czwartek, 30 lipca 2026

Literatura jak Kasandra

        Słuchając audycji w radiowej Dwójce, dowiedziałam się o istnieniu projektu Cassandra. Realizuje go międzynarodowy zespół literaturoznawców badający współczesne teksty literackie z różnych kręgów kulturowych. Inicjatorem projektu jest prof. Jürgen Wertheimer z Uniwersytetu w Tybindze, a z polskiej strony uczestniczy w nim prof. Monika Wolting z Uniwersytetu Wrocławskiego.

         Przedmiotem badań międzynarodowego zespołu jest najnowsza literatura ostatnich 15. lat. Co ciekawe, w polu zainteresowania znajdują się nie tylko dzieła wybitne, ale w większym stopniu utwory często mało znane, peryferyjne, nienagradzane, a nawet takie, które nie zostały wydane. Jak uważa prof. Wolting, to właśnie one dokładniej rejestrują to, co się dzieje na co dzień i ujawniają powszechne nastroje społeczne. 

      Punktem wyjścia podjętych badań jest przekonanie, że to literatura w stopniu najbardziej dokładnym potrafi przewidywać zagrożenia przyszłości, potrafi wskazać miejsca i przyczyny sporów i napięć mogących prowadzić do konfliktów. Bynajmniej nie chodzi tutaj o prostą futurologię czy prognozy rodem z science fiction. Analiza tekstów literackich pozwala zaobserwować, gdzie i jakie napięcia społeczne zaczynają eskalować, co może prowadzić do wybuchu społecznego niezadowolenia i bardziej drastycznych zjawisk. 

      Na pozór wydaje się, że to bieżąca publicystyka i media społecznościowe reagują od razu i ujawniają skalę niezadowolenia czy frustracji społecznej. To są jednak tylko reakcje, a brakuje im długoterminowej przewidywalności, mogącej służyć za ostrzeżenie, że coś może dopiero nastąpić za jakiś czas. Media reagują na to, co już si stało, a literatura reaguje na ukryte nastroje i lepiej ilustruje długofalowe procesy społeczne, przewidując to, co zdarzy się za wiele lat. Utwory literackie wychwytują i ujawniają to, co w medialnym dyskursie niewypowiedziane, odzwierciedlają zbiorową wyobraźnię, emocje społeczne zanim zostaną one zwerbalizowane w publicznej dyskusji.  

       Punktem wyjścia podjętych badań jest założenie, że w rzeczywistość, w której żyjemy, zawiera ukryte znaki tego, co może nadejść w przyszłości. To pisarze w swoich utworach umieją te znaki, nawet nieświadomie, wychwytywać, wprowadzając te znaki do konstrukcji swoich bohaterów i fikcyjnej fabuły. Pisarze zawsze korzystają bowiem z tego, co obserwują w świecie. Zespoły badaczy pochylają się więc nad literaturą usiłując te ukryte znaki odczytać i a ich podstawie formułować wnioski.

       I tu pojawia się clou całego projektu Cassandra. Komu te badania są potrzebne? Można się zdziwić, ale trafiają one np. do NATO czy najwyższych struktur Unii Europejskiej. Mało tego, to właśnie od tych najwyższych szczebli politycznych wychodzą zamówienia na konkretne badania, np. literatury Tajwanu. Chodzi o to, by z literatury odczytać, jakie napięcia społeczne są szczególnie dominujące i mogą w przyszłości generować konflikty. Prowadzone były m.in. badania literatury francuskojęzycznej, polskiej, polsko-niemieckiej, utwory polskich emigrantów w Niemczech. Okazało się, że w 3/4 badanych tekstów dominują obrazy wroga i wykluczenia.

     Na marginesie rozważań o zakresie i celu projektu pojawia się też problem umiejętności, a właściwie braku umiejętności krytycznego czytania tekstów literackich. Krytycznego nie w sensie krytykowania, tylko w sensie dostrzegania celu zastosowanych przez pisarza zabiegów artystycznych. Mało wyrobiony czytelnik koncentruje się tylko na przebiegu fabuły, a słowa, zdania wypowiadane przez bohaterów traktuje dosłownie jako obraz rzeczywistości. Np. gdy, powiedzmy, bohater bluzga naokoło, złorzeczy takim czy innym postaciom obwiniając ich o swoje życiowe porażki, czytelnik traktuje to dosłownie, że fatycznie tej czy innej osobie należy tę winę przypisać. Krytyczne czytanie zaś polega na tym, aby rozumieć, że słowa bohatera świadczą tylko o jego postawie wobec wiata, a nie o świecie jako takim. Jest to element charakterystyki postaci literackiej a nie charakterystyka i diagnoza rzeczywistości. 

       Przypomina mi się tutaj konsternacja Olgi Tokarczuk, gdy jakiś czytelnik zapytał, czy to, co pisarka zamieszcza w swoich książkach, jest prawdą. Jak ma odpowiedzieć pisarz, który czerpie z rzeczywistości,  ale przecież przetwarza zjawiska, konstruuje fabułę, tworzy bohaterów, wkładając w ich usta zasłyszane zdania, albo wymyślone przez siebie, ale skonstruowane na podstawie przygodnych rozmów. Takie właśnie pytanie zdradza czytelnika, który czyta tylko dosłownie, nie rozumiejąc, że literatura piękna to nie jest zapis faktów ani podręcznik do historii.

       Analiza współczesnych tekstów literackich ukazuje jeszcze jedno zastanawiające zjawisko. Obecnie dominuje w nich narrator pierwszoosobowy. gdy kiedyś powieść charakteryzowano przede wszystkim jako wypowiedź narratora wszechwiedzącego, tak obecnie w większości narrator wypowiada się w pierwszej osobie. Liczy się tylko to, co JA mam do powiedzenia. To, co mówią inni nie jest istotne, jest marginalizowane. To wiele mówi o współczesnym człowieku i współczesnej kulturze.  

8 komentarzy:

  1. Narrator pierwszoosobowy to być może partner dla niewyrobionego czytelnika... Tych drugich coraz więcej, więc w odpowiedzi - tych pierwszych też. Tak zgaduję...
    Takiego pytania bym nie zadała, tym niemniej przyznaję, że nie fruwam zbyt wysoko :(
    Słyszałaś, że dla AI wykupują książki skąd tylko się da, szczególnie z niektórych dziedzin... Antykwariaty mają hossę. A informacje AI będą podobno coraz mniej miarodajne, będzie ogólny galimatias.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam, a najgorsze jest jeszcze to, ze po wtłoczeniu tych książek do pamięci Si, idą one na przemiał, czyli rynek książek się kurczy, a nieraz są to dzieła unikatowe w niewielkim nakładzie.
      Ogólny galimatias to już mamy, bo SI korzysta z tego, co sama napisała ;-)

      Usuń
    2. Tak, a w bibliotekach narodowych, które gromadzą egzemplarze obowiązkowe, też nie wiadomo jak to wygląda, albo jak będzie wyglądać.

      Usuń
    3. Czytałaś "Pamiętnik znaleziony w wannie" Lema? Tam jest taka wizja przyszłości.

      Usuń
  2. Kasandra - kapłanka obdarzona zdolnością przepowiadania przyszłości i klątwą - nikt nie wierzył jej prognozom.
    Dobry tytuł na wspomniany projekt.
    Osobiście odnoszę wrażenie, że literatura jest na skraju przepaści... a może nawet dalej.
    Nawet nie wiem jak można zdefiniować słowo literatura w obecnych czasach.
    Opublikowanie książki jest obecnie bardzo łatwe, ale po co publikować - można wypisać się albo wypowiedzieć na różnych platformach.
    W tej sytuacji nie wiadomo co jest istotniejsze - treść książki czy stan psychiczny autora/autorki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie wiem, mamy coraz więcej pytań, a coraz mniej odpowiedzi. Pojęcie literatury się zdewaluowało, granice gatunków nie istnieją, brak hierarchii, kryteriów, według, których można definiować dzieła wybitne.
      Pozostaje Homer ;-)

      Usuń
    2. Jeśli mogę dodać, napisanie książki to jednak wysiłek, a zysk niepewny. Najlepiej czytają się obyczajówki dla pań - jeszcze, i chyba kryminały. Ale panie, ze względu na wiek już się wykruszają.

      Usuń
    3. Sprostuję: napisanie DOBREJ książki to wysiłek. Mamy zalew badziewia typu wynurzenia znanych i mniej znanych celebrytów z poradami, jak szykować dzieci na wakacje i prowadzić kuchnię czy ogródek, gdy pod ręką jest armia ghostwriterów, którzy ogarniają tekst.
      Z moich obserwacji wynika, że i młodzi ludzie czytają, ale jakieś serie typu "Zmierzch", o wampirach albo fantasy, coś z magią, coś o innych światach. Ale i tak największe wzięcie mają romanse.

      Usuń