niedziela, 14 października 2018

No i jest...

... debiutancka płyta Jakuba Józefa Orlińskiego.  (TU wcześniejsza notka o nim) "Anima Sacra" nagrana z zespołem Il pomo d`oro będzie miała premierę 26 października. Zawiera arie kompozytorów pierwszej połowy XVIII wieku, zwłaszcza szkoły neapolitańskiej, choć nie tylko, bo jeśli zgodnie z zapowiedzią są tam także Zelenka i Hasse, to znajdujemy się w Dreźnie. Oooo, JPC podaje spis treści, rzeczywiście jest Zelenka, jest Hasse, a poza tym Fago, Feo i Sarro - wiem, dziwnie to brzmi, ale naprawdę tak się nazywali ;-) Francesco Nicola Fago, Francesco Feo i Domenico Sarro - wszyscy związani z Neapolem i tamtejszą szkołą kompozytorską. W każdym razie muzyczne zapowiedzi już są. Apetyt rośnie.




środa, 10 października 2018

Tak jakby pożegnanie




 

La Superba (Wspaniała), La Stupenda (Zdumiewająca) - 
Maria de Montserrat Viviana Concepción Caballé i Folch - ur. 12 kwietnia 1933 roku w Barcelonie, zmarła 6 października 2018 roku też w Barcelonie; 




niedziela, 7 października 2018

Nowy Świat - cz. 2

    Polska była orkiestra, a poza tym dyrygent z Chin, solista z Hiszpanii, muzyka węgierska i czeska. A, prawda, widownia też w większości polska, ale nie całkiem, bo chiński dyrygent oklaskiwany był też przez chińskich słuchaczy, chociaż kto ich tam wie, czy oni byli Chińczykami :-) Lio Kuokman ma kilkanaście stron internetowych i mnóstwo żródeł o nim pisze, ale nigdzie nie ma daty i miejsca urodzenia. W każdym razie jest młody. Może gdzieś na chińskiej stronie, ale tych znaczków nie umiem przeczytać. Angielskojęzyczne źródła podają wszelkie nagrody, osiągnięcia, nagrania, koncerty, czyli cała sfera muzyczna udokumentowana. Strona Szalonych Dni Muzyki skrupulatnie odnotowuje, że poprowadził na nich cztery koncerty. Byłam na jednym. ze wspomnianą muzyką węgierską i czeską.
     Węgierska to Zoltán Kodály (1882 - 1967), kompozytor i etnograf. Właściwie nic o nim nie wiem. W każdym razie jego muzyka czerpie ze źródeł ludowych i takie też reminiscencje pojawiają się w "Ballet Music" z opery "Háry János" zaprezentowanej na sobotnim koncercie. Początek raczej w stylu Strawińskiego, a i w całości kojarzyło mi się momentami ze "Świętem wiosny".  Za mało znam ludową muzykę węgierską, żeby ocenić i docenić kunszt kompozytora. Łatwiej było przy "Koncercie wiolonczelowym h-moll" Dvořáka, w którym z orkiestrą zaprezentował się Pablo Ferrández (27 lat), niezywkle ekspresyjny hiszpański wilonczelista. Jego grę, choć właśnie ekspresyjną i dynamiczną, odebrałam też jako niezywkle skupioną. Tak to wyglądało na pierwszym koncercie, natomiast następnego dnia słyszałam go w koncercie kameralnym w duecie z Plameną Mangovą i to było piękne :-) Najpierw "Kol Nidrei" Maxa Brucha, oryginalnie skomponowane na wiolonczelę z orkiestrą, ale tutaj transkrybowane na wiolonczelę z fortepianem. Stosownie do judaistycznego źródła modlitewnego utwór poważny i podniosły w  tonie. Drugim utworem zagranym przez duet Ferrández/Mangova była "Sonata wiolonczelowa" Rachmaninowa, w której oboje wykazali duży temperament. Ferrández musiał sobie radzić ze zrywającym się włosiem smyczka, którego resztki wyszarpał zębami (;-) a Mangova latała po klawiaturze jak, nie przymierzając, Martha Argerich. Bułgarska pianistka specjalizuje się w muzyce kameralnej i widać, że czuje się w tym dobrze. Rachmaninow w wykonaniu obojga porwał słuchaczy do owacji, co zaowocowało bisami. 
      Oklaski pojawiały się też w środku utworu, między częściami sonaty i to już nie było tak świetne ;-) Po pierwszej części przechodzącej z Lento do Allegro moderato część widzów zaczęła klaskać, ale się zorientowali, że są w mniejszości i po części drugiej Allegro scherzando  zaległa skupiona cisza. Kiedy jednak skończyła się trzecia w tempie Andante, znowu rozległy się oklaski, w które wdarły się tony części ostatniej Allegro mosso. Ludzie klaszczący nie zdążyli wyhamować, a muzycy niejako przewidując reakcję na Andante, od razu uderzyli w tony następne. No i się pokiełbasiło ;-) Doprawdy, też nie jestem muzykiem, ale czy nie można zapamietać, że sonata ma cztery części, a jeśli nie, to i tak ma budowę symetryczną i po podwójnym Allegro NIE MOŻE się kończyć na Andante, bo to by po prostu nie pasowało? W żaden sposób nijak nie pasuje, żeby się kończyła na Andante,  no nijak, a poza tym można obserwować muzyków. Oni naprawdę dają znak, kiedy koniec ;-)

Poniżej Andante, które nie jest zakończeniem całej Sonaty ;-)



Oklaski i czar pryska. Tymczasem to jest właściwe zakończenie:



Ale w sumie to należałoby posłuchać bohatera koncertu, czyli Pablo Ferrándeza:

niedziela, 30 września 2018

Gdzie jest Nowy Świat?

     Nie, nie chodzi o warszawską słynną ulicę. Może troszeczkę zerkano za ocean śladami Kolumba, ale też nie za każdym razem. Sięgano w przeszłość do Raju Utraconego, tam bez wątpienia można wciąż znaleźć inspirację, ale i stamtąd trzeba kiedyś wrócić. Więc Ziemia Obiecana? Podróż w przyszłość? Albo po prostu podróż w ogóle? Od "Podróży zimowej" po  "amerykańskiego" Dvořaka i jeszcze dalej?  W popkulturowe rejony muzyki filmowej? Tegoroczne Szalone Dni Muzyki znowu zgromadziły tłumy wędrowców przemierzających wszelkie dostępne i niedostępne zakulisowe terytoria Teatru Wielkiego Opery Narodowej. Ba, po raz pierwszy szaleństwo zawładnęło nawet okolicznymi ulicami. I ja tam byłam, słuchałam i oglądałam, a w międzyczasie jak zwykle kawę piłam ;-)
     Maraton zaczęłam dopiero w sobotę, ale za to byłam na pięciu koncertach pod rząd. No, z małymi przerwami. Jak zasiadłam w tym Nowym Świecie o trzynastej, tak wyszłam stamtąd po dwudziestej. No, z małymi przerwami siedziałam, bo po drodze polonez ulicami Śródmieścia był. Właściwie od tego koncertu zaczęłam. Zaraz... bajzel mi się robi. No to po kolei. Słuchałam trzech różnych orkiestr, byłam w sumie na sześciu koncertach: czterech orkiestrowych i dwóch kameralnych, wysłuchałam czterech prawykonań, po raz pierwszy na żywo widziałam jak dyryguje Agnieszka Duczmal, poznałam nowego młodego polskiego dyrygenta oraz wirtuoza wiolonczeli z Hiszpanii, zobaczyłam wreszcie i usłyszałam jak gra nasz "Pianohooligan" i ... nie mogę napisać, czego i kogo nie udało mi się posłuchać, bo mi żal.
      Do koncertu "Polonez dla Niepodległej" wyszedł dyrygent młody, jeszcze mi nieznany, Paweł Kapuła. Z włosem starannie rozwianym i wzrokiem jak "Mickiewicz na Judahu skale" poprowadził cykl utworów polskich, w tym prawykonania czterech polonezów nagrodzonych w konkursie "Warszawski polonez dla Niepodległej" ogłoszony przez Sinfonię Varsovię. Do konkursu przystąpiło ponad stu kompozytorów, a w czerwcu ogłoszono wyniki. Nagrodzone utwory zostały już nagrane i to właśnie pod batutą Pawła Kapuły, ale dopiero wczoraj, 29 września, odbyło się publiczne prawykonanie. Pierwsze miejsce zdobył polonez absolutnie awangardowy. Owszem, rytm poloneza pozostał, ale poza tym... no, tańczyć do tego byłoby trudno ;-) To polonez raczej do słuchania i zapewne musiałabym posłuchać co najmniej trzy razy, żeby zrozumieć "o co chodziło kompozytorowi" - Emilowi Wojtackiemu. Może troszkę przesadzam, ale tak całkiem serio, w sumie utwór mi się podobał, ale że odbiega od łatwej polonezowej frazy, przyznaje sam kompozytor. Miejsce drugie przypadło Pawłowi Siekowi, a trzecie zdobył Ireneusz Boczek. W ich kompozycjach poloneza było znacznie więcej. Z kolei na zakończenie wybrzmiał utwór zaledwie 12-letniego autora Adama Józefa Falenty, który zapowiada się na całkiem ciekawego kompozytora. jego "Polonez dla Niepodległej" jest bowiem częścią większej całości, którą komponuje, I Symfonii h-moll. Młody autor przyznaje, że o konkursie powiedziała mu jego nauczycielka kompozycji i wówczas postanowił przerobić część swojego większego utworu, dostosować do wymogów konkursu, zmienić nawet orkiestrację. Przy dźwiękach właśnie tego utworu najmłodszego uczestnika konkursu wyszli przed scenę tancerze w strojach szlacheckich i poprosili do poloneza obecnych na widowni przedstawicieli władz Warszawy oraz jednego posła, następnie korowód wyszedł na zewnątrz, uformował się w czwórki i dołączyli do niego chętni, którzy w rytmie nagrań rozlegajacych się z poprzedzającej platformy samochodowej przemaszerowali Senatorską, Miodową, Krakowskim Przedmieściem, do Placu Piłsudskiego, Moliera i z powrotem na Plac Teatralny.
      I owszem, owszem, bardzo to ciekawe, że setna rocznica odzyskania niepodległości zainspirowała do tworzenia nowych kompozycji, ale na początku tego całego koncertu orkiestra zagrała "Krzesanego" Kilara i po raz kolejny nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to arcydzieło nieprzemijające. Jak niesamowitą rolę kompozytor wyznaczył tam kontrabasom. Majstersztyk po prostu! A te nutki góralskiej muzyki tu i tam porozsypywane jak dzwoneczki i te skrzypce z hal ciągnące, hej! Nuta nie do podrobienia :-)
      Ale idźmy dalej. W następną podróż zabrała mnie Agnieszka Duczmal i jej orkiestra Amadeus. Podróżowaliśmy Orient Expressem, więc były tańce irańskie i hiszpańskie na odmianę. Suitę "Radif" Knippera słyszałam po raz pierwszy. Ale cały czas podziwiałam panią dyrygentkę. Jej lewa dłoń, ręka cała to swoista maestria gestu. Dłoń wydaje polecenia jednej części orkiestry, przedramię drugiej, a ramię jeszcze trzeciej. Całość jest baletem godnym podziwu bez względu na muzykę. Takim dłoniom i takim rękom chyba nie grozi artretyzm ;-) Na zakończenie Agnieszka Duczmal dała też popis poczucia humoru, gdy się okazało, że potrafi także dowcipnie dyrygować. A chodziło o "Plink, Plank, Plunk!" Leroya Andersona.  Świetna zabawa :-)))




     Trzeci koncert orkiestrowy był bardzo warszawski, nawet tak zatytułowany: "Pocztówka z Warszawy". Złożyły się na niego kompozycje Henryka Warsa (Koncert fortepianowy, Szkice miejskie) i Mieczysława Wajnberga (Melodie polskie). W pierwszym utworze z Polską Orkiestrą Radiową pod batutą Michała Klauzy jako solista zagrał "Pianohooligan", czyli Piotr Orzechowski. To też muzyk z kategorii "młody gniewny", ale bardzo dobrze wykształcony i niesamowicie zdolny. Słuchałam jego nagrań, nie wszystko mi sie pdooba, bo ja zbyt wielką fanką jazzu nie jestem, ale parę rzeczy mnie urzekło i ostrzyłam sobie zęby na ten występ. Dlatego troszeczkę się rozczarowałam, że tak krótko. Wyszedł do fortepianu bardzo skromniutko, usiadł jakby na brzeżku, zagrał, ukłonił się i poszedł. 

Tak mówi o swoim komponowaniu Piotr Orzechowski:



A tak gra:



cdn.

poniedziałek, 24 września 2018

Szymanowski się cieszy

      Dopiero wczoraj podczas koncertu laureatów dowiedzieliśmy się, kto wygrał w kategorii kompozycji I Międzynarodowego Konkursu Muzycznego im. Karola Szymanowskiego w Katowicach.  Okazało się też, że w tej konkurencji zgłosiło się najwięcej, bo 101 uczestników z całego świata.  Nagrodzeni zostali dwaj Włosi i dwaj Koreańczycy. Trzy trzecie nagrody ex aequo: Koreańczyk, Włoch i Koreańczyk - jeden miał pseudonim metropera :-) Drugiej nagrody nie przyznano, a pierwszą zgarnął kolejny Włoch. Pseudonim miał nie do wymówienia, ale już wiem, że nazywa się Giovanni Bonato - bardzo ładne nazwisko dla  kompozytora. Jurorzy musieli te 101 partytur przeczytać i sobie w głowie chyba zagrać, bo jak inaczej ocenić, która komozycja lepsza. Wśród jurorów był między innymi Krzysztof Penderecki. Organizatorzy obeicuję, że nagrodzone utwory zostaną przedstawione publiczności i zagrane, zapewne na jakimś specjalnym koncercie.
      Patron konkursu był kompozytorem wszechstronnym, więc pewnie cieszy się, że jego imię i jego muzyka patronuje współczesnym muzykom, śpiewakom i kompozytorom. Może trochę w kategorii śpiewu możliwości są nieco ograniczone ze względu na charakter partytur pisanych przez Szymanowskiego, który jedne głosy lubił, inne jakoś pomijał w obsadzie swoich oper. A swoją drogą po raz pierwszy słyszałam inną - poza "Królem Rogerem" - operę Szymanowskiego pod tytułem "Hagith". Zupełnie nie miałam pojęcia, że coś takiego napisał. To króki utwór z 1922 roku, zaledwie jednaoktowy z librettem napisanym przez Feliksa Dörmanna na podstawie tekstów biblijnych. Najnowsza realizacja została zwykonana i zarejestrowana 19 września tego roku przez Polską Orkiestrę Radiową, Chór Filharmonii Narodowej i solistów: Wiolettę Chodowicz, Ryszarda Minkiewicza, Andrzeja Lamperta, Dariusza Macheja i Łukasza Rosiaka pod dyrygentem Michałem Klauzą. Słuchałam retransmisji w Dwójce i z wielkim pozytywnym zaskoczeniem muszę przyznać, że rozumiałam, co się śpiewa ;-)
      A wracając do zakończonego Konkursu im. Karola Szymanowskiego, na podsumowanie przy okazji wręczania nagród lauretom prof. Jasiński przywołał (wywołał?) ducha patrona konkursu, życząc by towarzyszył wszystkim laureatom w dalszym rozwoju. Obok zwycięzców muzycznych jeszcze jedna laureatką została prof. Joanna Wnuk-Nazarowa, spiritus movens NOSPR-u przez ponad 17 lat (od 2000 r.), inicjatorka wybudowania nowej, nowoczesnej siedziby orkiestry, inicjatorka konkursu, za wszystkie zasługi na polu kultury muzycznej otrzymała Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski.

Profesor Jasiński podsumowuje:



Laureatki III nagrody w kategorii kwartetów - New Music Quartet: Katarzyna Gluza (I skrzypce), Paulina Marcisz (II skrzypce), Karolina Orsik-Sauter (altówka), Dominika Szczypka (wiolonczela)

piątek, 21 września 2018

Rozkoncertowani, rozśpiewani...

... uczestnicy I Międzynarodowego Konkursu Muzycznego im. Karola Szymanowskiego zakończyli zmagania w kategoriach:  fortepian, skrzypce, śpiew operowy oraz muzyka kwartetowa. Przedsięwzięcie ogromne! Organizatorem konkursu jest Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach we współpracy z Polskim Radiem, Akademią Muzyczną im. Karola Szymanowskiego w Katowicach oraz Towarzystwem Muzycznym im. Karola Szymanowskiego w Zakopanem. Jak numeracja wskazuje, jest to pierwszy konkurs i wzorem wilekiego Konkursu Chopinowwskiego ma się odbywać co pięć lat. To już kolejny, po opisywanym przez mnie i zakończonym niedawno Międzynarodowym Konkursie Chopinowskim na Instrumentach Historycznych, konkursowy debiut w tym roku. Jeśli oba będą kontynuowane i na stałe wejdą do kalendarza, rok 2018 okaże się niezwykle owocny w muzyczne inicjatywy o międzynarodowym zasięgu.
      Przesłuchania eliminacyjne odbywały się równolegle, ale kolejne etapy i finały rozłożone zostały tak,  aby można je było śledzić w radiowych transmisjach. W najwczesniej rozstrzygniętej kategorii kwartetów startowało siedem zespołów, spośród których polski New Music Quartet zajął trzecie miejsce, a zwyciężył Eliot Quartett w międzynarodowym składzie rosyjsko-kanadyjsko-niemieckim. Drugą rozstrzygnięta kategorią był fortepian, w którym startowało piętnastu uczestników, spośród których Polacy zajęli dwa najwyższe stopnie podium: Tymoteusz Bies (23 lata)  miejsce I oraz Mateusz Krzyżowski (19 lat) miejsce II. Miejsce III przypadło Koreance Seung Hui Kim (19 lat). Najliczniejszą grupą byli uczestnicy w kategorii skrzypiec, pnieważ aż 33. muzyków zostało dopuszczonych do udziału w konkursie.  W finale wystapiło sześć pań: cztery z Polski, jedna ze Słowenii i jedna z Belgii. Decyzją jury, które kazało strasznie długo czekać, gdy ja tu prawie zasypiałam przy radiu w nocy 19 września, I miejsce zdobyła Sławomira Wilga (24 lata), II miejsce - Roksana Kwaśnikowska (24 l.), III miejsce Maja Horvat (22 l.) ze Słowenii. W kategorii śpiewu bardzo silna polska ekipa zdominowała rywalizację. W finale znaleźli się sami Polacy: pięć pań i jeden pan. 20 września jury po przesłuchaniach finałowych przyznało I miejsce Ewie Tracz (30 l.), II miejsce Sylwii Olszyńskiej (33 l.) i III miejsce Agnieszce Jadwidze Grochali (25 l.). Na moje ucho wszyscy finaliści śpiewali wspaniale, ale jury kogoś wybrać musiało ;-) Ciekawostka lokalna - Ewa Tracz pochodzi z Hrubieszowa :-)

Rozmowa na gorąco z Tymoteuszem Biesem - zwycięzcą w kategorii fortepianu:





Dawniejszy występ Ewy Tracz, laureatki I nagrody w kategorii śpiewu operowego: