środa, 3 grudnia 2014

Requiem paryskiego organisty

       Paryski organista, najpierw w Notre-Dame, potem w St-Etienne-du-Mont, w nieskończoność poprawiał swoje kompozycje nawet wtedy, gdy zostały opublikowane. A w ogóle jako perfekcjonista niewiele z nich zgodził się opublikować za życia. To jednak, co przetrwało, jest przykładem doskonałej wielopoziomowej harmonii. Niewiele jest kompozycji, w których organy i orkiestra brzmią tak idealnie zestrojone. Zwykle albo organy wchodzą głośno, dobitnie, przykuwając uwagę, albo za cicho, że giną. Oczywiście to zjawiska będące na pewno skutkiem wybiórczego słuchania i mojej nieumiejętności ogarnięcia wszystkiego naraz. Ale skoro ktoś jednak potrafił skomponować utwory niejako pod moje niewprawne ucho, wypada tylko się cieszyć, że i dla takich ułomnych melomanów ktoś umiał tworzyć ;-)
        Maurice Duruflé (1902 -1986) stoi w szeregu słynnych francuskich kompozytorów organistów, jak Dandrieu, Rameau, Couperin, Franck (choć z pochodzenia Belg), Saint-Saëns, Messiaen, Widor.., żeby wymienić tylko niektórych. Jego uduchowione Requiem op. 9 z 1947 r. stanowi doskonały przykład harmonii ludzkiego głosu, organów i orkiestry. Kiedy się słucha wersji bez orkiestry (są takie nagrania), sądzić by można, że utwór jest znacznie starszy, przedwiekowy, tak wyraźnie pobrzmiewają w nim tony gregoriańskiego chorału. Takie właśnie miałam złudzenie, gdy słuchałam po raz pierwszy. Z faktu, że jest to jednak dzieło współczesne, XX-wieczne,  wypada cieszyć się nawet bardziej, ponieważ oznacza to, że wciąż powstaje dużo pięknej muzyki nadającej się do słuchania, a nawet zachwycającej ;-)
        
Poniżej Agnus Dei z Requiem - wersja organowa, bez orkiestry




Pie Jesu na mezzosopran solo z organami i wiolonczelą





Libera me - wersja z orkiestrą (uwaga: brak obrazu, jest tylko muzyka)





Duruflé skomponował Requiem ku pamięci swojego ojca.  

11 komentarzy:

  1. Wczoraj wieczorem zrobiłam sobie koncert /znowu przy prasowaniu
    :-)/ a teraz tylko wpiszę, że był wspaniały.
    Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znowu prasowanie?! W dzisiejszych czasach można tyle rzeczy niemnących się kupić ;-)

      Usuń
  2. jest chyba kilka uczelni muzycznych z wydziałem organistki? wiem, że w Słupsku jest coś takiego w szczątkowej formie, tzn. przy edukacji wczesnoszkolnej. Mimo to, to rzadka specjalizacja. A muzyka piękna. Przedstaw, proszę chociaż kilku znanych polskich organistów:))
    Uwielbiam organy, ostrołukowe sklepienia i mistykę takich skojarzeń.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Ty to zawsze mi nową robotę zadasz! Miej litość, nie wyrabiam. Święta niedługo! Sama muszę się najpierw dokształcić. Nasza organistyka jest więcej niż skromna, ale na koncertach Joachima Grubicha bywałam już 30 lat temu :-)

      Usuń
    2. Polscy organiści: Andrzej Chorosiński, Karol Gołębiewski, Przemysław Kapituła.
      Pozdrawiam
      Jola

      Usuń
    3. Polscy organiści cd: Marek Toporowski, Wiktor Łyjak, Julian Gembalski.
      Pozdrawiam
      Jola

      Usuń
    4. Dzięki, ale nie to miałam na myśli ;-) I sądzę, że Czesi też o coś innego niż nazwiska chodziło :-)

      Usuń
  3. Cholera, to boli. Ja już mam dość tych stanów, nie wiem co robić. Jeszcze piętro wyżej, nade mną (w pracy), ma próby chór. Weszli w kolędy. Przecież ja oszaleję. Za czymś tęsknię, coś smuci, ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny i wszak byłem na jakimś pogrzebie. A przecież grudzień mamy i nawet bez deszczu!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bez deszczu może boleć, gdy ktoś nas opuścił... lekarstwa na ból egzystencjalny nie wynaleziono. Dlatego istnieje poezja. I muzyka.

      Usuń
  4. Z Notre Dame paradoksalnie kojarzy mi się najbardziej wesoła młodzieżowa msza, prawie gospel. Jak ta młodzież się cudownie bawiła... A uw naszych kościołach tylko requiem i memento mori..:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co może być innego, skoro ludzie umierają...;-) Zapominanie o śmierci nie sprawi, że ona zapomni o nas. Trzeba się przygotować nieuchronny moment życia. Myślę, że wskazana jest równowaga między powagą istnienia a radością (radością! a nie wesołością) wiary i wszystko da się pogodzić :-) Jednak gospel nie lubię, to nie moja bajka.

      Usuń