poniedziałek, 29 grudnia 2025

Muzyka nie podlega przemijaniu

      Lata lecą, kalendarze się zamykają, odliczanie trwa, kolejne jubileusze mijają, a on się nie starzeje. Jego muzyka także nie, choć towarzyszyła mi właściwie przez całe życie, odkąd samodzielnie i świadomie zaczęłam gromadzić swoją płytotekę. O ile było to możliwe w siermiężnych czasach żelaznej kurtyny. Jean-Michel Jarre ma 77 lat, a nadal potrafi dać półtoragodzinny koncert, będąc sam na scenie, przykuwając uwagę muzyką i elektronicznymi wizualizacjami. 

       Nie będę tu przypominać jego muzycznej biografii, kolejnych płyt, eksperymentów z laserową harfą, nowinek formalnych, o których pokrótce pisałam TUTAJ. Właśnie mija - minie w roku 2026 - 50. rocznica płyty nagranej w domowej kuchni przerobionej na studio nagrań. Było nią Oxygene. Czasami słucham do dziś. I wszystkich następnych. Z okazji rocznicy Jarre wyruszył w trasę koncertową, dowodząc, że ani jego muzyka się nie starzeje, ani nie brakuje mu nowych pomysłów. Podczas tournée prezentuje dawne hity, ale... ale często w nowych aranżacjach, z pokazem animacji, które dopełniają muzykę. 

        Zawsze odbierałam muzykę Jarre`a jako głęboko humanistyczną, co może się wydawać dziwne w przypadku takiego zaplecza elektroniki i dźwięku generowanego właściwie sztucznie. A jednak nie służyła ona nigdy gloryfikacji sztucznego, bezdusznego krzemowego świata. Ostatni koncert w Sewilli kolejny raz potwierdza, że Jarre muzyką głosi humanistyczne przesłanie. I nie poprzestaje na tym, co było, na przeszłości. Wciąż je aktualizuje. W załączonym nagraniu koncertu z Sewilli zwracam uwagę na kompozycję Exit, w którą Jarre wkomponował nagranie ze Snowdenem. Przejmująca jest kompozycja pod jakże znamiennym tytułem Robots Don`t Cry z przepięknymi animacjami. Niesamowite połączenie muzyki z obrazem tworzy fragment Zero Gravity. Te trzy kompozycje chciałam tutaj wyróżnić, ale wszystkie są świetne, wszystkie znam, pamiętam... 

        Nagranie jest podzielone na poszczególne kompozycje i można sobie najechać na interesujący utwór, wybrać pojedyncze kawałki. Niemniej, kiedy zaczęłam oglądać, nie przestałam słuchać i oglądać aż do samego końca. Półtorej godziny bez przerwy to i tak nie tak długo jak na długie zimowe noce, a warto powtórzyć sobie ten koncert jeszcze w noc sylwestrową. To nie jest podsumowanie minionego roku. Raczej podsumowanie 50. lat pewnego typu muzyki, pewnego fenomenalnego kompozytora. 50-lecie słuchania i fascynacji. 

        A to, co mam w starym pudle - płyty, kasety - Jarre jako pierwszy wydawał swoje kompozycje jednocześnie na płytach winylowych i na kasetach magnetofonowych - jest teraz dostępne w Internecie. Ech! Czasy!

Film dostępny na platformie Arte - link poniżej

Jean-Michel Jarre - Koncert w Sewilli - Obejrzyj cały spektakl | ARTE Concert

piątek, 26 grudnia 2025

Kolęda o świętym Szczepanie

     Dzisiaj, w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia czci się pierwszego męczennika, czyli świętego Szczepana, w tradycji zwanego Protomartyrem. Jesteśmy w czasie kolędowym, więc i o Szczepanie kolęda jest, a jakże. Trzeba ją zaśpiewać właśnie dzisiaj. 

       Muzyka stara, tradycyjna. Słowa także. W Dziełach Wszystkich Oskara Kolberga tekst tej kolędy i nuty znajdują się w tomie piątym. Poniżej krakowska wersja tekstu, śpiewano ją w Małopolsce i na Podkarpaciu. Tekst jest nieco humorystyczny.

     I takie fajne nagranie - domowe: 

Święty Szczepan po kolędzie gdy chodził,

Wnet się kniemu i Jan święty nagodził.

       Pójdźmyż prosto mój Janeczku do szopy,

      Gzie nam gwiazda drogę ściele w też tropy.

Znajdziemy tam pacholątko nadobne,

Mówią wszyscy że jest Bogu podobne.

       Obyczajnież Panie Janie witajcie

       To dzieciątko, pięknie mu się kłaniajcie. 

I wy Stefan z ostróżnością dla Boga

Przyklękajcie, by nie trzasła podłoga. 

       Rozumiałby stary Józef że to wy,

       Byłżeby śmiech jako mówią gotowy.

Nie uczcież wy miły Janie Stefana,

Mam ja zdrowe do klękania kolana.

        Weźmiewa też małe dziatki w tę drogę,

        Będą cup, tup, przed dzieciątkiem w podłogę.

Tak choćby się co nam starym przydało,

W kupie dziatwy za nicby się nie zdało.

        Pójdźmyż prędko witać Pana nowego,

        Niechaj nas nikt nie uprzedza do niego.

Po kolędzie zaś do tego klasztora

Wstąpmy, bo tu dobra nasza podpora.

         Dobrodziejka Jejmość Xieni jest szczodrą,

         Da posiłek i kolędę nam dobrą.

Tu z nią święty Jędrzej wraz gospodarzy

Bardzo dobrze, i wszystko się im darzy.

         Matka też Salomea Gospodynią;

        Oneć to tu wszystkie nam dobrze czynią.

Więc możem się tego pewnie spodziewać,

Że nie będziem próżno gębami ziewać.

        Każą wina po półgarca nalewać,

        My też nie ustaniemy grać i śpiewać.

wtorek, 23 grudnia 2025

Kolęda o gwieździe

 Ernest Bryll


Kolęda o gwieździe


Chociaż to ledwo przedświt, chociaż jeszcze ciemno

Świeć betlejemska gwiazdo ponademną

Cośmy żyli w ciemności, trudno wyjść nam z ciemna

Ale ty nie opuszczaj nas gwiazdo promienna


Nie najlepiej nam na świecie, tośmy zapomnieli

Jak się trzeba z kolędą przed żłobkiem weselić

Słabi jesteśmy, nie ujdziemy wiele

Ale tyś nasze światło i nasze wesele


Ty nam drogę w ciemnościach blaskiem przeorywaj

I choć my spoczywamy, to ty nam nie spoczywaj

Ogrzewaj nas na mrozie, w upałach ochładzaj

Choć zdradzą przyjaciele, to ty nas nie zdradzaj

Choć nas wszyscy przeklęli, to ty nas ukochaj

I pomóż nam tej drogi podejść jeszcze trocha

Bądź przy nas w tej ostatniej okropnej godzinie

Kiedy będziemy wołać betlejemskie imię


Chociaż się spóźniliśmy, choć już dawno ciemno

Ale ty nie opuszczaj nas gwiazdo promienna

Pozostań z nami wierniejsza niż matka

Oświecaj drogę naszą do ostatka


Ernest Bryll: Wołaniem wołam cię (oratorium pastoralne). Instytut Wydawniczy PAX. 1974. 



czwartek, 18 grudnia 2025

On wymyślił bioplazmę

        Rzadko pojawiają się autorzy, których książki można brać do czytania w ciemno, jedną po drugiej,  nigdy nie doznając rozczarowania. Z zasady wymagana jest nieufność, ponieważ jedną dobrą książkę może napisać wielu, ale więcej? Raczej niespotykane.  A jeśli nawet, to niezmiernie rzadko. Na mojej liście autorów pewniaków jest zaledwie kilku, z czego dwóch nadal żyje, więc jeszcze mogą zaskoczyć. Jak dotąd spisałam sobie następujących (kolejność alfabetyczna):

Agatha Christie
Umberto Eco
Michał Heller
Orhan Pamuk
Teodor Parnicki 
Włodzimierz Sedlak

      Jak wspomniałam, tylko dwóch autorów nadal tworzy i ich nowe dzieła mogą się pojawić. To Pamuk i Heller. Jestem gotowa przeczytać wszystko, co jeszcze napiszą. Co nie znaczy wcale, że zdołałam przeczytać wszystko, co napisali dotąd. Chodzi tylko o to, że widząc ich nazwisko na okładce, wiem, że warto. I można czytać ich jednocześnie, ponieważ Pamuk to klasyczny powieściopisarz, a Heller to naukowiec, kosmolog. Rozbieżność, która ułatwia czy utrudnia czytanie?  W każdym razie się nie wyklucza i dlatego lubię obu. Pamuk umie budować fabułę, to jeden z ostatnich być może pisarzy, który potrafi tak zajmująco konstruować fabularne wątki i zarazem nie nużyć czytelnika. Heller natomiast mimo profesjonalnego języka potrafi w opisywaniu zjawisk naukowych budować napięcie i zagadkowość niemal jak w powieści sensacyjnej. Kwestię budowania napięcia i punktu kulminacyjnego od Arystotelesa uznaje się za decydującą wartość dobrze skonstruowanej historii. 
       Teodor Parnicki - o ile w ogóle ktoś zechciałby zanurzyć się w jego twórczość - pozornie odcina się od arystotelesowskiej koncepcji, mnożąc wątki, rozwidlając je na węższe strumienie zdarzeń, pozornie gubiąc sens. Pozornie! Jeśli przyjrzeć się dokładniej, widać podobieństwa do słynnej aforystycznej charakterystyki filmów Hitchcocka: rozpoczyna się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie stale rośnie. Rzecz w tym, że trzeba przebrnąć przez zawiłości języka, często stylizowanego na epokę, w której rozgrywają się wydarzenia, a rozgrywają się w dawnych wiekach, od pierwszych stuleci naszej ery po wieki XVII, XVIII, XIX. Składnia budowana na wzór konstrukcji łacińskich to prawdziwy smaczek jego wielu powieści. Podobnie Umberto Eco potrafił nadać narracji, choćby w Imieniu róży, wrażenie średniowiecznej patyny. I chociaż nie wszystkie jego powieści jednakowo zachwycają, nigdy nie znudzą mi się jego felietony i mediewistyczne książki naukowe. Tak zajmująco o średniowieczu potrafił pisać chyba tylko Huizinga
        Zupełnie przypadkowo moją listę otwiera Agatha Christie, królowa kryminału. Po prostu ma nazwisko na "C". Jednak kwestia logicznego dociekania przyczyn zbrodni chyba nie różni się tak bardzo od  procesu dociekania przyczyn powstania i funkcjonowania kosmosu, pojawienia się życia na Ziemi, odczytywania sensu istnienia. Tu i tu potrzebny jest dociekliwy umysł. Dlatego nie wyróżniam jednej powieści Christie, lecz biorę pod uwagę całość jako klasyczny zbiór wszystkich śledztw, a obok Włodzimierz Sedlak i jego dociekliwość w odczytywaniu kodu życia. To on wymyślił bioplazmę jako nośnik życia we wszystkich żywych organizmach.
       Trudno jednoznacznie określić, kim był Włodzimierz Sedlak (1911 - 1993: badaczem czy rewolucjonistą nauki, teologiem czy filozofem, księdzem czy mistykiem, bioelektronikiem czy poetą.  Zapewne każdym po trochu, aczkolwiek od wielu określeń zdecydowanie się odżegnywał. Nie cenił na przykład filozofii, filozofów nazywał gadaczami pospolitymi, a o człowieku w ogólności potrafił powiedzieć: "atawistyczne wtórne bydlę". Swoje kapłańskie powołanie traktował poważnie i do spowiedników roztrząsających ludzkie grzechy potrafił się zwrócić ostrymi słowami: "Idioto! Ty nie jesteś od ważenia ludzkich przewinień, błędów, wad. Nie posiadasz zresztą odpowiedniej wagi ani odważników. Ty jesteś specjalistą od Bożego miłosierdzia! A grzechy są poza twoimi kompetencjami. Za mały jesteś, aby je klasyfikować!"
        Wykształcenie miał wszechstronne. Magisterium z antropologii i pedagogiki, doktorat z biologii i pedagogiki, habilitacja z biologii teoretycznej. A potem, a właściwie po drodze, wymyślił własną dziedzinę wiedzy: bioelektronikę, w której połączył paleontologię, biologię, archeologię, geologię, biochemię, fizykę kwantową, matematykę, onkologię w jedną bioelektroniczną teorię życia. I tak mimochodem pojawiał się bioplazma jako nośnik życia. Śmiałością wizji naraził się na wieloletnią krytykę świata naukowego, jednak miał świadomość swojej odkrywczości i oryginalności: "Zdaję sobie sprawę, że wiem o życiu przynajmniej tysiąc razy więcej niż biolog czy lekarz. Moja wiedza jest przestrzenna". Przyznawał, że wsadza dynamit w ustalone kryteria i obowiązujące w nauce zasady. Na przykład przeciwstawiał się tradycyjnemu podziałowi ludzkiej psychiki na podświadomość, świadomość i nadświadomość (id, ego, superego). Według Sedlaka taki podział nic nie znaczy, bo nadal istota ludzkiej psychiki wymyka się naszemu rozumieniu, podział na trzy części niczego nie wyjaśnia i porównuje go do przelewania z pustego w próżne.
         Przez większość naukowej działalności Sedlak zmagał się z lekceważeniem. Gremia naukowe uznawały go za dziwaka, otaczała go środowiskowa próżnia, w której jako badacz był pionierem. O środowisku uniwersyteckim miał realistyczne i cierpkie zdanie: "Przerażająca jest zmowa głupców; to najpotężniejszy związek, choć bez prezesa i składek".  Współczesny świat nauki nie napawał go optymizmem. Przeciwnie, widział w nim pokłady ciemnoty: "A uczeni? Właśnie owe autorytety kierują pochód ludzkości ku przepaści. Pewnie dlatego, że obecne lampiony nauki przewyższają ciemnotę starożytności i średniowiecza". A o pewnym docencie, na którego powoływała się studentka, powiedział: "On ma prawo być głupi. W końcu za głupotę dostał stopień naukowy". Kwintesencję podejścia do ludzkiej głupoty zawarł w aforyzmie: "Od pustej głowy wolę główkę kapusty. Z niej przynajmniej jest jakiś pożytek. Pusta głowa korzyści nie przynosi, miewa natomiast pretensje i wymagania".
          Od siebie zaś wymagał najwięcej. Życie prowadził ascetyczne: mył się w zimnej wodzie, nawet w największe mrozy nie używał ciepłej bielizny ani rękawiczek, prawie nie stosował leków. "Siebie za ryło!" - to moja dewiza od młodzieńczych lat" - mówił. Najbardziej nie znosił marnowania czasu na jałowe dysputy: "Mierzi mnie banał rozmów i wciąż usiłuje pozbyć się beztroskich glind, które nieustannie mielą sieczkę podczas rozmowy". 
          Dlatego też konstruując i rozwijając swoją biologiczno-kwantową teorię życia koncentrował się raczej na swoich badanach niż zwalczaniu czy podważaniu poglądów innych. "Nigdy nie dyskutuję nad ludzkimi prawdami - mówił. - Gdybym zaczął jak Adaś Mickiewicz przejmować się za miliony, to dawno bym sczezł". Pojawia się tutaj kolejny aspekt dorobku Włodzimierza Sedlaka. Być może teraz zza grobu czuje niejaką satysfakcję, że bioplazma w jego rozumieniu uzyskała status pojęcia niemal potocznie używanego, a bioelektronika molekularna widnieje jako kierunek studiów m.in. w Politechnice Poznańskiej, cyklicznie odbywają się sympozja bioelektroniki, pojawiają się nowe publikacje. Rzecz jasna, Sedlak powiedziałby, że znowu następuje "istotne pomieszanie pojęć, brak odróżniania elektrochemii od elektroniki, w związku z tym zamieszanie interpretacyjne", ale coś się jednak dzieje. Dodatkowym zaś przedmiotem analiz stał się sam język Sedlaka, jego niezwykle plastyczne metafory, porównania, które już tu wyżej padły w cytatach. Ze wszystkich publikacji można by skomponować osobną książkę, będącą zbiorem aforyzmów celnością dorównujących Myślom nieuczesanym Stanisława Jerzego Leca. Mając już kilka książek Włodzimierza Sedlaka, znajdę jeszcze na półce miejsce na taką właśnie antologię, w której osobowość badacza znalazła swoje znakomite odbicie. Dlatego twierdzę, że poza wszystkimi dokonaniami, które wywierają ogromne wrażenie, był także poetą, słowiarzem, lingwistą, który odcisnął nowatorski ślad na polszczyźnie.

"Każdy filozof ma rację, tyle że jest ona sprzeczna z racjami jego kolegów".

"Wszystkie hasła na świecie są śliczne. Tylko że wykonanie tych haseł bywa albo ciężkie, albo niemożliwe, albo zbędne, albo też przerażające".

"Pokojową Nagrodę Nobla daje się za 20 mln ludzi poległych w czasie I wojny światowej. To wówczas przecież na wielką skalę zastosowano dynamit!"

"Współcześni uczeni są jak strusie: wypinają wielce oświecone dupy, a głowy chowają w piasek".

"Człowiek jest tym, czym się staje w czasie swojej drogi..."

"Umysły lękliwe nie dochodzą do niczego".

"Biada tym, którzy wszystko wiedzą. Są jak woły, które spokojnie żują pokarm na zagrodzonej łące".

"Miał rację Einstein mówiąc, że dobrobyt jest ideałem świń. W naszej epoce najlepiej czują się wieprze". 

"Jeśli człowiek uważa, że życie to żarcie, wtedy powinien w oborze siedzieć".

        
  
Wybrana bibliografia

Kazimierz Dymel: Tako rzecze Sedlak. Kaw - Lublin 1996.

Włodzimierz Sedlak: Bioelektronika - system nowego pojmowania życia. "Roczniki Filozoficzne". Tom XXIII, z. 3, 1984. Str. 200 - 218.

Włodzimierz Sedlak: Homo elektronicus. Wyd. Continuos 1994.

Włodzimierz Sedlak: W pogoni za nieznanym. Wydawnictwo Lubelskie. 1990. 

Włodzimierz Sedlak: Życie jest światłem. Instytut Wydawniczy PAX. 1985.  

niedziela, 14 grudnia 2025

W 1884 i w 1919 roku 15 grudnia też był w poniedziałek

         Teatr Skarbka we Lwowie został otwarty w 1842 roku. Powstał z fundacji hrabiego Stanisława Skarbka, którego Stanisław Wasylewski, autor monografii Lwów (Ukraina) - historia i kultura (1931 r.) nazywa fundatorem dziwakiem. Skarbek podobno osobiście kierował pracami budowlanymi "siedząc w krześle poręczowem na Wałach i dowodząc zastępami robotników". W momencie powstania był to największy teatr w Europie. Widownia mieściła 1460 osób. Teatr działał aż do 1900 roku, prezentując na scenie koncerty, recitale, spektakle, opery. Wystawiano w nim nawet Wagnera. 


        W 1884 roku odbył się w Teatrze cykl recitali pieśni Moniuszki, a dokładniej rzecz biorąc, pieśni do słów Sonetów krymskich Adama Mickiewicza. Moniuszko skomponował muzykę do ośmiu sonetów w 1867 roku. Były to utwory: Cisza morska, Żegluga, Burza, Ruina (Bakczysaraj), Noc (Bakczysaraj w nocy), Czatyrdah, Pielgrzym i Ajudah. Ze względu na trudność Moniuszkowskiej kompozycji rzadko są wykonywane. Niemniej właśnie Sonety znalazły się w repertuarze Teatru hr. Skarbka w 1884 roku, a 15 grudnia tamtego roku miał miejsce ostatni z cyklu recitali, z których dochód przeznaczony był dla wdowy po kompozytorze.


       Z kolei w dalekim chińskim Charbinie (obecnie Harbin) 15 grudnia 1919 roku ukazał się organ polskiego Związku Wojennego Przegląd, wychodzący jako dwutygodnik. 


           Charbin to miasto w Mandżurii założone przez inżyniera Adama Szydłowskiego, który na potrzeby budowy Kolei Transsyberyjskiej w jej odcinku Kolei Wschodniochińskiej miał za zadanie zaprojektować miasto będące siedzibą nadzorujących budowę urzędników oraz inżynierów. W dawnej osadzie rybackiej nad rzeką Sungari od 1898 roku zaczęły powstawać nowoczesne budynki i ulice. Planem urbanistycznym kierował Konstanty Jokisz, a pierwszym burmistrzem był także Polak - Eugeniusz Dynowski. 
           Pierwsze pociągi ruszyły koleją w 1903 roku, w 1917 Charbin liczył sto tysięcy mieszkańców 33 narodowości. Charbin nazywano polskim miastem w Chinach ze względu na istotną rolę Polaków w budowie Kolei Wschodniochińskiej oraz rozwoju samego miasta. W szczytowym okresie przebywało tu ok. 10 tysięcy Polaków. Mieli tutaj polskie szkoły,  ukazywała się polskojęzyczna prasa, działało polskie harcerstwo i Związek Młodzieży Polskiej. Polacy zasiadali  zarządzie Kolei Wschodniochińskiej. Silna Polonia charbińska działała do II wojny światowej, ostatnia polska gazeta przestała wychodzić w 1940 roku. Ostatecznie polską diasporę rozbiło wejście Armii Czerwonej w 1945 roku. W latach 1946 - 47 władze przesiedliły Polaków w ramach akcji osiedlania na ziemiach odzyskanych. Mieszkańcy Charbina znaleźli się w Elblągu, Olsztynie, Opolu, Wałbrzychu i Szczecinie. Do Książnicy Pomorskiej w Szczecinie trafiły też archiwalia i pamiątki. 
          Wydanie Przeglądu z 15 grudnia 1919 roku zawiera bogatą tematykę: społeczną, oświatową,  gospodarczą, edukacyjną, historyczno-polityczną. Są omówienia zdarzeń współczesnych, wspomnienie o Mickiewiczu, reportaże o chińskiej kulturze, przyrodzie, program edukacyjno-szkoleniowy obozu polskich skautów, patriotyczne wiersze. Istotne informacje dla Polaków chcących wrócić do kraju: na przykład ceny biletów okrętowych, daty rejsów do Europy. Dodatkowo prezentuje wątki świąteczne: wiersze, słowa kolęd z nutami, grafiki:





Jest też specjalny dodatek dla dzieci z wierszami, słowami i nutami pieśni ludowych, rysunkami i baśnią Andersena. 

PS Dlaczego zawędrowałam w tym wpisie aż na Daleki Wschód? Akcja pierwszej debiutanckiej powieści Teodora Parnickiego Trzy minuty po trzeciej rozgrywa się w Charbinie, gdzie autor ukończył Gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza. To tam nauczył się języka polskiego, którego wcześniej nie znał (posługiwał się niemieckim i rosyjskim) i postanowił zostać polskim pisarzem. 

piątek, 12 grudnia 2025

Polskie plecionkarstwo wpisane

         We środę, 10 grudnia polskie plecionkarstwo zostało wpisane na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. U mnie w najbliższej okolicy trudno dostać wiklinę, toteż zamieszczam filmik o tym, jak wyplatać koszyki z korzenia sosny. 


         W moim domu ogromne plecione kosze, a właściwie duża wyplatana skrzynia z zamykanym wiekiem na zawiasach oraz wysoki na metr trójkątny dopasowany do postawienia w kącie kosz z przykryciem mają ponad 60 lat i nadal mi służą. A poza tym dziesiątki małych koszyków do podręcznego stosowania. 

poniedziałek, 8 grudnia 2025

Z głębi renesansu

            Tabulatura Jana z Lublina to największy zbiór rękopisów muzyki renesansowej w Polsce - zawiera ponad 230 utworów i wciąż stanowi przedmiot badań muzykologów. Wśród dzieł muzycznych zbioru znajdują się zapisy nutowe - zapisywane w różny sposób, przy użyciu odmiennych notacji, co dodatkowo stanowi trudność dla badaczy - motetów, pieśni religijnych, poszczególnych części mszy, chorałów oraz pieśni świeckich. Tajemniczy autor uwzględniony w łacińskim zapisie tytułu zbioru jako Ioannis de Lyublyn Canonic. Regulariv. de Crasnyk należał do zakonu kanoników regularnych laterańskich najpierw w Krakowie, a następnie w Kraśniku, gdzie w latach 1537 - 1548 zbiór powstawał. Do 1535 roku Jan z Lublina działał w Krakowie jako organista, być może nawet w kościele Mariackim. Następnie znajduje się już w Kraśniku, dokąd właśnie z Krakowa kanonicy regularni zostali sprowadzeni w 1468 roku. Tam powstała większa część zapisów Tabulatury Jana z Lublina. Przypuszcza się, że pierwsze teksty autor zaczął gromadzić jeszcze w Krakowie. Nie wiadomo kiedy i gdzie Jan z Lublina się urodził, znana jest tylko data jego śmierci - 14 listopada 1552 roku. Na marginesie dodam, że o innym organiście znanym mi osobiście z zakonu Kanoników Regularnych pisałam TUTAJ  na swoim zamkniętym już poprzednim blogu. 

         Od ubiegłego roku Towarzystwo Muzyczne im. Henryka Wieniawskiego realizuje cykl koncertów z polskimi i zagranicznymi wykonawcami popularyzującymi utwory z Tabulatury Jana z Lublina. Miejscem koncertów są akustycznie doskonałe wnętrza bazyliki oo. Dominikanów i  archikatedra lubelska pod wezwaniem św. św. Jana Chrzciciela i Jana Ewangelisty. Dzięki koncertom można zapoznać się z utworami bardzo znanymi największych kompozytorami epoki renesansu, ale i mniej znanymi, chociaż wybitnymi. Rękopis Jana z Lublina zawiera bowiem utwory pochodzenia polskiego, włoskiego, francuskiego, flamandzkiego i niemieckiego; od Giullaume`a Dufaya, przez Palestrinę, Josquina des Pres i Monteverdiego, po Gorczyckiego i Schütza. Są kompozycje jednogłosowe i polifoniczne, pieśni transkrybowane na organy czy inne instrumenty klawiszowe, jak klawesyn, który w renesansie zyskał ogromną popularność. 

        W sobotnim (6 grudnia) koncercie w bazylice Dominikanów wystąpił warszawski chór Mus Arietes, który w tym roku świętuje piątą rocznicę założenia. Dyrygował Jakub Siekierzyński. Mus Arietes ma już w swojej historii sukcesy takie, jak I miejsce w 44. Międzynarodowym Festiwalu Hajnowskie Dni Muzyki Cerkiewnej w maju tego roku. Wspaniałe kompozycje renesansowe i barokowe (jako ostatni zabrzmiał Bach) wzbudziły aplauz licznych słuchaczy. Większość kompozycji i kompozytorów już znałam i słuchałam. Rzecz jednak w tym, że dotychczas znałam raczej z nagrań płytowych, z radiowych transmisji czy internetowych streamingów. I tutaj pojawia się - dla mnie naturalna, choć może nie dla wszystkich tak oczywista - konstatacja, że nie ma żadnego porównania między słuchaniem jakiegokolwiek nagrania a słuchaniem na żywo, z absolutną wyższością tego ostatniego. 

         Na przykład Josquin des Pres (stosowana jest także pisownia des Prez) - twórca fenomenalnej polifonii chóralnej, o którym pisałam TUTAJ  - ma utwory tak wielopiętrowo wielogłosowe, że potrzeba naprawdę dużych umiejętności, żeby to zaśpiewać. Dlatego rzadko udaje się na żywo słuchać chóru, który to potrafi. Mus Arietes potrafi, i to jak!  W sposób absolutnie perfekcyjny zostało wykonane Stabat Mater właśnie Josquina des Pres. Melodia, frazowanie, harmonia głosów, płynność ... Ogromne, ogromne wrażenie, którego nie można doświadczyć słuchając nagrań. Niestety, nie ma w Internecie wykonania tej kompozycji przez Mus Arietes, załączam więc inne, żeby pokazać, na czym polega renesansowa polifonia. 


A tak brzmi chór Mus Arietes w utworze kompozytora współczesnego


Znalazłam też nagranie z kompozycją  Dufaya, którą chór wykonywał podczas sobotniego koncertu. Hymn Maryjny - Ave Maris Stella - Witaj, Gwiazdo Morza


       Cały koncert zakończony został trzyczęściowym motetem Bacha Signet dem Herrn ein neues Lied. Zgodnie z założeniem kompozytora wykonywano go z podziałem na dwa czterogłosowe chóry, które wchodzą z sobą w muzyczny dialog. Tutaj w  środkowej części miałam wrażenie, że w linii melodycznej przebijają się pewne reminiscencje z Buxtehudego, co nie jest dziwne, bowiem Bach pobierał u niego nauki, ćwicząc się w kompozycji. 
         W repertuarze koncertu znalazły się także utwory polskich kompozytorów: Wacława z Szamotuł,  Mikołaja Zieleńskiego, Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego. Jan z Lublina, mało znany kanonik regularny laterański wiedział, co i jak należy grać i umiał w swoim zbiorze zgromadzić najcenniejsze muzyczne perły muzyki swoich czasów. 

wtorek, 2 grudnia 2025

Polskie niematerialne dziedzictwo kulturowe

       Jest tych kulturowych tradycji wiele. Właściwie każdy region ma swoje. Jednak niektóre są szczególnie cenne. Właśnie przeczytałam, że w grudniu podczas 20. sesji Międzyrządowego Komitetu ds. Ochrony Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości zostanie podjęta decyzja o wpisaniu na Listę UNESCO polskiej tradycji plecionkarskiej. Konferencja odbędzie się w New Dehli w dniach 8 - 13 grudnia. Zabiegi o wpisanie plecionkarstwa na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości trwają zwykle kilka lat. Poprzedza je wpisanie danej tradycji na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego, na której obecnie znajduje się 118 tradycji. Przygotowuje się obszerną dokumentację, także filmową. 

       Na światową listę UNESCO do tej pory wpisanych zostało sześć polskich tradycji.

2018 r. - szopkarstwo krakowskie. Krakowskie szopki to tradycja, kultura, cierpliwość i praca. W corocznym konkursie na szopkę przyznawane są nagrody w kilku kategoriach, a następnie szopki można oglądać w różnych miejscach Krakowa oraz na specjalnej wystawie. Tradycje szopkarskie kultywowane są z pokolenia na pokolenie. W zasadzie wywodzi się ona ze średniowiecza, jeśli za początek przyjąć pierwszą żywą szopkę w naturalnej scenerii zorganizowanej w 1223 roku przez św. Franciszka. Oczywiście szopki krakowskie to już zupełnie inna historia związana z wędrownymi przedstawieniami jasełkowymi. Do dzisiaj natomiast można co roku podziwiać nowe pomysły, ruchome postacie, wielopiętrowe konstrukcje, odwzorowanie detali architektonicznych i obyczajowych, a także szopki miniaturowe, które trzeba oglądać z lupą.  


Fragment przedwojennej pocztówki z szopką krakowską

2020 r. - kultura bartnicza. Jest to tradycyjna forma pszczelarstwa polegająca na hodowli pszczół w barciach - dziuplach żywych drzew lub kłodach. Siedemsetletnią tradycję bartniczą kultywuje się do dziś na Kurpiach. Bartnictwo występowało dawniej na wielu obszarach Polski. Jeszcze w połowie XX wieku można było spotkać tradycyjne ule wydrążone w pniu drzewa. Dzikie pszczoły same zaś szukają miejsca i zakładają gniazda w naturalnych dziuplach. 

Bartnik przy pracy, ilustracja z książki o pszczelarstwie z 1925 roku

Na 16. sesji Międzyrządowego Komitetu ds. Ochrony Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego Ludzkości w 2021 roku w Paryżu aż dwie polskie  tradycje zostały wpisane na Listę UNESCO.

- kwietne dywany w Spycimierzu układane na procesję Bożego Ciała. Niezwykle kolorowe, w wielorakich wzorach. Tradycja kwietnych dywanów w Spycimierzu ma 200 lat. Samo układanie kwiatowych dywanów staje się coraz bardziej popularne także w innych miejscowościach. 

- polskie sokolnictwo. Sokolnictwo jako sztuka polowania z ptakami zostało wpisane na Listę UNESCO  już w 2010 roku. Ponieważ jest to tradycja wielu narodów i krajów, najpierw wpisano sokolnictwo w jedenastu krajach, następnie dołączyły kolejne dwa, potem następne pięć, a ostatni wpis z 2021 roku powiększył grono do 24 krajów, w których tradycja sokolnicza znajduje się na Liście Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości. Tradycja układania ptaków drapieżnych do polowania ma kilka tysięcy lat. Obecnie ułożone sokoły używa się także do innych celów, nie tylko do polowań.. Na przykład przy ich pomocy płoszy się niepożądane ptactwo na lotniskach. 


Henri-Emilien Rousseau, Jeździec arabski z sokołem, obraz olejny, 1926


Pocztówka z ok. 1906 r. - Józef Brandt - Sokolnik

2022 r. - flisactwo zostało wpisane na wspólny wniosek Polski, Austrii, Czech, Niemic, Łotwy i Hiszpanii. Polskie flisactwo nadal jest kontynuowane na Podkarpaciu, w Ulanowie u ujścia Tanwi do Sanu. Ulanów był ważnym ośrodkiem, gdzie szkolono flisaków, naprawiano tratwy. Stąd spławiano zboże i drewno Sanem, Wieprzem, Bugiem, Narwią, Wisłą aż do Gdańska. Ulanowscy flisacy po powrocie musieli przez miesiąc przebywać na kwarantannie. Tradycje flisackie najsilniej rozwijały się w XVII wieku. Nawiązał do nich Stanisław Moniuszko w operze Flis. 



Ilustracja z 1929 roku - Wisłą do Gdańska - życie flisaków

2023 rok - polonez. Znany od XVI wieku jako chodzony, a jako polonez od wieku XVIII. Polonez tańczono, polonezy komponowano. Chopin uczynił go jednym ze swoich sztandarowych  gatunków muzycznych, choć oczywiście nie są to kompozycje do tańczenia. Ale Polonez "Pożegnanie Ojczyzny" Michała Kleofasa Ogińskiego czy słynna kompozycja Kilara do ekranizacji Pana Tadeusza jak najbardziej są grywane i tańczone często na studniówkach. Moniuszko też tu ma swój udział, opera Hrabina zaczyna się polonezem, polonez weselny jest też w  Halce.  


Reklama nutowego zbioru melodii polonezów z 1890 roku


Brzmi polonez Trzeciego Maja - ilustracja Elwiro Andriollego do Pana  Tadeusza

No i rok 2025 - siódma polska tradycja - plecionkarstwo, koszykarstwo - wyplatanie koszyków, tradycja związana z wodą i wikliną. Do każdego wniosku należy dołączyć film ilustrujący daną tradycję. Jest i nasz:

Video: Basketry traditions - UNESCO Intangible Cultural Heritage

         Na zakończenie trochę prywaty.  Mam ule i mam koszyki. Mój dziadek i ojciec hodowali pszczoły. Oczywiście nie w barciach, tylko nowocześniejszych ulach. Ale pamiętam jeszcze ule wydłubane z pni grubych drzew stojące w starym sadzie. Jeden kryty słomą, jak za dawnych czasów. Ja sama kilka lat temu miałam przygodę z dzikimi pszczołami, które zajęły pusty ul i całe lato z niego korzystały. Druga prywata to tegoroczna nominacja plecionkarstwa. Mój ojciec wyplatał koszyki. Co prawda nie z wikliny, lecz z łoziny. mam je do dzisiaj, Cała kolekcja. Od wielkich, że gdybym w nie coś włożyła, z trudem mogę unieść, do małych i całkiem malutkich, służących jako schowki na różne drobiazgi. Nie są to tak wymyślne koszyki, jak te z Rudnika (Rudnik to wiklinowe zagłębie), większość ma podobny kształt, ale żałuję, że nie miałam czasu się wyplatania nauczyć.