poniedziałek, 6 lipca 2026

Rozmyślania o poranku

       Nie żyje. Dlaczego nie żyje? Bo umarł. Dlaczego umarł? A któż to może wiedzieć! Może znudziło mu się żyć. Może był chory. Chory na świat i wszystko. Nie, nie można być chorym na wszystko. Niektórzy mówią, że boli ich dusza. Może i jego bolała. Więc zachorował na duszę albo na świat. Taka nowa jednostka chorobowa. Umarł, bo chorował, albo umarł, bo chciał. Znudzi bo mu się żyć. Znudziło mu się w ogóle wszystko. W sumie, tak patrząc z dystansem, życie jest nudne. Coś tam się dzieje, człowiek rzuca się tu i tam, próbuje tysiąca rzeczy, chce nie wiadomo czego, coś tam czasami się uda zrobić, osiągnąć, a wszystko przemija i dalej jest jałowo. Nudne to. Ileż można robić w kółko to samo? Wstawać, ubierać się, marnować czas na żarcie i wydalanie, sprzątać, rozmawiać... Najpierw uczyć się ileś lat, żeby potem pracować przez dziesiątki lat, a potem na emeryturze szukać sobie zajęcia, żeby się nie nudzić. I tak aż do końca. Nudne to. Myślę, że większość wynalazków powstałą z nudów. W takich chwilach, gdy ktoś szukał sposobu na zajęcie się czymś, żeby nie umrzeć z nudów. To byłoby głupie: umrzeć z nudów. Co innego umrzeć na świat. To najlepsze wyjście, bardziej eleganckie. I takie arystokratyczne: UMRZEĆ NA ŚWIAT. Jak już trzeba, to przynajmniej niech to brzmi zamaszyście. Właściwie to znaczy wypiąć się na świat. Ha, ha, ha!  Swoją drogą, jak ktoś uważa, że go boli dusza, to przynajmniej czuje, że ją ma. To ciekawe, dusza nie ma ciężaru, ale gdy dusza boli, to nagle staje się ciężka i nie chce się wstać z łóżka, nogi ciężkie, wszystko ciężkie, jakby nabrało wagi wieloryba. Nic tak nie zmienia ciężaru życia jak ból. Wtedy wiele rzeczy i wiele spraw nabiera wagi. Albo traci na wadze. Wagi nabierają codzienne zwykłe czynności a na wadze tracą przerośnięte ambicje, aspiracje, zabieganie. O, właśnie! Nie tylko czas jest względny, jak udowadniał Einstein. Ciężar też jest względny, choć ciągle działa ta sama grawitacja. Ale nawet grawitacja nie pomoże utrzymać się w pionie, gdy ktoś chce się położyć na dobre. Tak do spodu, wypróbowując szorstkość podłoża. Ciekawe doświadczenie, którym z nikim się nie podzieli. Zresztą, po co? W ciągu życia zbiera się tyle doświadczeń, tyle wrażeń, a i tak nic z tego nie zostaje. Jeśli życie płynie jak rzeką, to człowiek jest jak sito, przez które ta woda się przelewa. Niczego nie potrafi zatrzymać. Więc może tylko śmieć jest naprawdę nasza własna i wreszcie trzymamy coś w garści.