środa, 17 stycznia 2018

Przeszłość się uzupełnia ;-)

Stworzyłam, otworzyłam, napełniam nowy blog na blogspocie, uciekając przed anihilacją na bloog.pl
Takie czasy,  nic wiecznego na tym świecie ;-)
Przeczytałam w komentarzach, że my, blogerzy, to w ogóle już dinozaurami jesteśmy nienadążającymi za rozwojem technologii, bo teraz to tylko fejsbuki, tłitery i inne ćwierkania się liczą, a nie jakaś żmudna pisanina, której nikt nie czyta. Tak więc blogosfera zmierza ku nieuchronnemu popadnięciu w nicość.
Jeszcze udało mi się zmobilizować do przenoszenia wpis po wpisie pierwszych zapisków, ale następnym razem, gdyby zaistniała taka konieczność, chyba już nie będzie mi się chciało.
No więc archiwizuję, przenoszę a przy okazji wspominam. Ileż to człowiek się nasłuchał, naczytał, naopowiadał ;-)
Do końca marca powinnam się wyrobić ze wszystkim. Jeśli ktoś by chciał też powspominać, zapraszam. Pod tytułami wpisuje też pierwotne daty publikacji, tak dla porządku chronologicznego, a zaczęłam od najstarszych notek.
Przepraszam, ale komentarzy nie kopiuję, nie dam po prostu rady. Za to można zerknąć na coś, przeczytać, wysłuchać i napisać coś nowego. Kolejne archiwalne notki będę wklejać sukcesywnie, na ile czas pozwoli.


http://literackomuzyczny.blogspot.com/

wtorek, 16 stycznia 2018

Kolce i ciernie a przecież róża

       To nie są wiersze łatwe do zapamiętania. Nie wpadają w ucho. Potrafią ranić i tkwić jak zadra. Właściwie nie wiem, czy więcej w nich wykrzyczanego bólu, czy przemilczanej radości. Znam Autorkę i wiem, że ma na ten temat określone zdanie. Niemniej czytelnik  wcale nie musi o nim wiedzieć, a nawet jeśli wie, nie musi się z nim zgadzać. I ja się nie zgadzam, czytając  buntuję się przeciwko takiemu odczytaniu świata. Albo protestuję nieśmiało, wątpiąc jednocześnie w ocalającą moc poezji. Bo cóż ma ocalić? "Obrazy innego świata" pogubione na drogach życia? "Zieloną bramę Arkadii" osnutą "dymem nasyconym czernią liter nekrologów"?  "Świat cięższy o jedno odejście"? Wiele znaków zapytania i żadnych odpowiedzi. Idąc tropem podziału na części Hanna Fogel próbuje w poezji ocalić swoje Betlejem ("Moje Betlejem" - to tytuł pierwszej części tomiku), pamięć o bliskich, wspomnienia domu rodzinnego, prastary dąb z rodzinnego podwórka - drogowskazy pamięci. A zaraz dalej w części drugiej - "Między zdarzeniami" - ludzkie życie rozpięte na pajęczej sieci emocji, doświadczeń, wzrastania i upadania, miłości i bólu. Niepewność szczęścia ("O szczęściu") idzie w parze z odkrywaniem złudnej, wielowarstwowej tożsamości ("Czy to ja"). Część ostatnia - "Z oddalenia" - paradoksalnie przybliża do sedna sprawy: czym jest w istocie życie i nasz los? Odchodzeniem? Przechodzeniem stąd tam? Pamiętaniem? Trwaniem? Pogodzeniem z nieuchronnym?

(....)gdyby tak móc przeskoczyć
granice wytrzymałości
spopielić mury
złą porę wyprzedzić
nim uniesie powieki
oczy życiem rozpalić
ciepło dłoniom przywrócić
ostatnią godzinę oszukać
dogonić pragnienia(...)

(Gdyby)

Byłyby te wiersze może zbyt cierpkie, gdyby nie niezwykła oprawa graficzna - ponad 50 oryginalnych kolaży, którymi Hanna Fogel jak dywanem wykłada ścieżki swojej artystycznej wyobraźni. Można je czytać/oglądać osobno, ale można równolegle z poetyckim słowem. Niektóre są zaskakująco emocjonalnie zbieżne, choć wiem, że nie powstawały jako dosłowna ilustracja. Kolaże te są czymś więcej; to wielka manifestacja koloru i kształtu. Jak wiele można powiedzieć, jak wiele najpierw dostrzec, żeby wyklejankami mówić o świecie i człowieku. Hanna Fogel to potrafi. A ja się tymi kolażami raz po raz zachwycam.

 Żeńskie osobliwości

Wplątani

Spięci

Obfitość

Chciałoby się jeszcze i jeszcze, nawet nie potrafię wybrać tego, który podoba mi się najbardziej. Tomik jest więc po części albumem przemawiającym nie tylko poetyckim słowem, ale i obrazem. 
Serdecznie polecam! Dostępny na stronie internetowej


Hanna Dorota Fogel: Wysoko niebo, głęboko ziemia. Wydawca EKO-DOM. Grajewo 2017. 

środa, 10 stycznia 2018

....

Andreas Scholl na swoim blogu napisał: "Sam "głos" nie istnieje bez osobowości śpiewaka". A co zrobić, gdy słyszymy sam głos nie zastanawiając się, kto śpiewa i nie znając nawet wykonawcy? Jak wytłumaczyć fascynację głosem, gdy nie mamy żadnej innej informacji? Powie koś: niemożliwe! Przeciwnie. Możliwie jak najbardziej. Było kilka głosów, które usłyszałam znikąd, to znaczy w radiu, z nagrania audio. Nawet wygląd wykonawcy nie pomagał w odczytaniu tego, co za głosem się kryło, czyli osobowości. Ale może  najlepsi potrafią w głosie zawrzeć wszystko i nie potrzebują się "pokazywać"? 







sobota, 6 stycznia 2018

Tak sobie śpiewali w drodze?...

       Nie wiadomo, czy w ogóle śpiewali, ale Jan Sebastian Bach i tak wiedział, na jaką melodię ;-)
Kantata na Objawienie Pańskie, czyli Liebster Immanuel, Herzog der Frommen, skomponowana na święto Objawienia Pańskiego 6 stycznia 1925 roku w Lipsku. Dosyć ascetyczna. Początek i koniec chóralny, a w środku dwie tylko arie przedzielone recytatywami. Aria tenora to taka podróżna, o wędrówce przez świat wzburzonych burz, aria basowa tylko z towarzyszeniem fletu i continuo bardziej intymna, osobista, pustelnicza. Zostaw mnie świecie  w samotności, zostanie ze mną Wcielony Jezus... Mimo że to kantata na Objawienie Pańskie, pojawia się motyw krzyża, krzyżowej podróży ziemskiego życia. Do Bożego Narodzenia metaforycznie odnoszą się frazy "zbawienie i światło", dzięki którym żadne "moce piekielne" nas nie pokonają.