środa, 10 czerwca 2026

Klezmerskie trio

     Najwyższy już czas rozpocząć sezon koncertowy.  Gdy filharmonie, teatry, opery właśnie kończą programowy sezon, zaczęłam rozglądać się za letnimi propozycjami. Znalazłam koncert zespołu, którego słucham już od kilkunastu lat, ale nigdy nie udało mi się zobaczyć i posłuchać na żywo. Wreszcie nadarzyła się okazja. 

     Kroke w języku jidysz znaczy Kraków. Zespół został założony przez trzech absolwentów krakowskiej Akademii Muzycznej (Tomasz Kukurba, Jerzy Bawoł, Tomasz Lato) w 1992 roku. Trzon stanowi więc trio muzyków grających na altówce, akordeonie i kontrabasie. Altowiolista gra też na flecie i czasami śpiewa, choć zespół w zasadzie ma charakter instrumentalny. Współpracowali jednak z wieloma różnymi śpiewającymi wykonawcami. I wtedy zmieniał się nieco charakter ich muzyki. Podstawą jest muzyka klezmerska z elementami etnicznymi, folkowymi, jazzowymi. Tworzyli też muzykę do filmów i spektakli teatralnych. 

     W ostatnią niedzielę zespół wystąpił w Zamościu na zakończenie Jarmarku Hetmańskiego na Rynku Wielkim obok Ratusza. Przy tej okazji okazało się, że jeden z członków zespołu (chyba Kukurba, o ile zdołałam dobrze usłyszeć i zapamiętać) współpracował z pochodzącym z Zamościa Markiem Grechutą. 

      Żywiołowy i mocno w charakterze klezmerskim koncert niósł dalekie echa muzyki tęsknej, a zarazem energicznej, radosnej, a zarazem nostalgicznej, pustynnego płaczu i wędrówki. Tak to właśnie odebrałam. Zespół przypomniał swoje dawne przeboje i nowsze fragmenty większych kompozycji, jak np. muzykę ze spektaklu Rejwach, granego w Teatrze Żydowskim w Warszawie.  Nogi same chodziły i wybijały rytm u wielu obecnych na widowni. 

      Słuchając aż chciało się gdzieś powędrować w daleki świat, poszukać pierwotnych źródeł sztuki.  Tymczasem zaś spojrzałam na okalające Rynek kamienica - na samym szczycie  okna poddaszy były otwarte na oścież, choc zasłonięte storami lub zasłonami od słońca. Ktoś tam jednak także słuchał, bo nagłośnienie było potężne. Część słuchaczy usadowiła się na wysokich schodach prowadzących do Ratusza. Stamtąd mieli widok na cały plac i mogli też słuchać. Ja grzecznie zasiadłam na krzesełku przed sceną. Był już wieczór i słońce nie paliło tak mocno. 

      Przypomniałam sobie, jak pierwszy raz usłyszałam o zespole w radiu. Nagrywali wtedy i występowali z pieśniarką z Mongolii Urą  Chahar Tughi. Później jeszcze słuchałam ich w różnych transmisjach z festiwali. No i teraz udało się na żywo nie tylko posłuchać, ale i zobaczyć. Patrzenie poszerza wrażenia słuchowego odbioru muzyki. Widać, jak muzycy tworzą jeden organizm ze swoimi instrumentami. Czułość i wirtuozeria idą w parze. Jeszcze mam w uszach tęskne dźwięki akordeonu, głębokie rytmy kontrabasu i długie, szerokie melodie altówki. 



8 komentarzy:

  1. Musiałbym mieć dłuższą chwilę, aby zagłębić się w ich muzykę. Bo to jednak zupełnie inne melodie, nuty. Nie mniej lubię odkrywać jakieś dalekie krainy w muzyce. Ciekawe było odkrycie takich grup jak Asian Dub Foundation czy Dub Incorporation. Ale to takie co od razu mi się przypominają jak myślę o łączeniu w muzyce różnych kultur. :)


    Zapraszam do mnie.

    Pozdrawiam!
    https://mozaikarzeczywistosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam grup wspomnianych przez Ciebie, mój punkt wyjścia to muzyka klasyczna i ścieżki prowadzące od niej w inne rejony, czasami eksperymentalne, czasami tradycyjne.

      Usuń
  2. Muzyka klezmerska bardzo mi się podoba, byłem na kilku koncertach w Melbourne, wykonawcy zawsze wspominali swoje powiązania z Krakowem.
    Tu moje wspomnienie z festiwalu muzyki żydowskiej w Melbourne ( większość linków już nie działa :(( -
    ==> https://ewamaria.blog/2017/09/23/cziste-szalenstwo/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Linki co jakiś czas znikają, są usuwane konta, przenoszone... Coś sobie znajdę i za jakiś czas link nie działa. Tak to jest w Internecie.
      Z muzyka klezmerska jako taką nie miałam zbyt wiele kontaktów. W muzyce zespołu Kroke podoba mi się to, że nie zamykają się w jednym nurcie, poszukują nowych środków wyrazu.

      Usuń
  3. Niezmiernie lubię muzykę żydowska, śpiewaną w języku Jidysz—chyba kiedyś wymieniliśmy parę komentarzy na ten temat na moim blogu, ale pozwól, że się powtórzę.

    Kilkanaście razy oglądałem godzinne wideo z koncertu pełnego energii Efima Alexandrova ”Songs of the Jewish Shtetl”. Porywające!

    Byłem też zauroczony muzyką w wykonaniu niezmiernie utalentowanej i wielojęzycznej Lea Kalisch, a szczególnie jej trzema przebojami:

    Shtetl Neshumem.
    Az Der Rebbe Zingt.
    Tumbalalaika.

    Ten pierwszy jest śpiewany w języku angielskim, z wieloma słowami w jidysz. Co ciekawe, dwa pozostałe były wykonane w synagodze „Temple Israel” w Minneapolis, koło której kilka lat temu przypadkowo przechodziłem i nawet zrobiłem zdjęcia.

    A szczególnie byłem zafascynowanym wykonaniem „<a href="https://youtu.be/t0qYUY2x3_g>Tumbalalaika</a> przez Sabbathsong Klezmer Band & 100 Tagú Cigányzenekar. Przepiękne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, jasne, pamiętam, słuchałam Lei Kalish i jej piosenek.
      Na Alexandrova widzę, że potrzeba więcej czasu, więc na razie tylko kawałek.
      Musical z muzyką żydowską to dla mnie najpierw wspomnienie "Skrzypka na dachu" z niezapomnianym Chaimem Topolem.

      Usuń
  4. Tumbalalaika

    Sorki, czasami kod HTML płata figle!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz jest ok, działa. Piękne wykonania, pani ma operowy głos. Ja to nawet nie wiedziałam, że Tumbalalajka to żydowska piosenka.

      Usuń