „Ten Little Indians” („Dziesięciu małych Indian”). Sama książka miała zresztą jeszcze bardziej złożoną historię tytułów: pierwotnie ukazała się w Wielkiej Brytanii jako „Ten Little Niggers” („Dziesięciu małych czarnuchów”), natomiast w Stanach Zjednoczonych zmieniono tytuł na „Ten Little Indians”.
    W filmie występuje m.in. Barry Fitzgerald, znany choćby z „Going My Way” z Bingiem Crosbym — filmu, który odniósł ogromny sukces. Za niezapomnianą rolę księdza Fitzgibbona Fitzgerald otrzymał Oscara dla najlepszego aktora drugoplanowego i trudno się dziwić, bo była to rola naprawdę znakomita.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jak napisałam wyżej, w Polsce ta powieść była pod tytułem "Dziesięciu małych Murzynków", a potem "I nie było już nikogo". Oglądałam dość wierne dwie jej ekranizacje, bo inne też mają wiele wersji filmowych, choćby jedna z najsłynniejszych - "Morderstwo w Orient Expressie", który uważam za jeden z najlepszych kryminałów, jakie napisano. Oglądałam co najmniej cztery ekranizacje. Mam sporą kolekcję z kieszonkowej serii kryminałów Christie i do niektórych co jakiś czas wracam. Znając intrygę i zakończenie (kto i dlaczego zabił), skupiam się na detalach obyczajowych. W powieściach Christie można wiele ciekawych obserwacji społeczno-obyczajowego życia przed wojną i w latach powojennych wyczytać, np. o kartkach na opał i żywność po wojnie, o architekturze, o sposobie ubierania się, o kulinariach i inne ciekawostki.

      Usuń
  3. Pamiętam, jako fan SF, czekałem na kolejne części książek czy opowiadań Philipa K. Dicka czy Terrego Pratchetta w „Fantastyce” (czy potem „Nowej Fantastyce”) Dostanie książek nie było możliwe. Bieg do kiosku po lekcjach, żeby zdążyć przed innymi;-) Coś niebywałego:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też pamiętam "Fantastykę", pamiętam jak publikowali w niej Sapkowski i Dukaj, no i pierwszy chyba polski komiks SF Funky Koval. Była jeszcze taka seria "Stało się jutro", wydawana od 1974 roku, mam kilkanaście tomów z niej, to cienkie zbiorki opowiadań były i nietypowy format.

      Usuń
  4. Morderstwo w Orient Expressie - jestem pewien, że oglądałem w PRL w telewizji.
    Skojarzyło mi się z książką Grahama Greena - Stamboul Train ( w USA wydana pod tytułem Orient Express).
    Ciekawe, że G. Greene napisał tę książkę w 1932 r, dwa lata wcześniej niż Morderstwo...
    Książki, poza tytułem, nie mają żadnych wspólnych wątków - poza atmosferą niepewności i podejrzeń.
    W tej dziedzinie wyżej cenię G.G.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam kilka powieści Greene`a dosyć przypadkowo, bez jakiegoś planu: "Dziesiąty człowiek", "Czynnik ludzki"... Wprowadza więcej psychologii. W kwestii czystego kryminału najwyżej stawiam powieści Christie jako przykłady logiki zbrodni. Wiele jej rozwiązań zyskało uznanie i potem w literaturze znalazły odbicie w różnego typu naśladownictwie, jak właśnie morderstwo dokonane zbiorowo przez samozwańczą ławę przysięgłych (Morderstwo w Orient Expressie) czy narracja prowadzona przez zabójcę w taki sposób, jakby prowadził śledztwo (Zabójstwo Rogera Acroyda) czy pamiętnik szaleńca, który okazał się mordercą (Noc i ciemność). Lubię te powieści, w których akcja dzieje się na Bliskim Wschodzie, w Mezopotamii, w Egipcie, jako żona archeologa znała tamte tereny i wprowadzała elementy życia znane ze stanowisk archeologicznych.

      Usuń
    2. G. Greene i Agata Christie - przepraszam, że znalazłem pretekst żeby o nim tu wspomnieć bo to zupełnie inny gatunek literatury.
      Ale skoro już go wcisnąłem to jeszcze coś dodam.
      10th man, Human factor - obie książki czytałem... z mieszanymi uczuciami, to jest właśnie G. Greene, pozostawia jakiś niepokój.
      Jego dwie czołowe książki to Nasz człowiek w Hawanie - napisana w roku 1958 "przepowiedziała" kryzys kubański, który wydarzył się 4 lata później.
      Podobnie Spokojny Amerykanin - napisany w 1955 przepowiedział wojnę wietnamską.

      Usuń
    3. Powieści Greene`a mają też niezłe ekranizacje, i nawet "Dziesiątego człowieka" oglądałam; a cała seria kryminałów Christie z Poirotem została zekranizowana z Davidem Suchetem w roli głównej

      Usuń
    4. Czytałem „Nasz człowiek w Hawanie” („Our Man in Havana”) Grahama Greene’a przed moim wyjazdem do Hawany. Ciekawe ukazanie przedrewolucyjnej Kuby. Na podstawie książki był nakręcony film za Alec Guinness, Maureen O’Hara i Noël Coward w rolach głównych. Film kręcono w Hawanie, parę miesięcy po rewolucji kubańskiej, toteż można jeszcze zobaczyć „prawdziwą” Kubę. Nawet na planie filmowym pojawił się Fidel Castro.

      Na studiach natomiast obowiązkową lekturą był „Monsignor Quixote”, ale ani w ząb nie pamiętam, o czym była ta książka.

      Usuń
    5. Nie znam tego utworu, w ogóle Greene`a czytałam bardzo wybiórczo, bez specjalnego planu zgłębiania jego twórczości, chyba te tylko najbardziej głośne tytuły i filmy. W "Dziesiątym człowieku" grał Anthony Hopkins i zapewne dlatego film zapamiętałam. Alec Guinness też zawsze przykuwa uwagę.

      Usuń
    6. Ja się zainteresowałem Greenem jedynie z powodu wspomnianej książki i wyjazdu do Hawany, do którego bardzo się przygotowywałem. Chociaż Fidel Castro „tolerował” książkę Greene’a, to jednak uważał, że Greene zbyt łagodnie potraktował reżym Batisty—co oczywiście nie było główną fabułą książki, a raczej tłem. Natomiast dla niego Ernest Hemingway do końca pozostawał bohaterem—książkę „Komu bije dzwon” Castro uważał za wzór dla wojny partyzanckiej, a po jego samobójczej śmierci Castro założył muzeum mające na celu uhonorowania wkładu pisarza w kulturę.

      Usuń
    7. Jadąc gdziekolwiek czasami warto spojrzeć na miasto czy kraj przez soczewkę literatury, jakiegoś utworu, powieści, która odkrywa koloryt, atmosferę.
      Natomiast u Hemingwaya bardziej lubię opowiadania, uważam tez, ze miał talent do formułowania ciekawych tytułów.

      Usuń
  5. Kiedyś nie przepadałam za jej książkami, jakoś nie umiałam się w nie wczuć, ale to pewnie dlatego, że sam kryminał nie jest jakimś moim ulubionym gatunkiem. Jakiś czas temu się z Agathą przeprosiłam i bardziej doceniłam. Jeszcze mam sporo jej tekstów, które nadrabiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do dziś nie przeczytałam wszystkich, chociaż do wielu wracałam kilkakrotnie. Mam swoje ulubione.

      Usuń