piątek, 22 listopada 2024

Idzie nowe... a nie każde jest lepsze od starego

       Trzy razy Tewie mleczarz zagląda w głąb swej duszy zastanawiając się, czy ścisłe trzymanie się tradycji jest właściwe i pożyteczne. Dwa razy stwierdza, że nie i zgadza się na ślub swoich córek, które wbrew obyczajom same wybrały sobie mężów. Za trzecim razem jednak Tewie wyrzeka się córki, która wybrała goja. Dopiero w obliczu nieuchronnego rozstania z powodu carskiego ukazu przełamuje się i udziela Chawie i jej mężowi Fietce błogosławieństwa. 

       To oczywiście fragment perypetii głównego bohatera nieśmiertelnego musicalu Skrzypek na dachu najpierw granego od 1964 roku na Broadwayu, a następnie uwiecznionego w 1971 r. w oscarowym filmie z Chaimem Topolem w roli głównej. W Polsce Skrzypek grany jest na różnych scenach operowych od 1983 roku. W Operze Lubelskiej w obecnym sezonie przypada czterdziesta rocznica premiery w 1994 roku w dawnym Domu Kultury Kolejarza (ileż tam obejrzałam premier!). Z tej okazji po raz kolejny oglądamy Skrzypka na dachu na lubelskiej scenie. Jest to tamta realizacja sprzed czterdziestu lat, a zarazem nowa, bo przecież zupełnie inni wykonawcy. W dzisiejszej - piątkowej - obsadzie jako Tewie wystąpił Zbigniew Macias, jego żonę Gołdę grała Agnieszka Piekaroś-Padzińska, najstarszą córkę Cajtlę -Dorota Szostak-Gąska, jej wybranka a potem męża  - Jakub Gąska, drugą córkę Hudel - Agnieszka Tyrawska-Kopeć, Chawę - Patrycja Baczewska, Lejzora Wolfa - niedoszłego zięcia Tewiego - Paweł Stanisław Wrona. Był też oczywiście skrzypek, który najpierw grał na dachu jakiejś szopy, a później grając odtańczył wspaniały somnambuliczny taniec ni to na jawie, ni to w majakach pijanego Tewiego, gdy z Lejzorem ustalał jego małżeństwo z Cajtlą. 

       Choreografia uwzględniała w zasadzie tradycyjne tańce żydowskie i ukraińskie, z wyjątkiem tej sceny ze skrzypkiem, w której bardziej przypominał muzykanta z Hameln, ponieważ nie wiadomo, dokąd zaprowadzi bohatera swoją muzyką. A może bohaterów, czyli wszystkich mieszkańców Anatewki? Ostatecznie przecież wszyscy muszą ją opuścić. Scena tańca skrzypka do realistycznej treści musicalu wprowadza rys tajemnicy i nieodgadnionej, niepewnej przyszłości. Tradycyjne życie w Anatewce ma wiele z baśniowej aury nawet wtedy, gdy główny bohater narzeka na biedę.  Rajska idylla zostaje przełamana, gdy do małej społeczności wkracza wielki świat: carskich żołnierzy, ukazów, nowoczesnych rewolucyjnych idei Perczyka zesłanego później na Syberię. 

      Siłą musicalu jest muzyka, pieśni pełne humoru (Gdybym był bogaty), liryzmu (To świt, to noc) i nostalgii (Anatewka). Wiele powiedzeń Tewiego weszło do potocznego języka, są rozpoznawalnym znakiem typowego żydowskiego humoru, jak "co Ci zrobił mój koń", "marzyłem o zięciu, który byłby młodszy ode mnie", "Boże, obdarz mnie takim nieszczęściem" (na sugestię Perczyka, że bogactwo jest nieszczęściem człowieka). Humorystyczna warstwa wynika z komizmu sytuacyjnego, oddziałuje, gdy się ogląda w całości. Dlatego podczas przedstawienia można się i pośmiać, i wzruszyć.  Można też się zadumać nad relacją między tradycją a nowoczesnością, kiedy tradycję chronić, a kiedy dać się ponieść prądowi czasów. 

       Być może z prądem nowoczesności popłynęła pewna recenzentka, dziewczę dosyć młode i - jak dumnie się ogłaszające - adeptka modnego dzisiaj kreatywnego pisania. Kreatywność zaprowadziła ją do stwierdzenia, że szła na Skrzypka, chcąc się dowiedzieć, kim ten skrzypek był i dlaczego grał na dachu. Niestety, nie dowiedziała się tego, bowiem - jak ze zdziwieniem skonstatowała - głównym bohaterem nie był żaden skrzypek, tylko pewien mleczarz mający pięć córek. Jak  można domniemywać, kreatywna recenzentka o malarstwie Chagalla nie słyszała. Na musical poszła zaintrygowana tytułem i - zapewne słusznie - może czuć się zawiedziona. No cóż, jeśli kreatywność ma polegać na wyważaniu drzwi do wiedzy i znajomości kultury, które dawno ktoś otworzył, to ja wolę tradycyjne rzetelne recenzje autorów, którzy przynajmniej mają świadomość, że pewne zjawiska wypada znać. 

10 komentarzy:

  1. Nie wyobrażam sobie że można nie znać Tewje Mleczarza i jego "Gdybym był bogaty" I słynnej Anatewki...
    No ale ja jestem stara i czasami też sobie podśpiewuję te słynną melodię...
    Stokrotka

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak widać, można... też byłam zdziwiona, ze aż taka niewiedza i rak kojarzenia, w ogóle jakiegokolwiek skojarzenia może być przepustką do "kreatywnego pisania" ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Teraz cały dzień będę mruczeć melodie ze "Skrzypka"...Aleś mnie urządziła !! ;o)
    Psu na budę jest taka kreatywność, że o nowoczesności nie wspomnę...Ale biorąc pod uwagę poziom dzisiejszego dziennikarstwa, to się dziewczę "wbija" w trendy...;o)

    OdpowiedzUsuń
  4. I o bardzo dobrze się wbija, publikują ją w ogólnopolskim portalu, na niej będą wzorować się młodsi z jeszcze większą dozą indywidualnej kreatywności; ciekawe o czym według nich będzie "Skrzypek" w recenzji za 10-15 lat takiej kreatywności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę być złym prorokiem, ale coś mi się wydaje, że "Skrzypek" wypadnie z obiegu, jako muzyczny archaizm...;o)

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że nie dożyję tych czasów...

      Usuń
  5. To mój ulubiony musical. Raz nawet widziałam jego polską wersję (czyli bez lektora) w teatrze i przepadłam w tych dźwiękach. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Musicale z reguły wystawiane w Polsce maja polskie wersje, tak jest np. z "Deszczową piosenką" w Romie czy "Aidą" z muzyką Eltona Johna też wystawianą w Romie, więc jak się idzie na spektakl na żywo, teksty piosenek i dialogi są po polsku, co innego film, filmu polskiego chyba nie ma, nie znam

    OdpowiedzUsuń
  7. Gdybyż to był incydent, ale to szerszy problem, niestety... Nie tak dawno w Milionerach bodajże, znany aktor nie odpowiedział na pytanie, na które odpowiedź powinno znać dziecię z podstawówki itd. itp.
    Skrzypek nie wypadnie, bo piękno klasyki zostaje na zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie znać czegoś, owszem, można, tylko dawniej niewiedzę ukrywano, a dzisiaj publicznie się nią chwalą i to jest żenujące...

    OdpowiedzUsuń