piątek, 17 sierpnia 2018

Skojarzenia

     Ponieważ pierwsza część wrażeń z lektury "Portretu damy" była na tym blogu, a nie na Okolicach książek, więc i tutaj będzie część druga. Dobrnęłam do końca już jakiś czas temu, ale dopiero dzisiaj zebrało się na pisanie. Zdecydowanie druga część nabrała tempa, jeśli chodzi o wydarzenia i czas, który nagle przeskakuje jakieś dwa lata. Bohaterka, Isabel wychodzi za mąż i zostaje panią Osmond. W tym momencie, a właściwie jeszcze wcześniej, gdy poznaje madame Merle, rzecz cała zaczyna w coraz większym stopniu przypominać "Niebezpieczne związki" Laclosa, powieść niemal dokładnie sto lat wcześniejszą. Trudno się oprzeć wrażeniu, że Henry James Laclosa doskonale znał. Isabel nieświadomie wpada w sieć intrygi snutej przez madame Merle wespół z jej dawnym kochankiem Osmondem. Ma w tym swój ważki prywatny interes, ale nie będę spoilerować ;-) W każdym razie moje rozczarowanie wzrosło. W drugiej części książki analiza psychologiczna bohaterki, tak intrygująca na początku, stopniowo ustępuje miejsca niemal opisowi behawiorystycznemu. A im bliżej końca, tym bardziej odczuwa się powierzchowność analizy psychologicznej. Motywacje Isabel, której mąż niczym pan Graba Orzeszkowej zaraz po ślubie ujawnia nikczemną naturę ukrytą pod maską wykwintnych manier, nie są przekonujące. Poza tym już sama decyzja poślubienia Gilberta Osmonda jest z gruntu naciągana. Jakby autor zamierzał po prostu zilustrować z góry założoną tezę, nie zważając na prawdopodobieństwo psychologiczne. A może rzeczywiście najbardziej prawdopodobne jest, że kiedy wszyscy wokół mówią dziewczynie, że jej wybranek jest absolutnie nieodpowiedni, to ona tym bardziej brnie w toksyczny układ na przekór całemu światu? No nie wiem, nigdy nie byłam w takiej sytuacji i trudno mi zrozumieć, że bohaterka, która w bardzo młodym wieku stopniowo uświadamia sobie wagę niezależności i robi wszystko, żeby tę niezależność i swobodę smakowania świata pogłębiać, w momencie, kiedy finansowo staje się rzeczywiście niezależna od nikogo, nagle nie pragnie niczego innego, tylko uwikłać się w nieodpowiednie małżeństwo. Dotąd uważnie analizowała swoją sytuację i rozsądnie podchodziła do decyzji; teraz nagle traci rozsądek oraz rezygnuje z życiowych aspiracji. Bez sensu zupełnie. Autor wcale bowiem tak usilnie nie buduje wcale zauroczenia i ślepej miłości jako motywacji!  Czymże więc kieruje się Isabel? Przyznaję, nie wiem. Jestem rozczarowana.
       Paradoksalnie więcej życia nabiera w tym kontekście umierający Ralph, który przed śmiercią dostrzegł jak pomylił się w swoich oczekiwaniach co do losów Isabel. Głębszego wymiaru nabiera lord Warburton, ba, nawet pierwszy wielbiciel Isabel, Caspar Goodwood okazuje się coraz bardziej interesujący jako postać literacka. Autor widać nie miał już pomysłu na swoją bohaterkę. Zrobił z niej cierpiętnicę  na modłę pozytywistycznej powieści Orzeszkowej - nie przypadkiem wspomniałam wyżej pana Grabę, który robił wszystko, żeby złamać żonę, zniszczyć jej psychikę. No ale, na litość,  Isabel miała inny punkt wyjściowy! Była osobą bardziej świadomą swoich uczuć i międzyludzkich relacji, jej aspiracją było poznawanie ludzkich charakterów, w osobie ciotki, pani Touchett miała naoczny przykład, jak może postąpić kobieta, której małżeństwo nie satysfakcjonuje, nawet gdy nie chce oficjalnie się rozwieść i zerwać całkowicie stosunki z mężem. Tymczasem pani Touchett, od lat mieszkająca we Włoszech i zaglądająca do domu mężowskiego raz w roku na miesiąc czy dwa, stanęła na wysokości zadania i osobiście czuwała zarówno przy umierającym mężu, jak i później synu, nie tracąc ani odrobiny ze swojej wyniosłej i oschłej niezależności.
        W kontekście załamania się linii osobistego rozwoju bohaterki tytuł powieści jawi mi się jako głęboko ironiczny.  Jakiż to portret damy, której z wielkich aspiracji zostaje prezent z 70 tysięcy uczyniony zwykłemu oszustowi, łowcy posagu? To raczej portret głupiej prowincjonalnej gęsi ;- )

piątek, 10 sierpnia 2018

Pierwsze wrażenie i drugie rozczarowanie

      Kolejny raz doświadczam pewnej prawidłowości. Jeśli zachwyci mnie pierwsze zetknięcie z jakimś pisarzem, drugie okazuje się rozczarowaniem. Bywa to bardziej prawdopodobne, gdy pierwsza przeczytana książka jest wybitna. Tak było z Hermannem Brochem. "Śmierć Wergilego" wciągnęła mnie totalnie i do dziś jestem zauroczona. Kiedy jednak sięgnęłam po "Lunatyków", doznałam rozczarowania i - przyznaję - nawet nie dobrnęłam do połowy! Podobne wrażenie mam teraz, czytając "Portret damy" Henry`ego Jamesa. Kontakt z twórczością pisarza rozpoczęłam od niewątpliwego - według zgodnej opinii wielu krytyków - arcydzieła, jakim są "Ambasadorowie".  Faktycznie, perfekcja narracji może zdumiewać i fascynować. Opisałam swoje wrażenia na Okolicach książek . Idąc tropem powszechnej opinii, sięgnęłam po również zachwalany "Portret damy" i - nie, nie powiem, żebym była zdegustowana, ale odrobina rozczarowania jest. Być może jeszcze za wcześnie na ostateczną ocenę, gdyż jestem dopiero na 178. stronie ;-) Narracja Jamesa i tutaj ma swoje specyficzne zalety. Duża doza subiektywizmu mowy pozornie zależnej pozwala śledzić psychologiczne aspekty osobowości głównej bohaterki. W przeciwieństwie do"Ambasadorów" tutaj całość obejmuje jednak trzecioosbowy obiektywny narrator, a przynajmniej  silący się na obiektywizm w bezpośrednim zwracaniu się - niejako ponad głowami bohaterów - do czytelnika, starając się wzbudzić jego sympatię do głównej bohaterki.
      Zgodnie z tytułem, jest nią kobieta, młoda dziewczyna, Amerykanka, która po przybyciu do Europy zdobywa doświadczenie i, rzec by można, towarzyską ogładę w wysokich sferach towarzystwa. Nie jest oczywiście tak, że panna Archer nie ma obycia. Przeciwnie, jest nieprzeciętnie inteligentna, ciekawa świata i ludzi, chce jak najszerzej i dokładniej poznać Europę i stosunki międzyludzkie w niej panujące, a które są dla niej, w porównaniu z amerykańskimi, bardziej skomplikowane. Nie miejsce tu na streszczanie fabuły. Zresztą u Jamesa w ogóle jest to zbyt skomplikowane. Spora część zdarzeń właściwie rozgrywa się w psychice bohaterów. Przeżycia, emocje, ich refleksje działają jak lustrzane odbicia postaw, zachowań i uczuć innych ludzi. Istota narracji zawiera się w przenikaniu się światów: zewnętrznych zdarzeń i wewnętrznej autorefleksji bohaterki.Ona sama z kolei stanowi ośrodek zainteresowań kilkorga innych postaci, jak kuzyna Ralpha czy ciotki Touchett, którzy, każde na swój sposób, roztoczyli nad Isabel swoistą opiekę umożliwiającą jej poznawanie i badanie "okazów ludzkich", jak to ujęła. Dążenie do niezależności przejawia się na początku w formie odrzucenia propozycji małżeństwa zafascynowanego nią lorda Warburtona, a następnie odesłaniu do Ameryki Caspara Godwooda, zabiegającego o jej rękę biznesmena, który przypłynął za nią do Anglii. W jednym i drugim przypadku małżeństwo wydawało się bohaterce "niepotrzebną komplikacją codziennego życia".  W którym kierunku rozwiną się zainteresowania Isabel, dowiem się z dalszej lektury. Tymczasem zastanawiam się, czy w ostatecznym rachunku znowu okaże się, że albo powinnam czytać książki w chronologicznej kolejności ich powstawania, śledząc rozwój talentu pisarza i kolejne etapy wspinania się na szczyt perfekcji, albo po zapoznaniu się z książką najlepszą, resztę sobie zwyczajnie odpuścić, nie dopuszczając do rozczarowań ;-)

PS. No, ale gdybym tak postępowała, nigdy nie przeczytałabym tylu książek Parnickiego! ;-)

niedziela, 29 lipca 2018

Polacy w Bayreuth

       25 lipca rozpoczął się Festiwal Wagnerowski w Bayreuth. Nazwa zobowiązuje: wystawia się na nim 10 kanonicznych dzieł Richarda Wagnera: Latającego Holenrda, Tannhausera, Lohengrina, Tristana i Izoldę, Śpiewaków norymberskich, Parsifala  oraz cztery części Pierścienia Nibelunga: Złoto Renu, Walkirię, Zygfryda i Zmierzch bogów.  Oczywiście kolejność bywa różna. O randze festiwalu świadczy fakt, że odbywa się on od 1867 roku w specjalnie do tego celu zaprojektowanym budynku, zaprojektowanym zresztą przez samego Wagnera. Festiwalem przez wszystkie te lata kierują członkowie rodziny Wagnera. Można by rzec, impreza rodzinna ;-) Niemniej, na potrzeby festiwalu organizowana  jest specjalna orkiestra, a wagnerowskie chóry zajmują szczyty światowego rankingu. Istnieją śpiewacy specjalizujący się w Wagnerze i stale w Bayreuth występujący, jak Waltraud Meier, która po kilkunastu latach przerwy wróciła jako Ortruda  na scenę Festspielhaus w Bayreuth. Ale tegoroczny sezon w Bayreuth jest niezwykły z innego powodu. Na otwarcie w Lohengrinie zaśpiewali dwaj Polacy:  Piotr Beczała w partii tytułowej i Tomasz Konieczny jako Telramund. Obaj rewelacyjni, co zresztą zostało docenione przez recenzentów "Berliner Zeitung" oraz w MDR Culture  No niestety, na czytanie wszystkich recenzji nie miałam jeszcze czasu. Zastanawiające, że w obu ocenach powtarza się krytyka pomysłu scenograficznego. Na szczęście w radiu można było skoncentrować się na muzyce i śpiewie, nie rozpraszając się mniej czy bardziej nietrafionymi reżyserskimi wizualizacjami. Piotr Beczała właściwie niespodziewanie zastąpił w partii Lohengrina Roberta Alagnę. W opiniach recenzentów pojawia się sugestia, że to dobry wybór a nawet że szczęśliwy traf. Głosowo Lehnegrin jest partia bardziej liryczną niż inni bohaterowie Wagnera. Przyjemnie było słuchać dwóch Polaków w jednym z najbardziej prestiżowych festiwali operowych świata. Otwarcie Festiwalu Wagnerowskiego w świecie opery ma rangę jak Festiwal Filmowy w Cannes w świecie kinematografii: każda osobistość czuje się zobowiązana tam być ;-) A z pobożnych życzeń, a może nawet mających coś w sobie prawdy, jest informacja, że Tomasz Konieczny ma szansę zaśpiewać partię Wotana. To byłoby coś!

A na razie dwóch Polaków na rozpoczęcie festiwalu. Piotr Beczała jako Lohengrin i Tomasz Konieczny jako Telramund - szlachetny rycerz i czarny charakter w "Lohengrinie"A przy okazji widok na, no cóż, cudaczną scenografię i kosmiczną wizję kostiumowo-charakteryzatorską;-)


poniedziałek, 23 lipca 2018

Skutki nocnego słuchania muzyki

     Na początek koncertu się spóźniłam, toteż czekałam na komentarz prowadzącego audycję, żeby wiedzieć, czego i kogo słucham. Ze zrozumieniem nazwy zespołu również nie tak łatwo poszło: Lauter? Laugher? W każdym razie grają barok. W końcu okazało się, że chodzi o Lautten Compagney - instrumentalny zespół niemiecki specjalizujący się w muzyce Haendla i baroku. Ale tym razem grali chyba Telemanna. Podobno z nowej płyty. Niestety, nie znalazłam tego nagrania na YouTube. Nie jestem pewna czy czegoś nie pomyliłam. W każdym razie zespół gra na historycznych instrumentach, współpracując z wieloma wykonawcami, ale stosują też nowoczesne aranżacje w połączeniu z brzmieniami elektronicznymi.

Tradycja i nowoczesność w wykonaniu Lautten Compagney:




środa, 18 lipca 2018

Cadfael ;-)

      Braciszek Cadfael jest benedyktynem i mieszka w opactwie Sherwsbury. Życie miał burzliwe i teraz chce mieć święty spokój,uprawiając ziołowy klasztorny ogródek.  Jednak dawne przyzwyczajenia nie pozwalają mu gnuśnieć,gdy wokół dzieją się rzeczy niezwykłe i tajemnicze. Bo brat Cadfael ma żyłkę detektywistyczną, jak brat Wilhelm z "Imienia róży". Rzecz podobnie jak w powieści Eco rozgrywa się w średniowieczu. Dawno temu oglądałam serial BBC "Kroniki braciszka Cadfaela" Derekiem Jacobim w roli głównej (niezapomnianym z roli tytułowej w serialu"Ja, Klaudiusz"). I teraz przeglądając stare książki, na wewnętrznej okładce jednej z nich znalazłam reklamę serii "Mnich" Ellis Peters. Czytam, czytam i oczom nie wierzę. "Mnich" to seria 20 tomów przygód Cadfaela napisanych przez Edith Pargeter (1913 - 1995) używającej pseudonimu Ellis Peters. Ostatni tom kazał się na rok przed śmiercią pisarki. Oglądając przed laty serial,nie pamiętam, żebym kojarzyła literacki pierwowzór. Chyba nawet nie wiedziałam, że film nakręcono na podstawie książek. Uświadomiłam to sobie dopiero teraz, przypadkowo odnajdując reklamę serii polskich tłumaczeń. Czyżby brat Cadfael z nudów prowadząc swoje śledztwo odnalazł teraz mnie? I jakie to jednak nieprzypadkowe, skoro właśnie skończyłam czytać o Fryderyku II Hohenstaufie (wpis na Okolicach książek), czyli czasy bardzo bliskie. Cadfael rozwiązuje swoje zagadki w wieku XII, Fryderyk II rządził w I połowie wieku XIII. Średniowiecze to chyba moje czytelnicze przeznaczenie ;-) 

czwartek, 12 lipca 2018

Koncert pod pomnikiem

       I wcale nie chodzi o pomnik Chopina ani warszawskie Łazienki. Po raz trzeci odbywają się latem koncerty plenerowe pod pomnikiem Karola Szymanowskiego w Parku im. Jerzego Waldorffa w Słupsku. Zdarzyło mi się zawitać w tamte okolice i akurat trafiłam na koncert na poły klasyczny. Barbara Witkowska na harfie i Adrian Janda na klarnecie przypomnieli polskie i zagraniczne przeboje filmowe. Soliści na co dzień  grają w orkiestrze Filharmonii Narodowej, a razem tworzą duet dokonując adaptacji muzyki filmowej  na te dwa instrumenty. Barbara Witkowska zresztą od lat muzyką filmową się zajmuje, wykonywała ścieżki dźwiękowe w polskich filmach, jak "Saga prastarej puszczy" (serial dokumentalny), "Wino truskawkowe", "Zabić Sekala", "Bandyta" i innych.
        Podczas niedzielnego koncertu program został ułożony czteroczęściowe bloki, w których dominowała raz muzyka taneczna, raz ciekawostki dawnego kina, a w kolejnych musicalowe szlagiery. Z ciekawostek warto wspomnieć o Charliem Chaplinie, który - jak się okazało - nie tylko reżyserował swoje znane filmy, ale i komponował do nich muzykę. Szczególne miejsce w koncercie zajął Nino Rota, jeden z najsłynniejszych kompozytorów muzyki filmowej. Słuchaliśmy między innymi muzyki z "Ojca chrzestnego".  Nie mogło oczywiście zabraknąć polskiego twórcy filmowej muzyki - Wojciecha Kilara i jego walca z "Trędowatej", a jakby na zasadzie dopełnienia walc Waldemara Kazaneckiego z "Nocy i dni". Kontrastowo zaś mocne rytmy Gershwina z "Amerykanina w Paryżu" oraz "Libertango" Astora Piazzolli. Były jeszcze instrumentalne wersje przebojów Franka Sinatry i Elvisa Presleya, ale przyznam, że takie utwory zdecydowanie wolę słuchać w wersji oryginalnej. W każdym razie program jak na letnią przygodę z muzyką dość zróżnicowany i zapewne dlatego publiczność dopisała, co widać na zdjęciach, które można obejrzeć na poniższym linku. Jest tam też załączony krótki filmik.

Garden Party u Karola

      Koncerty odbywają się właśnie pod nazwą Garden Party u Karola, patronuje im z pomnika Karol Szymanowski oraz jako organizator Sinfonia Baltica im. Wojciecha Kilara. Lato nie lato, wakacje czy nie, a ludzie złaknieni są muzyki, o czym świadczy duża frekwencja i fakt, że koncerty odbywają się  w ramach budżetu partycypacyjnego miasta. Tak więc społeczeństwo zażyczyło sobie tych koncertów, a ja 8 lipca byłam w Słupsku i się załapałam przy okazji :-)

"Libertango" w wersji tanecznej:


wtorek, 3 lipca 2018

Kultura w odwrocie?

      Kulturę zmyły deszcze. Rozmyła się? A gdzie nie pada(ło) rozsypała się w proch. Kultura gdzieś się ulokowała w stałych punktach, samemu trzeba do niej pojechać. Czyli w podróży być stale. A może i książki podróżują, tylko inaczej? Pod koniec czerwca nawet na prowincji pojawiła się półka uwolnionych książek. Zaniosłam dwie. I na drugi dzień jednej z moich uwolnionych książek już nie było. Wyruszyła w podróż. Niestety, to nie była wielka literatura. Z wielką literaturą rozstać się nie potrafię. Dlatego z ruchomych książek udało mi się jak dotąd skorzystać tylko raz, gdy ktoś po prostu pozbył się pozycji antykwarycznych, a nie chciało mu się wystawiać na Allegro ;-) Znalazłam pozycję, którą znam, a jakże, ale nie miałam w swojej biblioteczce. To był Brecht. Teraz z biblioteki wygarnęłam gruby tom, ale jak targać go w zapełnionej po brzegi walizce? Kalendarz kultury zapełni się bliżej końca lipca, przełomu lipca i sierpnia. No, wówczas z kolei trudność będzie polegała na nadmiarze spośród nakładających się w tym samym czasie wydarzeń. 

do 7 lipca trwa Zamojskie Lato Teatralne
1 lipca - 19 sierpnia - Wieczory Muzyki Organowej i Kameralnej w Rzeszowie
10- 15 lipca - Festiwal Artystów Filmu i telewizji w Janowie Lubelskim
26 - 29 lipca - Carnaval Sztukmistrzów w Lublinie
3 - 12 sierpnia - Letni Festiwal Filmowy w Zwierzyńcu
5 - 12 sierpnia - Festiwal Stolica języka Polskiego w Szczebrzeszynie
11 - 12 sierpnia - Festiwal kaszy "Gryczaki" w Janowie Lubelskim
17 - 19 sierpnia - Jarmark Jagielloński w  Lublinie
9 - 31 sierpnia - Chopin i Jego Europa w Warszawie

oraz inne okoliczności :-)