sobota, 8 sierpnia 2020

Festiwal Kultur

       VII Festiwal Kultur  - 7 - 9 sierpnia 2020 - jak co roku połączył w programie elementy kultury rodzimej, sitarskiej, roztoczańskiej, kresowej, żydowskiej, słowiańskiej i bałkańskiej. Stało się tradycją, że co roku przyjeżdżają na występy inne zespoły zza wschodniej i południowej granicy. W tym roku z Chorwacji  i Słowacji.
      Chorwację reprezentował KUD "Branislav Nušić". Kulturno umetničko društvo (KUD) to nie jeden zespół, lecz stowarzyszenie jednoczące różne sekcje, grupy i zespoły zajmujące się artystyczną aktywnością: folklorem tanecznym, muzyką (sekcja tamburynu), teatrem i recytacją. Wszystkie grupy i sekcje przede wszystkim kultywują tradycyjny serbski folklor historycznego regionu zwanego Srem (Syrmia) będącego w czasach antycznych rzymską prowincją. Obecnie większość terytoreium dawnego Sremu znajduje się częściowo w granicach Chorwacji, a częściowo Serbii. Stowarzyszenie KUD powstało w 1951 roku, a jego celem do dzisiaj jest zachowanie oryginalnego folkloru w różnorodnych aspektach: artystycznym, językowym, muzycznym, obyczajowym. Stąd na przykład sekcja teatralna przygotowuje spektakle prezentujące dawne obrzędy i obyczaje. Zobowiązuje do tego poniekad drugi cżłon nazwy stowarzyszenia "Branislav Nušić" przyjęte jako hołd dla wybitnego serbskiego powieściopisarza, nowelisty i dramaturga (Branislav Nušić 1864 - 1938).


    
       Ze słowackich Koszyc natomiast przyjechał zespół Železiar założony w 1964 roku. Prezentuje on w swoich występach sztukę ludową regionów Abov, Zemplin, Šariš i Spisz na Słowacji. Zespół odznacza się harmonijnością tańca, śpiewu i wykonywanej muzyki na ludowych instrumentach. Choreografia łączy w całość różne elementy tworząc poetycki spektakl zbudowany na autentycznych źródłach. Przez lata działalności repertuar zawierał tańców, o których informacje można znaleźć na stronie zespołu. Przy każdym tańcu jest informacja o jego charakterze oraz z jakiej okolicy pochodzi, z jakiej wsi nawet. Na przykład taniec starego świata był tańczony w parach w okolicach wsi  Čierne i Skalité , natomiast skoczony to taniec męski. Z kolei KYSUČANKY jest tańcem żeńskim. Oczywiście nie sposób tego spamiętać, nazwy usłyszane po raz pierwszy zaraz wylatuja z pamięci, ale od czego Internet! Zespoł ma szczegółowo prowadzona stronę. Sa nawet zdjęcia kostiumów do wypożyczania. W bieżącym roku większość występów zespołu niestety została odwołana, ale od czego YouTube! Na Festiwal Kultur jednak przyjechali i to takich właśnie męskich fartuszkach:



     A poza tym był miejscowy zespół Pokolenia oraz górale żywieccy. Uroczysty korowód rozpoczął trzydniowy festiwal, rozstawiły się kramy ze specjałami kuchni regionalnej i ludowymi arcydziełami. I tak sobie wakacyjnie festiwaluję, chociaż Gryczaki w tym roku odwołali.

poniedziałek, 3 sierpnia 2020

1052

   Niesamowity jest. Kto właściwie? Kompozytor czy klawesynista? A może cały kwintet w komplecie z partyturą? Czyli CO tak niesamowite? Koncert d-moll na klawesyn i orkiestrę smyczkową jest jednym z ośmiu koncertów klawesynowych Jana Sebastiana Bacha. Pierwszym solistą koncertu był zdaje się syn kompozytora - Carl Philipp Emanuel. Koncert ma energiczną i chwilami zabawną linię klawesynową. Momenty repetytywne prawie jak we współczesnej muzyce minimalistycznej, przypominają mi się kompozycje Reicha czy Cage`a. A to prawie trzysta lat temu powstało. Prekursorskie bardzo! Ale to dla smyczków Bach napisał iście wirtuozowskie pasaże i kombinacje. Całości dopełniają miny Jeana Rondeau - nie do podrobienia (Nie będę go przedstawiać dokładniej, bo zrobiłam to już jakiś czas temu)  Tutaj uskutecznia rytmiczną biegłość i powtarzalność wręcz obsesyjną, ale to wymysły kompozytora przecież. Rondeau tylko gra. Wykonanie w sumie dosyć szybkie, dlatego tak wciągające, niemal transowe. A przeciągane smyczki w paru miejscach brzmią jakby z innego świata. W każdym razie słucha się tego z narastającym napięciem: co dalej? Co dalej? Dokąd tak wszystko pędzi? I na koniec ta rozbrajająca mina Jeana Rondeau! Czy Bach się uśmiecha tam z góry?

Koncert d-moll na klawesyn i orkiestrę smyczkową, BWV 1052
Część I - Allegro


poniedziałek, 27 lipca 2020

Światowa kariera po sześćdziesiątce

     Żyjemy w epoce kultu młodości, młodej kreatywności, młodzi gniewni chcą od razu na starcie zdobywać sławę i dużo zarabiać. Nie dla nich cierpliwe dochodzenie do mistrzostwa. Bez różnicy czy chodzi o mistrza w sporcie, czy mistrza zawodowego fachu. A już w szerokiej dziedzinie kultury i sztuki sławę i karierę zdobywa się nie tyle dzięki mistrzostwu, co dzięki reklamie i odpowiednim menedżerom. Największe gaże aktorskie dostają naturszczyki wywindowani przez reklamę i wszechobecny kult pięknego wyglądu, hity filmowe to nie dzieła warsztatowo dobre, lecz skandalizujące, najpoczytniejsi pisarze zdobywają sławę nie pisarstwem, lecz wypowiedziami obliczonymi na wsadzanie kija w mrowisko... Na marginesie, zaiste zadziwiający paradoks, że aktorzy zdobywają uznanie nie graniem, lecz wyglądaniem, modelka nie wyglądem, tylko kreowaniem się w  roli eksperta od diety, wychowywania dzieci po ekologię, pisarze zaś nie pisaniem, tylko gadaniem, a dziennikarz nie poprzez informowanie, lecz politykowanie. Totalne pomieszanie funkcji i ról społecznych. Czy w świecie odwrócenia wartościowania medialności jako mistrzostwa a prawdziwego mistrzostwa jako nudy dla starych zgredów można zaistnieć po sześćdziesiątce? Zaistnieć w sensie rozpocząć karierę artystyczną, osiągnąć mistrzostwo, zdobyć rzeczywistą światową sławę i co więcej, być docenianym.
    Gilbert Garcin był właścicielem firmy i sklepu sprzedającego lampy. Nie interesował się specjalnie sztuką, zapewne nie bardzo też miał na to czas. W dzieciństwie oglądał czarno-białe filmy w kinie prowadzonym przez jego dziadka. To wszystko. W wieku 65. lat przeszedł na emeryturę. Trochę z nudów, jak twierdzi, zrobił kilka zdjęć i wysłał na konkurs, zdobywając pierwszą nagrodę, dzięki której przeszedł kurs fotograficznego montażu. W wieku osiemdziesięciu lat miał wypracowaną własną technikę tworzenia fotograficznych obrazów, posługiwał się tradycyjną, ręczną techniką montowania postaci ludzkiej w scenerii surrealistycznego pejzażu i został znanym na całym świecie fotografem, a wystawy jego prac można było oglądać niemal na wszystkich kontynentach, choć na początku drogi zawodowcy operujący skomplikowanymi programami grafiki cyfrowej twierdzili, że tak się nie robi, tak się nie fotografuje. Ale to nie oni mieli rację. Ludzie przychodzący na jego wystawy wychodzili zakochani w tych czarno-białych fotografiach.  "Nie planowałem tego" - zarzeka się w dokumentalnym retrospektywnym filmie - "trochę przez przypadek". 
     Gilbert Garcin został mistrzem bez cyfrowej obróbki, bez wielkiego fotograficznego zaplecza; jego atelier mieściło się w starym budynku, niemal szopie w rodzinnym mieście, gdzie zgromadził potrzebne rekwizyty: wycięte figurki własnej postaci uchwycone w różnych pozach za pomocą samowyzwalacza, podobnie wycięte figurki żony, pudełka, kostki różnej wielkości, z których budował scenografię, sznurki, patyczki, kamyki, kartony, parę garści piasku. Garcin wykorzystywał  przedmioty do tworzenia iluzji, a bawiąc się proporcją, uzyskiwał efekt wielkiej metafory życia. Nigdy nie ukrywał swojej techniki: "Chętnie zdradzam swoją tajną recepturę, bo jestem przekonany, że nikomu nie będzie się chciało robić tego samego".  Współcześni - o wiele młodsi od niego fotograficy - wolą szybsze cyfrowe technologie, które pozwalają na niemal nieskończone retuszowanie. Zdjęcia Garcina są analogowe, możliwe było tylko manipulowanie kontrastem. 
      Ważne są podpisy, choć - jak mówił - wymyślanie tytułów jest najtrudniejsze. Na zdjęciach jet zawsze on sam, ale nie jako osoba z nazwiskiem, a jako Każdy, człowiek - bohater współczesny. Podobnie wykorzystuje figurki zdjęć żony - dzięki nim fotografia staje się wypowiedzią na tematy uniwersalne o relacji w związku dwojga ludzi. Gilbert i Monique przeżyli razem ponad 50 lat, zdjęcia z ich postaciami obrazują różne etapy i zdarzenia, jakie mogą się pojawić w związkach. Postacie, przedmioty w zmienionej, powiększonej skali, ascetyzm tworzywa, metaforyzacja przestrzeni i tytuł tworzą całość - surrealistyczny obraz, a  przecież tak ściśle związny z realnym życiem. Jak zauważają krytycy, zdjęcia Garcina opowiadają życiową epopeję. Czasami w układach przestrzennych i motywach można odnaleźć aluzje do znanych dzieł malarskich lub filmowych, jak "Czarnego kwadratu" Malewicza czy filmów Bustera Keatona. Nawiązania są podszyte humorem, a spojrzenie na samego siebie - bo przecież mimo wszystko figurka to on sam, tylko w pewnej przyjętej konwencji, roli  -  "nie jest zbyt poważne. Czasem robię coś z przymrużeniem oka. To rodzaj nabierania dystansu" - mówił.. 

      Gilbert Garcin zmarł 17 kwietnia 2020 roku w Marsylii. 


       Młyn zapomnienia


W toku


Malewiczowie wybierają dywan (zabawna aluzja do obrazu "Czarny kwadrat na białym tle" Malewicza)


Ratujmy przyrodę


Zerwanie



sobota, 25 lipca 2020

Ten charakterystyczny głos




Bezkompromisowy Mefisto, książę Borys Godunow i zabawny Skołuba w jednej osobie.  Wilnianin, akowiec, zesłaniec w Kałudze, a przede wszystkim niesamowity polski bas, który śpiewał z Marią Callas. Dzisiaj w wieku 98 lat zmarł Bernard Ładysz.





wtorek, 21 lipca 2020

Na koncertach

      Jeszcze nie bezpośrednio, ale prawie na żywo. Z Leżajska co tydzień są transmisje online z Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Organowej i Kameralnej. W poniedziałki o dziewiętnastej można słuchać i oglądać. Spokój, wypoczynek, relaks, coś wspaniałego. Organy jednak mają niezwykłą moc wpływnaia na ducha. Do tej pory były trzy transmisje, szykuję się już na najbliższy poniedziałek,  grać będzie prof. Roman Perucki.
      Oczywiście w każdym recitalu jest Bach, ale dwa razy był terż mój ulubiony Buxtehude. Ponadto auotrzy mi nieznani, jak John Stanley czy Jehan Alain. Słyszałam po raz pierwszy.  Dotychczasowych recitali festiwalowych można wysłuchać na YouTube na stronie festiwalu  Tak więc nic nie przepada, ale co na żywo, to na żywo. Profesora Peruckiego można słuchać jako organisty w Gdańsku - Oliwie, ale teraz tam nie pojadę. Dlatego zasiądę na widowni internetowej 27 lipca.  A tymczasem fragmencik z koncertu sprzed tygodnia.
Buxtehude na początek - gra prof. Józef Serafin 




       Kiedyś pisałam już, jak się jakieś nazwisko przyczepi, to pojawia się coraz częściej, bo ucho i oko zostało zaprogramowane na odbiór. Tak właśnie się dzieje z moim zaprzyjaźnianiem się z Alberto Ginasterą (1916 - 1983). Będąc nieoczekiwanie na koncercie w Lloret de Mar usłyszałam jego nazwisko kompletnie bez skojarzeń z czymkolwiek. Teraz słuchając retransmisji w Dwójce już wiem, kto zacz. Co prawda to kompozytor argentyński, ale o katalońskich korzeniach, dlatego wówczas w Lloret de Mar trio Dauris utrzymało się klimatach katalońskich w całym koncercie.  Dzisiaj zaś pojawił się w towarzystwie najsłynniejszego chyba hiszpańskiego kompozytora de Falli, ale i Arturo Marqueza oraz węgierskiego kompozytora  Zoltana Kodaly`a (1882 - 1967). Z tym ostatnim znowu moje kontakty, tak to nazwijmy, zaczęły się od zdziwienia "a któż to taki? nazwisko nie do zapamiętania", aby z czasem kojarzyć go nie tylko z muzyką, ale i z etnografią, podobnie jak naszego Kolberga. Kodaly opracował własną metodę uczenia dzieci śpiewu, a ja ogłaszam sprawdzoną na sobie metodę poznawania muzyki: zapamiętaj nazwisko, a nagle usłyszysz i zobaczysz, że otacza cię jego twórczość. 

Alberto Ginastera i słynne "Malambo" - malambo to jeden z argentyńskich ludowych tańców wykonywanych przez pasterzy bydła gauchos 


A tu mamy oryginalne malambo




poniedziałek, 6 lipca 2020

piątek, 3 lipca 2020

Kultura ruszyła

Lublin, Filharmonia Lubelska
Czas to miłość. Cykl koncertów w Muzeum Zamoyskich w Kozłówce oraz Filharmonii Lubelskiej
20 czerwca - 25 września 2020

Zamość
Orkiestra Symfoniczna im. Karola Namysłowskiego - koncerty promenadowe na Rynku Wodnym soboty lipca (04.07., 11.07., 18.07., 25.07.) - godz. 17:00

Leżajsk
XXIX Międzynarodowy Festiwal Muzyki Organowej i Kameralnej 
6 lipca - 10 sierpnia 2020
Uwaga! Transmisje online na stronie www.festiwalorganowy.lezajsk.pl

Zamość
45. Zamojskie Lato Teatralne
15 lipca - 12 września 2020,
w programie m. in. "Szachy" Jana Kochanowskiego (15 lipca), "Wiśniowy sad" Czechowa (22 lipca), "Makbet" Szekspira (5 sierpnia), koncert piosenek klezmerskich (26 sierpnia) oraz koncert muzyki greckiej (2 września)

Szczebrzeszyn
Festiwal Stolica Języka Polskiego
2 - 8 sierpnia 2020

Kraków
Festiwal Muzyki Polskiej 
6-9 sierpnia 2020

Paradyż
Festiwal Muzyka w Raju 
7- 23 sierpnia 2020

Filharmonia Narodowa
powrót do koncertów z publicznością 
od 7 sierpnia 2020

Biłgoraj
Jarmark Sitarski 
8-9 sierpnia 2020 

Janów Lubelski
Festiwal Kaszy Gryczaki
8 - 9 sierpnia 2020 

Lublin
Jarmark Jagielloński 
21 - 23 sierpnia 2020

Teatr Wielki Opera Narodowa
początek sezonu 2020/2021 - koncert Jakuba Józefa Orlińskiego
12 września 2020