środa, 28 stycznia 2026

Polonia 1592

 


       XVI-wieczne wydanie katalogu map Abrahama Orteliusa. Wydanie z 1592 roku, drukowane w Antwerpii. Dzieło zawiera ponad 130 map poszczególnych krajów Europy, w tym Polski. 

       Poniżej dzisiejsze Pomorze należące wówczas do Branderburgii oraz część Polski środkowej. 

Podkreśliłam na czerwono nazwy geograficzne: Pomerania oraz Poloniae, a także kilka miast i rzek: Szczecin, Stargard, Kalisz, Frombork, Odrę i Wartę.  

         A poniżej Śląsk i też część Polski środkowej. Zaznaczyłam Wartę i Wisłę, Kraków przy samym brzegu z prawej strony, poza tym Wrocław, Głogów i znowu Kalisz.


      No i cała Polonia jak sobie ją wyobrażał szesnastowieczny kartograf. Zaznaczyłam kilka miast: Kraków, Warszawę Konin, Gdańsk, Elbląg, Łowicz, Sandomierz, Sanok, Tarnów. Jest nawet Szczebrzeszyn zapisany jako Sczebresin. Zachęcam do poszukania swoich miejscowości lub okolic. Ciekawa zabawa rozpoznawać łacińskie dawne nazwy współczesnych miejscowości. 







czwartek, 22 stycznia 2026

Słodkie

 W przedwojennej gazecie natrafiłam na taką słodką reklamę:


"Express Lubelski", 5 stycznia 1930 r. 

Nazwa czekolady Bajadera szczególnie mi się spodobała. Aż nabrałam ochoty na słodkości. Poszłam tropem nazwy firmy, czyli Branka - gdzie i kiedy produkowała czekolady? I znalazło się. 
       Fabryka cukrów, czekolady i kakao Branka sp. akc. we Lwowie. 
W zasobach Muzeum Polin - jednak nie w głównej ekspozycji - znajduje się metalowa przedwojenna puszka na ciastka firmy Branka.


Firma znana była z ozdobnych pojemników. Ta zdobiona metalowa puszka ma spore wymiary: 18 x 29 x 23 cm. 
    Firma została założona w 1882 roku przez Maurycego Brandsteattera i była jedną z większych fabryk we Lwowie. Miała swoją filię także w Lublinie. Jej wyroby znane były w całej przedwojennej Polsce. Do dzisiaj popularne są na aukcjach antykwarycznych różne pojemniki zakładu Branka. Na przykład poniższa puszka w kształcie walca została sprzedana za ponad 50 euro.

Na stronie pewnego antykwariatu znalazłam tekturowe opakowanie po czekoladzie Branka wystawione za 650 zł. 
      Firma Branka działała do 1939 roku. Była jedną z pierwszych fabryk znacjonalizowanych przez władze sowieckie.

poniedziałek, 19 stycznia 2026

Miało być o koncercie kolędowym

      Tak się złożyło, że o koncercie nie będzie. Dlatego tylko namiastka z "Expressu Lubelskiego" ze stycznia 1930 roku:


A ponieważ zima ostatnio nas rozpieszcza swoimi urokami, to jeszcze zimowe obrazki.


W klimacie Święta Trzech Króli - pocztówka z 1930 roku, malował Piotr Stachiewicz


Zimowy zmierzch, obraz Stefana Domaradzkiego z "Expressu Lubelskiego i Wołyńskiego" z 1937 roku


Lew Dobrzyński, Pejzaż zimowy, grafika z ok. 1934 roku

środa, 14 stycznia 2026

Jak to z tym oświetleniem było - doniesienie z dawnej prasy

      Moje upodobanie do wertowania dawnych gazet i czasopism nieoczekiwanie zaprowadził mnie w rejon wynalazków. Konkretnie zaś, wynalazku oświetlenia gazowego - gazem węglowym. "Kuryer Litewski" z 1802 roku, nr 5 donosi, że niejaki "Michiels obywatel Maestrichtu wynalazł sposób nowy [...] oświetlenia ulic mieyskich, i na to przywiley otrzymał"



       Na pytanie o wynalazców oświetlenia ulicznego SI wymieniła kilka nazwisk, ale żadnego podobnego do podanego w gazecie. Mało tego, zapytałam w takim razie o wynalazców z Maastricht, a SI autorytatywnie orzekła, że stamtąd nie pochodzi żaden wynalazca. Wypadało więc zacząć poszukiwania z innej strony: od samego Maastricht. Wśród dawnych zasłużonych mieszkańców miasta znajduje się niejaki Jean-Pierre Minckelers, żyjący w latach 1748 - 1824. Bingo! Ale żeby nie było tak łatwo - oczywiście polska Wikipedia go nie zna, za to angielskojęzyczna podaje nawet obszerną biografię i określa go, a jakże! jako wynalazcę oświetlenia gazowego. 
      W dawnej prasie nazwisko zostało zapisane na poły fonetycznie, czego się zresztą spodziewałam i wiedziałam, że szukać należy nazwiska mniej więcej podobnego, a nie literalnego zapisu. Dziwię się tylko, że SI szkolona na źródłach i tekstach angielskich, Minckelersa nie zna, a przecież w Maastricht stoi nawet jego pomnik. Może to i lepiej, bo przeczytałam ostatnio, że nagminne korzystanie z niej prowadzi do ubytków w umiejętności myślenia. 
      Wracając zaś do wynalazku, trzeba przyjąć, że informacja w gazecie z 15 stycznia 1802 roku była nico opóźniona, toteż całkiem logiczne, że Minckelers pracował nad swoim wynalazkiem już wcześniej. Studiował w Leuven, gdzie po ukończeniu studiów został profesorem przyrody, koncentrując się na badaniu gazów. Interesowało go poszukiwanie gazu odpowiedniego do napełniania balonów. Wynalazek braci Montgolfier inspirował wówczas wielu badaczy do eksperymentów z gazami. W 1784 roku Minckelers opublikował pracę naukową o łatwopalnym powietrzu otrzymywanym z różnych materiałów. Oczywiście nie było to czyste powietrze, lecz różne substancje gazowe. Najlepszym okazał się gaz otrzymywany z podgrzewanego oleju skalnego. Chodzi chyba o ropę naftową. W każdym razie gaz okazał się łatwopalny i Minckelers zaczął używać go do oświetlenia swojej sali wykładowej, a zastosowano go z czasem do oświetlania  innych pomieszczeń. 
      Od 1794 roku Minckelers był profesorem fizyki i chemii w swoim rodzinnym mieście. Zapewne wtedy też uzyskał zatwierdzenie swojego wynalazku, czyli patent, o czym donosił "Kuryer Litewski". 

sobota, 10 stycznia 2026

Wydarzyło się 10 stycznia

       W 1903 roku w Krakowie w dramacie Szekspira wystąpiła gościnnie Helena Modrzejewska jako Lady Makbet:


Dopisek do komentarza Karoliny: Modrzejewska miała zwyczaj robić zdjęcia w kostiumach postaci, które grała. Są też jej zdjęcia jako Lady Makbet. Znalazłam dwa z różnych przedstawień. Nie wiem, czy któreś jest akurat z Krakowa:





       W 1931 roku w Teatrze Wielkim w Tosce jako Cavaradossi wystąpił Jan Kiepura.


       W 1946 w Filharmonii Krakowskiej w koncercie symfonicznym wystąpili: Andrzej Panufnik, kompozytor i główny dyrygent Filharmonii Krakowskiej oraz Jan Ekier, pianista i kompozytor.  W ramach koncertu została wykonana między innymi Uwertura tragiczna skomponowana przez Panufnika w 1942 roku, której nuty później w czasie wojny zaginęły, ale utwór został przez kompozytora zrekonstruowany. 

       Uwertura tragiczna Andrzeja Panufnika to jedna z najbardziej dramatycznych jego kompozycji. W utworze znajdują się nawiązania do odgłosów wojny, lecącego samolotu, karabinu maszynowego czy bombardowania. 

wtorek, 6 stycznia 2026

Podążając za Gwiazdą

      Trzej Królowie, Magowie, Mędrcy... Na koniach, wielbłądach, słoniach i piechotą. No właśnie, czy ktoś widział, żeby wędrowali na słoniach? Najczęściej wędrują na wielbłądach, bo pochodzili z Persji. Cyrus Wielki, władca Persji w VI wieku p.n.e miał armię żołnierzy walczących na wielbłądach. Z drugiej strony, perska jazda konna przez wieki była niepokonaną armią. Jednak niektóre legendy wskazują, że Kacper pochodził z Indii, więc słoń byłby dla niego bardziej naturalnym środkiem podróżniczym. Najlepiej, żeby każdy miał swojego wierzchowca. Tak właśnie przedstawił ich Stanisław Ostoja-Chrostowski na grafice z 1936 roku, którą znalazłam w dwóch wersjach. 


To jednak obraz niepełny, brakuje prawej strony z gwiazdą nad Betlejem


Tutaj w tonacji niebieskiej i z rozwinięciem prawej strony. W prawym rogu u góry zarys samolotu z logo LOT-u na ogonie. 

       Stanisław Ostoja-Chrostowski to jeden z najbardziej znanych przedwojennych rytowników. Był autorem kilkuset rycin i wielu exlibrisów (w jednej monografii znalazłam omówienie 600 jego dzieł). Jego prace znalazły się na znaczkach i pocztówkach, projektował okładki książek, tworzył ilustracje, z których najbardziej znane to seria ilustracji do dramatów Szekspira, za które otrzymał I nagrodę w Londynie. W charakterystyce jego dzieł pojawiają się takie określenia, jak precyzja, cienka kreska, kontrastowe zestawienia, realizm przedstawienia elementów natury, stylizowanie postaci i ekspresja ruchu. Często posługiwał się rylcem o kilku równoległych ostrzach, co dawało efekt wielowarstwowości figur. Dodałabym do tego jeszcze poczucie humoru, co widoczne jest właśnie w rysunku Trzech Króli. Nie dość, że jeden na słoniu, to dwaj pozostali (na koniu i wielbłądzie) z ekstatycznie wzniesionymi rękoma, a ten pierwszy z prawej strony ma sterczącą do przodu brodę jak tajemniczy Don Pedro z bajki o Baltazarze Gąbce. Tylko że inspiracja byłaby raczej odwrotna: rycina Chrostowskiego powstała dużo wcześniej.
         Korony postaci są przerysowane, wysokie i ostro zakończone, jakich na pewno nie nosili ani władcy, ani magowie ze Wschodu. Całość wyraźnie stylizowana na drewniane figurki, prosto z szopki. Ze wszystkich przeglądanych w tym roku ilustracji do święta Trzech Króli - a przejrzałam ich kilkaset dostępnych na Polonie i cyfrowych zasobach bibliotek regionalnych oraz muzealnych - ta zauroczyła mnie prostotą formy i delikatnym humorystycznym ujęciem. 
         Stanisław Ostoja-Chrostowski niewątpliwie należał do najlepszych i najbardziej rozpoznawalnych rytowników. Niestety, jego działalność była dosyć krótka. Pojawiają się dwie daty urodzin: 1897 i 1900 rok, przy czym źródła Polony konsekwentnie podają 1900, natomiast Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa oraz publikacja pod tytułem Stanisław Ostoja-Chrostowski. Katalog wystawy wydana przez Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy podają datę 1897. Dzień miesiąca zawsze 14 grudnia, tylko co do roku są rozbieżności. Na nagrobku na Cmentarzu Powązkowskim jest data urodzenia 1900 rok, natomiast 1897 to rok urodzenia jego żony Anny. Data śmierci jest bezdyskusyjna na podstawie nekrologu: 9 listopada 1947 rok. 
         Ukończenie studiów w Szkole Sztuk Pięknych w Warszawie w 1934 roku sugeruje, że zawodowa działalność artystyczna Ostoi-Chrostowskiego trwała zaledwie kilkanaście lat. Nawet licząc od daty pierwszej pracy dyplomowej wykonanej w 1930 roku, twórczość ta była krótka. Mimo to odcisnął trwały ślad w historii polskiego rytownictwa, a jego prace do dzisiaj przykuwają uwagę i zachwycają. Skoro zaś jesteśmy przy tematyce bożonarodzeniowej, to jeszcze takie wynalazłam:

Boże Narodzenie, drzeworyt 1931 r.

Życzenia świąteczne, drzeworyt barwny, 1932r. 


Święty Józef i Maria w drodze do Betlejem, drzeworyt dwubarwny 1936

Ucieczka do Egiptu, 1929



Życzenia gwiazdkowe 1938 r.

sobota, 3 stycznia 2026

Siedmioro wspaniałych

        W sezonie 2025/2026 mamy chyba najsilniejszą ekipę śpiewaków w Metropolitan Opera w Nowym Jorku odkąd Polacy znajdują się w obsadzie tej renomowanej w świecie sceny operowej. A występują tam od samego początku, czyli od inauguracyjnego sezonu w 1883 roku, kiedy partię tytułową w Łucji z Lammermoor Donizettiego śpiewała Marcelina Sembrich-Kochańska (sopran). Wystąpiła na scenie MET ponad 400 razy, jej portret znajduje się do dzisiaj w holu opery. Na przełomie XIX i XX wieku karierę w Nowym Jorku robili bracia Jan (tenor) i Edward (bas) Reszke. Jeszcze w XIX wieku w Metropolitan Opera śpiewała Felicja Kaszowska-Krotowska (sopran), a na początku XX wieku rewelacyjnym basem na nowojorskiej scenie był Adam Didur. W latach 1968 - 1984 partie sopranowe wykonywała znana na całym świecie wielka polska śpiewaczka Teresa Żylis-Gara, a od 1975 roku przez kolejne 15 sezonów występował tam Wiesław Ochman (tenor). Partię Królowej Nocy z Czarodziejskiego fletu Mozarta na scenie MET śpiewała Zdzisława Donat (sopran koloraturowy). Najmłodszym polskim debiutantem w Metropolitan Opera był Mariusz Kwiecień (baryton), który po raz pierwszy tam wystąpił w 1999 roku mając 27 lat. Podobnie pięć lat młodsza Aleksandra Kurzak, która wystąpiła po raz pierwszy w MET pięć lat później, czyli w 2004 roku. 

        Zapewne kogoś pominęłam, a historia polskich śpiewaków i ich sukcesów na tej najważniejszej scenie świata jest imponująca. W obecnym roku - poza Aleksandrą Kurzak -  już kolejny 19. sezon będzie występował Piotr Beczała (debiut w MET 2006), aktualnie jeden z najlepszych tenorów lirycznych na świecie. Bardzo mnie cieszy obecność Tomasza Koniecznego (bas-baryton), którego głos, nawet kiedy mówi, jest zniewalający (debiut w MET 2019). Baryton Artur Ruciński również kontynuuje nowojorską karierę od debiutu w 2016 roku. W 2023 roku na scenie MET pojawił się tenor Piotr Buszewski, a w bieżącym sezonie we wrześniu 2025 r. zadebiutowali baryton Andrzej Filończyk i bas Adam Palka

        Jak co roku Metropolitan Opera prowadzi transmisje live w kinach całego świata. Transmitowane są tylko niektóre realizacje, więc nie zobaczymy wszystkich Polaków. Do tej pory, od września do grudnia, można było w nich obejrzeć i słuchać Tomasza Koniecznego 11 listopada w Arabelli Straussa, 13 grudnia zaś wystąpił Piotr Beczała w tytułowej partii opery Umbero Giordano Andrea Chenier. 10 stycznia będzie można usłyszeć i zobaczyć Artura Rucińskiego, który wystąpi w Purytanach Belliniego oraz ponownie Tomasza Koniecznego 21 marca w Tristanie i Izoldzie Wagnera. 

        Cóż dodać? Spośród wymienionych wyżej artystów na żywo słyszałam Piotra Beczałę, Aleksandrę Kurzak, Artura Rucińskiego i Adama Palkę. Pozostałych z różnych transmisji (z realizacji operowych w różnych miejscach w świecie) i nagrań (jeśli chodzi o tych dawniejszych). Wciąż czekam na okazję posłuchania Tomasza Koniecznego, ale ciągle coś staje na przeszkodzie, muszę poczekać aż wróci do Polski, bo do Metropolitan Opera raczej się nie wybiorę. 

Tomasz Konieczny o śpiewaniu partii Wotana - uwielbiam jego głos